Uncategorized

Znów noc, papierosy i gin

Niestety żaden Gin mnie nie nawiedził i żadnych 3 życzeń nie spełnił. A ginu nie pijam. Ohyctfo!

Miałem wpis zacząć inaczej, ale ten gin mnie naszedł, nie wiadomo czemu.

Zacząć się miało religijnie:

Halleluja, prejz de lord, czyli (ch)walmy pana! Przeżyłem upały, choć czwartek był najkoszmarniejszy z najkoszmarniejszych. Dwie pobudki w nocy oraz kąpiele w łóżku we własnym pocie! Poddałem się za drugim wstanięciem i włączyłem cyrkulator na resztę nocy. Na szczęście spięć nie było. Ale i tak cały dzień czułem się jak nieprzytomny i przetrącony.

Z durnych, ostatnio usłyszanych dowcipów:

Wstaje rano nagi facet i wyglada przez okno, a tam w gruncie rzeczy.

Chciałbym również wspomnieć o moim komputerku. Jest rewelacyjny. Można wyczytać we wcześniejszych wpisach z 2009 roku, że się wzbraniałem przed zakupem jego. Ale dziś twierdzę, że jest niesamowity. W ogóle nie musimy ze sobą rozmawiać. Rozumiemy się bez słów. Fakt, że trochę dziwnie się pisze nań. Ale to nic. Przyzwyczaimy się. Czyżby to dlatego tak rzadko piszę na moim blogu? Bo się tak ciężko pisze nań? Chyba nie. Po prostu nie było o czym pisać.

W ubiegłą niedzielę byłem na Urban Market i pomagałem SłodkoKwaśnej sprzedawać dobra spożywcze. Dzień wcześniej skrobałem marchewkę do 2 rano i zawijałem spring rollsy. Ale się opłaciło. Stałem przed straganem i naganiałem klientów.

W ciągu tygodnia robiłem zdjęcia z serii „no look photo“. Wyciągałem telefon i pstryk. Oczywiście nie stawałem przy kadrowaniu, bo to wioska Pałacu zdjęcie robić. Także rączka do góry i szybki pstryk. Takie hobby se znalazłem. Szkoda, że wcześniejsze zdjęcia wykasowłem i moja kolekcja ogranicza się do dwóch zdjęć.

Później zaczęły nadchodzić upały. 34 stopnie jeszcze szło żyć. W domu pierwszą rzeczą było ściąganie portek. W kolejnych dniach stwierdziłem, że piepszę i zakładam do roboty len na nogi. Czwartek to było apogeum. Nawet nie chcę wspominać tych 38 stopni. Po prostu było piekło na ziemi!

Wakacje powoli mijają, urlop wypadałoby wykorzystać sensownie, bo i tak do końca września wygonią. Paryż, Buda z Pesztem, czy może ekskluzywny Madryt i Barcelona? Nie wiem, pomyślę później.

Z paniom inszynier se Szczecina oglądaliśmy najlepszy serial kryminalny na świecie – 07 zgłoś się! Re-we-lacja! Porucznik Sławek Borewicz lowelas nad lowelase, a jego koleżanka Ewa Olszańska to chodzący omnibus i alfa i omega. Nawet wiedziała ile dzidzibutki kosztują i inne damskie precjoza w postaci futra i najnowszych fryzur. Na szczęście Ewa odpuściała sobie serial po 18-tym odcinku. Kilka wniosków z tego serialu się ciśnie na usta:

–       niesamowita propaganda PRL-u

–       milicjanci piją w pracy piwo. Porucznik Zubek często wyciągał ze swojej teczki bronksy, co by poprawić myślenie

–       Sławek Borewicz jest cienki. Większość spraw rozwiązywały osoby trzecie, bo porucznik nie mógł wpaść o co kaman

–       Ciekawe postaci się przewijały przez serial. Najwspanialsza była ówczesna sexbomba Basia Brylska i jej skandaliczny wulgaryzm „ach ty łobuzie!“

–       Często Heńki okazywali się łobuzami. Ciekawe czemu

–       Łódź to jakieś zagłębie patologii i marginesu! Tylko raz wspomnieli Białystok, a tak to tylko Łódź, Trójmiasto, bazar Różyckiego.

Ach, pracodawca mnie wysłał na badania okresowe uzupeniające o prowadzenie samochodu służbowego. Jak najprawdziwszy agent zrobiłem fotokopie testu psychologicznego i wysłałem do pani inż ze Szczecina. Ta mi powiedziała, że stabilny extrawertyk jestem. A pan po badaniach rzekł, że stabilny extrawertyk jestem. I jeszcze mnie od sangwiników wyzwał. Krewki znaczy jestem (sanguis z łac. krew)? Szanowny małżonek pani inżynier ze Szczecina, też zresztą doktor i też z Łodzi podsumował krótko mego lekarza – kurwa, dinozaur jakiś. No bo kto dziś mów sangwinik? No kto? Hm, ja w krzyżówkach!

Mała wstawka znaleziona w necie:

Charakter a seks, jednym z czynników mających wpływ na przystosowanie seksualne partnerów są cechy charakterologiczne. O tym, że ten pogląd jest dość powszechny, świadczy przekonanie o roli znaków zodiaku, np. “skorpiony” są dobrymi partnerami dla “ryb”, ale nie dla „lwów” itp.

Co to znaczy? Że tylko ze skorpionami? No dobra, to szukam skorpiona na gwałt.

H J Eyseneck tak twierdzi. Na dodatek musiałem jego test rozwiązać. Pytania do mnie miał takowe:

–       czy jesteś skłonny do zbytniej skrupulatności? – noż cholera, zna mnie facet

–       czy uważasz siebie za gadatliwego? – ja? Never 🙂

–       czy wszystkie twoje nawyki są dobre i pożadane? – heh, durne pytanie

–       czy kiedykolwiek skłamałeś? – pani inż mówiła, że to podchwytliwe pytanie, to na wszelki wypadek odpowiedziałem „tak“

–       czy czasem odkładasz do jutra to, co powinienieś zrobić dziś? – heh, czasem? Zawsze!

Z innych jeszcze badań fajnie wypadła wizyta u neurologa. Pani postukała mnie młotkiem po kolanach i się trochę siłowaliśmy.

U tego psychologa okazało się, że pobiłem jakieś rekordy. W ciemnej komórce w ciągu sekundy odgadłem kształty oraz godzinę. W moim wieku bardzo dobry wynik to 8 sekund. Heh, najlepsze jest to, że to badanie pokazało, że nie mam olśnienia. Szkoda chyba. Podsumowując psychologa, okazało się, że moje wyniki były tak ekstraordynaryjne, że nie muszę się już nigdy więcej u niego pokazywać. Także mam spokój z testami i ciemnymi pomieszczeniami.

Ostatnie zdanie na temat lekarzy. Zawożąc koleżankę do przychodni odkryłem panią internistkę parającą się z pożegnywaniem nadwagi. Muszę się cholercia z paniom umówić! конечно!

Aha, wczoraj skorzystałem sobie z okazji, że Słodkwaśna miał seans fryzjerski w domu, i pozwoliłem sobie zaprezentować 7 mm na głowie. Nie, to nie jest jeszcze ta długość, którą osiągnęła Ula w 2009 roku. Wtedy to aż mi się czaszka prześwitywała, tak krótko było. Od wódki rozum krótki, czy krótkie włosy, to krótki rozumek? Tak czy inaczej chyba głupi jestem.

Ach, zapomniałbym. Co za historia! Siedzimy wczoraj u SłodkoKwaśnej na jego prawie 70 metrach i wtem nagle jakiś but na sznurku pojawił się na naszym balkonie! Co za historia! Niestety nie udało nam się złapać bucika. Może to jakiś Kopciuszek z góry był? Mam nadzieję, że nie skorpion! Missed opportunity by było.

Z muzyki nic nowego nie odkryłem. Rządzi spotify oraz moja Yamaha, która odczytuje mp3 z szesnastogigowego USB. Także płyt CD już nie kupuję. A co teraz leci? “Kom, zasejluj mi szipsy eraundmi i zbernuj mi swoje brydże” czyli “come, sail your ships around me and burn your bridges down”, czyli Nick Cave “The Ship Song”.

A w serialach? No cóż:

True Blood – brakuje już tam tylko smerfów. Wampiry zeszły na psy.

Dexter – życie straciło sens. Ubili mi Debrę, moją ulubienicę. No chyba, że z martwych powstanie w kolejnym odcinku

Suits – wciąż fajny, szybki ale coś nudą zaczyna pociągąć. I niech wywalą w końcu tą beznadziejną współwłaścicielkę Dżesikę. Strasznie beznadziejna i nudna

Orange is the new black – kolejne cudo Netflixa. Ktoś napisał, ze lepszy niż “house of cards”. Hm, taki serial o wesołych pensjonariuszkach. Koniec sezonu dało się przewidzieć po pierwszym odcinku. Słabizna!

Zakańczam!

0 Komentarzy

  • renata

    a moze pani dr barbara po prostu o sobie i do siebie pisze na wizytówce na drzwiach? jakas autoterapia typu “wizualizacje swojego stanu ciala i duszy” 😉

    a może…a moze to sprytna skorpionica. Raz zobaczysz jej drzwi i nie możesz przestac o niej myslec

    aaa. w jednym zdaniu zestawiac Orange z House … zobaczysz, kiedys Ci zablokują tego bloga za takie skandaliczne w(y)pisy!

    😉

  • mdobrogov

    cytowałem z netu to porównanie! Ale pozwoliłem sobie się z nim nie zgodzić. Na szczęście Netflix nie działa w Polsce, to mnie nie mogą zbanować 🙂

  • renata

    Marszull niechajrze się “r” i “z” idzie piepszyć!
    Maciek fcale fcale pisze pszepięknom polszczyznom! Nie od dziś;-)

    PS. Debra rzyje! Nie została zabita na śmierć!

  • mdobrogov

    Debra szyje? Ah ty spoilerko! Ta ot kfiatkuf jom zatruła? Pani inszynier, niech pani ufasza na starego sfego i jego kolekcyję kfiatkuf!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.