Miesiąc: czerwiec 2020 (Page 1 of 3)

a na plaży …

…mi się marzy taniec w słońcu i bez końca.

 

Koronawakcje nadeszły. Pandemiczne lato się zaczęło. Jakby mniej pada już.

Przeszedłem się po dzielni. Ot tak bez celu. Żeby spalić … kalorie po pizzy.

A propos palenia. Czy dziś nie jest przypadkiem 3 i pół roku jak przestałem palić? Chyba dziś, tzn. jutro, z wtorku na środę. 1 lipca o 1.40 naszego czasu dokładnie. Eh. 1277/1278 dni. Nie tęsknię i nie wyobrażam sobie, żebym wrócił do nałogu. Nie ciągnie mnie już nawet. Współczuję palącym. Rzućcie to w diabły.

A propos włoskiej kuchni. Wczoraj dałem się zaprosić na lancz na Saską Kępę. Knajpa się nazywa Pinsa. O kurczaczki jaka pycha! Na Wilanowie też ponoć jest. Mlask!

Na przystawkę Arancini Verdura (ser mozzarella, kozi ser, cukinia, szpinak, czerwona cebula, papryka, ryż) i Arancini Bolognese (ser mozzarella, sos Bolognese, ryż). Na główne – Pinsa Bianca La Regina wypiekana na mące sojowej, ryżowej i pszennej oraz Pinsa Panini Polipo.

Mlask ale wracajmy do spaceru dzisiejszego. Jako że Sadybę mam „obeszniętą” (od wyrazu obejść lub obchodzić), tzn. że obszedłem już Sadybę tyle razy, to nigdy nie wiem dokąd pójdę, jak idę na spacer. Codziennie muszę zrobić 10 000 kroków. Przynajmniej. Do łba wbite dawno. Także byłem już wszędzie. I dziś chciałem przejść obok muzeum z czołgami, ale zorientowałem się, że kilka godzin wcześniej do sklepu szedłem tamtędy. To skręciłem w lewo nad jeziorko Czerniakowskie.

Dopiero teraz spostrzegłem, że w takim tuneliku, wejściu na podwórko starej kamienicy wiszą obrazki. Chyba jednak niedawno powiesili, bo jestem pewien, że byłyby spostrzeżone wcześniej, bo ja spostrzegam takie rzeczy. Spostrzegawczym raczej jest.

I tak się przeszedłem kawałeczek po plaży nad jeziorkiem. Urzekła mnie tablica informująca jak należy spędzać czas nad wodą w dobie pandemii. Dziwne to będą wakacje. Dziwny to będzie plażing.

Barak, w którym było Nabo i koszmarny Wietnamczyk wyremontowali na glanc i otworzyli coś, co się nazywa Owoce & Warzywa oraz NaboKu, czyli nowe-stare Nabo. No wygląda to jak gwiazdki Miszelina albo coś takiego. Dużo ludzi. Trzeba będzie podejść w niedzielę i zobaczyć. I obfotografować.

 

A propos przedrostków „ob-”. Jak poznać, czy ktoś jest pijany? Należy poprosić taką osobę, żeby powiedziała króciutkie zdanie:

Na stole znajdują się butelki obetykietykowane i butelki nieobetykietykowane.

wieczny odpoczynek racz im dać panie

na mojej ulicy

 

ta ostatnia niedziela

i się bawiłem pysznie.

Na rowerach spędziliśmy cały dzień. Ja, Słodkokwaśna (nazwijmy go Zdzisiek) i pani Słodkokwaśnej (nazwijmy ją Marysia).

Po głosowaniu się spotkałem na moście Łazienkowskim z koleżeństwem. Podbiliśmy do Miami Wars bo jakiś bazar winylowy otworzyli. Zdzisiek oczywiście przepadł, a my z Marysią się leżakowaliśmy. Woda się w rzece podniosła bardzo. Prawobrzeżna część jest tak zalana, że nie da się rowerem śmigać wzdłuż Wisły.

Zdzisiek nakupił sobie ze 3 płyty. Z Marysią ustaliliśmy, że chętnie byśmy zjedli w Pho2 (czytaj: fo kwadrat). Ale Słodkokwaśna się żachnął, że tam to nie, bo nie wziął aparatu i zdjęć nie będzie mógł zrobić. Zaproponował Makrell w barce Wynurzenie. Marysia foszka strzeliła, a ja bardzo chętnie się zgodziłem, bo nie znam tej knajpy z nordyckim jadłem. Jak zwykle zamówiliśmy wszystko, czyli:

– burger z grillowaną makrelą

– fryty z sosikiem

– kanapka ze śledziem

– makrela na ziemniaku

W barze drinkowym wzięliśmy po czymś pysznym i się zaczęliśmy zajadać. Mlask i mniam! Marysia coś tam kąsnęła, ale nadal foch, że nie o bułach i frytach myślała w tak gorący dzień.

No to wymyśliliśmy, że do tego Pho2 podjedziemy. Oh. U Marysi od razu humor się poprawił. A jak dostała swoje bon bo nambo, to już w ogóle pyś rozchmurzony. My ze Zdziśkiem po sajgonkach daliśmy – z krewetami i z mięsem.

Po drugiej stronie ulicy, w cukierni Odette postanowiliśmy sobie cukier podnieść i kawki popić. Pyszne miejsce. Na sam przód rzuciły mi się usteczka! Już miałem brać, alem zobaczył, że maliny mają, a ja jakoś nie za bardzo malinowy jestem. Padło na pistacjową tartę. Pięknie nam pani stół udekorowała pysznościami. Eh. Smacznie było.

Zdzisiek zaproponował jeszcze tatara w Elektrowni Powiśle. To podjechaliśmy. Jakiś teatr uliczny był. Sztab Czaskowskiego się rozstawiał na wieczór. Niestety nie miałem maseczki. Zdzisiek poradził, żebym mówił, że mam problemy z oddychaniem. Jak poradził, takżem zrobił. Ale okazało się, że pan ochroniarz też miał problemy z oddychaniem i mnie nie wpuścił. Nie chciało mi się kłócić, więc Zdzisiek poszedł zobaczyć, czy jest ten tatar w food court’cie. Nie było, więc żaden ambaras, że mnie nie wpuścił.

 

Podjechaliśmy na prawobrzeżną część do Lunaparku Warszawa. Oj. Ale zabawa. Najpierw mały drinczek. Jakieś martini z tonicem.

drink

A później!? Woah baby! Minigolf! Co za zabawa! Z 17 dołków w sumie było? Chyba jakoś tak. Na początku rozklepałem Zdziśka i Marysię. Ja 14 uderzeń, Zdzisiek 23, Marysia 22. Czy jakoś tak. I trafiliśmy na cholerny dołek numer 7. Zdzisiek pyknął go w 10 ruchach, Marysia w 21, a ja? Kurczaczki, 50!!! Później się gra znowu wyrównała. Prowadziłem na każdym dołku o 1, góra 2 uderzenia. Już myślałem, że nie dam rady. Ale ostatni dołek był wybawieniem. Udało mi się w 4 uderzeniach umieścić piłeczkę w dołku. I czekałem cierpliwie na towarzystwo. Po 18 nieudanych próbach Zdziśka nastąpiła gloria! Marysia już wcześniej odpadła z gry o pierwsze miejsce. Ale gra przednia. Polecam.

I tak fajny dzień. Tu podjedziesz, tam podjedziesz. Tu chillax, tam chillax. Tu #skubskub, tam #skubskub. Super dzień. Dzięki Marysia i Zdzisiek!

No i po 21 patrzę i się cieszę. A niech się teraz Duda poci i martwi. Wynik jest dobry. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie nastąpi wypad.

Aha, jedna ważna rzecz. Komary się pojawiły! I ssą jak dzikie!

 

(social) media kłamio

Albo nie pokazują całej prawdy. Albo pokazują ekstremalne przypadki.

Dołączam się do bojkotu FaceBook’a i nadal nie zakładam tam konta. Albo może założę właśnie i pokażę co ja widzę.

Otwieram ja ci rano oczy i paczę na internety. Kolejka tu, kolejka tam. Ktoś pisze, że taki żarcik kolejkowy był – kto kicha idzie na koniec. Zakładałem wcześniej, że może głosowanie potrwać chwilę. Ale i tak, jak zobaczyłem te zdjęcia, to pomyślałem sobie „o o”. Ubrałem się w patriotyczny t-shirt z Texasu, wziąłem ze sobą termos, no i kanapki. Zestaw wyborczy gotowy: dowód, długopis i maseczka. Idę.

Daleko nie mam. Zdziwko! Idę i nie widzę ludzi. Nie ma kolejek.

Z miejsca wszedłem do środka i tu się troszkę nastałem – z 5 minut? Moja ulica jakaś popularna. 3 członków siedzi sobie bezczynnie, a tylko jeden wydaje karty.

No i ten jeden bezczynny pyta:

– Bonifacego niskie numery. Zapraszam

– co to są niskie numery? – pytam. Moja ulica ciągnie się od 1 do 163. Także liczyłem na cud, że może się załapię

– no nie duże – pan doprecyzowuje

– jasne

Cisza kilkunastosekundowa

– do 87 – pan uściśla

Kurczaczki, ja mieszkam w następnym bloku. Ale nie szkodzi. Stoję sobie przy urnie i czekam. Paczę, a niektórzy wrzucają karty niezłożone. Spojrzałem na kilka i co ja widzę? Widok mnie cieszy.

(jest cisza wyborcza, więc nie podam nazwiska)

Z tyłu jakaś aferka. Pani starsza z chodzikiem pyta o Idzikowskiego. Niestety, to nie ta komisja. Pani załamana. Mówi, że była w jednej komisji i tu ją skierowali. Członkowie komisji niewzruszeni. Pani lamentuje, że nie ma już siły iść. Pan z komisji po lewej bezczelnie rzekł – trudno, starci jakiś jeden kandydat.

Powstrzymałem się przed OPR pana. Wyszedłem niespiesznie cieszyć się niedzielą.

 

 

loki nakręcone

a z oczu pada deszcz.

nie uwierzycie co za mną chodzi! Swego czasu (maj?) najlepiej sprzedająca się płyta w Polsce. Sanah i jej „Królowa Dram”. Naprawdę niezły pop. Troszkę proponuję poprawić wymowę/dykcję. To znaczy proponuję troszkę poprawić. Ale brzmi to fajnie. Proszę pana! Po co mi ta spina?

 

Buteleczki nagazowane to można pić bąbelki. Butelek ci u mnie niedostatek, ale te przyjmuję chętnie. Jakiś taki Władek II Jagiełło się zrobiłem. A co?

W ostatnich dwóch dniach deszcz mnie zlał … pod domem. Pech!

Byłem dziś na sushi. A mam takiego japońskiego żarłoka Piotra. Wiadomo. W poniedziałek Piotra i Pawła. Imieniny tego sklepu. To podbiegłem do kumpla, bo mieszka 10 km ode mnie. Przekąponowałem się i polecieliśmy na japońskie. Ohi Tashi (smażony szpinaczek. Po co mi ta ta szpina?) wziąłem sobie na przekąskę. Mniam i mlask. Polecam Sakaba sushi. Kolega to taki żarłoczek i jak widzi jedzenie, to cieszy się jak dziecko. Ale sam skubany gotuje lepiej niż Magda Gesller albo Gessler. Zawsze bierzemy łódkę, podajemy kwotę i prosimy, żeby spoza karty nam coś do tej łódki zapakowali. No mniam i mlask!

Jeszcze później u przyszłego solenizanta popróbowaliśmy balentyny 12-letniej i Bolt po mnie przyjechał. Ciekawy kierowca. Ukrainiec. Po rosyjsku nie można było mówić, bo w jego rejonie mówią po ukraińsku albo po ichniemu (gdzieś pomiędzy Kijowem a czymś tam mieszkał). Zapytałem go o Czarnbobyl. Atrakcja turystyczna. Nie dziwota. Kiedyś mnie Piotr od sushi namawiał, żeby tam pojechać. Ale ja mówię „nie”. Bo później w formularzu o darmową czekoladę mam pytania różne i mogą mnie zdyskwalifikować. A podatki same się nie zapłacą.

Śmieszna rozmowa z Victorem:

  • no chujowo było – mówi. Nie wiem jak powiedzieć
  • to po rosyjsku powiedz – mówię mu
  • хуёво
  • aaa, chujowo
  • tak

Się dogadaliśmy.

Pamiętajcie, za ponad 7 godzin zaczyna się akcja. Długopisy w dłoń, maski na twarz. Wypad!

 

Tymoteusz, rocznik 32

Ale żem ja dziś miał przygodę. Tak jakbym w pracy był.

Rano się okazało, że butla mi się wygazowała w moim syfonie Soda Stream i czas nadszedł na dogazowanie. Zadzwoniłem do panoczka od pompowania naboi i się umówiliśmy. Jedyny minusik, to brak możliwości płacenia kartą, BLIK-iem i innymi takimi wynalazkami. Tylko gotówka. Wskakuję na rower. W plecaku dwie butle się obijają co chwilę o siebie. Podbijam do bankomatu pewnego banku, którego oddział mam nieopodal. Wypłacam prędziutko hajsy przez apkę IKO i słyszę jak pani tłumaczy coś starszemu panu. Chowam gotówkę do skarpety i się pytam, czy w czymś pomóc. Okazało się, że kartę panu starszemu wcięło. Powiedziałem mu, ze karty nie odzyska i zapraszam go do oddziału w poniedziałek. Uspokoiłem go, że karta sama nie wyjedzie, pieniędzy nikt nie wypłaci z jego konta. Wyszedłem z sali bankomatowej z myślą, żeby zadzwonić do dyrektor oddziału Joli. Ale żem w swoim telefonie prywatnym mam tylko od dwóch dni dwa telefony kumpli dyrektorów, to nie miałem jak się do koleżanki dodzwonić. A szalenie się lubimy. Zawsze jest cmok na powitanie. Prezenty na gwiazdkę sobie drobne robimy. I ostatnio Jola zaproponowała, że mogę używać służbowo jej służbowego auta. Co za wygoda! Do tej pory musiałem auto brać z centrum i tamże je zostawiać. A teraz będę miał tylko parę kroków. Postanowiłem więc zadzwonić do jednego z dwóch kumpli. Padło na Michała. Wytłumaczyłem mu o co cho, a on mi dał wskazówki, jak należy postępować.

Wróciłem do bankomatowni. Pan starszy przez komórkę rozmawiał. Widać ewidentnie, że nie chciał opuścić miejsca utraty karty. Bał się. Powiedziałem mu, że karty już nie odzyska, że musi poprosić o wydanie nowej. I najlepiej jak zadzwoni od razu na kartolinię. Pan bardzo wiekowy, z problemami słuchowymi. Także mówiłem do niego wolno i powtarzałem najważniejsze fakty. Wiedziałem, że pan może mieć problemy z dzwonieniem na infolinię, więc zadzwoniłem. Cholery można dostać. Dzwonisz do banku, bo masz problem, pilną sprawę, a słyszysz morze nieinteresujących cię w tym momencie informacji. Że nie wiem, czy wiem, ale sprawę, z którą właśnie dzwonię, mogę załatwić poprzez iPKO (serwis internetowy). A jak mnie zaczęto uświadamiać, że jest pandemia i jak należy postępować. No zajęło dobrą chwilę, aż połączono mnie z panią. Tłumaczę jej jaka jest sytuacja. Pani musi potwierdzić wiarygodność klienta w potrzebie i pyta się o pesel. Kurczaczki, szacun. Pan klient pamięta ten ciąg cyfr. 3201 i tak dalej. Pan jest ode mnie starszy o … 44 lata. Co za koincydencja. Imię panieńskie matki, adres i już pan jest zweryfikowany. Pan ma na imię Tymoteusz. Fajne imię.

Rozmowa z panią była śmiszna:

– czy potwierdza pan zastrzeżenie karty i prosi o wydanie drugiej?

– tak – odpowiadam ja

– niestety. Pan Tymoteusz musi to powiedzieć

– aha – mówię w uśmiechu i zwracam się do osiemdziesięcioośmiolatka – proszę powiedzieć „tak”

– tak, potwierdzam zastrzeżenie karty i proszę o wydanie nowej – gromko powiedział senior

 

Skubany, dobra pamięć. Ja bym nie pamiętał już co miałbym powiedzieć do pani na infolinii. A pan i pamiętał, i stosował się do wytycznych posłusznie.

Nadanie PIN-u to jakaś dziwna historia. Nawet ja nie załapałem od razu co pani mówi. Zrobiłem wielkie oczy i już chciałem panu Tymoteuszowi przełożyć z polskiego na nasz. Ale na szczęście pani mnie ubiegła i powiedziała, że jest opcja druga – wysłanie listu z PIN-em.

– którą opcję pan wybiera? Czy chce pan otrzymać list z numerem? – pyta konsultantka

– tak! – odpowiadam ja, gryząc się w język, że to nie ja mam potwierdzać

– niestety muszę to usłyszeć od pana Tymoteusza

– niech pan powie „tak”!

– tak. Potwierdzam. Proszę o list z numerem PIN

 

Sprawę załatwiliśmy. Pani podziękowała mi za cierpliwość i pomoc i się rozłączyła.

Pan Tymoteusz zapytał mnie jak mam na imię.

– Maciej – odpowiadam zgodnie z prawdą

– Panie Macieju, dziękuję bardzo. Nie zapomnę pana do końca życia

 

Troszkę ciarki mnie przeszły. 88 lat, to już raczej bliżej, niż dalej. Ale oczywiście zrozumiałem intencję seniora. Nie, nie chciałem mu mówić, że pracuję w tym akurat banku. Z drugiej strony, gdybym powiedział, że jestem przedstawicielem, to może bym taki PR zrobił pracodawcy? Nie wiem. Wolę, żeby przemiły pan Tymoteusz pomyślał, że są jeszcze życzliwe osoby wśród … młodych ludzi. Na mnie starszy pan też zrobił wrażenie. Kultura i dyscyplina. Dobry wzór do naśladowania.

Zastanawiałem się jeszcze, czy nie zapytać, czy będzie miał pieniądze do poniedziałku i czy nie pożyczyć, ale zauważyłem, że pan miał w ręku jeszcze inną kartę. Także mam nadzieję, że sobie poradzi.

Wskoczyłem na rower i pognałem do pana od gazu. Zadzwoniłem do Michała, żeby podziękować za pomoc i się tak troszkę rozgadaliśmy. Okazało się, że kolega od rana na nogach, bo poleciał gdzieś niedaleko na targ staroci. Oooo, ten temat mnie zawsze interesuje. Byłem na kilku takich bazarach ostatnimi laty, ale to zawsze wyglądało jak jakieś barachło, nie warte uwagi, a tym bardziej zakupu. Powiedziałem koledze, że poluję na maszynę do pisania. Nawet widziałem na allegro co mają, ale cóż. Badziew kosztuje ponad 200 zł, a fajne maszyny zaczynają się od tysiąca. Koło mojego domu jest sklep ze starociami. Widziałem tam maszynę do pisania i stare lampy. Tylko jakoś nie mogę tam trafić w godzinach otwarcia. Raz byłem po 11 i pocałowałem klamkę. Zaczynali od 12. Eh.

Michał powiedział, że ma maszynę. Kupił za nawet nie drogo. Podesłał fotkę. Piękna jest! Obiecał, że jak będzie znowu i będzie maszyna, to mi kupi. Trzymamy kciuki zatem.

Aha. Co do jutra, to chyba trzeba na 7 polecieć do urny. Co godzinę mają ponoć na 20 minut robić przerwy na dezynfekcję. I trzeba długopis swój wziąć. I lepiej na koniec dnia też nie iść. Bo jak będzie długa kolejka kolejka? To będzie wypad.

 

Czytam dziś o tym, że duże firmy wycofują reklamy z Facebooka. To jest to, o czym mówił pan z Europy na K. jak był u mnie na urodzinach. Mówił, to za mało powiedziane. Awanturował się! Że na MordoKsiążce jest sporo fake newsów, których nikt nie weryfikuje. Każdy może głupotę napisać. Teraz Unilevel i Coca-Cola dołączyły do dużej kampanii społecznej w Stanach #StopHateForProfit (koniec z zarabianiem na hejcie). Uczestnicy tej inicjatywy domagają się od Facebooka większej wrażliwości na propagowanie przez serwis fake newsów oraz właśnie mowy nienawiści. Jak na razie Mark Zuckerberg nic sobie z tego nie robi, bowiem ta akcja jeszcze mocno po kieszeni nie bije.

Ale zgadzam się. Fake newsy należy tępić. I tak uważam, że ten internet to się robi śmietnik. Kiedyś można było łatwo sprawdzić fakt, dowiedzieć się tego i owego. A teraz? Trzeba podwójnie sprawdzać, weryfikować źródło informacji, bo nigdy nie wiesz, czy ktoś w maliny nie wpuszcza.

 

Kończę mówiąc „Do urn jutro wszyscy marsz”.

 

job twoju mać

Czyli zaczynam się bać na serio. Już mi donoszą, że sondaże najnowsze na korzyść Du*y mówią. Że KO daje dupy, jak PO wcześniej. Że nie potrafią wygrać wyborów.

Wczoraj spotkałem się na takim spotkaniu ni to służbowym, ni to biznesowym.

Zeszło na politykę w końcu. No bo przecież, my Polacy się znamy.

I tu mię uderzyło.

Andrzej jest najlepszy. Tylko Duda

Pytam się grzecznie

– panowie, serio?

– tak. Andrzej jest super

– a PiS i ten koleś z Żoliborza?

– Jarosław jest super

 

Skończyłem dyskusję z kolegami. 2 litry wódki na 3 robi swoje. Ale dziś, tak na trzeźwo pomyślałem, że takich kolegów jest więcej i cholera go wie, może ten Andrju wygra?

Cały czas myślę o tym WyPADzie – niech spada.

Grrr

wyroby prezydenckie

Zaczynam się oryginalnie bać. Do tej pory, przy sondażach na korzyść Dudy, twierdziłem, że będziemy jednak mieli nowego prezydenta.

Teraz, jak szala się powoli przechyla na Czaskowskiego, to zaczynam się bać.

A że PiS coś za chwilę znajdzie na majora Warszawy. A że stan wyjątkowy wprowadzą. A że zmobilizują wieś.

Boję się.

Wcześniej, cały w skowronkach mówiłem, że WyPAD 2020 będzie. Słodkokwaśna mnie tonował, że co ja PRLD i tak Duda wygra. Ale ja zawsze twierdziłem, że trzeba być optymistą, wierzyć w dobro. Jeśli czegoś mocno chcesz, jeśli wierzysz w coś mocno, to się spełnić TO może. Jak będzie czarnowidztwo, to na pewno się zło ziści. Także ja byłem i jestem pewien, że Duda nie wygra. Ale zaczynam się bać o demokrację.

Wczoraj czytałem artykuł, że Duda może wygrać w 1 rundzie. Wystarczy, że PiS zmobilizuje swoich wyborców.

Dziś rozmawiam z koleżanką z Poznania i mówi mi, że w jakichś gminach obiecują, że jak frekwencja będzie powyżej 50%, to kupią wóz strażacki. Każdej takiej gminie. Cholera! Ale dla przeciwwagi (chyba) Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, obiecuje darmowe imprezy kulturowe w mieście za sam, wysoki, udział w wyrobach prezydenckich. Boję się, że PiS kupi sobie wyborców. Łódź, to może być za mało.

Drugi scenariusz, to wprowadzenie stanu wyjątkowego po 28 czerwca i uznanie wyników 1 rundy za ostateczne. Ale przeciw tej teorii pojawiły się głosy, że nikt na Świecie takiego prezydenta nie będzie poważał. I to byłby zamach na demokrację. Jawny zamach. Ale czy PiS się tym martwi?

I po cóż ta marionetka poleciała teraz do USA? WyPAD 2020.

A może wprowadzą stan wyjątkowy po 1 rundzie i każą nam głosować przez Pocztę Polską w dogrywce? Oj, bałbym się i takiego rozwiązania.

Kiedyś, późne lata 90., koleżanka siedziała w Komisji wyborczej. Powiedziała, że jak zamknęli lokal, to zaczęli członkowie głosować za nieobecnych. Oj.

Ula z Niu Dżerzej mówiła mi, że jej mama poszła zagłosować ciut przed zamknięciem i się okazało, że … już zagłosowała. Oj.

Boję się.

Zmobilizujmy się i zróbmy wyPAD już w pierwszej rundzie. To jest mój sen. Ten sen koi mnie.

 

 

dzień wokół nas, eroll

czyli Jeruzalem płonie w oddali.

 

Miałem pisać o pewnym serialu na N. Ale stwierdziłem, że co ja jestem? Filmweb? I pozwlekałem i zapomniałem już o tym. Ale teraz słyszę w radio jak pan pyta panią, czy wie, co 29 lat temu, w 1991 roku, weszło na Listę Przebojów Programu 3. Pani odfuknęła szybko – miałam wtedy 2 lata.

Uwielbiałem ten utwór, ten zespół, ten album. A jak wypuścili „Son of the Blue Sky”, to już w ogóle w Polsce epidemia Wilków nastała. Mieli swój czas. Pamiętam jak byłem w sklepie muzycznym za debiutem Wilków. To były czasy, kiedy zaczęto tępić piractwo i miało się już alternetywę – piracka kaseta za 10 000 zł, albo oryginał za 38 000 zł. Różnica widoczna, c’nie? Przeważnie piraty miały gorszej jakości wkładkę i książeczka była tylko taką okładką-wkładką. Oryginały miały wsad z obrazkami, tekstami. Także na bogato. Poprosiłem pana sprzedawcę o pokazanie oryginału i pirata. Okazało się, że różnią się tylko odcieniem niebieskiego. Oba produkty miały identyczną … książeczkę. To po co przepłacać. To był chyba ostatni raz, kiedy kupiłem pirackie wydawnictwo polskiego artysty. Kiedyś Michał Wiśniewski mówił mi, że na spotkanie z fanami jakaś laska przyniosła piracką płytę CD do podpisu. Zapytałem, co zrobił. Powiedział, że zniszczył płytę.

W ubiegłym roku poszukałem na iMusic Wilków. I czar wrócił, błysk nadal jest. Cały czas podoba mi się też „Aborygen”.

Ale, motyla noga, 29 lat to już!? Szok, jak czas pędzi. Przecie ja mam … 29 lat (przymrużenie oczka)!

I w tym samy radio, w tym samym programie pan powiedział, że młode pokolenie nie zna ogromnego przeboju, jakim był album Myslovitz „Miłość w Czasach Popkultury”. Ale co się dziwić, skoro to wydano w 1999 roku. Nie było tej młodzieży na świecie jeszcze. Ale niedawno pojawiło się to wydawnictwo na serwisach streamingowych na S i T. Wydaje się, że na iMusic raz te nagrania są, raz nie ma. Bo jak coś sobie ściągnę do biblioteki muzycznej, to za chwilę staje się nieaktywne. Ale wydaje mi się, że tego wydawnictwa nie było nigdy na apple’owym serwisie streamingowym. Muszę teraz zerknąć. Płyta mi się podobała prawie w całości. Oprócz tego koszmarnego – i nawet kiedy jestem cham, nie zmienię się. No radio obrzygało nas tym hitem. A w radio prowadzą audycję o serialach i państwo prowadzące zaprezentowało „Nienawiść” Myslovitz właśnie, bo to przecie z serialu „Ślepnąc od świateł”. Nie wiem, nie widziałem, nie mam HaBeO.

Wartość dodana z tej audycji radiowej, to fakt, że dowiedziałem się, że w marcu 2021, jak nic się nie wydarzy pandemicznego, nastąpi debiut serialu Many Saints of Newark, czyli prequel The Sopranos. To jest jeden z moich najbardziej ulubionych seriali. A dlatego, że lubię mafijne klimaty. A dlatego, że kręcili to w okolicach Jasnego Zieleńca w stanie New Jersey, do którego zajeżdżam regularnie od 13 lat już. I niektóre scenerie rozpoznawałem. Czyli taki swojski serial. A dlatego też jeszcze, że obsada aktorska świetna. Szkoda, że James Gandolfini odszedł od nas w tak młodym wieku. Zagrał Tony’ego Soprano rewelacyjnie. Ten serial z przyszłego roku ma ponoć odpowiedzieć na wiele pytań, gdyż zakończenie serialu było wieloznaczne. Ale przede wszystkim ma pokazać jak się to wszystko zaczęło. Młodego Tony’ego zagra syn – Michael Gandolfini. Nie mogę się doczekać. Może Dexter wróci w końcu z Kanady? Bo serial też świetny, ale zakończenie koszmarnie banalne. Ale byłem i w Kanadzie, i na Florydzie. Ja nie wróciłbym.

Koniec o wątkach pobocznych. Wracam do Wilków i właściwego serialu.

„W głębi lasu” wchłonąłem szybciutko. I jestem pod wielkim wrażeniem. Świetnie dobrana obsada. Bardzo dobra gra. Brawa dla scenarzysty za przeniesienie miejsca akcji spod Nowego Jorku do Polski. Kilka drobiazgów do zauważenia, to:

– górna warga matki głównego bohatera. W tamtych czasach chyba nie robiono na taką skalę operacji plastycznych. A medycyna estetyczna była bardzo niszowa albo w powijakach. Pani wyglądała dziwnie. A to za młodu ładna kobieta była. Dziwię się, że wzięto ją do obsady. Mogli lepiej się przyłożyć do zachowania realiów 1994 roku

– na początku pomyślałem, że kolejna produkcja cofająca się do lat 80-tych. I zdziwiłem się jak zobaczyłem retrospekcję z 1994 roku. Ale później nie miałem już takiego rozdźwięku i dyskomfortu

– końcówka jak dla mnie była lekko banalna. Wzdrygłem ramionami, jak wytłumaczyli i rozwiązali te zagadki. Ale cliffhanger jest. Ciekawe, czy pan Coben skusi się na kontynuację? Na razie się zarzeka, że nie. Pożyjemy, zobaczymy. Może powstanie druga seria bez książki?

A co mi się bardzo nie podobało? Jak zwykle w polskich produkcjach?

Dosyć szybko musiałem włączyć napisy. Nie rozumiem tego. Czy naprawdę to jest taki wielki koszt dobrze nagłośnić aktorów? Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Stanach jak kręcą swoje filmy i seriale, to 15 mikrofonów wisi nad planem. W Polsce ponoć tylko 2. I to niestety słychać. To znaczy nie słychać. Wstyd.

 

A co się bardzo podobało? Muzyka. Słyszałem rozmowę z panią odpowiedzialną za dobór melodii. Mówiła, że najpierw miało być zagranicznie, ale później stwierdzili, ze jak to ma iść w świat, to niech będzie polskie. Że my nie gęsi i też swoje piosenki mamy. I fajnie to zabrzmiało. Ponoć tylko Spin Doctors „Two Princes” się ostało, bo to taki masakryczny hit był. Był, ale czy ja wiem? My raczej doń nie pląsaliśmy. Z naszych osiemnastek, to pamiętam Clawfinger i ich „Tell me the truth motherfucker” oraz „Ni*ger” z debiutu „Deaf Dumb Blind”.

Ale tego akurat zabrakło w tej produkcji.

Czytam zarzuty, że muzyka nie jest dobrana dobrze chronologicznie. Że kto słuchał Janerki/Klausa Mitffocha i jego „Konstytucji” na biwakach? Że słuchanie Maanamu to obciach był. Że „Dzieci” Elektrycznych Gitar, to taki jakiś pijacki przebój dla rodziców, którzy pozbyli się pociech z domu.

Cóż, Wilki z 1991 roku mogły być przecie słuchane w 1994 roku. Gorzej, gdyby akcja działa się w 1990 roku i młodzież śpiewała Eroll’a.

Co do Janerki. To fakt, my też nie słuchaliśmy. Ale w odpowiednich środowiskach? Czemu nie? Nie każdy musiał być mainstreamowy.

Hey’a potwierdzam. Dwie pierwsze płyty katowaliśmy równo na wyjazdach klasowych i prywatkach.

Maanamu nie słuchaliśmy jednak. Ani nowych przebojów, ani starych. Ale nie pamiętam, żeby to był obciach słuchać ich.

„Dzieci” były hitem, który nuciła cała młodzież. Na szczęście przebój to był krótkotrwały. Pojawił się i znikł. Na szczęście. Hitem dla rodziców to był rok 1998 i Kult’owe „Gdy nie ma dzieci”.

 

Serial polecam. Szkoda, że nie można tego odzobaczyć i jeszcze raz popatrzeć. Eh.

 

ile ja się wczoraj nasłuchałem

Dzień płyt CD wczoraj udany. Oczywiście był Marillion i … spadł deszcz. Zaskakująco przyjemnie zabrzmiał Waterboys i ich „Dream Harder”. Nauczyłem się, że płyta Charlie Winstona „Hobo” trafić powinna na kupkę „płyty do oddania Djep”.

Yamaha Pianocraft miała wczoraj co robić.

Spotkałem wczoraj znajomych i opowiedziałem im o nadciągającej nocy komety. I tak sobie o Budce Suflera pogwarzyliśmy. Dziś rano włączyłem ich kilka płyt! Ale na szczęście tych pierwszych, nie tych koszmarów z takim tangiem i balem wszystkich śniętych. Brrr na samą myśl. Okazało się, że Budka nie nagrała żadnej płyty z Felicjanem Andrzejczakiem. To dlatego nie znalazłem na serwisie muzycznym tego natrętnego przeboju. To znaczy jest, ale w wykonaniu wokalisty z jakoś sprzed kilku lat, nie w duecie z Budką z lat 80-tych. Ale Urszula też w tej nowej wersji nuci, także nie jest najgorzej. Ponoć pan Felicjan miał już nagraną płytę z Budką ale nigdy się ona nie ukazała. Ponoć Cugowski wrócił i wyrugował kolegę. I w 1984 roku po przearanżowaniu utworów powstała płyta z Cugowskim pt. „Czas Czekania, Czas Olśnienia”.

Ale i tak pan Felicjan zapisał się w historii muzyki 3 bardzo dobrymi utworami: Jolka, Jolka pamiętasz, Czas Ołowiu i Noc Komety.

W porę się opamiętałem czego ja słucham i włączyłem szybko Closterkeller. Eh, dawno nie słyszałem.

Dziś kontynuacja słuchania płyt CD. Oczywiście artysta na niedziele może być tylko jeden – Tom Waits. No to zaczynamy charczenie.

Ta niedziela jest jak film, taniej klasy “B” – nieeeeee. tylko nie to! Ratunku!

Kilka lat temu, ze 4 bodajże, wymyśliłem sobie, że chciałbym w roku, w którym skończę 40 lat popełnić 40 wpisów. Zastanawiałem się, czy to możliwe, czy to łatwe. I właśnie wtedy postanowiłem, że taką próbę generalną zrobię. Nie udało mi się. Ciężko jednak było. Tylko 24 wpisy powstały. Czyli 2 posty na miesiąc. No nic. Do 40 mam jeszcze … 11 lat (przymrużenie oczka), także mam czas. Tak z ciekawości przeliczyłem tegoroczne posty i wychodzi mi, że ten właśnie, co czytacie jest … 59 wpisem w 2020 roku! Nieźle! A tak niemrawo rok zacząłem, bo pierwszy artykuł powstał dopiero 8 lutego. Czyli ta zaraza jednak coś dobrego dała. Na szczęście już nie muszę się gimnastykować z tym wyczynem „40 wpisów na 40 lat”.

 

Wczoraj w drodze do Lidla spotkał mnie deszcz. Tak lało, że trafiłem do Biedronki. Kupiłem arbuza. Po raz pierwszy w tym roku. I arbuz był smaczny. Polecam.

nadciąga noc komety

Wizje chodźcie do mnie

Blisko najbliżej

Zostańcie w mojej głowie

Najdziksze sny

https://www.youtube.com/watch?v=cjcz3kYlU2U

 

 Cholery można dostać. Ręka do góry, kto ma tak samo?! A może to Noc Kupały, Sobótka, Pierwszy Dzień Lata? Lata mi to. Fakt jest faktem, że raz na jakiś czas jakaś melodia, jakiś utwór zakrada mi się do głowy i tam zostaje! Najgorsze, że to są najgorsze piosenki.

Od samiuśkiego rana nucę „nadciąga noc komety” i nie może mi to się wybić z głowy. Czy wszystko ze mną dobrze, panie doktorze?

Na szczęście ten przebój nie jest taki ostatni. Lubiłem głos Felicjana Andrzejczaka. I ta Urszula wewtle niczego sobie. Lubię jak Ule śpiewają.

Jakoś gorąco się zrobiło. Tak niepostrzeżenie lato nadchodzi. Wczoraj u Słodkokwaśnej nam się rzutnik zagrzał. Musieliśmy dokończyć Ozark na lapsie. Jak dawniej. My przy stole, a komputer na blacie kuchennym, metr od nas. Jezioro fajne. Polecam serial. Nikt się na końcu nie spodziewał, że mordercą jest …

A mnie się dziś coś mój laps nagrzał, bo musiałem go z ud zabrać na stół. Lato idzie jak nic.

Popatrzyłem ja ci dziś na moją wieżę i nie wierzę, ile nań i weń kurzu. Czas chyba odkurzyć. Jak to śpiewał kiedyś germański duet Modern Talking Yamaha, Ja ma sołl. Fajna na moja wieżyczka. Dzięki panie z Europy na K. za pomysł kilka ładnych lat temu. Pianocraft mi się bardzo podoba i służy. Dziś jest Record Store Day w Polsce, czyli #winylowasobota. Nie mam gramofonu, ale myślałem kiedyś o nim. Wybiłem to sobie z głowy jednak szybko. Przecie ja jestem już tak leniwy, że CD mi się już nawet nie chce przełączać. A co dopiero mówić o krótkich stronach płyt winylowych? Więcej chodzenia i przewracania, niż słuchania. Ale, żeby nie było, jako fan muzyki postanowiłem posłuchać dziś muzyki z mojej kolekcji płyt kompaktowych. Streaming dziś niech odpoczywa.

Miało być na wesoło, ale przeglądam ja ci mój zbiór i stwierdzam, że słucham tylko smutnej muzyki. Trafiło na Petera Gabriela i jego Us. Oj nie, sorrki, wymiękam po drugim utworze. Za smutno. Życie jest piękne, a słuchając tego ma się ochotę żyły sobie otworzyć. Może sobie Śmieci włączyć i ich debiut pt. Garbage. Tam pani śpiewa o mnie:

I’m only happy when it rains (…) I only listen to the sad, sad songs

 

Nie, chyba nie. Sobota jest. To może Gwałciciela sobie zaproponuję.

 

Wracając do natręctw. Kiedyś mi do głowy wlazło „gdzie jest słonko, kiedy śpi, czy wilk zawsze bywa zły”. I napisałem o tym do pani prof. ze Szczecina. A ta mi odpisała, żebym szedł w cholerę, bo cały dzień też to nuci. Ha! Zaraźliwe to widać jest. To ręka do góry, kto dziś ponucił to poniżej

 

 

 

 

 

« Older posts

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑