Miesiąc: maj 2022

zupa mi się upiekła

I popcorn mi padł.

Nie mam ręki do zielska! No nie mam. Ukatrupiłem chyba popcorn.

I ktoś się rzucił chyba z okna koło mojego biura. Wyjrzałem sobie dziś zza biurka w świat i zobaczyłem …

Eh. Dzięki bogu, nie widziałem tego wszystkiego. A mogłem, bo przez okno chętnie zerkam. Obok biura mam Filharmonię Narodową i często słychać, jak mają próby. Taka dygresja do tego smutnego wydarzenia.

Kiedyś wynajmowałem fajną chatkę na Madala/Olesińskiej. Blok w takie U jest, więc można było wejść i od tej i od tej ulicy. Oficjalnie chyba to Olesińska była. To były Andrzejki, mieszkałem tam krótko, czyli to musiał być 2004 rok. Pamiętam, że wróciłem późno i o 9 obudziło mnie pukanie do drzwi. Rolety miałem zawsze zaciągnięte na noc w oknach. Otwieram. Stoi dwóch smutnych panów. Jeden z nich mówi, że z policji są. Pyta się, czy byłem w domu o 9 rano. Odpowiadam, że tak.

– czy widział pan, jak z naprzeciwka ktoś wypadł z okna?

– nie. Spałem o tej porze – odpowiadam zgodnie z prawdą

– to nie przeszkadzamy. Dziękujemy – rzekł panoczek z 997

Ciarki mnie przeszły i później zadzierałem łeb, jak korzystałem z bramy od Madalińskiego. Żeby nic i nikt na głowę mi nie spadł. Ale jak pisała nasza noblistka – nic dwa razy się nie zdarza.

Ukatrupiam wszystko jak leci na moim parapecie. Jedyne co, to czosnek i cebula ładnie i bujnie mi puściły. Dziś posadziłem znowu cebulkę.

A tak, to czysta strata czasu i pieniędzy z tymi kwiatkami. Kaktusy mam 3 na sumieniu. Ale ktoś powiedział, że jak ktoś nie ma kwiatków w domu, to podejrzany. Psychopata jakiś. To mam.

Popcorn jest łatwy niby. Wystarczy namoczyć na parę godzin i zamiast do garnka lub mikrofali należy w ziemię wsadzić. Ponoć ładnie się zieleni. No mi nie. Przysechł lekko. Fachowcy donoszą, że za ciepło w domu jest. Także wystawiłem na parapet ale wiatr posmagał i jakiś klapnięty się popcorn zrobił.

Eh.

How can life be what you want it to be, you’re frozen. Mmmm, if i could melt your heart

Madonna na staro(ś)ć się odmładza. Ale ten remiks nawet jej fajnie zrobili. Frozen uwielbiałem od zawsze, a dokładnie od lutego 1998 roku.

Zupę sobie ostatnio upiekłem. Bo mnie gaz wyłączyli. Przecie rury gazowe nie mogą iść w ścianach, więc nową instalację na klatce porobili. Wyłączyli błękitne paliwo z tydzień temu. A ja jak głupi codziennie przynosiłem dary do pichcenia. Dopiero jak siaty na blat kładłem docierało do mnie, że nie ugotuję. Ale od czego jest piekarnik.

Wczoraj był dzień podłączenia instalacji z klatki z urządzeniem domowym. A płytę mam ładną, podobającą mi się.

Panowie weszli i zaczęli mi w powietrzu rysować plany.

– tu zrobimy w szafce dziurę, w drzwiczkach tu w rogu przejdziemy i damy rurkę wzdłuż tej ściany i może się uda puścić za szafkami w dół i tam damy zawór

– a kto mi, przepraszam, naprawi później to wszystko? To jest laminat, więc jak pan zacznie wiercić, to cały front może popękać – mówię

– no może – odpowiada panoczek szczerze. Ale widać, że ich kompletnie nie interesuje wygląd końcowy kuchni. Oni mają zadanie podłączyć się.

Drugi pan się wtrąca.

– nie, ja tu nie dam rady uciąć. Szkoda będzie kafelków.

Skończyło się na tym, że zrezygnowałem z gazu. Panowie później przyszli i zabrali licznik. Rur oczywiście mi nie zdemontowali, bo niby … nie mają sprzętu do cięcia rur. Za dużo szkód się narobiłoby. Hm. Ja nie zamierzałem płacić.

W sumie, to nie płaczę po gazie, bo jak robiłem remont w 2014 roku to poważnie myślałem o usunięciu gazu z domu. Zadzwoniłem do gazowni i pan mi zakomunikował szybko i dosadnie – to będzie tysiąc złotych proszę pana. Zrezygnowałem wtedy. Teraz za darmo cała akcja była. Nie do końca za darmo, bo płytę indukcyjną trzeba kupić.

Eh.

I oczywiście sam tego nie mogę podłączyć. Fachurę muszę zawołać. 200 zł się należy.

Eh.

Z tej wizyty dowiedziałem się, że sporo lokatorów usunęło sobie gaz. Ciekawe.

W piwnicy panowie albo zrobili sobie muzeum sztuki współczesnej, albo postanowili gromadzić tam gazrurki. A z czego zrobiona jest gazrurka? No z gazu i rurki.

Taki PRL mnie przyszedł na myśl.

No nie wie, jak boga kocham nie wie.

https://www.youtube.com/watch?v=LJl4snk95Yw

 

Instagram podpowiada mi różne takie filmiki, posty. Dobry mają algorytm. Jak zacząłem obserwować zajęcia na siłowni, to od razu pokazują mi się diety cud. Oczywiście omijam i nie korzystam, ale kilka dni temu zaintrygował mnie post z koktajlami spalającymi tłuszcz.

No i powiem, że piłem już dwa:

– arbuz (akurat kupiłem żółty), banan, sok z cytryny

– szpinak, awokado, gruszka

Nawet pyszne muszę powiedzieć.

Jutro zmiksujemy mango, banan i imbir! Pal się tłuszczu, pal!

I chyba się starzeję, bo nawet kilka piosenek mi się podobało na Eurowizji. Albo konkurs przechodzi rewolucję, skoro drugie miejsce zajął tiktoker. Kto wie.

Zauroczyła mnie dziewczynka z Portugalii. A lubię ten język.

 

Wielce się siurpryzowałem, jak dowiedziałem się, że ona śpiewa po … angielsku. Ale zwalam to na telewizor, bo jakiś kiepski dźwiękowo był.

No i, o holender! Holenderska propozycja mi się spodobała.

szukam chaty

jakby ktoś coś słyszał o dobrej miejscówce do zamieszkania, to ja chętny. Bo mnie chyba z tej Sadyby eksmitują! Drę koty a Administracyją.

Pamiętny rok 2014, kiedy napisawszy do urzędu, że będę stukał, będę pukał, bo remont zaplanowałem i potrzebuję zakręcić piony oraz koloru farby, co by lamperię odmalować przy wymianie drzwi wyjściowych i zawory w kaloryferze na srebrne zamienić, bo nie wszystko złoto, co się świeci.

Piorunem mi nasmarowali, że zgodę dają na modernizację, że mam myć podłogę po każdym zakończonym dniu robót, że zgodę dają na usunięcie ściany.

Odpisałem im zgrabnie, że chyba czytać nie „umio”, bo ja nie o akceptację wnosiłem, tylko informacyjnie pisałem i prosiłem o namiar na farbę i panoczka od pionów z wodą.

Ale ok, remoncik się odbył i jest ok.

Jakiś czas temu wymieniali oświetlenie na klatce. Lekki syf był. Ale szybko się uwinęli. Okazało się po miesiącu, że przy okazji odcięli 4 mieszkaniom domofon.

Teraz rury gazowe wymieniają. W ubiegłym tygodniu, bodajże w środę, nawiercili mi dziury w podłodze i suficie. Strasznie się napyliło. Zgarnęli po robocie miotłą, ale syf został. Napisałem w czwartek do Admistracyji, żeby przelecieli szmatą podłogi przed weekendem, bo się na chatę niesie.

Cisza. Podłóg nie umyli.

Wczoraj zaczęli jakieś rurki przy suficie do rur montować i zawory. Syf jeszcze większy. Wkurw mój na podobnym poziomie. Miałem napisać znowu w tonie „prożebnym” (proszącym?), ale nie. Ulało mi się.

Napisałem tak:

Bardzo proszę o sprzątnięcie klatki. Jest jeszcze większy syf, niż w ubiegłym tygodniu. Nie interesuje mnie, że prace jeszcze trwają. Mieszkamy w bloku, a nie w chlewie. Proszę o informację, kiedy ktoś zrobi porządek.

Hm, chyba mi jakąś rezolucję potępiającą wystosują. Wywalą mnie z bloku jak nic. Także szukam czegoś nowego. Ktoś coś słyszał? Ponoć niektóre osoby z Teksasu chaty szukają w Wawie. Ula, jak już coś namierzyłaś i będziesz miała strych, to ja reflektuję. Ale nie latem, bo zdechnąć będzie można w te żary.

fem myror är fler än fyra elefanter

czyli 5 mrówek to więcej niż 4 słonie. Prosta matematyka. Szwecja dla mnie też jest jakaś prosta. Choć niektórzy Szwedzi życzyliby sobie więcej stanowczości ze strony policji.

Jakiś pan spalił książkę religijną, Koran bodajże. Ponoć można w Szwecji różne tomiska niszczyć. No i lokalni wyznawcy islamu wszczęli zamieszki. Policja bezradna, bo nie można uchodźców i innych nacji atakować. Część szwedzkiego społeczeństwa domagało się choć armatek wodnych użycia.

No cóż, polska milicja też do światowej czołówki nie należy. Kompromitujące filmiki polskiej policji za czasów PO krążą po sieci. A dzisiejsza milicja tylko domku na Żoliborzu umie pilnować.

Zaczynam poznawać Szwecję i Skandynawię ogólnie. Już niejeden rytuał przeżyłem i doświadczyłem.

Picie tego ciepłego wina w grudniu – Glöggmingel – uznałem za bardzo fajne towarzyskie wydarzenie.

Lucia, czyli święto świętej Łucji jakoś mnie porwało. Widziałem dziewczynki na biało ubrane ze świeczkami na głowie. Ale ktoś nie pomyślał o nagłośnieniu. A ponoć umieją ładnie śpiewać.

Fika – kolejne towarzyskie zjawisko, a raczej tradycja. Przerwa od pracy to świętość. A fika to właśnie przerwa na kawę w towarzystwie czegoś słodkiego. Wtedy jest czas na luźne rozmowy między obowiązkami.

Przede mną jeszcze Midsommar 24 czerwca.

No lubią się Szwedzi bawić.

Pisałem już kilkukrotnie, że największy fanem Camilli Lacberg jestem. Oczy już wypłakuję, bo zmierzam ku końcowi z sagą o Fjällbace z Patrikiem Hedströmem i Eriką Falck. Czarownicy zostało już bez mała 100 stron! Ale jakieś światełko w tunelu widzę, bo Szwed mi jeden uprzejmie doniósł, że Camilla wydaje nową pozycję o przygodach sympatycznego małżeństwa z wioseczki nadmorskiej! Nie mogę się doczekać premiery, jak i od dawna wymarzonej podróży do Fjällbacki. Mam obiecany roadtrip po Szwecji. Muszę prędko się języka podszkolić. Idzie mi jak krew z nosa, bo cholernie dziwny do wymawiania to język.

I właśnie w ostatniej książce Camilli wypowiedziana jest fraza – fem myror är fler än fyra elefanter.

Ponoć to program dla dzieci z lat 70-tych. Taki ni to teleranek, ni to Pan Tik-Tak. Podczas obecnego wojażu na północ Europy, zaprezentowano mi jeden odcinek tegoż … programu dla milusińskich. Nie dziwię się, że program tylko dwa lata się utrzymał na wizji! Jeśli ja, lat … 29, wystraszyłem się, to co te biedne dzieci miały powiedzieć? Ten pan prowadzący, taki jakiś nieprzyjemny w odbiorze. Brrr. Nie dało się oglądać. Ale fakt, 5 mrówek, to więcej niż 4 słonie.

Kolejny rytuał, który miałem przyjemność przeżyć, to sobotnie palenie ogniska – Noc Walpurgii (Valborgsmässoafton). Jak to piszą mądrzy dziś – Współczesna wersja Nocy Walpurgii to klasyczny synkretyzm religijny. No raczej.

Kiedy chrześcijaństwo dotarło do Szwecji tej właśnie nocy, z 30 kwietnia na 1 maja, wiedźmy miały lecieć na miotle na spotkanie z diabłem. Wielkie ogniska i wykonywane przy tym pieśni oraz hałasy miały wiedźmy i złe moce odstraszyć. Dziś Valborgsmässoafton jest w Szwecji swoistym powitaniem nadchodzącej wiosny i przegonieniem mroków nocy polarnej. Czyli taka nasza marzanna.

A propos wiedźm, to właśnie w tej mojej Czarownicy (Häxan) akcja co jakiś czas przenosi się do 1672 roku. Opisywane jest między innymi polowanie na czarownice. Wrzucić do wody, jak się unosi, to czarownica. Wyławiali i albo stos, albo więzienie.

Cholera, ja już kilkukrotnie ostatnio robiłem ten test na basenie i wychodzi mi, że wiedźm jaki jestem, czarownik znaczy!

Także podbijamy w sobotę na górkę, żeby lepiej ogarnąć całe wydarzenie. Stos gałązek jest, jakiś pan podlał czymś. Czary-mary i ognisko płonie. Jakieś niewiasty chyba śpiewały, tak wniosłem po ruchu warg i ciała. Zeszliśmy na dół i niestety organizacyjnie słabo to wszystko wyglądało i brzmiało. A dziewczyny głosy miały całkiem przyjemne.

Stoimy więc przed ogniskiem. Podziwiam rytuał. Nagle ktoś mnie klepie w ramię. Kątem oka widzę jakąś starszą panią z panem. Pomyślałem, że może rodzice Szwedów. Ale nie, nie znam kobiety. Pani zawzięcie perorowała w swoim języku. Z tonu wynikało, że oburzona jest i ma jakąś pretensję do mnie. Płynie kobiecina mówi, całkiem zgrabna wypowiedź jej wyszła. Poczekałem grzecznie aż skończy i odpowiadam przejęty szczerze – nie mam zielonego pojęcia co pani do mnie mówi. Nie znam szwedzkiego.

Panią lekko przytkało, ale rezonu nie straciła. Rezolutnie przetłumaczyła na angielski swoje myśli i zachowanie. No foch, pretensja, oburzenie, że ja, taki wysoki tu stoję i im zasłaniam widok. Zbaraniałem. Ale uśmiecham się i mówię – wystarczyło powiedzieć „przepraszam” i bym panią przepuścił. Baba dalej coś nawijała, ale nie słuchałem już jej. Odsunąłem się, dając im miejsce mówiąc, że dobre maniery by się przydały na przyszłość.

No kurczaczki! 5 mrówek to faktycznie więcej niż 4 słonie!

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑