Miesiąc: styczeń 2018

blin, TSA

Nie przepadałem nigdy za TSA. Kojarzył mi się ten zepsół z łomotem, hałasem. Takie szarpitruty głośne. Moja siostra cioteczna lat dużo starsza ode mnie w swoim pokoju w młodości swojej miała wyklejone ściany posterami Dżemu i TSA właśnie. Za jednymi i drugimi nie przepadam. Jak słyszę „czerwony jak cegła“, to mam odruch wymiotny. Ale zawsze są jakieś wyjątki – coś tam pojedynczego się podoba.

Taki durny dowcip mi się przypomniał.

– umówisz się ze mną?

– a jakiej muzyki słuchasz?

– Maanam, Republika, Lady Pank. Umówisz się teraz ze mną?

– nie!

– czemu?!

– bo nie ma dżemu

TSA powróciło na początku XXI wieku i nawet, nawet brzmiało. Ale fanem nie byłem, nie jestem i nie wiem czy będę.

A jak już jestem w klimatach muzycznych, to uprzejmie informuję, że mój były urlop miał dwie piosenki często grane.

Pierwszy, to taka pani Camila Caballelo (chyba) i “Havana”. A drugi, to

Powróciłem z Ameryki. Otwieram ja ci w domu walizkę, a tam kartka od TSA! Że bagaż mi niby przelecieli. Na pierwszy rzut oka widać było, że ktoś i coś tam patrzył. Ale na drugi rzut oka – wszystko było tak, jak spakowałem. Czyli, primo – mają wprawę i od razu widzą, czy coś jest czy nie po otwarciu bagażu, albo, brutto – zrobili zdjęcie walizki przed, wywalili wszystko i powkładali wg zdjęcia. W każdym bądź razie wszystko było na swoim miejscu i nic nie zginęło.

Bagaże miałem wypchane po brzegi, bo się kilka osób uśmiechnęło o przewóz dóbr. Nie powiem, kto najwięcej mi się uśmiechał, ale muszę chyba w końcu poprosić SłodkoKwaśną o jakieś zaduśuczynienie. Dajesz, dajesz, dajesz i nic w zamian! 🙂

Co do blina.

Bardzo ładny miałem wyjazd. Spokojny, bez zmuszania się do tego, czy owego. Chciałem, to robiłem, nie chciałem, to nic nie robiłem. Na pogodę trafiłem ciekawą. Od -26C w Kanadzie, do +15C w USA 12 stycznia. Śnieg tak parował, że całe miasteczko nasze było jak we mgle jakiej. Ciekawe doświadczenie. Czyli potwierdzam, że podróże kształcą.

Bardzo dużo czasu spędziłem z ludźmi z naszego Wschodu, czyli Rosjanami, Ukraińcami, Litwinami. Śmiałem się nawet, że na mym urlopie więcej po rosyjsku, niż po angielsku mówię. A rosyjski mój słaby. Na urodzinach u Kate była Marina, która pięknie mówiła po rosyjsku, klnąc jak szewczyni. Blin tu, blin tam. To taki ponoć przecinek w puszkinowskim języku, jak wyraz na „Ka“ w mickiewiczowskim.

I muszę się jeszcze podszkolić w „afigietelny“ i „achujatielny“ (охуительны). Ula musi się tu wtrącić i potwierdzić (bo nie pamiętam końcówek tych przymiotników). Oba są brzydkie i znaczą „zajebisty“. Ten drugi wyraz jest bardzo brzydki, a ten pierwszy mniej brzydki. Tolik mnie tego nauczył. Powiedziałem mu, że w końcu trafiłem na osobę, która uczy mnie właściwego rosyjskiego. Ja go też podszkoliłem, bo ponoć się polskiego uczy, bo ma tam kogoś mówiącego w naszym języku. „Ochujał“ bardzo szybko zrozumiał. W każdej osobie liczby pojedynczej i mnogiej.

dysk o polo

Dzień dobry Wszystkim.

W pierwszej kolejności pożyczam najstarszemu dziadu na świecie wszystkiego najlepszego. 42 piękny wiek. Też chciałbym tyle mieć.

W drugiej kolejności – nie wiem jak mam to napisać. Kto ma instagrama ten wie, co wczoraj się działo. Byliśmy na balu polonijnym. Stoliki były 10-osobowe, więc Ula wymyśliła, że zbierzemy ekipę i weźmiemy cały stolik dla nas. Inaczej moglibyśmy być doczepieni do jakichś obcych. Poszło zapytanie na Fejsa do rosyjskich znajomych. Nazbierało się nas 9. Nieźle.

Sala balowa ogromna, białe obrusy, zastawy. W drugiej sali jedzenie (nawet dobre), bar w kącie. No i zabawa. Dj Dramat nas obsługiwał. Wydaje mi się, że nawet na najgorszych polskich weselach nie grają takiej fatalnej muzyki. Ale jak dla nas, muzyka nie przeszkadzała, poszliśmy z Ulą szybko nóżką pokręcić na parkiet. Rosjanie w końcu też dołączyli.

Wyjście poznawcze, dużo Polaków (hahahahaha). Ale to był mój ostatni bal polonijny w życiu.

Aaaaa, Dolly Parton była. Szkoda, że nie zrobiłem jej zdjęcia.

znowu top

To już chyba 3 raz jak piszę na początku roku o Topie Wszech Czasów. Ale tym razem nie było dane nam słuchać, bo w innej strefie czasowej dziwnie jest. I do tego bluetooth zastrajkował.

W Kandzie było fajnie. Każde miasto inne. Toronto – taki mały Manhattan, Ottawa – Szkocją zaciągała, a Montreal – ogólnie Europą. W stolicy odwiedziliśmy Parlament ale niestety z francuską przewodniczką, bo nie było już miejsca do grup anglojęzycznych. Szkoda, ale budynek piękny. Pan kierowca Uber powiedział, że żeby pracować w Parlamencie trzeba znać obowiązkowo francuski.

W Montrealu (na szczęście już tylko 2 godziny drogi) najbardziej przypadła nam do gustu stara część – Vieux Montreal. Główna ulica to taki wyludnony londyński Oxford Street. Ale faktycznie przedziwne uczucie mnie ogarnęło, jak ludzie raczej mówili po francusku, niż angielsku. Ciekawostka turystyczna, poznawcza.

Kanadę polecam. Jakby ktoś był przejazdem to zajedźcie.

Foty z pojezdki.

2017

Pamiętam, że była taka sprawa w 2016 roku – 40 wpisów na 40 lat. Jak wiadomo – nie zdążyłem. Ale w 2017 naskrobałem ze 40 kilka wpisów. Czyli 2017 rok? Dobry rok. Jak ktoś mnmie pyta jaki był, co wydarzyło się, to w pierwszej kolejności mówię, że zrobiłem sobie dwa tatuaże. Nic więcej nie pamiętam. Po dłuższym skupieniu przychodzą do głowy moje polskie wakacje – morze i góry. Ale 2017 dobrym rokiem był. Dziękuję roku.

Sylwester

Mieliśmy dwie opcje – u znajomych na Queens (czyli daleko i długo by wracać) i u znajomych na dzielni naszej. A jako, że był u nas jeszcze jeden gość, to Ula zaproponowała wszystkim u nas. A jako, że tamci nie bo nie wiem co nie, a drudzy, że nie, bo przyjechał z wizytą brat z żoną i córką oraz rodzice Ruslana, to skończyło się na dzielni naszej, czyli blisko. Bardzo fajna wieczierynka. Ruslan (Litwa) i Marina (Rosja) są bardzo fajni, mili i są dobrymi gospodarzami. Nie dało się udawać, że się nie rozumie i nie chce się interaktować, bo Ruslan co chwilę zagadywał i nie wypadało odpowiadać tak lub nie. Zapytał się wszystkich po kolei co dobrego trafiło nam się i za co dzięlujemy 2017 roku. A poźniej – czego oczekujesz od 2018. Ja odrzekłem, że każdy dzień 2017 roku był dobry i się cieszę, że mogę być tu i teraz razem. No bo każdy dzień jest dobry, co będę się rozwodził. W pewnym momencie Sasza zapytał mnie zadziwiony – Maciek, ty gawarisz po ruski? Okazało się, że tak. Co prawda za cholerę nie powtórzę ale kontekst łapię i jeśli mogę odpowiedzieć w puszkinowskim, to odpowiadam, jeśli nie, to po angielsku. Rodzice Ruslana bardzo fajni. W ogóle przyjemni są ludzie ze Wschodu.

2018

Zaczął się przedziwnie, odkrywczo, przełomowo.

Jest zimno, pada śnieg. Ja to zawsze trafię na jakieś anomalię. Po naszym wyjeździe z Kanady zamarzła Niagara. A myślałem, że piekło prędzej zamarznie. No nic. Jak byłem na przełomie 2013 i 2014 roku, to też jakieś nieszczęścia i plagi egipskie nadciągnęły na Amerykę. Szikago wtedy zamroziło.

Miasto wciąż się podoba, relaksuje i jest przyjemnie.

Wczoraj spotkałem się z kolegą z instagrama. Krzysiek od 19 lat mieszkający w Nowym Jorku (obcenie Staten Island). 4 godziny w pubie szybko zleciały ale na szczęście jeszcze mieliśmy czas na fotosesję okolic Time Sq. Pub 5th&Mad (36 ulica i Madison Ave) jest dużym, dwupiętrowym miejscem spotkań. Pani kelnerka bardzo nadgorliwa, bo przybiegała co chwilę z pytaniami:

  • czy wszystko smakuje?
  • czy coś jeszcze?
  • czy mamy ochotę na coś jeszcze?

No zarabiała pani na napiwek. Ale trochę namolne to było. Piwo podawali w małych szklankach, więc pani dużo przy nas biegała. Ale napiwek 20$ zarobiła. Heh, Nowy Jork i ich minumum 18%. Krzysiek-kolega robi bardzo interesujące czarno-białe zdjęcia, dlatego zacząlem go obserwować na Insta. Street foto i nie tylko. Dobre ma oko skubany. Ja nie umiem tak pstrykać. Nie mam odwagi podchodzić tak blisko i robić zdjęcia. Jego strona –  http://www.35×35.com/ a profil na insta – kkurzaj.

W przyszłym tygodniu umówiliśmy się na Staten Island i może na cmentarz statków?

 

 

 

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑