Miesiąc: styczeń 2019

pułapka

Dziś nie będę zapytywał „hejka kochani, jak się macie? Bo ja …”

Bo nie chce mi się nawet zaczynać.

Prądy dostałem i RTG kręgosłupa na odcinku szyjnym. Byłem u znachorki-ortopedożki. Wizyta koszmarna, bo od pani śmierdziało fajkami i była taka  … „srala-mądrala”. Ledwom wysiedział wizytę. Ale 10 zabiegów prądowych przepisała na łokieć i 3 na szyjkę.

Oznajmili, kto nominowany do Oskara. Kurna! Naszej Joanny nie docenili. Uważam, że to duże niedpatrzenie i niesprawiedliwość. Film – historia banalna. Reżyseria? Nie znam się. Ale kreacja Joanny Kulig!? Eh. Dawno z taką przyjemnością nie patrzyłem na ekran. Dawno nie widziałem filmu dwa razy w krótkim odstępie czasu. Pierwszy i do niedawna jedyny raz, to było gdzieś w zamierzchłych latach 90. ubiegłego wieku. „Fargo” braci Cohen. Pierwszy raz oglądałem normalnie. W towarzystwie i z atencją. A drugi, to znajomi przyjechali do Białego i kumpel zadzwonił, żeby się spotkać i zabrać ze sobą dziewczyny (te, które też przyjechały). Okazało się, że koleżanki poszły do kina na „Fargo”. To my spóźnieni o 30 minut dołączyliśmy doń i przegadaliśmy resztę filmu. W sumie to aż się dziwię, że w ciemnościach odnaleźliśmy się. Eh, stare, dobre czasy.

Dostałem kilka odcinków Herculesa Poirota. Gra ten łysy, przysadzisty pan z dziwnym wąsikiem. Zawsze mi się wydawało, że to belgijska produkcja, bo pan detektyw mówił po francusku. I się po latach okazało, że film brytyjski, a pan Poirot tylko kilka zwrotów ma w języku … no właśnie w jakim? Nie Szekspira, nie Puszkina? Jak się mówi na francuski? W języku żabojadów? 

Cała prawda wyszła teraz o detektywie Poirot! To oszust! Bo jak w Anglii się akcja dzieje i on mówi po francusku, to wszystko jest niby ok. No bo przecie pan z Belgii i tam, któraś część kraju – albo Walońska, albo Frankońska mówi po francusku. Ale patrzę ja ci na któryś epizod, w którym akcja dzieje się we Francji i pan Hercules ni chu chu po francusku, tylko po angielsku mówi. Oszust! Pułapka!

Chodziło za mną od dłuższego czasu „A Star is Born/Narodziny Gwiazdy” z Lady Gagą i Bradleyem Cooperem. Nie wiem, coś Gaga w sobie ma, że im mniej popularna, tym bardziej mnie się podoba. Sam film? Cóż, historia banalna. Kreacje aktorskie – szału nie ma. Te nominacje do Oskarów, to takie chyba na siłę. No może jeszcze ona tak. Ale on? Hm. No ale dobra, nie znam się. Nie jestem kapituła. Żal mi Joanny Kulig.

Wtrącenie – Lady Gaga jest pierwszą artystką nominowaną w tym samym roku za piosenkę i aktorstwo. Ciekawostka.

„Narodziny Gwiazdy” ogląda się świetnie! I ta muzyka brzmi rewelacyjnie. Tak, nominacja w kategorii „Najlepszy film” zasłużona. Czyli też taka pułapka, ale w drugą stronę. Nie żal! Warto popatrzeć.

Wtrącenie numer 2 – ten aktor, co gra brata Bradleya Coopera od przynajmniej 20 kilku lat wygląda tak samo. Spostrzeżenie.

Ostatnio przechodziłem sobie w pięknej scenerii od Centrum Handlowego Arcadia do stacji metro Dworzec Gdański. Piękna aura. Śnieg skrzypi, słońce skrzy się. No piękna, biała zima. I patrzę ja ci na billboard wzdłuż drogi. Zapowiedź nowej płyty Dody pod tytułem „Dorota”. Aż zaśmiałem się pod wąsem, bo Doda od zawsze na wszystkich krzyczała, jak ktoś do niej mówił po imieniu. „Doda jestem!”- tak odpowiadała. I tu teraz widzę, że artystka zminiła zdanie. Widać z wiekiem człowiek mądrzeje. 40 za rogiem paniu Dodu. Plakat fajny dla oka. Piękna sceneria w jakimś opuszczonym parku. Liście na ziemi, piękna polska jesień. Fortepian przykryty gałęziami i pani siedząca tyłem ale odwracająca się do mnie. Plastik tu, botoks tam. A może to dieta zmieniająca rysy twarzy? Tak się to ponoć nazywa. W każdym bądź razie zwróciła reklama moją uwagę. Ale jako, że Doda nigdy u mnie nie grała, nie gra i grać nie będzie, to sobie do głowy nie brałem. Uważałem zawsze, że dziewczyna ma dobry głos. Jednakże nie nagrywa ona swych piosenek dla mnie. To nie są albumy, na które czekam.

W ostatni weekend patrzę na internety i widzę tytuł artykułu, w którym stoi, że Doda się mierzy z hitami Maryli Rodowicz („Niech Żyje Bal”) i Maanamu („Krakowski Spleen”). Pomyślałem sobie, że „a co mi tam”. Postanowiłem dać szansę. Tylko krowa nie zmienia poglądów.

Na iMusic chwalą – Dojrzałe oblicze gwiazdy na tle symfonicznego pop-rocka.

Zaglądam na płytę i widzę, że są jeszcze inne znane hity – Miley Cyrus („Wrecking Ball”), Harry Styles („Sign of the Times”), Anna Maria Jopek („Ale Jestem”), Avril Lavigne („I’m with You), Anna Jurksztowicz („Stan Pogody). 

Posłuchałem to za dużo powiedziane. Oczy miałem wielkie z niedowierzenia, że coś takiego powstało i ktoś to upublicznił. To strasznie niedobre wersje. Fatalne aranżacje. Jej głos drażni. Nic nie jest na miejscu na tej płycie. Kora się chyba w grobie przewraca! Straszna płyta. Do jej wersji szlagieru Maryli Rodowicz nawet nie zajrzałem. Brr. Pułapka!!! Brr!

Także z tym moim łokciem to nie jest jednak aż tak źle. Są gorsze rzeczy na tym świecie!

„In the shallow, shallow
We’re far from the shallow now“

belly

czyli maciek.

Kiedyś namiętnie, żeby nie powiedzieć nałogowo, grywałem w literaki na kurniku. Tam zapoznałem przyszłą paniom prof. ze Szczecina. Nawciskałem jej głupot, że mam 17 lat, a ta uwierzyła. No nic. Ja nie o tem. Aha, dodam, że prałem ją na kwaśne japko w te literaki. Z 2000 do 200 może było. Na moją korzyść. Teraz pewnie pani prof. by mnie zmasakrowała, bo dawnom nie grał.

Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. W tej durnej grze są durne wyrazy, jak ćelo, ęsi, czy maciek. A z kolei nie ma pięknych podlaskich słów, jak na przykład wiszczeć.

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „wiszczy”, przeciwnik sprawdził …i nie było! Straciłem kolejkę i nasłuchałem się wyzwisk. Jak to nie ma „wiszczeć”?

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „żygać” i nie było. Dałem drugi raz, w innej grze … i nadal nie było. Dopiero za trzecim razem ktoś mi napisał po uprzednim sprawdzeniu, krótką wiadomość – przez rz! Jak to przez „rz”?! Rzygać? A nie żygać. Dziwne. Aż sprawdziłem w słowniku …i się wielce zdziwiłem.

Jakież było moje zdziwienie, jak ktoś mi ułożył „maciek“, ja sprawdziłem …i było!!! Jak to? Jestem w tej grze? Ponoć „brzuch” to znaczy. Dziwne. Pierwszo słyszałem. Jak tłumaczę to teraz moim zagranicznym znajomym, to się też dziwują i się tylko pytają „why did your parents name you belly?”. No właśnie mamo i tato! A miałem być Rafał, brrr. 

Pisałem już w tym roku, że taki mały eksperyment przeprowadzam – Mniej Maćka Projekt. W sumie, to może i być Mniej maćka Projekt. 

Niepicie alku idzie mi bardzo dobrze. Nie piję. Ale chyba niestety się obżeram. A jeśli nawet to nie obżarstwo, to chyba zła dieta. Wyjątkowo powrócony jestem na pierogi, makarony i pieczywo, czyli chyba nie to co powinienem jeść. Ale cóż, jak to mówią Francuzi – mam to w du-pię!

Jakiś taki sfrustrowany chodziłem cały ten styczeń. Waga skakała. Jeden dzień 99,7 kg, a drugi 102. Coś mi się wydaje, że wagę mam zwichrowaną. Niektórzy polecają mi jakieś urządzenia do ważenia połączone ze smartfonem. Oj nie. Mniej Gadżetów Projekt. A widziałem ostatnio dokument na Netlix o minimalistach. Nawet ciekawy. Ja taki jestem chyba, bo porozdawałem dobra z lokalu mieszkalnego mego.

Aha, na Netflix się oferta poszerzyła. Dali American Crime Story. Pierwszy sezon o OJ Simpsonie strasznie cienki. A tyle nagród podostawał. No mnie nie urzekł. Zacytuję klasyka, króla TVN – nie lubię pierdolenia o niczym.

A drugi sezon – o zabójstwie Gianni’ego Versace bardzo fajny. Ciekawie zrobiony. Morderca to świrusek. Beret ma zryty nieźle. A morduje pierwsza klasa. Z twarzy grzeczny chłopczyk. W szkole średniej powiedzieli o nim – osoba, którą najpewniej wszyscy będą pamiętać. I proszę, jak się wcześnie na nim poznali. 5 morderstw na koncie. 

Pamiętam obie sprawy dobrze. Raz, oglądałem finały NBA w polskiej TV i przerwali mecz, bo pokazywali pościg za OJ Simpsonem. Kompletnie nie kojarzyłem kto to, ale w Stanach to ponoć legenda. Koleś się wywinął z tego morderstwa swojej ex, ale skończył marnie i tak. Stoczył się pan.

A pamietam też gorące lato 1997 i w Teleekspressie podali, że przed swoją willą zastrzelono kreatora mody Gianni’ego Versace. 

Ale ja nie o tem.

 

Dziś niezawodny onet mnie natchnął. Jaki masz brzuch?! 6 typów.

Paczę na drugie zdjęcie i widzę – Brzuch Tarczycowy! Powód: niedoczynność tarczycy i niespalanie wszystkich kalorii. Solucja? Farmakologia. I tu tak. Po pierwsze – żadnych lekarstw! Nawet na cholesterol nie biorę, bo nie chcę się na całe życie uzależniać. Poza tym poziom 223 przy normie maksymalnej 190, to umówmy się, żadne halo! Ale ta tarczyca mnie zmartwiła. Ale po sekundzie myślę tak – ale ty durny Maciek. Przecie ze 2-3 lata temu badałeś się prawie cały na te poty. I w pierwszej kolejności poszła do sprawdzenia tarczyca. Hormon w porzo! 

No to myślę sobie, coś nie tak z tym brzuchem tarczycowym. Ale przesuwam wzrok po wykresie i widzę Brzuch typu Jabłko! Kurna! Japko mam w telefonie i w laptopie, ale jako owoc? No nie za bardzo przepadam za owocami. Wzdęcia mam. 

I wszystko mi się zgadza z tym brzuchem. Prawie wszystko. Bo chyba tych cukrów nie wciągam. Ale znowu ten alkohol. Czyli dobrze, że mam przerwę. Bo nie dość, że może waga spadnie, to i może maciek się zmieni. Może w gruszkę? Wzdęty? A może stresowy? Fajnie by było. Bo to jabłko mi jakoś nie leży.

Rozwiązuję to na razie dobrze. Bo:

– zmieniłem dietę

– nie ma picia

– (chyba) eliminuję puste kalorie

I tu, kochani, uwaga! 23 stycznia jest. Projektu ze 3 tygodnie za mną (dziwny szyk zdania, co?). Nie chcę dmuchać w moją własną trąbkę (to idiom taki, proszę nie śmiać się – to blow one’s own trumpet) ale dziś moja (chyba) zepsuta waga pokazała …

Yass! 2,1 kg mniej maćka!

mniej maćka projekt

hejka kochani, jak się macie? Bo ja jakiś skoszmarowany jestem. Pierwsza noc 2019, a ja z koszmarem na koncie! Koszmar!

Śniło mi się, że mnie dziewczyna ogoliła twarz? Ale strasznie nieudanie. Takie prześwity gładkiego golenia na zmianę z jakimiś kiepskimi kępkami mieszków. Strasznie!

Ale na szczęście wszyscy życzyli mi cierpliwości i wyhodowania włosów na nowo. 

Także wszystkiego dobrego w 2019!

Mniej Maćka Projekt – MMP, to akcja gubienia kilogramów.

Przed wyjazdem do USA w kwietniu 2018 miałem na wadze coś koło 95,9 kg! Po powrocie – 104! I jakoś nie mogę zejść poniżej setki. Dziś stanąłem na wadze, żeby zaznaczyć punkt A, start projektu. 100,5 kg!

A dodam, że na Świetach u szanownych rodziców, mamina waga pokazała …99,3! Czyli potwierdza się, że moja waga jest zepsuta.

A najlepsza fryzura, jeśli jeszcze nie wiecie, krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie

25-ty top wszech czasów w Trójce zaczęto. 12 groszy leci!

Z typ topem jest tak, że większości utworów, jak nie ponad 90%, nie da się słuchać na co dzień. A ten raz do roku jeszcze obleci.

Teraz Bob Marley. Kto słucha reagge, ten rucha kolegę – takie przyslowie powiedział nam kiedyś drAdam na Ka.

wiadomo, że największym hitem wszech czasów jest:


Poznałem ten zespół. Bodek był barmanem w Knay Pubie w Białym, a Aśka jego dziewczyną. Bardzo sympatyczni ludzie. Ciekawe co teraz robią i jak się mają. Nie pamiętam, czy ten, czy ich inny przebój (Bo to kurna skandal/Final Countdown) gościł na antenie Radio Białystok. Obie parodie dosyć interesujące.

No to wracamy do MMP. Jadłem przez rok mięso raz, dwa w tygodniu. Od lipca 2017 do lipca 2018. Hmmm, no czułem się świetnie. Ok powiedziałbym. Ale po powrocie ze Stanów jakoś mięsko powróciło do łask. Ile można ciecierzycy wpieprzać? Ryby są drogie. 

No i nie mogę schuść jakoś. To znaczy, jak widać dzić schudnięty jestem. 104 vs 100,5, to sukces. Ale przydałoby się wrócić do 9 z przodu. A później, wiadomo, apetyt rośnie w miarę … jedzenia – 8 z przodu! I tak dalej.

Mój mądry przyjaciel Marcin na Ka (ten od Państwo na K z Europy) orzekł – zero alkoholu. Heh, każdy to wie. Ale jak nie pić w polskiej tradycji? Po bieganiu – piwko. Po rowerze – piwko. Po nartach w górach – to i tamto.

Ale ok. Trąbię wokół, że dziś o 1.40 ej em (czyli rano) minęły 2 lata od ostatniego papierosa. A właściwie od połówki (bo całego nie wyjarałem). Sylwester u Państwa G. Jak widać dobry to był sylwester.

Skoro dałem radę, skoro udowodniłem, że moja słaba silna wola nie jest taka słaba, to zaprzestaję alkoholu na miesiąc. Zobaczymy, czy coś się z wagą stanie. Wracam do wege, wracam na rower, wracam do biegania. O właśnie! A co z kometką? Przez ten łokieć nie wiem. A z ręką nie jest fajnie. Muszę zapamiętać, żeby iść do ortopedy. Terapia indywidualna pomogła, ale skończyła się i czuję znowu dyskomfort. Do tenisa nie wrócę. To wiem na pewno. A dodatkowo wydarzył się rzecz straszna – 28 grudnia w tamtym roku, dzwonię ja Ci do mojego chrześniaka z życzeniami. Coś chowałem do szafy i jak się nie uderzyłem. W nerw se dałem i w to miejsce, co mnie najbardziej bolało. Ledwo wycedziłem do młodego:

– Kuba, muszę kończyć, bo się mocno uderzyłem w łokieć i muszę zakląć

– w ten tenisisty?

– tak

– ok, rozumiem

Jakie mądre dziecko! A właściwie młodzieniec. Ja w jego wieku miałem 17 lat! 

Także MMP odpalam! Zobaczymy na koniec miesiąca (czyli coś koło 7 stycznia) jak mi poszło. Trzymajcie kciuki.

Aha, 2018 rok był fajny. Mam nadzieję, że 2019 będzie lepszy. Do Australii chcę się wybrać. 

Wszystkiego dobrego wszystkim!

„Jak powstają twoje teksty?” – gdy mnie ktoś tak spyta
Zakurwię z laczka i poprawię z kopyta

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑