• 09.02 Powrot do miasta, czyli podsumowanie wyjazdu

    No za oknem gory I kaniony zniknely I zaczely sie pola. Pola okragle I kwadratowe. Czyli to znak, ze w samolocie jestem w drodze do Miasta. Na szczescie lot do “domu” trwa 4 godziny I 13 min, wiec zleci zapewne szybko. Juz zostalo nam okolo 2 godzin do ladowania na Newark Int’l lotnisku. Coz, wycieczka okazala sie byc udana. Pogoda dopisala nam na szczescie. Wczoraj po the strip sie przechadzalismy I bylismy w New York New Yorrk hotel I kasyno. Przegralismy 5 dolcow na automatach. Uwielbiam Stany za jedno. Klient ma na prawde zawsze racje. Zaplacilismy za internet za dwie noce, chociaz tak na prawde chcielismy na jedna. Ale w…

  • 06.02 Welcome to the jungle, czyli LA i inne

    No wszyscy mowili, ze LA to syf. Wszyscy. Zadnych pozytywnych opnii. 2 czy 3 rzeczy warte zobaczenia i juz, czyli that’s it. Na sam przod ukazal nam sie Downtown. Nawet, nawet jak na widok z autostrady. Ale czego sie mozna spodziewac, jak sie wdzialo Manhattan? Nie zajezdzamy do centrum, bo po co? Lecimy prosto do Kodak Theatre, czyli na Oskary. Parkujemy i sie przechadzamy w kierunku Kodaka. Na chodnik spadly gwiazdy z nazwiskami i prawie jak w niebie jest, tylko ze na ziemi. Fajnie ale jakos zwyczajnie, bez splendoru i blasku. Sam Kodak Theatre to takie centrum handlowe ze slynnym kinem. Budynek nie za duzy, ogolnie rzeklbym, ze takie to…

  • 7 – 9.02 it’s vegas baby! czyli jestem chyba nienormalny

    no nie zauroczylo nas! Po ponad 4 dniach objezdzania i zwiedzania zachodniej czesci USA, czyli 1500 milach wrocilismy do Vegas. Z Santa Barbara wyjechalismy dosc pospiesznie, jako ze to dziura i nic w niej ciekawego. Po drodze jeden stop na widok na Pacyfik i kilka na albo to na Starbucksa, albo na picie, albo na paliwo, albo na co tam jeszcze nam do glowy wpadalo. Tak jak planowalismy, na 90 mil przed Vegas odbilismy w Baker na prawo, zeby przez Mojave Desert przejechac. Co prawda zmierzchalo i za chwile miala zapasc czarna noc, a wczesniej i ciemny wieczor. Podroz przez pustynie mogla byc malo atrakcyjna w takich okolicznosciach natury ale…

  • new york, new york 31.01 – 1.02

    Na 3 dni przed wylotem okazalo sie, ze przez jakis czas rano wstawac juz nie musze. Moze w jakims watku innym sie o tym rozpisze, bo na razie nie mam ochoty. Wylecielismy z Wawy o 12:30 i przylecielismy na JFK 9 godzin pozniej (czyli cos kolo 16 czasu nyc). Nastepnego dnia wyruszylismy na Miasto. Sniadanie gdzies przy Times Sq i na COney Island i Brighton Beach pojechalismy. Na szczescie pogoda laskawsza niz w Polsce. Ladne slonce i tak okolo minus kilka stopni. Miejsce na Brooklynie godne polecenia i zwiedzenia. Widzialem Coney Isl i w sezonie i poza nim. Ma urok zawsze. Po brooklynskiej wyprawie i debilu w metrze, ktory przez…