życie

fiskusowe czary mary, czyli

dziś zeżarłem ostatnie jedznie z zamrażalnika, które sobie nakupiłem na czas byczenia się z nogami wyciągniętymi. Niby zapasów miało starczyć na 12 obiadów, a tu proszę, proszę, 15 lutego, czyli 1 miesiąc i 1 dzień po cięciu paluszków! Ludzi dobrej woli jest więcej! Jak mówiłem o moich boleściach, to każdy od razu mi oferował pomoc. Także raz jeszcze WIELKIE DZIĘKI ludzie dobrej woli! Jestem z Wami tu nadal.

Dziś drogie Państwo udostępniło i porachowało pity. Za siódmym razem udało mi się zalogować i zobaczyć co się wydarzyło podatkowo w roku 2021. Strach na mnie padł! Pamiętam drzewiej dopłaty po około 1 500 zł. Klikam, loguję się i nic. 6 razy się loguję i nic. Wieczorkiem wróciłem z siłki i próbuję po raz siódmy. Ta-dah! Udało się w końcu.

Patrzę na wynik i widzę czerwone. Nie dobrze – myślę. Zerkawszy na cyferki i … 177 zeta chce Państwo ode mnie. Ufffffff, nie tak strasznie tym razem. Ale ja już dawno mówiłem, że każdy grosz od Państwa wolskiego wyciągnę! Także teraz fiku-miku, czary-mary i …

KABOOM!

 

2 022 zł!!!!! Oddawać moje hajsy!

Dwa razy złożyłem PIT. Ciekawe czy dwa razy mi przeleją moje hajsy? Za każdym razem pokazywał mi się komunikat „OK”, ale jak później sprawdzałem w „wysłanych” i „złożonych” dokumentach, to nic nie było. Odczekałem 40 minut, zalogowałem się ponownie i … prace serwisowe. A to Wolska właśnie.

Na emeryturę, do której nie dożyję pewnie w tym ładzie, odłożyłem i odliczyłem. Każdy grosz wyrwę.

Darowiznę w 2021 roku dałem stowarzyszeniu będącym Organizacją Pożytku Publicznego w wysokości 300 zł. Okazało się, że od podatku odliczyli 99 zł! Czyli chyba zacznę myśleć i o tym sposobie odbierania hajsów. Pomagając coś tam zyskam.

Teraz trzeba się wziąć za zwrot za paluszki. Ale coś nie widzę tych czarów-(kosz)marów w ubezpieczalni. Ale kto nie spróbuje, ten nie ma, c’nie? Klinika nadesłała kartę zdrowia. Trzeba tylko zliczyć wydatki z karty kredytowej, wypełnić formularze i już. Ale pomyślę o tym jutro.

Z innych czarów-marów, to mój prywatny czajnik, który daaaaawno temu przekazałem w formie darowizny rzeczowej do biura odkamieniowałem. Zabrałem go do domu, do wody wsypałem magiczny proszek ze Szwecji, pomerdałem łyżką i na drugi dzień … KABOOM! Czystość.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.