kulinaria,  muzyka,  życie

trajektoria zdrowego rozsądku

Matołusz się wypowiedział ostatnio: My poruszamy się po tej trajektorii zdrowego rozsądku, którą podpowiadają nam najlepsi w kraju i zagranicą epidemiolodzy i wirusolodzy.

 

Jutro to dopiero będzie rekord. Dziś się rano wybrałem do sklepu i widzę wianuszek aut. Myślę sobie, że pewnie do Sadyby Best Mall’a coś rzucili. Ale patrzę dalej, że jakieś zamieszanie przy skrzyżowaniu wcześniej. Pewnie dzwon – myślę sobie. A nie. Obok mnie jest centrum badania wiruska. Drive-thru taki. Na parkingu dodatkowo postawili ambulans i ludzie bez aut czekali na wymaz. Nie było tego wcześniej.

Jutro rusza godzina dla seniorów.

Jutro ponoć Wawa w czerwonej strefie.

Panie Matołuszu niech pan nie …. o zdrowym rozsądku. Sasina proszę spacyfikować, bo się, delikatnie mówiąc, błaźni. W sobotę niefortunne, a właściwie idiotyczne, gratulacje dla Igi Świątek, a dziś coś lekarzy poddenerwował.

A propos naszej młodej Mistrzyni, to ktoś w radio zasugerował, że gdyby panienka wyszła za Piątka, to nazywałaby się Iga Świątek-Piątek. Hehehehehehe. Dobre.

 

Muzycznie coś mi drgnęło. Stevie Nicks i jej „Show them Way” opętało mnie. Nie bierzcie się za to, bo przepadniecie jak ja. Jak nie słucham piosenki, to oglądam teledysk. Cudo, ale tą panią trzeba lubić. Ja lubię i ją, i Fleetwood Mac. Teledysk wymowny. Wybory idą. Świetne nowe odcinki Saturday Night Live. Rewelacyjne otwarcie pierwszego prowadzącego nowego sezonu – Chris Rock’a.

 

Prezydent Trump jest w szpitalu na covid. Moje wyrazy współczucia dla … covidu. No w Polsce by to chyba nie przeszło. A może by przeszło, bo jakaś Dupa mogłaby tego nie zrozumieć.

Maya Rudolph świetnie parodiuje sentorkę Kamalę Harris, ewentualną, nową wiceprezydentkę Joe Bidena.

 

Można chyba włączyć napisy i tłumaczenie na polski (jeśli ktoś sobie winszuje).

 

W piątek byłem na koncercie. No niestety słaby występ, bo Tomek postanowił na sentymentalną nutę grać. Towarzystwo przy stoliku już było zrobione jak przyszedłem, więc słaby klimat. Jakaś koleżanka muzyka postawiła nam na stole swój telefon i robiła streaming na żywo na Fejsie. Co chwilę dzwonił jej telefon. Wyświetlało się ICE. W przerwie mówiliśmy rudej właścicielce, że jakiś zimny drań dzwonił. Aaaa, to matka. Opiekuje się dziećmi – mówi dziewczyna. Zimna matka? – pytam, ale już mnie nie usłyszała. Kolega wtrącił, że to chyba In Case of Emergency. Ok. Ice Ice Baby.

Nadeszli koledzy, trzeźwi koledzy i postanowiłem do nich się dosiąść. Też byli wielkimi fanami koncertu, więc postanowiliśmy wejść do środka i pograć w rzutki. Wieczór się toczył. Po skończeniu wszystkich atrakcji usiedliśmy na dworze i rozmawiamy. W pewnym momencie słyszę jakieś dźwięki. Dziwię się i mówię do Pawła:

– słyszysz? Chyba jakiś dzik ryje

– aha – mówi po chwili kolega wytężając słuch.

Wstajemy, rozglądamy się. Niestety naszym oczom ukazał się przykry widok. Ruda leżała nogami na chodniku, a twarzą w trawie i ryła. To znaczy … rozmawiała z Ralfem przez wielki biały telefon (cockney, czyli londyński angielski: Talking to Ralph Thru the Big White Phone).

Zaalarmowaliśmy stolik Rudej. Szybko ją zgarnęli i posadzili na ławce. Później, niefortunnie stałem w kolejce do toalety i ona była przede mną. Weszła. Mija 5 minut więc pukam,

– zajęte – mówi laska

– ok – na szczęście wiem, że nie zasnęła

Mija kolejne kilka minut. Pukam.

– zajęte – słyszę

– wiem. To cały czas ja – odpowiadam

Zero reakcji. Po chwili znowu słyszę, że Ruda rozmawia z Ralfem. Zawiadomiłem kolegów, żeby ogarnęli koleżankę. Na szczęście właścicielka pozwoliła mi skorzystać ze służbowego wychodka. Ufff.

Przykry widok pijana kobieta. Ale laska już na dzień dobry czuła się swobodnie. To jak skończy było do przewidzenia. Dzieci u zimnej matki, chłopak z gitarą, to można pójść w tango.

Eh.

 

I na koniec wisienka.

 

Lubię tę piosenkę. A ta wersja na żywo jest cudna. Żywe instrumenty, rewelacyjna aranżacja. I dziewczynka fajnie śpiewa i ma ciekawe teksty. Ze 2 lata temu miała też interesujący debiut „New Rules”. Oj taka młoda, a tak źle trafia na chłopaków. Wtedy jakiś łobuz, teraz jakiś znowu ją zostawił.

Usłyszałem ten utwór będąc u Arka-Zegarka. Przeglądaliśmy internety. Mnie i koledze się bardzo spodobało. Żonie Urszuli nie, bo zapytała, co w tym fajnego. Spiorunowaliśmy ją wzrokiem. Jak to co? Wszystko!

 

Aha, zrobiłem przepyszny sos kurkowy. Ale dałem pół kostki masła i duży kubek śmietany, to co miało nie smakować. Wiadomo, że tłuszcz przenosi świetnie smak. A śmietana też swoje doda. Mniam!

7 komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.