• 30 sierpnia 2009

      Według planów pomogliśmy Daszy się przeprowadzić. Mieszkała w Oakland w stanie New Jersey. Domek maluteńki (mniejszy niż moje mieszkanie) ale oczywiście, jak to w takich przypadkach jest – gratów a gratów. Za domkiem rzeka płynie, chyba Ramapo River i góry nieopodal widać. Takie prawie Łomianki. Cały van u-haul zapakowaliśmy. Oczywiście pogoda bardzo słoneczna. Tylko się przeprowadzać. Aha, przeprowadziła się dziewczyna na Brooklyn. Państwo pojechało nad jezioro się kąpać, a ja z Vicka do Renaissance Faire w Tuxedo w stanie New York. Takie klimaty Shakespeare’owskie. Tu monety biją, tam szkło wydmuchują. A tam ci jeszcze Robin Hood przebiegnie. Dosyć wesoło, folklorystycznie. Można nawet było się na “Poskromienie Złośnicy” załapać. Bardzo…

  • 29 sierpnia 2009

      Nie wiem, która jest godzina. Komputer pokazuje 9:42, a mój zegarek 8:42. Nie pamiętam też, o której poszedłem spać. No może, nie nie pamiętam, ale nie wiem. Ale stop kochani, nic z tych rzeczy. Po prostu nie patrzyłem na zegarek. Jesteśmy w Princeton. I jak się na razie okazuje, jestem jedyną “wstaniętą” osobą. Reszta śpi. A to ci śpiochy. Niestety dwie osoby w salonie, więc chyba nie wypada iść zrobić sobie herbaty(?). Ale przynajmniej mam dostęp do komputera. Drzwi do/od pokoju na szczęście się otwierają. No może wślizgnę się do kuchni. Wypiję coś ciepłego i na miasto na jakieś prawdziwe amerykańskie śniadanie. O ironio (albo o zbiegu okoliczności), dwa…

  • 28 sierpnia 2009

      Ha, dziś za wiele się nie wydarzyło. Od rana pada, więc darowałem sobie US Open. Domachowska przeszła wczoraj i dziś miała grać o 11:00 z kimś innym. A tak słabo wyglądała na początku meczu. Kubot z kolei odpadł. Szkoda. Miałem dwa wyjścia. Pojechać do Miasta do American Muzeum of Natural History (Central Park West at 79th Street) albo do Century 21 na zakupy. Oczywiście pojechałem na shopping. Porażka. Nic nie ma ciekawego. Kupiłem parę dupereli i się nachodziłem jak głupi. Pan mnie zgarnął i pojechaliśmy do domu. Później odbieramy Panią z pracy i jedziemy do Princeton do Tolika. W Princeton mieszka ponoć 20 noblistów. Bardzo ładne akademickie miasteczko. Jutro…

  • foty

    Czy teraz jest cacy? foty: https://1drv.ms/u/s!AiQCiXakH-geqk0ZL1_JVDrQFqGT?e=ZKUSnU Nie narzekać, oglądać. Narzekać = nie oglądać.

  • 27 sierpnia 2009 – update

      Nie będę pisał, że “dzień pierwszy” albo “wielka draka w chińskiej dzielnicy”. Najbezpieczniej jest chyba datą. Czy dziś jest dzień 1, czy drugi, skoro nadleciałem wczoraj? Wczoraj w centrum Miasta (w Bryant Park) siostry/bracia Williams zagrały sobie pokazowo. No szkoda, że nie było mnie tam. Może dziś siostry Radwańskie??? Byłoby … nie byłoby. Wstałem o 5:16 i poszedłem znowu spać. Ale godzinę później już zostałem wypuszczony z pokoju. Drzwi się rozeszły w nocy i nie mogłem ich otworzyć. Na szczęście Pani domu zeszła do piszczącego kota Bazyla. Z drugiej strony mógłbym siedzieć zamknięty w pokoju i pisać rozprawę filozoficzną o życiu życia. Tzn. byłaby to rozprawa filozoficzna o życiu…

  • i się zaczęło, czyli lot

      Hura, moje pierwsze złote myśli w tym pięknym, nowym, jubileuszowym, kalendarzu-notesie (piszę na lotnisku na papierze). Siedzę lekko zmachany na Shithole airport w Amsterdamie i czekam na lot 0791 no NYC. Dziwna ta kontrola w Holandii, o wszystko się pytają. Czy mój bagaż był ze mną przez cały czas po spakowaniu go? “Yep” – skłamałem, bo 4 osoby dorosłe i 1 dziecko wiedzą, że nie był. Chociaż, hmmmm, ciekawe czy oni wiedzieli czy spakowany był. Ok, zaczynam pisanie wrażeń i niewrażeń z najdłuższego urlopu, jaki kiedykolwiek miałem. Nie obiecuję, że będę co dzień skrobał, ale postaram się. Pogoda sprzyja ku powiększaniu wpisów, bo przy 100% wilgotności i 30 stopniach C może…

  • counting down the days

    “Time goes by so slowly; I don’t know what to do” ————————————————- “I just want to be a million miles away from here. I’m counting down the days” ————————————————- 7 dni. ————————————————— no i odliczam sobie tak dni do wylotu. “Nucę, gwiżdżę sobie” jak śpiewa chyba Dorota Miśkiewicz albo inna polska szansonistka. tam gdzie codziennie przebywam od 8 do 16 nic się nie dzieje. sprawy powoli są zamykane, coby nie zostawiać za dużo innym. no ale czas jakoś wolno leci. z moich ostatnich sensownych wyliczeń wynika, że jeszcze 2 razy w tym tygodniu muszę jeszcze rano wstać. a do urlopu 4 razy pozostały. niestety pobudka na okęcie też zanosi się…

  • mdobrogov

    “When I meet God I’m going to ask her What makes her cry What makes her laugh Is she just stars and indigo gas Does she know why Love has no end But it’s dark-angel friend Tearing women and men Slowly apart” h