życie

co ci zrobię jak cię złapię?

“Ja bardzo przepraszam, ale podejrzenia panów są całkowicie bezpodstawne. Ja niczym nie handluję. Ta pani przyszła do mnie w tym kożuchu i w nim wychodzi.”

Chyba nigdy nie zdarzyło mi się nikomu zabrać ubrania przez pomyłkę. Do tej pory raczej moje rzeczy też były nie ruszane przez obcych. Do czasu …

Raz pamiętam, jak siedziałem w barze osiedlowym późno. A bo gadałem z barmanką. Później przyszedł Piotrek, jej chłopak. A jeszcze później Rachel, lektorka angielskiego z Australii.

A właśnie, dziś jadać w autobusie zobaczyłem informację, że najwięcej, bo bez mała 700 000 w Polsce jest Piotrków. Ciekawe czy policzono Piotrków Trybunalski (uśmieszek).

I tak sobie gaworzyliśmy we czwórkę. Okazało się, że Rachel ma taki sam telefon jak ja – iFon 6S. Na jej wyświetlaczu było zdjęcie jakiegoś chłopca – Maćka – jej bojfrenda.

Zbieram się ja do wyjścia, bo godzina duchów nastała. Biorę telefon z baru i kieruję się ku domowi. Przed blokiem sprawdzam, która godzina i się wystraszyłam. Ale szybko pomyślałem, że może pijany jestem. Albo, że nie wiem co to jest. Na tapecie telefonu było zdjęcie jakiegoś faceta. No mocno mnie to zszokowało. Co jest do cholery? – pomyślałem. Aż tak pijany nie jestem, żeby sobie tapetę zmieniać. I od kiedy mam pęknięty ekran?

skończywszy moje wywody, dotarło do mnie, że to telefon Rachel.

Nastąpiło bicie się z myślami – wracać i zmarnować prawie 20 minut, czy iść spać i jutro wszystko wyjaśnić. Ale oczywiście wzięło górę to pierwsze wyjście. Też bym nie dał rady zasnąć, gdybym nie wiedział, co się dzieje z moim telefonem.

W barze Rachel panikowała, a barmanka Złota ją pocieszała – a mówiłam Ci, że Maciek wróci, jak zorientuje się, że nie swój telefon wziął.

Spotkaliśmy się później po roku lub dwóch. Udawała, że mnie nie zna. Hmmm

Dziś wyskoczyłem do Restauracji Akademia. Jemy sobie pysznie. Kątem oka widzę w połowie biesiady, że wieszak, na którym zostawiłem odzienie jest prawie puste. I na domiar tego, mojej kurtki nie widziałem. Ale pomyślałem sobie – pewnie przewiesili – i nie martwiłem się.

Przy wyjściu z lokalu zrobiło się wesoło, bo okazało się, że kurtek nie przewieszali. Pan manager przepraszał, oferował własny płaszcz, obiecywał obdzwonić wszystkich klientów (na szczęście wszyscy mieli rezerwacje, więc są namierzalni), sprawdzić monitoring. Przepraszaniom nie było końca. Mówiłem, żeby nie przepraszał, bo to nie jego wina, że ogólnie ciekawa to historia. Chyba tabletki zaczęły w końcu działać, bo jakiś naprawdę spokojny jestem (przymrużenie oczka).

No nic, zobaczymy czy jutro zadzwonią do mnie z info, że zguba się znalazła. No co za historia! – jakby to powiedział Słodkokwaśna.

A jedzenie było smaczne – tatar na dobrej wołowince, a mielony prawie jak u mamy. I kto powiedział, że przy plus 2 stopniach trzeba chodzić w odzieniu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *