Miesiąc: luty 2023

a to jednak był dziadek, …

a nie tata! Przez całe życie myślałem, że to ojciec dał jej psa!

Wrzucałem ja ci ostatnio story na insta z pysznym słoiczkiem kimchi od pana słoiczka kropka pl. Okrasiłem to szlagierem małej Natalki. I wielce się zdziwiłem, bo …po pierwsze primo – insta music ma ten hit w swojej bazie i po drugie … primo – ona śpiewa jednak, że to dziadek dał jej psa! Puszka Okruszka! Puszka Kłębuszka!

 

Kilka razy pisałem jaki to ja jestem perfekcyjny pań domu. Że lubię na szmacie jeździć, szorować, pucować. Kilka razy też ogłaszałem wszem i wobec o moim podnieceniu, jak przypadkiem na tik toku zobaczyłem, że piekarnika drzwiczki można rozkręcić i wyczyścić w środku. A już miałem nowy piec kupować, bo tłusty rosół mi wciekł pomiędzy szybki i zacieki zostawił.

Smuciłem się też wielce, że mój zlew brudny i doczyścić nie mogę. I jakaż to ekscytacja mną targnęła, jak poczytałem komentarze na Onecie w artykule „jak wyczyścić zlew”. Oczywiście „autor/ka” tekstu opisywała przeróżne metody. Wręcz jak alchemia to brzmiało. Dodaj to, wciśnij tamto, zamieszaj, szoruj i tak dalej. Już we zwątpieniu miałem zamknąć karty onetu, kiedy rzuciłem oczkiem na komentarze. Bardzo lubię opinie innych czytać i bardzo często przechodzę od razu na dół nie przeczytawszy uprzednio „artykułu”. I pod tymi wszystkimi mądrościami, dość skomplikowanymi mądrościami, ktoś napisał lapidarnie, ale treściwie, esencjonalnie wręcz – wystarczy domestosem polać. Od tamtej pory życie stało się lepsze. A miałem już zlew nowy kupować.

Ostatnio sen z powiek spędzają mi zacieki na drzwiach prysznicowych! Już nawet myślałem o remoncie łazienki! Czegokolwiek bym nie robił w toalecie, to zawsze te zacieki na mnie patrzyły. Zawsze patrzyłem na nie bezradnie. Nic nie działało! Domestos – nie! Płyny do kabin prysznicowych – nie! Odkamieniacze – nie! Poczytałem swego czasu kolejne mądrości i zdecydowałem zastosować eliksir o następujących ingrediencjach, szalenie prostych zaznaczam, ingrediencjach – H2O i CH3COOH! Czyli nasza zwykła woda i … ocet!

Zadziałało! Ale nie tak jakbym chciał. Dużo zeszło, ale trochę zostawało. Próbowałem jeszcze mopa parowego, ale utwierdziłem się jedynie w przekonaniu, że to urządzenie dobre jedynie jest na wytępienie pluskiew! No to sobie tak raz na tydzień myłem drzwi prysznicowe wodą z octem i tylko ramionami wzdrygałem, że lepiej się nie da. Na insta zobaczyłem też post o octowipe – taka bawełniana ścierka, którą po skąpaniu we wspomnianej miksturze „przykleja się” do drzwi szklanych na kilka godzin. Później się zdejmuje, przeciera i … błysk się ma! Hmmm, no może dlatego, że użyłem zwykłej ścierki, a nie octowipe, nie uzyskałem efektu WOW.

Stwierdziłem w końcu, że zacieki na drzwiach miałem, mam i mieć będę i … już (żeby nie powiedzieć dosadniej).

Z drugiej strony, moja pedanteria/perfekcjonizm brał górę i coraz poważniej zastanawiałem się nad re-dekoracją pomieszczenia łaźniowego. Umywalkę bym wymienił, muszlę klozetową też. W sumie to bym chyba tylko podłogę zostawił. Ale wiadomo – inflacja i kryzys. Drogo i koszty robocizny skoczyły. Nie warto. Lepiej hajsiwo na głupoty wydawać.

Z rok temu dostałem takie myszo-ścierki ze Szwecji – Svinto.

Ponoć można gary wyszorować. Mam dwa opakowania – po 10 szt w jednym. Garów nie szorowałem, bo po co. I tak się nie doczyści zapewne – tak myślałem. Wczoraj spojrzałem na moją kawiarkę i stwierdziłem, że czas chyba przywrócić błysk maszynce. I tak ścichapęk złapałem za svinto i przetarłem zabrudzenie. Nie zeszło do końca. Skoro już rozpakowałem jedno svinto, to może warto poczyścić co się da – rzekłem sam do siebie. To Svinto wygląda jak futro zdechłej i wysuszonej myszy.

Także nie za bardzo atrakcyjnie. Fajnie się jednak pieni po spotkaniu z wodą. Także czyszczenie tym, to …czysta przyjemność. Spód patelni ładnie się wyszorował. Reszta garów nie wymagała czyszczenia, więc wpadłem na genialny pomysł pójścia z tym do pokoju kąpielowego. Zacząłem zawzięcie szorować drzwi prysznicowe. Bez wielkich nadziei, ale zarazem z taką pewną ciekawością. Po wszystkim zerknąłem na dzieło i … podniecenie wróciło! I to jak?! Banan na twarzy i satysfakcja! Zacieki zniknęły. Ciekawe na jak długo!? Ciekawe czy to Svinto będzie już zawsze działać? A czy zlew też można tym potraktować? Bo jakoś nie przepadam za płukaniem go chemią.

Ha! Jakiż podniecony i szczęśliwy jestem. Polecam. I cóż, że ze Szwecji!

Pies cztery łapy ma!

PS. Wpis zawiera loco-wanie produktów!

tjaa … gruby Maciek

Jutro gruby Maciek idzie siódme poty zostawić na siłowni. Zgrzeszyłem!

Wczoraj zakładałem, że dziś po zębiście nie będę nic jadł, a na pewno nie te cholerne pączki. No w sumie pączków nie jadłem. Bo jeden to nie „pączki”. To tylko JEDEN pączek. 300-400 kalorii.

Ale po kolei. Poleciałem do pana doktora. Pan wysłał na rtg. Masakra. Jakby powiedzieli wcześniej „proszę wziąć zdjęcie rtg zrobione w Szwecji”, to bym wziął. A tak, to nie wziąłem. Myślałem, że jak zrobili pantomograf, to już widzą wszystko jak dłoni. No nie widzieli. Na szczęście fotkę zrobili cyfrową, więc zanim przekroczyłem korytarz (drzwi pana doktora i pracowni rtg były vis a vis), to pan medyk już wszystko widział.

Kanałowe leczenie mnie czekało. Po 20 minutach pan zwinął zabawki i powiedział, że drugi kanał jest maciupi i on nie trafi w niego, bo go raczej nie znajdzie. Wysyła mnie do endo-kogośtam, kto mi pod mikroskopem to zrobi. Grrr. Kolejna wizyta, a ja nadal niewyleczony. Przy okazji polecił mi protetyka. Zaszedłem, bo od razu było wolne. Pani zaśpiewała 2281 zł. To i tak tanio, bo mam „ładną” [sic!] zniżkę. Zadzwoniłem do siostry (też w branży zębowej siedzi) i okazało się, że pewnikiem mamusię i tatusia odwiedzę dwa razy (pewnie) w marcu. 1500 zeta za wszystko.

Wracawszy do domu zaszedłwszy do Sadyba Best Mall. W nagrodę chciałem sobie dać prezent – pączka od A.Blikle – z maskarpone i czarnym bzem. 8,99 zł to nie tak drogo – pomyślałem. Magda Gessler liczy sobie 16 złociszy. Pączek wydawał się być jakiś wczorajszy. Zdegustował mnie raczej i ten zakup, i ten pączek. Ale smak fajny.

Zaszedłem do Kerfura po rzeczy na obiad i … tylko chwilę zastanawiałem się, czy wziąć 150 czy 200 gram faworków.

Co prawda nie były takie jak u mamy, ale wcale takie ostatnie nie były. Wtranżoliłem od razu. A co! Kawę zdążyłem jeszcze zrobić, bo zacząłem podjadać już po przejściu wrót obrotowych Best Malla. Także pączków nie było, był pączek. No i ten chrust. Po obżarstwie był spacer po osiedlu.

A jutro dzień siłowni, to spalę to wszystko. Obiadu oczywiście już nie zrobiłem. Barszcz tylko podgrzałem. Dla zdrowotności zabieliłem … fuj … jogurtem naturalnym.

Nie dobry jestem! Gruby, ale za to słodziutki Maciek. Merde!

To ja pisałem – gruby, ale słodziutki Maciek!

słodki Maciek

człowiek to się uczy całe życie! Naprawdę! Dziś słuchałem wczorajszego słuchowiska radiowego … Tak, potrafię cofać czas. Za 10 zł jedyne. Wystarczy wspierać Radio 357 i już.

I dziś-wczoraj pan Marek N. rozmawiał sobie z panem Kubą S. I zaczęli o słodkościach w pewnej chwili. Pan Jakub się pożalił, że to nie ładnie w pracy chować czekoladę przed kolegami, a pan Marek rzekł – nie wiedziałem, że jesteś słodki … Maciek!

No nie znałem tego! Zawsze używałem słodki ząbek. Ale to chyba bardzo amerykańskie i nikt w Polsce nie kumał o co kaman.

Ale słodki Maciek? Jeżu! Serio, nie znałem. Gruby Maciek tak, ale słodki? Nie.

Co tam u mnie? No Fiskus w końcu odblokował się i udostępnił porachowanie. Prędziutko odrzuciłem zeznanie, w którym stało, że 166 zł mnie Państwo oddaje. Porachowałem się sam. Dodałem IKZE, odjąłem darowizny i czekam na moje „piniążki”. 1081 złociszy! Oddawać. Już dawno mówiłem, że każdy grosz od tych złodziei wyrwę. Nic mi nie dają. Żadnych trzynastych emerytur, 300+, to choć odbiorę co moje. Czekam. Zwyczajowo oddawali w ciągu 5 dni. Pożyjemy zobaczymy.

Z nauki życiowych, to dodam, że po raz pierwszy w życiu skorzystałem z opieki lekarskiej za granicą. 150 razy ponad leciałem samolotem. Dodajmy jeszcze wojaże autokarem i autobusem. Nigdy nie musiałem skorzystać z opieki medycznej. Do teraz. Ząbek mnie rozbolał podczas ostatniego urlopu w Szwecji. Dobrze, że nie w Danii czy Norwegii, bo tam jeszcze drożej. Ale Szwecja też nie tania. Jakieś rabaty mi dali z okazji posiadania karty EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego???). Po cenach promocyjnych wyszło 650 zł. Auć! A pan tylko plombę tymczasową założył i powiedział, że mnie kanałowe leczenie czeka. Fajne było to, że od razu mi RTG zęba zrobili. W Polsce tak nie ma. Idziesz do dentysty i on cię dopiero kieruje na RTG i leczenie kanałowe. Bez sensu. Aha, bo mam od stycznia pakiet Prestige w pewnej klinice medycznej, To korzystam. Mam nadzieję, że za kurację nie zapłacę, bom skorzystał z uroków mojej platynowej karty kredytowej. Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. Nie wiem, czy mnie porachują. Niestety durny polski ZUS zrobił błąd w systemie i zamiast „g” w moim nazwisku jest „y”. Także cała dokumentacja wysłana do ubezpieczenia jest z błędnym nazwiskiem. No zobaczymy. 650 zł to nie majątek, ale miło by było je odzyskać. Czekamy. Oczywiście 30 dni.

Wracając do słodkiego Maćka, to muszę się do czegoś przyznać. Nie jem słodyczy. To znaczy, nie kupuję, więc nie jem. Ale jak gdzieś zobaczę, jak ktoś pod nos podsunie! O esssu. Wtranżolę od razu wszystko! Już nawet Słodkokwaśna zaczął chować przede mną słodkości, które kupuje ze swoją panią. Czasem im się nie udaję i ja coś wyszperam. Wtedy kolega mówi – nie jedz! To dla gości.

A jutro jest chyba … tłusty czwartek. Już do mnie mrugają słodkości w sklepach i piekarniach!

Strzegę się. Postanawiam jutro nie jeść nic. No może skuszę się na faworka?

Także słodki ząbek jestem, czyli po naszemu – słodki Maciek.

Z innych nowości, to posmakowałem w końcu pana słoiczka! Niestety, ku mojemu wielkiemu smutkowi, Fat Daddy zamknął swoje pyszne wietnamskie kanapki. Ale długo nie trzeba było czekać i kolega już wymyślił nowy biznes – kimczi! Polecam słoiczki z zepsutą kapustą od panasłoiczkapl!

Zrobiłem sobie kilka wariacji z kimczi. Kanapka z pasztetem z królika, z salcesonem i vego hot dogiem z IKEA. Świetnie konweniuje kapustka z tymi dodatkami.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑