podróże,  życie

pająki boją się różowego

Marysiu przenajświętsza, dzień jeszcze młody, a ja mam prze-kroczone 24 000 kroków. Zadepczę się na tej wycieczce.

Dziś przechadzałem się po mieście i zobaczyłem różowy budynek. Od razu na myśl przyszedł mi bon mot z mojego, i pani prof. ze Szczecina, najbardziej ulubionego serialu 07 zgłoś się. Porucznik Borewicz z porucznikiem Zubkiem przez U zwykłe odwiedzili panią Hoffman przez dwa F.

To jest kolor ochronny. Pająki bardzo nie lubią koloru różowego. Boją się go – tak na temat różowego wypowiedziała się pani z kamienicy, w której doszło do śmierci pewnej pani.

Ten budynek w mniejszym polu na żywo wyglądał bardziej różowo.

Z samego rana zeszliśmy na śniadanie i przepadłem. Churros było. Na szczęście nie takie grube i słodkie, jakie sprzedawali w metrze nowojorskim i w meksykańskiej knajpie w Wilanowie. Cieniunie i w smaku wyczuwalnej delikatnie słodyczy.

Mogłem pozwolić sobie na obżarstwo, gdyż na siłownię się wybierałem.

Oj! Dziś środa popielcowa. Ufff, na lunch mięsa nie było jednak.

Jako jedyny popływałem w basenie. Wszyscy się na mnie z politowaniem patrzyli, aż nabrałem podejrzeń. Nie wiem o co chodziło. Może o to, że dla nich jest za zimno na basen? Nie wiem.

Na godzinę 11.00 zarezerwowałem saunę, więc ranek spędziłem relaksacyjnie.

Do starego miasta szliśmy długo, gdyż nasz nawigator szedł na czuja. Mam wrażenie, że kręciliśmy się po wyspie. Ładne widoki z góry.

Ale w końcu doszliśmy. Z przerwą na lunch.

Dosyć często mijaliśmy sieć sklepów Dino z takim rozkosznym dinozaurkiem w logo. Zawsze jak jadę do Wielkiego Pe, to za mniej więcej na godzinę przed Kwakowem zaczynają się pojawiać sklepy Dino. Polubiłem je od razu. Także jak teraz widzę ten wyraz, to serce się raduje, wchdzoę do sklepu i patrzę co mają. Oczywiście te polskie Dino to inna bajka, inne logo. Ot po prostu zbieżność nazw.

Tu mają i super i hiper dino.

Siedliśmy w jakiejś knajpce przy dość sporej drodze. W nazwie mieli „tapas”, więc siedliśmy.

W Hiszpanach podoba mi się to, że mają w dupie, że oni nie mówią po angielsku, a turyści nie rozumieją po hiszpańsku. Radź sobie sam. Co prawda, są bardzo mili i starają się być pomocni, ale nie. Mówienie powoli po hiszpańsku nie powoduje, że człowiek rozumie co doń się mówi. Także wycieczka edukacyjna. Na szczęście jest internet i google. Przetłumaczy i doprowadzi gdzie trzeba.

Z w menu znalazłem, i od razu zaklepałem, ośmiornicę, bo nadal wyznaję zasadę Stefana z Grecji – bierz zawsze oktopusa. Zdecydowałem się na porcję mniejszą. Do tego dorzuciliśmy sałatkę, mniejszą porcję anchovies smażonych (tak jak nasze stynki) oraz mniejszą krokietów. Win mieli sporo, więc na jakieś dwa białe daliśmy się namówić. Hm, obsługa leniwa, przystawki przyszły na końcu, jak już wszystko zjedliśmy. Ale! O Marysiu przenajświętsza, Bóg mi w dzieciach wynagrodzi, że te małe porcje wziąłem. Pan przynosił co chwilę korytka jedzenia. Byłem pewny, że nie zrozumiał nas i dał nam full porcje, ale jak zobaczyliśmy rachunek, to okazało się, że nie. To jak wyglądają te dania w powiększonym rozmiarze!?

Po obfitym posiłku i spacerze zaszliśmy na kawę i coś słodkiego. Na koniec musiałem zejść do toalety, bom sobie łapki ubrudził i się lepiły od tych słodkości.

Myję ręce i kątem oka widzę, że ktoś się na mnie gapi!!! Jakiś młody koleś z kimś. Serce mi wyskoczyło! Zestrachałem się, aż drgnąłem dziwnie. Patrzę jeszcze, a tam …

 

Poczułem się jak w 5 sezonie American Horror Story!

Las Palmas mnie na razie nie porywa. Ta stara część ładna, ale to tylko tyle.

Miasto spore, ruchliwe, architektonicznie mało atrakcyjne (oprócz starej dzielnicy). Ale fajna zieleń. Nadal nie mogę się przyzwyczaić, że palmy rosną ot tak, wzdłuż dróg, tak jak u nas topole, akacje, lipy i inne takie. No i drzewka pomarańczowe powodują banana na buzi.

Kulinarnie też jakoś nieporywająco. Mam wrażenie, że za dużo smażenia w tej kuchni. Oktopus co prawda zgrillowany, ale reszta jedzenia w głębokim tłuszczu lub panierce. Muszę przetestować jeszcze ryby.

Ale wyjazd ogólnie na plus, bo z dala od tej … wojny i zimnego klimatu.

Spaliłem sobie pysia. Ale tak delikatnie. Nosek czerwony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.