Miesiąc: sierpień 2013

bb BB

strasznie mnie SłodkoKwaśna dopinguje, żebym te posty pisał.

bb BB czyli bye bye BlackBerry, czyli żegaj Czarna Jagódko.

5 lat temu firma sprawiła mi pierwsze BlackBerry. Fajny był to telefon. Maile się pisało, komunikator też prędko łączył i donosił. Z biegiem lat wymieniłem model, zabrałem go ze sobą, jak się rozstawałem z firmą. Po latach rozłąki ze służbową smyczą, jakiś czas temu otrzymałem nowego Czarnego Berry. Dwa identycne aparaty. Obłęd. Ale nic nie mówiłem, nosiłem oba. Ale od kilku miesięcy zacząłem kląć na telefon, szczególnie prywatny. Żadna aplikacja nie chodziła prawidłowo, nawet głupia latarka. Internet też beznadziejnie funkcjonował. Tylko te maile to była praktyczna sprawa.

Od tygodnia mam iPhone’a. Naturalna kolej rzeczy, zdawałoby się. Skoro od kwietnia mam makbuczka powietrznego, to iPhone był konsekwencją.

Wszystko pięknie się instaluje i hula. W końcu mogę znowu biegać. Bieganie nabrało na nowo sensu, bo endomondo już tak desperacyjnie nie szuka GPS-u, żeby podsumować moje rundy do Mostu Siekierkowskiego i z powrotem.

Nawet Spotify Premium chodzi mi po głowie. Już nie muszę się mordować z iTunes’em, żeby zgrać muzykę. Co prawda synchronizacja łatwa ale to trzeba zrzucić muzę z zewnętrznego dysku na maczka i podpiąć telePhone. A tak, z opcją Premium wszystko staje się proste.

Jedyny minus, to pisanie. Dotykowość nie jest taka straszna, jak mówią inni. Ale pisze się wolniej. No i ta autokorekta! Muszę poszperać i to jakoś wyłączyć.

Drugi, jedyny minus, to żywotność baterii. Jak na razie muszę go ładować co półtora dnia.

Podsumowując, na 100% zakupię we wrześniu iPhone’a dla ubogich, czyli wersję 5C. Kolor się jeszcze nie wybrał. Może zielony?

Muszę przejść do kwestii muzycznej, która zbulwersowała panią inżynier ze Szczecina, a mnie jeszcze bardziej! Domowe Melodie i ich super przebój „Grażka“. Ponoć to Trójka wylansowała. Nie słyszałem tego od samego początku lansu, dopiero po tygodniu do mnie dotarło.

Wracam sobie, jak co piątek, do domu z sesji kulinarnej u SłodkoKwaśnej i czytam sobie maile. Mamy taki zwyczaj, że z panią inżynier wysyłamy informację na temat tego co się dzieje na piątkowej Liście Przebojów Trójki. Najczęściej to ona donosi, boj a prawie co piątek na Osowskiej przebywam.I czytam sobie, ze cztery tygodnie temu – na drugim Grażka.

Myślę sobię, że pani inżynier ze Szczecina albo zwariowała albo napaliła się za dużo wesołych papierosków. Odpisuję jej – że co? Że kto? Myślałem, że się może przejęzyczyła. Może chodziło jej o Edzię? Ale każdy wie, że Edzia ma na imię Bartosiewicz. Ale nie, stanowczo mail mówił o Grażce.

Odsłuchałem tego cuda w kolejnym tygodniu. Koszmar i dramat.

Piosenka niby walcząca, z przesłaniem, taki protest song.

Grażyna zrobiła dziecko,

a teraz chce je wywalić

ze swojego ciała

oddać komuś za nic.

Grażyna pochodzi z domu

gdzie młode się topiło.

Jej ojciec też utonął,

jak z matką w tango płynął.

 

Grażka, Grażka

Weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz.

Grażka, Grażka

Korzystaj, daj siebie unieść.

No może i protest song, może i ważne tematy ale styl, w jakim to jest nagrane woła o pomstę do nieba.

Tak żeśmy się zbulwersowali, że już miałem maila do Trójki pisać, że co do jest do jasnej ciasnej?! Napjpierw koszmarny Czech, później T’Love, a teraz to. No weź!

Poczytałem komentarze na Youtube. Śnię! Wszyscy w zachwytach. Że jakie to cudeńko, jaka słodka dziewczynka! Nie wierzę. W 2009 roku jak czytałem opinie o koncercie Madonny w Warszawie, to też byłem zszkowany.

To się zdarza drugi raz już. Czyli może ja się nie znam? Może i koncert Madge, i Domowe Melodie to cuda nad cudami? Tylko ja tego nie widzę?

Kilka przykładów opinii:

Słyszę to sobie w trójeczce, brwi się unoszą razem z kącikami ust i myślę sobie – Marysia Peszek coś nowego wysmażyła. To moje zaskoczenie roku! – no idiota!

110 Grazyn zajebalo focha. Albo 110 mocherow nie ma pojecia o czym jest ta piosenka.

Ciekawa melodia, ładna pani z pięknym głosem i mądra treść. Czego chcieć więcej? – jak to czego? Anihilacji takich artystów!

Na szczęście są też mądrzy na tym świecie:

Dziś TO “spadło” na drugie miejsce, Black Sabbath na pierwszym !! :)) Ja też nie pojmuję, dlaczego Trójka TO promuje :((

 

Wg mnie – głupi, prosta(cki) tekst. Dziwią mnie niektóre komentarze o lekkości tej piosenki i o tym, że poprawia humor…W zestawieniu słów (przekazu?) i lekkiej melodyjki widzę wręcz coś niemoralnego niż wartościowego. Naprawdę dziwi mnie ten zbiorowy zachwyt nad tą tanią biesiadą – zaraz, zaraz, ja tą autorkę komentrarza skądś znam! Ah, ten akcent Szczeciński! To pani inżynier!

I na koniec perełka:

Czy “artyści” mogliby przed upublicznieniem swoich “dzieł” posłuchać tego co nagrali? Dla mnie jest to kolejna kupa, która zalewa niepotrzebnie eter. Infantylność, prostactwo rzuca się w uszy. Głos dziewczynki harcerki. Takie plumkanie przy ognisku i niech przy tym ognisku to zostanie. Czyżby napisał to Łysiak – jedzmy gówno, miliony much nie może się mylić. Ale nie, ja omijam ten zespół szerokim łukiem.

 

Porzucam myśli o Grażce. Wczoraj pani inżynier nie doniosła, na którym to. Powiedziała tylko, że na pewno  nie na pierwszym. To ja już jej doniosłem, że na trzecie spadło. Uff, oby tak dalej.

Wczoraj mi chyba profil na Fejsie założyli. Znowu biesiada u Słodkokwaśnej. Ja jak zbawienie czekałem na pyszny deser, czyli tartę! No umie te placki Słodkwaśna robić. Choć wczoraj goście pojechali leciutko po mistrzu patelni – kurczak za słony, coś tam innego za słodkie. No nie znają się. Ja soli nie używam i stwierdzam, że kurczak był bardzo ok.

Kolega siedzący obok mnie zaszokował i dostał przez to ksywę Szpikulec. Kolega powysysał szpik ze wszystkich kostek kurczęcia. Od wszystkich pozabierał!!! No, Szpikulec!

No i tak się zabiesiadowaliśmy się, że znowu mnie ścięło z nóg. No tak w piątek mam, że zmęczenie dogania szybciej niż koniec biesiad. No i podczas nabierania sił na otomanie, czy też klasycznej sofie, zrobili mi fotę i powiedzieli, że profil na Fejsie założyli. Fejsbukowym fejsbukowiczom mówię stanowcze NIE.

Aaaa, słodkie focie też robiliśmy. Lula obleciała wszystkich z aparatem.

Na koniec sąsiad z naprzeciwka nam zwrócił uwagę. Dziwnie to wyglądało, bo koleś stał na balkonie i było ciemno. Koleżanka mówi – słyszę głos, ale nie wiem skąd to mówi.

Pan postraszył Strażą Miejską. Idiota.

Jak nasz balkon odrzekł mu – to niech pan doniesie, to koleś się chyba zreflektował i postanowił jednak nie być donosicielem. Nikt nie przyjechał. Poza tym ciekawe jakby wszedł strażnik, skoro domofon nie działa, a budzić ludzi po 2 rano, to nie wypada. Ale czemu po Straż Miejską? To nie do Policji się dzwoni? Dziwna ta Warszawa. Oj, trzeba tom paniom Prezydent odwołać chyba.

Zapomniałbym! Muszę zakonczyć wątek Debry, który pojawił się w komentarzach poprzedniego wpisu. Pani inżynier ze Szczecina jest niedobra, bo spojleruje! Ja nie powiem, czy Debrę zabili, czy nie. Ciekawostką jest jednak to, że Debra w kolejnym odcinku w swoich pierwszych 100 słowach powiedziała „fak“ we wszystkich odmianach tego wyrazu ze 150 razy chyba. Ale czy żyje, czy nie, to trzeba samemu sprawdzić.

Kurcze, jutro trzeba wstać o 5, co by do roboty zdążyć.

 

 

Znów noc, papierosy i gin

Niestety żaden Gin mnie nie nawiedził i żadnych 3 życzeń nie spełnił. A ginu nie pijam. Ohyctfo!

Miałem wpis zacząć inaczej, ale ten gin mnie naszedł, nie wiadomo czemu.

Zacząć się miało religijnie:

Halleluja, prejz de lord, czyli (ch)walmy pana! Przeżyłem upały, choć czwartek był najkoszmarniejszy z najkoszmarniejszych. Dwie pobudki w nocy oraz kąpiele w łóżku we własnym pocie! Poddałem się za drugim wstanięciem i włączyłem cyrkulator na resztę nocy. Na szczęście spięć nie było. Ale i tak cały dzień czułem się jak nieprzytomny i przetrącony.

Z durnych, ostatnio usłyszanych dowcipów:

Wstaje rano nagi facet i wyglada przez okno, a tam w gruncie rzeczy.

Chciałbym również wspomnieć o moim komputerku. Jest rewelacyjny. Można wyczytać we wcześniejszych wpisach z 2009 roku, że się wzbraniałem przed zakupem jego. Ale dziś twierdzę, że jest niesamowity. W ogóle nie musimy ze sobą rozmawiać. Rozumiemy się bez słów. Fakt, że trochę dziwnie się pisze nań. Ale to nic. Przyzwyczaimy się. Czyżby to dlatego tak rzadko piszę na moim blogu? Bo się tak ciężko pisze nań? Chyba nie. Po prostu nie było o czym pisać.

W ubiegłą niedzielę byłem na Urban Market i pomagałem SłodkoKwaśnej sprzedawać dobra spożywcze. Dzień wcześniej skrobałem marchewkę do 2 rano i zawijałem spring rollsy. Ale się opłaciło. Stałem przed straganem i naganiałem klientów.

W ciągu tygodnia robiłem zdjęcia z serii „no look photo“. Wyciągałem telefon i pstryk. Oczywiście nie stawałem przy kadrowaniu, bo to wioska Pałacu zdjęcie robić. Także rączka do góry i szybki pstryk. Takie hobby se znalazłem. Szkoda, że wcześniejsze zdjęcia wykasowłem i moja kolekcja ogranicza się do dwóch zdjęć.

Później zaczęły nadchodzić upały. 34 stopnie jeszcze szło żyć. W domu pierwszą rzeczą było ściąganie portek. W kolejnych dniach stwierdziłem, że piepszę i zakładam do roboty len na nogi. Czwartek to było apogeum. Nawet nie chcę wspominać tych 38 stopni. Po prostu było piekło na ziemi!

Wakacje powoli mijają, urlop wypadałoby wykorzystać sensownie, bo i tak do końca września wygonią. Paryż, Buda z Pesztem, czy może ekskluzywny Madryt i Barcelona? Nie wiem, pomyślę później.

Z paniom inszynier se Szczecina oglądaliśmy najlepszy serial kryminalny na świecie – 07 zgłoś się! Re-we-lacja! Porucznik Sławek Borewicz lowelas nad lowelase, a jego koleżanka Ewa Olszańska to chodzący omnibus i alfa i omega. Nawet wiedziała ile dzidzibutki kosztują i inne damskie precjoza w postaci futra i najnowszych fryzur. Na szczęście Ewa odpuściała sobie serial po 18-tym odcinku. Kilka wniosków z tego serialu się ciśnie na usta:

–       niesamowita propaganda PRL-u

–       milicjanci piją w pracy piwo. Porucznik Zubek często wyciągał ze swojej teczki bronksy, co by poprawić myślenie

–       Sławek Borewicz jest cienki. Większość spraw rozwiązywały osoby trzecie, bo porucznik nie mógł wpaść o co kaman

–       Ciekawe postaci się przewijały przez serial. Najwspanialsza była ówczesna sexbomba Basia Brylska i jej skandaliczny wulgaryzm „ach ty łobuzie!“

–       Często Heńki okazywali się łobuzami. Ciekawe czemu

–       Łódź to jakieś zagłębie patologii i marginesu! Tylko raz wspomnieli Białystok, a tak to tylko Łódź, Trójmiasto, bazar Różyckiego.

Ach, pracodawca mnie wysłał na badania okresowe uzupeniające o prowadzenie samochodu służbowego. Jak najprawdziwszy agent zrobiłem fotokopie testu psychologicznego i wysłałem do pani inż ze Szczecina. Ta mi powiedziała, że stabilny extrawertyk jestem. A pan po badaniach rzekł, że stabilny extrawertyk jestem. I jeszcze mnie od sangwiników wyzwał. Krewki znaczy jestem (sanguis z łac. krew)? Szanowny małżonek pani inżynier ze Szczecina, też zresztą doktor i też z Łodzi podsumował krótko mego lekarza – kurwa, dinozaur jakiś. No bo kto dziś mów sangwinik? No kto? Hm, ja w krzyżówkach!

Mała wstawka znaleziona w necie:

Charakter a seks, jednym z czynników mających wpływ na przystosowanie seksualne partnerów są cechy charakterologiczne. O tym, że ten pogląd jest dość powszechny, świadczy przekonanie o roli znaków zodiaku, np. “skorpiony” są dobrymi partnerami dla “ryb”, ale nie dla „lwów” itp.

Co to znaczy? Że tylko ze skorpionami? No dobra, to szukam skorpiona na gwałt.

H J Eyseneck tak twierdzi. Na dodatek musiałem jego test rozwiązać. Pytania do mnie miał takowe:

–       czy jesteś skłonny do zbytniej skrupulatności? – noż cholera, zna mnie facet

–       czy uważasz siebie za gadatliwego? – ja? Never 🙂

–       czy wszystkie twoje nawyki są dobre i pożadane? – heh, durne pytanie

–       czy kiedykolwiek skłamałeś? – pani inż mówiła, że to podchwytliwe pytanie, to na wszelki wypadek odpowiedziałem „tak“

–       czy czasem odkładasz do jutra to, co powinienieś zrobić dziś? – heh, czasem? Zawsze!

Z innych jeszcze badań fajnie wypadła wizyta u neurologa. Pani postukała mnie młotkiem po kolanach i się trochę siłowaliśmy.

U tego psychologa okazało się, że pobiłem jakieś rekordy. W ciemnej komórce w ciągu sekundy odgadłem kształty oraz godzinę. W moim wieku bardzo dobry wynik to 8 sekund. Heh, najlepsze jest to, że to badanie pokazało, że nie mam olśnienia. Szkoda chyba. Podsumowując psychologa, okazało się, że moje wyniki były tak ekstraordynaryjne, że nie muszę się już nigdy więcej u niego pokazywać. Także mam spokój z testami i ciemnymi pomieszczeniami.

Ostatnie zdanie na temat lekarzy. Zawożąc koleżankę do przychodni odkryłem panią internistkę parającą się z pożegnywaniem nadwagi. Muszę się cholercia z paniom umówić! конечно!

Aha, wczoraj skorzystałem sobie z okazji, że Słodkwaśna miał seans fryzjerski w domu, i pozwoliłem sobie zaprezentować 7 mm na głowie. Nie, to nie jest jeszcze ta długość, którą osiągnęła Ula w 2009 roku. Wtedy to aż mi się czaszka prześwitywała, tak krótko było. Od wódki rozum krótki, czy krótkie włosy, to krótki rozumek? Tak czy inaczej chyba głupi jestem.

Ach, zapomniałbym. Co za historia! Siedzimy wczoraj u SłodkoKwaśnej na jego prawie 70 metrach i wtem nagle jakiś but na sznurku pojawił się na naszym balkonie! Co za historia! Niestety nie udało nam się złapać bucika. Może to jakiś Kopciuszek z góry był? Mam nadzieję, że nie skorpion! Missed opportunity by było.

Z muzyki nic nowego nie odkryłem. Rządzi spotify oraz moja Yamaha, która odczytuje mp3 z szesnastogigowego USB. Także płyt CD już nie kupuję. A co teraz leci? “Kom, zasejluj mi szipsy eraundmi i zbernuj mi swoje brydże” czyli “come, sail your ships around me and burn your bridges down”, czyli Nick Cave “The Ship Song”.

A w serialach? No cóż:

True Blood – brakuje już tam tylko smerfów. Wampiry zeszły na psy.

Dexter – życie straciło sens. Ubili mi Debrę, moją ulubienicę. No chyba, że z martwych powstanie w kolejnym odcinku

Suits – wciąż fajny, szybki ale coś nudą zaczyna pociągąć. I niech wywalą w końcu tą beznadziejną współwłaścicielkę Dżesikę. Strasznie beznadziejna i nudna

Orange is the new black – kolejne cudo Netflixa. Ktoś napisał, ze lepszy niż “house of cards”. Hm, taki serial o wesołych pensjonariuszkach. Koniec sezonu dało się przewidzieć po pierwszym odcinku. Słabizna!

Zakańczam!

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑