Miesiąc: marzec 2020

wzdrygłem się

wiem, nie ma takiego słowa. Ale w dupie mam poprawność lingwistyczną w obliczu zagłady ludzkości.

Z przerażeniem patrzę na liczby. Ale też jakoś spokojny jestem. Wychodzę z założenia, żeby myśleć pozytywnie i zachować zdrowy rozsądek. Szansa na zarażenie się nie jest duża. Ja wolę mówić, że szansa na niezłapanie tego gówna jest duża.

Godzina 19.03, ostatnia sobota … marca

Zakażonych 645 606

Ofiar 29 971

Ozdrowionych 139 552

Dziś na świecie przybyło już prawie 50 000 nowych zakażonych. Czyli coś około 83 osoby na milion to ma. Czyli prawie milion na milion ludzie tego nie ma.

W ciekawych czasach żyjemy.

Wzdrygnąłem się ostatnio wchodziwszy do mojego budynku. Przed wejściem już w zastanowienie wpadłem, bo na dziwnych blachach auto stało przy schodach. Karawan z domu o Dziwnej Nazwie pogrzebowego. Na drzwiach od dwóch dni wisiała klepsydra, że 90-letnia mieszkanka odeszła. Pomyślałem, że może tak jak moja Babcia, chciała w domu swoim być pożegnana. Na klatce akurat winda zjechała. Zobaczyłem pana odstawiającego coś na ziemię i biorącego się za wynoszenie drewnianych drągów z windy.

Drugi pan trzymał taki biały worek. Ale trzymał to tak, jakby kogoś pod pachy wziął. Zrozumiałem już co to i kto to. Te drągi, to takie zwijane nosze. I taka refleksja mnie naszła, że szacunek ludziom należy się i po śmierci. Nie chciałbym być tak wynoszony w worku, nie chciałbym być niemieszczącym się w windzie.

Ale później się tak zastanowiłem co to w ogóle za akcja była? Jeśli ktoś by zmarł w domu, to chyba do prosektorium się zabiera, bez względu na to, czy młody, czy stary (młodemu zawsze sekcję zrobią, bo za młodo na umieranie jemu/jej jest). Także to chyba nie jakaś nagła śmierć, tylko może faktycznie pogrzeb tej śp. Pani Sąsiadki? Czy ten czas, kiedy rodzina i bliscy zbierają się nad trumną i się modlą, i lamentują, to też nazywa się pogrzeb? 

Ale też pomyślałem sobie, że gdyby to był ten właśnie moment, to zwłoki powinny być w trumnie, a tej nie widziałem. Może zwieźli wcześniej? No nic. Jakoś wzdgryłem się i się zadumałem. Jeśli chodzi o mnie, to poproszę o kremację w najprostszej trumnie i o jakąś biesiadę na wesołą nutę podczas żegniania się ze mną. Z muzyki można mi puścić Toma Waitsa albo Marillion. Nie obrażę się. Za Queen będę straszył w dzień i w nocy!

To może już nie o śmierci. Choć o pewnym końcu czegoś. Chyba Trójka idzie w daleką odstawkę. Nie da się słuchać. Jedynie Niedźwieckiego mogę znieść, ale pozostałe audycje są niestrawne. Metz? Alergia na jego głos, na jego pyszałkowatość, arogancję w stosunku do słuchacza. Stelmach? Nadęty bufon. Baron? Nudny głos, nudna muzyka, nudna audycja, nudny czas. Kaczkowski? Oj, pan już dawno odpłynął w swój świat. Może już lepiej mu nie uświadamiać, że jest 2020 rok. Ale czasem zatrzymam się na jego audycjach. Fisha puszczał nowego ze 3 niedziele temu, przedpremierowo. Weltchmerz chyba się piosenka nazywa. Jakoś nie słychać jej w Trójeczce. 

Dziś mnie pan redaktor Stelmach zbił z pantałyku. I to tak ścichapęk. Wczoraj Pearl Jam wydali płytę. Posłuchałem już 3 razy i nie przeszkadza. Ale jak to z prawie wszystkimi albumami tego zespołu jest, nie słucham po latach. Nie wracam. Wyjątek – genialny debiut o nazwie TEN. Jedna z najlepszych płyt wszech czasów.

No i ten pan redachtór postanowił w każdej godzinie swojego programu prezentować jedną piosenkę z tego nowego wydawnictwa. Po pierwszym utworze pan redachtór rzekł, że to z nowej płyty …

DŻAJDŻEJTON

Wzdrygłem się. W zakłopotaniu byłem. Najgorsze było to, że on to serio powiedział. Zawsze mi się wydawało, że gigaton czyta się … gigaton. Ale nie wymądrzam się już. Może się nie znam. Tak, jest taka możliwość. Kiedyś mogłem inaczej reagować. Dziś nie. Niecałą godzinę temu rozmawiam ze swoim kumplem z Cali i proszę go, czy mógłby mi wysłać wiadomość głosową z jednym tylko wyrazem – Gigaton. Oczywiście Michael nie wie o co cho, więc nagrał mi się tak – what is a gigaton?

Nie żadne DŻAJDŻEJTON, tylko gigaton. To już nie pierwszy raz w radio ten pan albo pan Metz takie babole strzelają. Hirek Wrona przynajmniej nie ukrywa, że nie zna za bardzo języka i jego angielski jest … uroczy.

Także RIP Trójka.

Ania Gacek lansuje się w najlepsze na social mediach. Już zapowiedziała się na przyszły tydzień ogłaszając wszem i wobec, żeby sobie środę zarezerwować. Mann też jakiś socialowy się zrobił. Ale jego to nie mogę ani słuchać, ani nań patrzeć. Na pani redaktor oko można zawiesić. A i owszem. Aha, i uważam, że ludzie są chamy naśmiewając się z jej wady wymowy. Już piszą, że nie mają żadnej śłody w swoim kalendarzu.

Jeśli chodzi o home office, to nie ma o czym mówić. Codziennie jeżdżę po oddziałach rozwożąc różne rzeczy. I tak zauważyłem jedno – o ile do wtorku włącznie miasto wyglądało jak po zagładzie, to od środy zaczęło się zagęszczać. A dziś to już w ogóle dziki tłum nad Wisłą. Pojechałem rowerem do rzeki i wzdłuż jej do Gass. Tłok. Rowerzystów dużo. Sporo aut poparkowanych. Biegacze, spacerowicze. A na Wilanowie to już w ogóle istny piknikowy klimat.

Wzdrygłem się i szybko czmychnąłem do domu. 

Miałem plan na czas pracy z domu. Ale skoro nie robię z domu, to nie mam czasu na realizację. Tylko na Netflixie nie mam na co patrzeć. Horrory mnie nie nie straszą. Tzn. straszna nuda. Może dziś komedie odpalić?

A dziś obejrzałem sobie na vod tvp monodram Ewy Błaszczyk – Oriana Fallaci. Świetny!

I na ipla – Zawsze w Niedziele – polska komedia z 1965 roku, składająca się z trzech nowel o tematyce sportowej. Fajna rozrywka. Kalina Jędrusik gra w pierwszym epizodzie. Eh, jak ja lubię tę aktorkę. A może by tak w końcu Ziemię Obiecaną obejrzeć? O mam na cda.pl. Jessu! 2h49min! Ciekawe, czy się wzdrygnę.

dziwny jest ten świat

Pokazali Włochy i Chiny z kosmosu. Okazało się, że po wstrzymaniu przemysłu niebo się rozjaśniło. Czystsze się stało. 

Czekam na wiatr co rozgoni 
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

Jakaś baba uciekła ze szpitala zakaźnego, bo jej kiełbasę podali. A wegetarianką była. Mały szkopuł w tym, że miała coronawirusa. 

Ludzie zrywają się z kwarantanny i idą na zakupy. W tłum, do ludzi.

Bycie w domu jakoś mija ciekawie. Człowiek ma czas na to i owo. Nie nudzę się. Szkoda tylko, że odkurzacz już nie ssie, bo nie mogę odkurzyć. Z podłogą sobie daję radę – miotełka. Ale gorzej z dywanem. Może zwinąć? Czas chyba na tego Siajomi robota.

Nie czytam już newsów o zarazie, bo stwierdzam, że połowa zła na świecie to zasługa mediów, które napędza to wszystko. Wychodzę z założenia, że jak się nie ma o czym pisać, to lepiej nie pisać. Kiedyś ktoś zapytał Kubę Wojewódzkiego, czy czytał już księżkę którejś celebrytki. Odpowiedział, że nie, bo nie lubi pierdolenia o niczym. Dobra odpowiedź, szkoda tylko, że Król Telewizji pobrudził sobie rączki swoją „(auto)biografią”. 

W sklepach towary na półkach. Nie ma paniki. Trochę mi szkoda, że zamknęli sklep Tchibo, bo nie mogę sobie kawy nakupić. Kupowałem kiedyś kawy mielone w sklepie zwykłym, ale zapychał się ekspres. W czwartek, w desperacji, kupiłem znowu jakieś cudeńko. No ma znaczek, że kawa dobra do ekspresów przelewowych, ciśnieniowych, do zwykłego parzenia i w tygielku. Hm, ciekawe jakim cudem, skoro do każdego ekspresu wymaga się inną grubość mielenia. Oczywiście bez przekonania wziąłem kawę. I tylko raz zrobiłem kawę, bo ekspres … zakaszlał. Ale o dziwo postanowiłem zrobić sobie kawę parzoną, czyli plujkę. Niezła!

Home office trwał u mnie półtorej dnia. W piątek musiałem być w pracy, żeby pomagać rozwozić to i tamto po oddziałach. Lekki burdel organizacyjny, ale daliśmy radę. Zobaczymy co ten tydzień przyniesie. Wolałbym nie ruszać się z domu.

Ostatnio mam koszmary. Nie wiem, czy to wina feng szłej, czy coś chcę sobie powiedzieć. A właściwie moja (pod)świadomość chce mi coś powiedzieć. Ostatni koszmar z wczoraj. W pracy rozdawali wyniki testów na koronawirusa. Koleżanka miała wpisane „18 marca”. Czyli tego dnia niby się zaraziła. Wpadłem w panikę, bo się z nią widziałem. Muszę do niej jutro zadzwonić. U mnie pokazało „19 marca”. I tak się składa, że ten dzień niby zarażenia to mój pierwszy, i jak dotąd jedyny dzień home office’u. Hmmm, chyba moje ja domaga się pracy z domu, a nie łażenia do biura. 

Ludzie na ulicy, o ile są, strasznie podejrzliwie się patrzą. A jak miejsca ustępują! Dziś na spacerze jakaś pani, jak mnie zobaczyła, to jakoś nienaturalnie uskoczyła na 2 metry w prawo. Dużo ludzi spaceruje, jak nigdy. 

I z tym wirusem odkryli, że to gówno się może w powietrzu ponoć utrzymywać. Jej! To skąd ja mam wiedzieć, czy kotś przede mną nie prychnął wirusem?

Ale i tak plotka niesie, że wszyscy mamy coronawirusa, w mniejszym lub większym stopniu. Pytanie co on nam może zrobić. 

Także wszyscy siedzą w domu. Sprzątają, czytają, oglądają, gotują. Kolega z Californii zadziwiony, że mam alkohol – to sklepy z alkoholem macie otwarte?.

Ja zawsze wtedy odpowiadam – this is Poland Michael. A niech kolega sobie myśli co chce o nas.

Przed zarazą pani Słodkokwaśnej pożyczyła mi jedną książkę. Tomasz Konatkowski – Przystanek Śmierć. Połknąłem w trymiga. Przy kolejnej wizycie zabrałem pozostałe 3 kryminały z serii „Komisarz Adam Nowak na tropie”. Druga książka „Wilcza Wyspa” już nie taka super. Ale przebrnąłem. I teraz wziąłem się za „Nie ma takiego miasta”. Od razu pomyślałem o Lądku Zdrój. I nie pomyliłem się. Głównego bohatera wysłali do Londynu na miesiąc w ramach wymiany. Rzecz się dzieje w 2009 roku. Burmistrzem jest Boris Johnson. Eh ten Londyn. Dawnom nie był. 

Na instagramie zobaczyłem profil Anny Gacek. „Kochani przygotowałam dla Was mixtape. Wejdźcie na spotify…”. Nie, dzięki. 

Wrzuciła dwa filmiki na IG TV. Na drugim opowiada z przejęciem o Fionie Apple. Nigdy nie mogłem się przekonać do tej artystki, choć wiele osób chwaliło. Dla mnie zawsze ta pani była pokręcona. No tak, dziewczynka z Nowego Yorku. Ale J.Lo też z Miasta. I Alicia Keys. I Cardi B. Czyli chyba to nie to przeszkadzało mi w odbiorze jej muzyki. Ale Anna Gacek mówiła o Fionie Apple tak, że słucham właśnie debiutu Tidal. Musiało chyba trochę wody w Wiśle upłynąć, żebym zmienił zdanie. Wciągnęlo mnie i twierdzę, że czemu nie posłuchać tego jeszcze raz kiedy indziej. Pamiętem jeszcze jeden fakt z twórczości Fiony Apple. Najdłuższy tytuł albumu w historii:

The Idler Wheel Is Wiser Than the Driver of the Screw and Whipping Cords Will Serve You More Than Ropes Will Ever Do

Czyli coś w ten deseń: Koło pośredniczące jest mądrzejsze niż śruba napędowa, a biczowanie linami zapewni Ci więcej niż liny kiedykolwiek zrobią. O! I to jest właśnie kwintesencja tego, jak ja traktowałem tą panią i jej twórczość. Po-krę-co-na!

Pierwszy filmik Anny Gacek trzeba jednak samemu zobaczyć! O ile zmieniłem zdanie o niej oglądając z jaką pasją opowiada o muzyce, to widząc jej debiut na IG TV stwierdzam, że ta pani ma coś nierówno pod sufitem.

A może ja się nie znam? Każdy wie, że ta pani kocha muzykę tak samo jak modę. Już kiedyś w serialu Friends jedna z bohaterek chcąc wytłumaczyć się rodzicom chłopaka czemu siedzi w halce mówi, że to taka moda z Francji i ona sprawdza jak Amerykanie zareagują. Stawia wniosek: America not ready.  

Dodam, że będąc konsekwentną bohaterka poszła na kolację ze swoim chłopakiem i jego rodzicami „ubrana” tak właśnie. 

Wracając do Ani Gacek – hm, może to taka nowa Rachel? A może zapomniała się ubrać? A może ma ogrzewanie włączone i było jej gorąco? A może tak lubi? Ja bym tak się nie ubrał. Ale ja się nie znam na modzie.

No i w tym „ubranym” filmiku była dziennikarka Trójki opowiada o tym, że lubi gotować. O, to mamy dwa wspólne zainteresowania – muzyka i gotowanie.

A dziś Słodkokwaśna mi wrzucił filmik. Smaczny! I fajnie zrobiony. Mniam!

https://www.youtube.com/watch?v=q9dWvKmAAgw&feature=youtu.be

home office

Tak, dziś zacząłem. Jest co robić, to robię. Ale też bez przesady, głowę przewietrzam raz na jakiś czas – a to przez okno wyjrzę, a to zerknę do internetu.

Ostatnio rozmawiałem z paniom prof. ze Szczecina i wspomniałem straszny przebój Grażka. Uczona nie pamiętała gniota. A przecie takie kontrowersje wzbudzał. Nawet komentarze wstawialiśmy na youtube’a. Coś u pani prof. pamięć szwankuje albo skubana ładnie wypera rzeczy kiepskie.

Renata to klikaj w TO.

Coronawirus w rozkwicie, choć w Chinach stwierdzili brak zakażeń wczoraj wśród lokalsów. Hurra!!!!! Nowe przypadki odnotowane w Państwie Środka, to ludzie, którzy przyjechali zza granicy. Ciekawe jak u nas będzie wyglądał #lotdodomu z zarazkiem.

Ostatnio czytałem artykuł. Jakaś młoda mama napisała do gazety odezwę. Bo niby musiała otworzyć oczy pracodawcy. Skarży się, że pracuje w domu ale nie może czegoś tam pilnie zrobić, bo jedną ręką bawi dziecko, a drugą gotuje zupę, bo dziecko z głodu umrze, jak papu nie dostanie. I jak tu pracować? Hm, właśnie po to jest urlop opiekuńczy, albo po prostu urlop wypoczynkowy. Ja zupę gotuję po godzinach pracy albo w soboty.

Co do muzyki. Nie wspominałem nigdy, bo dreszcze mam i się wzdrugam na samą myśl. Dwukrotnie słyszałem w świętej pamięci pragramach Anny Gacek rozmowę z artystą o nazwie KRÓL. Miałem kilka utworów, nawet mnie się podobały. Niestety ten pan to jakiś infantylny koszmar. Skasowałem wszystko z mojej biblioteki muzycznej. Poziom liceum albo jeszcze gorzej. Słuchanie “rozmowy” z nim boli.

Anna Gacek? Takie kontrowersje wokół tej pani. Ja powiem tak – współczuję utraty pracy, puszczała fajną muzykę. Ale słuchać się jej za bardzo nie dało. I ta jej ekscytacja na instagramie „ojejku, jaką fajną audycję przygotowałam”. Masturbacja własną osobą nie do wytrzymania. Manna też nie znosiłem. Nadęty bufon. Ale o dziwo lubiłem ich wspólne audycje. Jak razem prowadzili, to nawet przyjemnie się tego słuchało. Ale ten Król? Brrrr.

Trójka ma to do siebie, że lansuje różne takie, nie bójmy się powiedzieć tego wprost, gówniane piosenki. Co święta, w grudniu, karp-song. A teraz kolejny koszmar „Zostańmy w domu” w wykonaniu chyba pana gitarzysty Perfectu, Dariusza Kozakiewicza. No niech sobie to grają – myślę sobie. Ale po piosence słyszę – utwór już jest w propozycjach do głosowania na naszą listę. O maryjo. Ten gniot będzie numerem 1. Ale na szczęście listy przebojów jakoś ostatnio nie słucham. Bo się nie da. O ile pan Marek N. jest znośny, to ten drugi pan, Piotr Baron jest tragiczny. Nudny głos, nudne piosenki, nudna audycja, zero emocji. Jestem ciekaw jak bardzo się mylę z tym numerem jeden dla tego hymnu o pandemii?

Hania Rani. Ciekawa muzyka. Doceniam. Fajnie, że coś takiego powstaje. Ale nie nagrywa ona tych piosenek dla mnie. Ale życzę jej sukcesu za granicami, bo ma talent i potencjał. Muzyka niszowa, ale działaj dziewczyno. Dziś połączył się kolejny mój „ulubieniec” Trójkowy Piotr Metz z Hanią Rani. Myślałem, że pomyłka i jakieś dziecko odebrało. Tak z lat 5 sądząc po głosie. Zerwało połaczenie. Po chwili artystka wraca na antenę. Oj, to nie pomyłka, dziewczynka mówi jakby miała 5 lat. I niestety jest to asłuchalne. To ciągłe „eeeee” i „yyy” masakruje cały przekaz.

Wspomniany radiowiec, co ponoć każdej władzy się przypodoba, Piotr Metz zachwycił się nową piosenką Bono nagraną spontanicznie dla Włoch. Także jak widać coronawirus i siedzenie w domu powoduje boskie tworzenie. Radiowiec w zachwytach, że takie cudeńko powstało. Zagrał nam to na antenie.

Myślę, że nawet psy mogą Bono usłyszeć. Matko przenajświętsza. Co to!?!?

Właśnie stwierdziłem, że mam 30% na telefonie służbowym, a ładowarka w … biurze. Eh! 

mylić się jest rzeczą ludzką

Hejka

myślałem, że dziś wyzionę ducha w robocie. Że nic nie będzie do roboty. Nabrałem sobie do plecaka różne rozrywki – książkę i magiczne obrazki. A może to są logiczne obrazki? Cholera, nie pamiętam, a bez opamiętania trzaskam je od prawie dwóch lat. Są i magiczne, i logiczne, i.

Poleciałem z rana do biura głównego. Szybko się tam załatwiłem i poszedłem do biura codziennego. Po południu wrócić musiałem do biura głównego, także kroki się zrobiły od razu.

Się spracowałem. Tyrka była. Ale to akurat mi nie przeszkadza. Lubię pracować. Niestety nie dane mi było nawet pomyśleć o moich rozrywkach. Pogadałem z kumplem z innego miasta i powiedział mi, że też rozrywka była mu w głowie – podpięcie telefonu do ekranu i odpalenie HBO. Ale też mu się jakoś nie udało. Cholerny wirus. Zabija całą zabawę w robocie.

Także bardzo się pomyliłem myśląc, że będę się rozrywał w pracy dziś.

O ile w moim biurze płyn antybakteryjny jest całkiem przyjemny w użyciu, to w Głównej Kwaterze mojej korpo już nie. Postawili jakiś spirytus 200-procentowy! Jest bardziej płynem, niż żelem. Jak używałem ze 3 razy, to myślałem, że mi skórę wypali. Przynajmniej miałem pewność, że żadne zło nie przeżyje po takiej kąpieli na moich spracowanych dłoniach.

Po południu przeleciałem internet i na vod w TVP zobaczyłem teatr telewizji. Jak byłem mniejszy, to nie cierpiałem tego. Zawsze w poniedziałki o 20.00. Nuda, nuda, nuda. Kto oglądał ten badziew? A dziś? Bardzo proszę, z wielką radością obejrzałem Cenę Łysiaka. Książkę pamiętam do dziś, bardzo mi się podobała. Także z wielką przyjemnością obejrzałem teatr. Polecam. Ciekawe czy mają też Kobrę w dobrej jakości?

I to był poniedziałek. Ciekawe jaki będzie wtorek.

się naprałem

Wczoraj i dziś. Z tych nudów, to człowiek głupoty robi. Najpierw wyprałem ręczniki, bo się nazbierały, później zwykłe pranie z tygodnia. A dziś pościel i białe. Także naprany jestem po wszystkie czasy.

Szalenie się spieszę

Chyba mnie dorwałą jakaś choroba. Ale umysłowa, nie żaden wirus. Bo odpaliłem sobie serial … W Labiryncie. To znaczy nie odpaliłem, tylko gdzieś napatoczył mi się na youtube. Obejrzałem z ciekawości 3 odcinki. Eh, czar wrócił. Pierwszy polski serial z serii telenowela. Pamiętam 1989 rok. Oglądało się! I właśnie w tym serialu ktoś rzekł, że się szalenie spieszy. Spodobało mi się to wyrażenie.

Aaaa, jeszcze jedno mi się rzuciło w oczy. Jest zespół kilku osób w pracy. Młodzi i starsi. I młody chłopak przed 30 rozmawia z nową koleżanką (świeżo po studiach). Są na „per pan”, ale to mnie nie dziwi. Zaskakuje mnie to, że pan pani rączki całuje na powitanie i pożegnanie. Ciekawe. I z jakim szacunkiem się do siebie odnoszą. Jakie słownictwo. Teraz to jest nie do pomyślenia. A to tylko 31 lata temu było. Tylko?

Cóż, w Polsce pozamykali wszystko. Patrzę na ludzi wynoszących ze sklepu dziwne ilości papieru toaletowego z zadziwieniem. Ja zawsze miałem zasadę, że wszystko w domu mam podwójne. Proszek, mydło w płynie itd. Bo nic mnie tak nie irytowało, jak zabraknięcie nagłe czegoś. Bo trzeba od razu do sklepu lecieć. Albo już poleciałeś do sklepu i dopiero po powrocie stwierdzasz, że kurwa! To i tamto miałem kupić. A kiedyś to poszedłem do sklepu, bo ciasto miałem piec. Listę zrobiłem, wszystko kupiłem. Zabieram ja ci się za placka i zonk!

Mąki zapomniałem.

Na mieście pusto. Fajnie. Szkoda, że z takiej strasznej przyczyny. Dziś na spacerze w okolicach jeziorka Czerniakowskiego trochę tłumu było. Wczoraj widziałem, że mój bar osiedlowy był otwarty. Nie zdziwiło mnie, bo właściciel to pazerny prostak. Dziś już było ciemno. Ktoś uprzejmie i życzliwie doniósł?

No to siedzę w domu przez weekend i se piorę. I pokój sobie przearanżowałem. Okazało się, że łóżko jednak może stać pod oknem. Pod warunkiem, że głowa nie patrzy na drzwi wejściowe. Feng Szłej działa.

W robocie 2 tygodnie przede mną pracy w biurze i później 2 tygodnie pracy z domu. Pracę zmianową nam zrobili. Koleżanka poszła pierwsza do pracy z domu. Mam nadzieję, że ja zdążę popracować z domu…

Odejdź zarazo! Get gone!

Z ostatniej chwili. Kolega z USA też mówi, że wykupują drób i papier toaletowy. No u nas jeszcze mydło zniknęło. Ale ten drób mnie zastanawia. Czemu nie mięso? Nasze społeczeństwo na prawdę jest tak wyedukowane, że wie, że drób jest najzdrowszym mięsem? Dziwne.

No bo pamiętacie jak z rok temu pan doktór mi przypisywał dietę. Jak mam jeść mięso, to ma to być drób. Ale przecie każdy wie, że

drób to nie mięso!

post

Post? Może chodzi o wpis? A może chodzi o ten okres między pierwszym wschodem słońca po pierwszym nowiu, a jakimś ukrzyżowankiem albo z martwych powstaniem? Nie wiem, zawsze byłem słaby z astronomii.

Eh, kolejny rok mija. Rok temu wrzuciłem post na insta. Eh, to już kolejny, 29 rok 🙂

W każdym bądź razie wiem, że szary wiruje pył i niektórzy mięsa nie jedzą.

Właściwie pan z Europy na K. nie je. Bo w jego wieku już trzeba uważać co się je. Ale Panie z Europy na K., radzę panu raz na jakiś czas wsunąc mięsko, bo jakiś pan taki … agresywny się robisz. I o pracy gadasz. W weekend! Nie trzeba tak mówć. Trzeba celebrować życie, cieszyć się weekendem. Ja, jak wczoraj siedziałem obok pana z Europy na K., to nóż ściskałem w dłoni, bo się autentycznie się bałem. Taki pan z Europy na K. był … ożywiony. I jak szliśmy na fajkę z panią Słodkokwaśnej i Słodkokwaśną, to na ulicy było słychać pana z Europy na K.

I jeszcze butów nie zdjął!

Wczoraj, jak to już od 29 lat bywa, było świętowanie…

Wigilii Dnia Kobiet.

Panie, wszystkiego dobrego!

Nieopatrznie zaprosiłem znajomych na to świętowanie. A bo tydzień temu byliśmy w pysznych Talerzykach i tak czas miło płynął, to się zapytałem, co robią za tydzień w sobotę. Nic nie robili. Myślę sobie, że słaba opcja z tym nicnierobieniem, to zaprosiłem. Ale z góry oznajmiłem, że menu będzie krótkie. Ja nie mam zdolności i weny jak Słodkkokwaśna, który jak robi spotkania, to stół się ugina pod przeróżnościami przepysznymi. U mnie było prosto – sushi i żeberka. Bo post, mięso w odstawce.

Nastawiłem ja ci stół. Sushi poukładałem. Po 12 kawałków na głowę i wpadł pan z Europy na K. i mówi mi dwie rzeczy:

1 nie jem mięsa

2 nic nie jadłem cały dzień

O maryjo! – pomyślałem. Jarmużu mu zaparzę, czy co! Anetka i Słodkokwaśna jeszcze nie przyszli, bo oczywiście lubią przychodzić o innej porze niż na zaproszeniu, a tu sushi znika w okamgnieniu.

– tatara zjedz – mówię do pana z Europy na K.

– nie jem mięsa 

O matko. Strasznie się później kolega unosił w dyskusji. Nawet Słodkowaśną przegadywał i przekrzykiwał, a to nie jest proste. Olimpia z Basią to chyba nic nawet nie mówiły. Szans nie miały.

– żeberko zjedz – cały czas mu z boku szeptałem.

Ale nie zjadł. Dziwny ten koelga. Czy w tym wieku ludzie tak się zachowują? Co mnie czeka?

I jeszcze poprosił o Papa Dance i ich „szary wiruje pył”. Zwariował! A może to Słodkowaśna prosił? Ale co tam, to ja tworzę wpisy na mym blogu, więc to Pan z Europy na K. prosił.

 

Wczoraj debiut miał mój prezent od Uli z Teksasu! Założyłem fartucha! Zawsze o tym marzyłem. Zawsze chciałem wetrzeć brudne łapy w fartuch. I w końcu mogłem. Fajny prezent! Ten drugi też fajny. Ale postanowiłem po rumuńsku przywitać gości, a nie z aparatem.

A od pozostałych Gości dostałem super blokadę na rower. W końcu mój nowy zakup może iść do rowerowni! Dzięki Goście!

Chciałem dla żartu kupić piwo Corona. W USA na poważnie tego nie piją już, bo się boją, bo myślą, że to od tego ten wirus. W Kerfurze w piątek widziałem buteleczki. Ale pomyślałem, że kupię w sobotę. I to był błąd. W sobotę już nie było! Poszedłem do następnegop sklepu – nie ma! W Auchan patrzę – jedna butelka się ostała w sześciopaku. Ludzie powariowali? Na szczęście jakiś sześciopaczek się schował za innymi siuśkami i go znalazłem w ostatniej chwili.

Żeberka chyba za krótko przy-gotowane, bo jeszcze lekko świnką ciągnęły.

Do tatara dodałem pieczarki marynowane i niestety zszarzało mięso. Zapomniałem o tym i zapomniałem nie dodawać grzybków. Pech.

Miały być pyszne naleśniki z cebulką, porem, pieczarkami i orzechami. Naleśniki wylądowały w koszu. Jakieś plackowe mi wyszły. Ta bio mąka orkiszowa jest jednak do dupy. Gluten to jest gluten. Mąka przenna rządzi.

Łosoś przywędzony na zimno mi fajnie wyszedł. Lubię go. 2 łyżeczki soli, 1 łyżeczka cukru. Wsmarowujemy w rybkę. Rybka wodę puszcza i po 3 dniach mniam i mlask!

Ponoć jakiś pan od rządzenia Polską w pewnej sferze stwierdził, że na coronawirusa należy pić alkohol. No i my się wczoraj bardzo mocno zabepieczaliśmy.

Ta japońska whisky to nawet nawet. Ciekawa na spróbowanie. Ale jednak Szkocja, to Szkocja. No i bardzo na plus to single grain. Fajny, jasny, łagodny antybiotyk. Nawet nasz znawca trunków na myszach pędzonych był w uznaniu dla napitku.

Jedzenie jakie było takie było. Ja nie kucharz. Nie znam się. Najważniejsze, że tarta była przepyszna! Niektórzy zjedli 3 kawałki i zabrali 2 na wynos. No pyszota!

Kilka osób zapomniało o wigilii 8 marca. Wybaczam, ja nie z tych, co jak zapomnisz, to koniec z przyjaźnią. Zresztą jego nie zapraszałem nigdy 🙂

100 lat drogim paniom!

paradoks

chciałem dać w tytule pewną liczbę o dwóch identycznych cyfrach, ale pamiętam, że już to było.

Pamiętam zajęcia z logiki. O relacjach prawił nam prof. Z. Bartosiewicz.

Nie pamiętam czy chodziło o zwrotną, czy o symetryczną.

Jeśli A pociąga za sobą B, to B pociąga za sobą A. Jakoś tak to było. Wszyscy przytakiwali zgodnie. I nagle ktoś z audytorium (jesssu, chodziłem na wykłady?????):

Jeśli ja znam Brucea Willisa, to on niekoniecznie musi znać mnie

– aha, no tak – rzekł uczony.

Chyba pan prof. nie dodał o pewnym warunku 

dla każdego a, b∈A

Bo przecie A może być zbiorem Ziemian, nie?

Ok, mądrości na bok. Pamiętam, że z zajęć u tego pana najbardziej podobała mi się, metoda eliminacji Gaussa. Lubiłem eliminować.

Paradoks polega u mnie na tym, że mój odkurzacz ssie i nie ssie zarazem!

Ssie w sensie, że jest kupą złomu.

Nie ssie w sensie, że nie chce już wciągać.

Kolejny wydatek się szykuje. Chyba iRumba albo jakieś Siajomi. Rumba jakaś za droga, a Xiaomi chwalą Słodkokwaśna ze swoją panią. Tylko coś frędzelków nie ogarnia (pozbyć się frędzelków z domu). W sumie Państwo z Europy na K. też zachwyceni swoim iRobotem. Zobaczymy.

Wstaję dziś rano. Wigilia wiadomo czego. Nie używamy zwrotów

bardzo stary dziad

Gdyż mam ciągle 29 lat!

A że z górki mam? A któż nie ma?

No to wstaję dziś rano. Piątek! Piąteczek! Piątunio!

Wczoraj nakupiłem kawy w Czibo, bo święto kawy mają: 

przy zakupie 2, czecia gratis!

Skorzystałem. Bardzo często korzystam.

Wstaję ja ci dziś rano. W skowronkach, że to piątunio. Nabijam kolbę i … zonk! Kawa nie leci. Załamka. Nie chciał ciągnąć wody. Rozebrałem na części, powyłączalem z kontaktu z myślą, że później go sam nareperuję. 

Po robocie nasmarowałem do pani prof. ze Szczecina, bo to perzecie stara kawoszka! Stwierdziła prawie jak św. mikołaj, że 6 lat to ho ho, dużo. I że ona ze swoim szanownym małżonkiem wymienia maszynę do zaparzania kawy co 5-6 lat właśnie.

Co prawda po powrocie poskładałem ekspres i włączyłem do zasilania. Dwie kawki zdążył do 18.00 pyknąć mi. Ale coś zipał. Cholera, kolejny wydatek.

Odpaliłem wujka gugla i paczę co tam w rankingach stoi. Aha, tym razem kupię ekspres na ziarenka.

Sentyment do DeLonghi mam, ale chyba czas na zmianę. Pani prof. ze Szczecina zachwala Krupsa. A mi się jeszcze Jura podoba. Hmmmm.

Jutro się może okazać się, że plujka będzie parzona. Co ja teraz zrobię z tą kawą zmieloną?

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑