Miesiąc: listopad 2022

jak mnie słyszysz

 

Ja wisła, ja wisła

Właśnie się zakończył PL21, czyli polski top 21 wieku, czyli artyści debiutujący w 21 wieku. Obstawiałem albo Dawida Podsiadło, albo Lao Che.

Pamiętam road trip i wycieczkę do USA w 2015 roku. W 2014 siedziałem w Polsce bom duży remont robił i nie miał hajsów na wojaże. Także w 2015 odbiłem sobie. Nawet Państwa z Europy na K. namówiłem na wojaż. Z dziećmi, wtedy lat 10 i 7! Czyli bąbelki były.

Pamiętam rozmowy z Panem od Państwa z Europy na K. na temat muzyki i Lao Che. Mówił, że to nie jego bajka, że straszna kakofonia. I pamiętam też doskonale jak mieliśmy imprezę w Fair Lawn ze znajomymi Uli, a szczególnie z nefrologiem, co sobie nerki filtrował winem. Dużą ilością wina.

I sobie pojechaliśmy vanem do stolicy USA. Ja, Ula z Nowego Dżerseja, jej Małysz, Państwo z Europy na K. I wtedy poleciała z telefonu piosenka Lao Che „Wojenka”. I tu szok! Kolega powiedział, że lubi!!!

To faktycznie jest utwór znaczący w tym millenium. Bez dwóch zdań. Niepozorny zarazem. 14 tygodni na 1 miejscu na Liście Programu 3! To jest coś. Więcej miał tylko Gotye i jego mega hit „Ktoś, kogo kiedyś znałem”. Tyle samo miał też ten zespół na Q, który u mnie nie grał, nie gra i grać nie będzie.

A wycieczka do Waszyngtonu bardzo nam się udała! Muszę z dziećmi od Państwa z Europy na K. zagadać, czy pamiętają coś w ogóle.

Raz i dwa, raz i dwaDziewczynka Wojenka na imię maTrzy i cztery, trzy i czteryDziwne ona ma manieryPięć i sześć, pięć i sześćWcale lodów nie chce jeśćSiedem, osiem, siedem, osiemWciąż o kości tylko prosiDziewięć, dziesięć, dziewięć, dziesięćKto z was kości jej przyniesie?Może ja, może ty?Licz od nowa: raz, dwa, trzy

kaczka za mną czasem chodzi

ciekawe czego mi brakuje?

Jak kiedyś pewnej restauratorce pani Magdzie (nie, nie tej Magdzie) powiedziałem, że raz na jakiś czas wątróbka za mną chodzi i nie ma zmiłuj, muszę zjeść, to ona rzekła – za mało żelaza. Ciekawe, to nie pierwszy raz słyszałem taki odzew na hasło „pragnę wątróbki”.

Co z tym żelazem?

Raz na jakiś czas chodzi za mną kaczka. Kwak kwak. Robiłem ją wcześniej na bardzo zły sposób. Jakieś złe internety czytać widać musiałem. Smażyłem niemiłosiernie długo, a później do pieca jeszcze. Później jakoś się opamiętałem i grillowałem tylko z dwóch stron. Tak na oko, ale raczej za długo. Dopiero nie tak dawno jak ostatnio Wielki Pe zapodał mi przepisa. Prosty jak drut przepis. Skórką do dołu i 7 min. Przewracamy i 5 minut jeszcze. Tłuszczyk wytopiony oczywiście zebrać, bo to samo zdrowie. Tak czynię. Oczywiście skórka nacięta w kratkę przed smażeniem. I żadne tam przyprawy wyszukane. Sól i pieprz.

Co do tych przypraw, to kiedyś moje sąsiady powiedziały mi sekret na temat przyprawiania ryb. Somsiad Piotr łowi, a somsiadka Basia gotuje. Piotrek mi zdradził sekret – sól i pieprz. Żadnych cytryn. Jak ryba świeża, to sól i pieprz wystarczy. Cytrynę się daje do zabicia nieświeżości ryby. I tak czynię właśnie.

Kaczki najczęściej kupowałem w Lidl, czasem w Carrefourze, ale oni mieli jakieś trzy razy droższe z Francji. Francja elegancja mnie nie interesuje. Nie mam tyle hajsów.

Wczoraj zajrzałem do Lidla w poszukiwaniu ptaszka. Szukam i szukam. Skubani przeorganizowali lodówki. Tam, gdzie zawsze była pierś kacza leżały teraz kurczęcia. Za rogiem znalazłem kaczuszki z jakiegoś zdrowego, polskiego, przyjaznego wychowu. Nawet łapka była z tą piersią. Kacze piór(k)o też się trafiło, kacze pióro!

Zrobiłem szkocką kratkę na skórce, posypałem solą i pieprzem. Zostawiłem na noc. 7 minut, 5 minut na patelni grillowej. Hm, strasznie się dymi, ale od czego jest oczyszczacz powietrza.

Dań wyszedł przepyszuni! Jak nigdy.

Kaczka oczywiście była prawie w buraczkach. Drugi raz postanowiłem zrobić tę surówkę. Kupiłem podłużne buraki, niby słodsze od tych klasycznych, okrągłych. Gotowałem strasznie długo!

Po starkowaniu (niech mi tu nikt nie buczy, że nie ma takiego wyrazu!) dodałem sól, pieprz, cukier i obowiązkowo sok z cytryny, bo octu jabłkowego nie miałem. Wszystko ładnie wymieszałem i dodałem do zeszklonej cebulki. No zdecydowanie nie jak u mamy, ale nie było takie złe. Ja strasznie krytyczny jestem, jak próbuję coś upichcić. Wszystko porównuję do maminych obiadów. A buraczki robi ona pierwsza klasa.

Także obiad wyszedł smacznie i to nawet bardzo.

Wczoraj zrobiłem sobie zupę. Postanowiłem zrobić na kości szpikowej. Podbiłem do tych przemiłych państwa, co koło KFC sprzedają mięsko i inne takie. Pan wyjął zamrożony gnat. Piękny! Poprosiłem tylko o ciachnięcie toporkiem, żebym mógł do gara włożyć. Rach-ciach i dwa nierówne kawałki wylądowały na szalce. Ciut ponad 1 kg i … 31 złotych. Motyla noga! Co to za ceny!?

Ale już głupio było się wycofać, wziąłem. Szpiku było tyle co kot napłakał, ale coś tam posmakowałem. Po 5 godzinach piękna podgrzybkowa zupa mi wyszła.

Czy ktoś widział kanie w tym sezonie?!

chyba się pogryzę z żabką

Z tym sklepem.

Bardzo nie lubię, jak ktoś próbuje mnie oszukać. W takiej quasi piekarni/lodziarni obok domu moja noga już nie postanie. A taka ładna była. 400 kroków od domu. Ale nie! Nie daję się oszukiwać. Strasznie mnie mierzi takie głupie podejście do klienta. A łatwiej byłoby pójść na rękę i klient wyszedłby zadowolony.

Jakiś czas temu kupowałem sobie lody w tym wspomnianym przybytku. Dobre, craftowe (modne słowo ostatnio). Zauważyłem, że w środy (wiadomix: środa – dzień loda, a czwartek – dzień bez majtek) mają promo: kup 3 a dostaniesz 2. A może odwrotnie? Kup 2 porcje, a trzecia gratis? Brzmi logiczniej. I ostatniego razu skusiłem się na promo. Gałka 4 zł. Kupiłem 2 – pistacja i śmietankowy (moje ulubione smaki). Zapłaciłem … 8,5 zł. Pani mi daje rożek z … dwiema porcjami. Pytam się czy dziś jest środa. Wszystko się zgadza. Pistacja droższa, bo 4,50 zł. To dopytuję o gratisową porcję. I tu mnie pani wielce zadziwia polityką sklepiku.

Promo „3 za 2” obowiązuje tylko smaki inne niż pistacja. Tłumaczę jej, że dziwną mają politykę, bo dwie porcje inne niż pistacja kosztują 8 zł. I za tę kwotę w środę dają mi trzecią porcję gratis. Tymczasem ja zapłaciłem im 8,50 zł i jest środa, a ja nie mam dodatkowej porcji. Poza tym na haśle promocyjnym nie ma słowa o smakach i o wyjątkach, więc czuję się oszukany. Pani mnie zadziwiła wielce, bo strasznie się zacietrzewiła i zrobiła się nieuprzejma. Hm, odparłem jej, że okradają i oszukują klientów i moja noga już tu więcej nie postanie. Tak też się dzieje po dzień dzisiejszy. A to ze dwa lata już będzie. 1 gwiazdka na mapach google przyznana.

Tak samo było w jakimś beach klubie nad Wisłą. Umówiliśmy się na mecz Polska – Hiszpania w ramach europejskiego czempionatu. Przyjechałem na rowerze. Jak zwykle w cieplą porę miałem dwa bidony uczepione na ramie. Pan na wejściu oznajmił, że nie mogę wnieś obcych płynów, więc muszę je albo wypić, albo wylać. Powiedziałem, że to woda dla ochłody podczas jazdy rowerem. Pana nie interesowało. Ok. wypiłem. Dodatkowo musiałem zapłacić za wejście 20 zł. To był taki voucher. Płaciło się na bramce i do baru się podchodziło, zamawiało i płaciło się kuponem. Wszystko cacy. Ale bar nie wydawał reszty z tego kuponu. Czyli płacisz 20 zł, idziesz do baru, kupujesz colę albo wodę za 8 i … zonk. Reszty nie ma. To już nie jest oszustwo. To jest czyste złodziejstwo. Na szczęście byliśmy w kilka osób, więc jakoś się sensownie wydało te kupony. Ale niesmak pozostał. Więcej nasze nogi tam nie postały.

W tym tygodniu kupiłem jedno piwo Grodzkie Ale w Żabce. Tak ze 350 m od domu. Wczoraj wracawszy ze spotkania ze Szwedami zajrzałem do Żabki jeszcze bardziej obok domu, tak ze 150 m odeń. Tym razem wziąłem Brooklyn Lager. Bo lubię, bo bardzo często kupowałem jak byłem w Nowym Jorku. Oprócz mnie w sklepie był jakiś inny pan. Słyszę jak się oporządza przy kasie. Pani sprzedawczyni pyta – może do tego loda? No bo przecie wczoraj była środa.

Pan podziękował. A może ma pan aplikację żabki? – nie daje za wygrana miła pani. Pan też zaprzeczył.

Podbijam ze swoją małą butelką napoju chmielowego i od razu oznajmiam, że tylko piwo. Przecie taki lodzik, to mnóstwo kalorii. Złych kalorii. Szczególnie o tej porze nocy. Ale zapomniałem o aplikacji i pani mnie zapytała. Oczywiście nie mam tego. Zapłaciłem i wyszedłem.

Dziś rano podbijam do Kerfura i pomyślałem, że może butelki zacznę oddawać do skupu. Zawsze wyrzucałem. Ale jakoś ostatnio stwierdziłem, że to tak jakbym pieniądze (50 groszy) wyrzucał na śmietnik. Oglądam butelczynę i widzę Z jak Zorro. Czyli zwrotna. Lecę do Kerfura zahaczając o tę bliższą Żabkę. Jakaś niemiła pani za ladą od razu mnie uświadamia, że butelki to tylko na wymianę. Dziwię się i mówię, że skoro kupiłem piwo z butelką, to powinni odkupić szkło.

– tylko na wymianę! – pani powtarza

– ale to nie jest w porządku – mówię jej.

– poza tym takiego piwa nie mamy u nas – uświadamia mnie dziewczyna

– kupiłem z Żabce – mówię jej

– my takiego nie mamy – powtarza.

Wyszedłem i wyrzuciłem butelkę do kosza.

Zastanawiam się teraz czy się nie pogryźć z Żabką. Zły wyszedłem dziś co prawda od nich, ale moja noga tam jeszcze postanie. Za blisko domu, żeby się gniewać na sklep. Nigdy nie wiadomo, kiedy lodu zabraknie do drinków! A nie ma nic gorszego, niż ciepłe modżajto albo cuba libre. Już o G + T w temperaturze pokojowej nie wspomnę.

A tak serio, to wkurza mnie ten wielki problem ze skupem butelek. Jak byłem brzdąc, to co poniedziałek leciałem do PSS Społem i oddawałem to co się uzbierało przez tydzień w domu. Zawsze na jakiegoś loda starczyło. A teraz to wielkie mecyje z tym. Albo trzeba mieć paragon, albo na wymianę przyjmują. Może następnym razem przyjdę z kuflem własnym i poproszę, żeby mi nalała z butelki i ją sobie od razu zatrzymała. I oczywiście, żeby nie śmiała za nią liczyć!

Gdzie jest nasz rząd w tym temacie!? Zajmują się innymi duperelami, takimi jak wielkość szczeniaka wódki, zawartość cukru w napojach gazowanych. A gdzie sprawiedliwość w kwestii zwrotu butelek ja się pytam się? I dlaczego nie wszystkie szkło jest zwrotne?

Pamiętam jak dawno temu w Czechach oddawaliśmy butelki. Taka ściana z dziurą była albo automat. Wrzucało się weń i dostawało albo hajsy albo kupon, który się wymieniało na hajsy. W Szwecji też skupują. Tylko ta Polska, to jakiś dziwny kraj. Moja noga w tym kraju chyba za chwile więcej nie …

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑