Miesiąc: czerwiec 2014

a imię jego…

mnie zaskoczyło.

Dziś z nudów się nudziłem surfując po necie. Postanowiłem sprawdzić co znaczy moje imię. No pisałem, że się bardzo nudziłem. Aż się wystraszyłem. Sama prawda. Wysłałem jeszcze kilka imion do Pani Inżynier ze Szczecina, która akurat broniła studentów, tylko nie wiem przed czym, chyba przed tytułem magistra, żeby poczytała sobie. Też się wystraszyła, że sama prawda i tylko prawie prawda.

Maciej jest to imię pochodzenia hebrajskiego, od słowa Mattijjah (dar Jahwe). Oznacza: ten, który jest darem Boga. Widzę, że wszystkie imiona mają coś wspólnego z tym Najwyższym Panem albo z dobrem i czynieniem dobra.

Z odmian i zdrobnień zaskoczyło mnie Mach. Nigdy nie słyszałem. A Maciuś do mnie mówią ze dwie osoby. Jedna – tylko wtedy jak się bardzo napije (panie K, to o Panu).

szczęśliwy kolor – ceglasty. Jessu, nie! Niebieski zabrały mi Renaty

szczęśliwa liczba – 5. Nie wiem po co mi ona. Renaty też mają 5

szczęśliwy kamień – karneol (nazwa pochodzi od łac.carnis = ciało, mięso). Nie znam

formy zagraniczne imienia – Matthias, Mathias (łac.), Mathias, Mattias (ang.), Matthias (niem.), Mathias (fr.), Matias (hiszp.), Mattia (wł.)

powiedzonka:

Kiedy Gromniczna zimę traci, to święty Maciej ją wzbogaci.
Umarł Maciek, umarł, już leży na desce, żeby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze.

Maciej to mężczyzna o ciekawej osobowości. Z jednej strony jest niezwykle otwarty na otoczenie, a z drugiej ma bogate życie wewnętrzne, którego nie okazuje. Nie chce niczego burzyć, ale woli budować na dziewiczych terenach. Porażki wywołują u niego gniew. Reaguje często gwałtownie, przez co stwarza wokół siebie nerwową atmosferę. Mimo to jest wyczulony na krzywdę innych.

Chętnie miesza się do cudzych spraw, nie przez niezdrową ciekawość, ale by pomóc innym. Stara się zawsze stawać po stronie poszkodowanych. Ma nie tyle intuicję, co widzenie, gdyż obraz tego, co powinien zrobić, staje mu przed oczami, pozwalając działać precyzyjnie i skutecznie. Bardzo ciekawy świata, pragnie za wszelką cenę wszystko poznać. To moralizator, ma tendencję do ingerowania w cudze postępowanie w stylu: „Rób to, co ci mówię, nie rób tego, co ja robię”! Może stać się despotyczny.

Cechuje go pewność siebie, która przerasta jego własną osobowość i sprawia na otoczeniu wrażenie, że ma jakąś misję do spełnienia. Gdy ma komuś coś do powiedzenia, wali prosto z mostu. Niejedni bywają zaskoczeni jego brakiem dyplomacji. Wcześnie rozpoczyna intymną dziedzinę życia. Ma silne potrzeby seksualne. Ze względów obyczajowych lub religijnych potrafi jednak panować nad swoimi popędami. W miłości bardzo aktywny i z dużą fantazją. Potrafi jednak z powodów moralnych, politycznych, religijnych, oddać całą swą energię innej sprawie.

 

 

Inne imiona, bliskie i dalsze mi:

Urszula jest subtelna, umie analizować zjawiska życiowe, stanowcza w postępowaniu, a nawet konserwatywna. Jest wielką altruistką, potrafi kulturalnie łączyć cele osobiste ze społecznymi. Nie narzuca swojej woli, chętnie uzgadnia postanowienia z innymi. W przypadku innego zdania osób trzecich, potrafi wycofać się z podjętych wcześniej decyzji. Posiada zdolność dyplomatycznego załatwiania spraw. Urszula jest to imię pochodzenia łacińskiego, od słowa ursa (niedźwiedzica).

Urszula, Kordula do pieca przytula.
Od Urszuli śnieżniej oczekuj koszuli.
Od świętej Urszuli to się chłopiec do dziewczyny przytuli.

 

Aneta – to kobieta niezwykle oddana mężowi, dzieciom i sprawom rodzinnym. W jej domu panują spokój, harmonia i zgoda, chociaż z natury Aneta jest przebojowa i impulsywna, a rutyna ją nuży. Potrzebuje czasu, aby się wyszaleć i przeżyć ciekawe przygody. Często przyprawia bliskich o zawrót głowy – wybuchowość, niezwykły entuzjazm i naiwne zachowanie są trudne do jednoczesnego ogarnięcia. Aneta posiada nad to ogromny tupet i cięty język. Jeśli już kogoś polubi – to na zawsze i całym sercem. W jej towarzystwie każdy czuje się dobrze, o ile się jej nie narazi. Aneta jest obdarzona talentem artystycznym i wrażliwą na piękno duszą. Wybiera zawody, które chronią ją od monotonii i zaspokajają ciekawość świata oraz ludzi. Imię Aneta pochodzi od francuskiego zdrobnienia imienia Anna (Annette) pochodzenia hebrajskiego, od słowa channah (wdzięk, łaska). O, też ma 5 za szczęśliwą liczbę.

Aneta – urocza kobieta, wesoła, rozmowna, w miłości cudowna.

Barbara to imię pochodzenia greckiego, od słowa barbaros (barbarzyński, niegrecki, obcy). Barbara jest typem kobiety spokojnej, pewnej siebie i niezwykle szlachetnej. Zawsze pozostaje lojalna wobec przełożonych, wierna własnym zasadom i nieustannie poszukuje dobrych rozwiązań trudnych spraw życiowych. Czasami pobudliwa, zawsze niezwykle uczuciowa. Jest wrażliwa na wszystko, co stanowi urok życia, posiada wrodzony zmysł poezji, piękna, elegancji. Skłonna do lenistwa, powolnego reagowania i odkładania wszystkiego na później. Czuje się dobrze tylko we własnym świecie. Żyje w wyimaginowanym świecie, co zmusza ja do ciągłego i częstego mimowolnego kłamstwa.

Kiedy na św. Barbarę błoto, będzie zima jak złoto.
Gdy w świętą Barbarę gęś chodzi po lodzie, to Boże Narodzenie będzie po wodzie.

Renata posiada zrównoważony charakter, który pozwala jej na właściwe osądzenie sytuacji. Gdy wbije sobie coś do głowy, pracuje po cichu i wytrwale, a uda jej się pokonać wszystkie problemy i trudności. Bardzo subiektywna, patrzy na wszystko z własnego punktu widzenia. Jest bardzo pewna siebie, choć rzadko to okazuje. Jest bardzo pamiętliwa. Jeśli ktoś „zajdzie jej za skórę”, czeka miesiącami, czasem latami, aby się z nim porachować. Niepowodzenia znacznie bardziej ją drażnią, niż przygnębiają. Imię Renata pochodzi męskiej formy imienia Renat. Oj, chyba Bóg Renaty nie kocha.

Marcin jest to imię pochodzenia łacińskiego od imienia Martius, oznacza: ten, który jest związany z bogiem Marsem. Niebieski, 4 i turkus. Hm, Marciny też zabrały mi kolor.

Uczył Paweł Marcina, a sam głupi jak trzcina.

W opisie imienia nic mi się nie zgadza. To nie te Marciny, których znam.

Marcin jest osobą o niespokojnym i płochliwym charakterze. Zawsze pełen lęku, napięty i gotowy do ucieczki. To introwertyk ze skłonnością do zamykania się w sobie. Jest bardzo ciekawy, czasami nawet zbyt ciekawy, co stawia go w trudnej sytuacji.

Brak mu pewności siebie – no w życiu! Tu to jakieś przekłamanie musi być.

Jeśli od dzieciństwa nie zwróci się na to uwagi, może stać się bardzo nieśmiały – to chyba moim Marcinom zwrócono na to uwagę 🙂

Ponieważ jest skryty i zamknięty w sobie, trudno poznać jego poglądy i zamierzenia – wcale nie jest trudno.

 

i jeszcze jedno imię, bo Ula mówiła, że to jakieś diabełki, a nie dzieci 🙂

Michał jest to imię pochodzenia hebrajskiego, od słowa mikha’el (któż jest jak Bóg?). Może również oznaczać: do Boga podobny. Michał posiada skłonność do zamykania się w sobie i osądzania innych z pewną surowością. Jest bardzo subiektywny, rzadko próbuje postawić się na czyimś miejscu. Kieruje się logiką, stąd charakterystyczna sztywność zachowań i sądów oraz całkowity brak dyplomacji. Jego ulubione powiedzenie to „Wóz albo przewóz”. Czułym punktem Michała jest duma. Można wszystko osiągnąć, zręcznie wykorzystując jego pragnienie bycia najlepszym. Posiada bardzo dobrą pamięć, zwłaszcza w dziedzinie uczuć. Nie zapomina ani o tym, co mu zrobiono dobrego, ani o wyrządzonych krzywdach.

Michał trzy dni zdychał, a czwartego kluchy wpychał.
Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała.
Jeszcze tego nikt nie słyszał, żeby babie było Michał.
Ale, ale, mój Michale.
Michałek niedbałek.
Na Michała łowcy chwała.
Bierz Michale, co Bóg daje.
Jaki Michał, taka wiosna.
Święty Michał do szkół wpychał.
Smutnie przeżyjesz lata stare, gdy zakochasz się w Michale.

 

jak mi się zachciało zupy

Strasznie się zachciało. Poleciałem do Sadyby Best Mola. Na sam przód przywitałem nieczynny bankomat. Co w tym dziwnego? Co to za njus? – można by rzec.

Zachciało mi się azjatyckiej kuchni. Zupa tajska z trawą cytrynową i do tego box z chrupiącym kurczakiem.

 

Płatność tylko gotówką!

 

Kurna!

No to zaszedłem dać drugą szansę NorthFish. Szpinak ohydny, zupa arabska rybna fatalna. Ale tilapia w sosie curry z chalapenio całkiem znośna.

 

Zadzwonił pan, co kiedyś miał wszystko do mebli. Hm, w środę ma kontynuować dzieło. Niestety wszelkie prace zakończeniowe przewidział na piątek … za tydzień.

No dobra, ja chcę tylko blatu. Nie będę wybredny. Zupy będę sobie gotował.

Tylko gary pobite i wyrzucone i trzeba będzie kupić nowe.

 

Ogólnie remont mnie już zmęczył. Mam dosyć. Niech fachowcy kończą dzieła i dadzą mieszkać. Mam już dosyć potykania się o kartony, rozstawionych rzeczy pod ścianą i po kątach. Gdzie są moje półki?

 

Mam nadzieję, że fototapeta zdąży się wydrukować i dojechać szybko.

 

Ale ogólnie podoba mi się moje nowe mieszkanie.

Ach, zapomniałbym. Dostałem nowe pismo z Administracyi. Nie przeczytałem, bo nie ciekawiło mnie. Postanowiłem nie wpuszczać nikogo z tej instytucji do domu. Będę prosił o telefoniczne lub listowne zapowiedzenie się z wizytą. Dodatkowo postanowiłem przyjmować tego typu gości w drugi wtorek miesiąca z literą “R” w nazwie między 22.00 a 22:13 oraz w trzecią środę pozostałych miesięcy między 22.14 a 22.28.

Pan od Remontu robi teraz identyczne mieszkanie w bloku obok. Opowiedział właścicielom o moich przygodach i zarekomendował poinformowanie Administracyi podając zakres prac. Państwo planowało: zerwanie ścian, podłóg, wyrzucenie licznika prądu na klatkę, zburzenie ściany pomiędzy kuchnią a pokojem. Administracyja nie wyraziła zgody na zburzenie ściany, gdyż stwierdziła, że za dużo prac planowanych jest podczas remontu. Paranoja. Państwo właścicielstwo cały dzień po otrzymaniu tej wiadomości biegało z odwołaniami. A ściany już dawno nie było. Taka szybka i sprawna ekipa remontowa. Od Pana od Remontu wiem, że właściciele machnęli w końcu ręką i podobnie jak ja mają na naszą Administracyję wywalone.

 

W piątek weszła do mieszkania pani sąsiadka z boku. Ta, która pilnuje mieszkania i przepędza podejrzanych.

Sąsiadka: o przepraszam, że tak weszłam

Ja: proszę wejść

Pan od Drzwi: cisza

S: a ten remont to jeszcze trwać będzie długo?

PoD: cisza

S: a to Pan jest właścicielem?

PoD: cisza i uśmiech

Ja: nie, ja jestem

S: o, przepraszam. Nie poznałam Pana, bo Pan zawsze jakoś szybko przebiega. A na tym korytarzu ciemno, że nie widać twarzy. Zmienił się Pan jakoś. No i w dresach Pan dziś jest! [rzekła odkrywczo te ostatnie zdanie]

Ja: tak, niedawno ściąłem włosy

S: O jej! Ale Pan nie ma ściany!!!

Ja: tak, wiem. Administracja też o tym wie

S: Ale nie o to chodzi. Pan nie ma ściany! Jak tak bez ściany można mieszkać?

Ja: no chyba można. Zobaczymy.

S: a łazienkę Pan ma?

Ja: tak, za tymi drzwiami

S: a może ja Panu wodę zagotuję, herbaty przyniosę?

Ja: nie, dziękuję. Mam czajnik, to sobie gotuję – okłamałem Sąsiadkę, bo nie chciałem dawać pretekstu na kolejne odwiedziny. Wiem, dziad jestem.

 

Każdy wie, że kawy to mi przynosi Pan od Remontu. Nawet jego żona się śmieje, że on jej kawy nie robi, tylko co dzień do mnie lata. O 6:20 sąsiad puka. Jest gorszy niż budzik, który mam ustawiony na 6:15 i co 9 minut robię mu „drzemkę“.

A jak słyszę, że Robert otwiera kodem drzwi na klatkę, to nie ma zmiłuj, trzeba wstać i otworzyć.

W związku z tym, że czułem się głupio, że jakiś facet do mnie biega rano z kawą, postanowiłem kupić ekspres do kawy.

Zajęło trochę czasu, kilka rad otrzymałem i kupiłem. Mały, czarny i zgrabny. Kawa pyszna. Ale ja się nie znam na kawach, więc nie wiem czy to jest ta pyszność, czy jeszcze ten poziom jest nieosiągnięty. Muszę zaprosić Panią Inżynier ze Szczecina, bo to stara kawoszka. Zapraszam.

 

Wczoraj ograłem 8-latkę w jakiejś grze wiedzowej. Ha, mała była cienka. Ograłem ją jak dziecko. Bo wczoraj sąsiad miał przyjść wygładzić ścianę, czy też pokryć ją masą. Dzwonię po 20.00 i mówię, że jestem już w domu. Ten już był wesoły i wiedziałem, że nici z prac. Długo nie musiał mnie namawiać na odwiedziny. Poznałem kolejnych sąsiadów i ex-mieszkańców bloku. Z sąsiada córką pograłem w grę oraz otrzymałem narysowany specjalnie dla mnie obrazek Myszki Minnie. No i wczoraj przekonałem się, że dziura mi zarosła w uchu. Kolczyk już nie chciał wejść. Ogólnie bardzo sympatyczny wieczór na rozpoczęcie tygodniowej laby i nicnierobienia.

 

Dziś cały dzień leje, a ja zacząłem tygodniowy urlop. Super! Państwo z Europy na K też dziś zaczęło swój wojaż. Znaczy wakacji czas nadszedł.

 

szczęście, chaos, szczęście

Panowie dziś definitywnie zabrali graty! Hura!

Jestem tak szczęśliwy, że to już koniec, że nie wiem co i jak pisać w tym wpisie, więc będzie chaos.

Zakład anulowałem. Remont trwał 3 i pół tygodnia. W 3 tygodnie by się wyrobili ale niefortunne moje zakupy i decyzje wszystko obsunęły.

Okazało się, że szafka i umywalka łazienkowa są za duże i na tronie nie można normalnie usiąść, więc zwrot i szukanie nowych rozwiązań.

Stabilizator do ścianki szklanej pod prysznicem nie wiadomo kiedy przyjedzie, bo Leroy coś się nie spieszy.

Meble kuchenne i tak ludzie Piotra zainstalują we wtorek.

Ale w końcu panowie skończyli.

 

Jest tak:

Łazienka – prysznic, wc, umywalka, światło, zielone półkole

Kuchnia – pralka, lodówka, światło

Pokój – prawie wszystko

 

Nie ma:

Łazienka – drzwi prysznicowe, lustra, szafka nad umywalką

Kuchnia – meble, płyta gazowa, piekarnik, szafka na buty, szafka na kuchenne rzeczy

Pokój – firanki w kolorze nowym (wiszą stare, czerwone, już niepasujące do image’u mieszkania), fototapeta, fornt zakrywający szuflady, półka na CD i książki

 

Da się żyć!

 

Szoruję mieszkanie 2 razy dziennie i tak mam wrażenie, że szary wiruje pył i kafelki i gres są cały czas jakieś „obielone“. No może po stu myciach to zniknie.

 

Tyle się martwiłem o światło. A okazało się, że to co w końcu kupiłem daje radę, mi się podoba i jest jasno.

 

Cieszę się, że już po. Podoba mi się nowy wygląd.

Żałuję tylko skorzystania z usług architekta. No ale cóż, było minęło, czasu nie cofnę.

 

Dziś zadzwoniłem do dostawcy netu. Zamówiłem pomoc, bo net nie hula. Pan mówi, że widzi, że po raz ostatni logowałem się do sieci 26 maja. Zgadza się, to pierwszy dzień remontu. Okazało się, że panowie od remontu przecięli kabel. Na szczęście dostawca internetu ludzki i dopieszcza klientów swoich na wszelkie sposoby. Nie policzyli 85 zł za godzinę. Naprawa trwała 5 minut. I tak cud, że w taki dzień jak dziś szybko się pojawili (długi weekend).

 

Czyli już na swoim jestem z powrotem.

 

Aaa, moja administracyja odezwała się oficjalnie. Zaopiniowali pozytywnie wniosek dotyczący remontu. A na cholerę mi ich akceptacja.

 

PS. Zdjęcia są sprzed 2 dni. Pranie się teraz suszy i nie chciałem fotek dziś strzelać.

dzisiaj jest mojej córki wesele

Heh, Kult wydał nową piosenkę. Fajna, w ich stylu.

Do rzeczy. Sadyba, to jednak moje miejsce. Zatęsknionym za nim jest. Codziennie jestem na Bonifacego i się patrzę na mój kwadrat, jak sroka w gnat. Mieszkanie na Pradze też ma swoje plusy, mnóstwo plusów. I tylko jeden minus – to nie jest mój dom. Także czekam. Jeszcze tydzień i wracam na stare śmieci.

Remont jest fajny. Poznałem przez te dwa tygodnie więcej sąsiadów, niż przez ostatnie 9 lat. Jezzzu, 9 lat! Czas leci szybciej, jak się starzejemy (sorry Renata, ta książką była cienka, zostawiłem ją u Uli w USA. Ula, nie czytaj jej).

Dziś, na ten przykład, macham mopem po klatce i tu bęc, jakiś pan spod dwudzuestki dwójki drzwiami mi w wiadro wali. Niefortunne ustawienie sprzętu myjącego. Porozmawialiśmy. Pan w swoim lokalu prowadzi biuro. To temu żywego ducha tu nigdy nie ma – mówię mu. Zapytałem o piękne drzwi otwierane na korytarz, opowiadając mu o przepisach ppoż. Doradził mi, żeby się nie przejmować, bo to zawsze można się powołać na większość. Fakt, w sumie z 80% ludzi w bloku ma drzwi odwrotnie zamontowane. A jak wiadomo, w kupie raźniej. Pan Zdzisław również opowiedział o tym, jak gaz chciał odciąć z mieszkania. Hm, ten sam pomysł również i jam miał. Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy. A idź ty na uj, i nogami wymachuj. Wszędzie kasę ciągną. Ufffff. Tysiak zaoszczędzony. Gaz jest ok. Każdy kucharz powie, że nie żadne tam indukcyje, czy ceramiki, tylko gaz da dań najpyszniejszy.

Później jak szorowałem podłogę, sąsiad Marcin zagadał. No bardzo miłe sąsiędztwo, muszę przyznać.

Dziś przeleciałem chatę szmatą, bo denerwowało mnie to, że co się dotknę, co się oprę, co się spojrzę, to pył i kurz. Dziś tak z lekka, powierzchownie. Jutro planuję cały dzień na szmacie. Muszę zobaczyć, czy grzejniki da się wyszorować, bo to zawsze 800 zł do przodu. Się zobaczy. Nawet jakbym chciał wymienić kaloryfer w pokoju, to znowu czeka mnie przeprawa z Administracyją. Przecie podzielnik trzeba by było przełożyć. Mam dość kontaktów z tą instytucyją.

A teraz na dzielni nowa afera. Bloki dwa obok, dwupiętrowce z podaszami, wymieniły sobie dachy 2 lata temu. Ponoć 2 mln zł kosztowało to. I pech chciał, że oni nie płacili składki remontowej i teraz chcą finansowania od nas. Jakieś akcje się porobiły. Z jednej strony każą jutro iść na Walne i się buntować. A jak nie możesz iść, to możesz pełnomocnictwo wystawić sąsiadowi, żeby on się buntował i za siebie i za ciebie. Zgłupiałem trochę, bo na drzwiach nakleiła Administracyja manifest, że to nie prawdą jest, że te dwa bloki kiedykolwiek chciały od nas kasę.

A tydzień temu, podczas integracji, dowiedziałem się, że ludzie z tych bloków mówią na nas slumsy. Ja im ku…a dam slumsy! Lecę jutro na Walne i jak walnę…

Remont przebiega terminowo. Tyllko wychodzą takie niedogrania terminów. Piotrek był w czwartek i pomierzył kwadrat. Meble będą za tydzień lub półtora, czyli ekipy mej już nie będzie prawdopodobnie. Ale dogadamy się. Podłoga nie jest ułożona do końca, bo czekamy na wymianę drzwi. Pani, jak ją wizytowałem pierwszy raz, to mówiła, że od ręki mają. No to jak zapytałem się po jakimś czasie Mistrza od Remontu – zamawiać, to ten odrzekł – zamawiać. To zamówiłem. A pani Ewelina mówi – no 2 tygodnie trzeba czekać. No i dopiero w poniedziałek będą instalować, czyli podłogę dokończą do wtorku. Mam nadzieję, że łazienka do środy będzie. Czyli malowanko czwartek – piątek i już, czyli 3 tygodnie się kończą. Ale i tak wracam na stare śmieci za tydzień. Łazienka będzie, bez kuchni mogę kilka dni przeżyć. Będzie brakowało wtedy, jak znam życie – luster kryjących ściankę kryjącą rury oraz szafki nad umywalką. Oh, zero luster!. Ale OK, nie golę się i mam na to wywalone.

Przeglądając finanse, stwierdzam, że przez najbliższe pół roku nie będzie też stołu na jedzenie, stolika przy sofie, stolika na TV oraz dywanu. Pal licho te dwie ostatnie rzeczy. A w sumie jeść na stojąco też mogę. Czyli jest OK.

Reasumując, kuchnia czeka na meble, pokój na malowanko, a łazienka powinna być gotowa do środy. Czyli cholera wyrobią się w 3 tygodnie.

Dziś panowie mieli fuchę obok. OK, nie ma sprawy, u mnie też pewnie będą montować sprzęt AGD, listwy i naklejać fototapetę po czasie, więc nic w przyrodzie nie ginie.

Wczoraj wpadł pan od rolet. Śmieszny, młody chłopak. Pistolet taki. W 15 minut pomierzył i zaprezentował cenę. To lubię, szybko i rzeczowo. Zasłonkom prawdopodobnie powiem „aurevoir“, czyli „aufwiedersehen“. Zamówiłem moskitiery (sorry Reanata, te twoja robią wypad. Ale dziękóweczka za przesyłkę).

Bez telewizora jest super! Bez internetu ciut słabiej ale też daję radę. Chodzę spać jak człowiek przed 23, z wyjątkami na weekendy.

Oh, to zdjęcie w załączeniu! Znalazłem na googlach. Jakiś wazon zrobił sobie sweetfocię.

Oh numer dwa! Jadłem robaki. Pyszota, polecam!

 

 



© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑