Miesiąc: październik 2012

rok psa

Nie tak dawno jeszcze, podczas ostatniego dnia wizytowania Manhattanu, pisałem o częstym używaniu motywu ognia. Dziś stwierdzam, że psy są modne.
Pogoda pod psem – fakt
Pies ci mordę lizał – no właśnie czemu to taki negatywny wydźwięk ma?
Pieskie życie
Zimno jak w psiarni
Psu na budę się nie zda
Łże jak pies
Na psa urok – mój ulubieniec, zaraz po lizaniu mordy
Pies na baby
Psiakość
Psiakrew – mój dziadek tak mówił
Psim swędem
Jak psu z gardła wyjęte
Żyć jak pies z kotem
Zejść na psy
Nie dla psa kiełbasa

Przecież pies naszym przyjacielem jest! To czemu tak się je wykorzystuje i takie złe znaczenia mają „psa” w sobie? Jedziemy po tych psach jak po psach. Psy na psach wieszamy. Pies jest lepszy niż fałszywy kot, choć pewnie zdania są podzielone i zaraz oberwę bęcki za takie stwierdzenie.
Lao Che śpiewa o psach:
Jestem psem – zaczynam się łbem
Jestem psem – się kończę ogonem
Jestem psem – cuchnę gdy zmoknę
Jestem psem – suka matka ma kryta czempionem

Co pies szczeknie wrócę do wątku ale muszę napisać o wczorajszym dniu. Byliśmy na 5-tych urodzinach pewnego młodzieńca. Dzieci i dorosłych było tyle, że za psami ciskać. Halloween też za chwilę, więc się troszku powygłupialiśmy. Bodajże w tysiącdziewięćsetdziewiędziesiątymktórymś roku film „Scream” uznawałem za jeden z najlepszych w swoim gatunku. Nawet teraz, jak widzę w telewizorze ten horror, to się przytrzymam. Oddaliśmy malutki hołd temu dziełu. Fotografował marszull, propozycja sceny moja. Nóż jak najbardziej prawdziwy.

Jezus Maria Peszek tak śpiewa:
Ej wy, ludzie psy – mokra wasza sierść
Ej, będziemy dziś smutek łyżkami jeść
Ej wy, ludzie psy – brudna wasza maść
Ej, będziemy dziś spokój ludziom kraść

No niełatwe życie psy mają. Nawet w kulturze.
A co jest przebojem światowym? PSY i jego „Gangnam style”. Dziwię się. Można zrobić hit globalny po koreańsku, po rumuńsku (ci od „dramatea din tei” czy jakoś tak. Koszmarek), po hiszpańsku („macarena”. Koszmarek), po niemiecku („99 luftbalons”). Ale czemu, to a czemu nie ma polskich szlagierów na topie? Nie mogę pojąć.

Zawsze jak w Stanach widzę napis „pies”, to nie wiem czemu zawsze czytam to jak „pi-i-e-es”, a nie „pajs”. Zabij, nie wiem. Przecież na zdrowy rozum, to logiczne, że w centrum handlowym, to prędzej ciasta będą sprzedawać, a nie psy po polsku. No jakiś jestem nieogarnięty.

Po wczorajszych urodzinach naszło mnie na zdjęcia. Śniegu wczoraj nawaliło tyle, że hej. Sypało cały dzień. Ani pies ogonem nie kiwnął i już wszędzie było biało. Rano jeszcze zdążyłem pojechać do Lidla i nakupować przysmaków. Ale już w drodze powrotnej coś przysypywało. Nie wyglądało to specjalnie i nie zapowiadało białej masakry. Ale jak o 20:00 wyszedłem z domu, żeby dojechać na pobliski Wilanów, to od razu mi psy obiad zjadły. Należy wiedzieć, że te Błonia Wilanowskie to szczere pole i wieje tam mocniej niż w Warszawie i zimniej jest.
I tak dziś, w ramach dochodzenia do siebie, postanowiłem uchwycić odchodzącą zimę. Miło ciepło nawet było. Słońce się pojawiło. Fotki poniżej.

Jezus Maria, nie ogarniam

Dziś nasz Prajm Mynister znowu się naopowiadał. Wyprzedzili mnie na MordoKsiążce, bo też chciałem już dawno środkowego palca pokazać wspomnianemu panu. Już jakiś profil założyli.

Jak żyć?

Naobiecywał, że do umów śmieciowych się nie dotkną, więc inżyniery ze Szczecina odetchnęły chyba z ulgą i będą mogły dalej chałturzyć w np. Siedlcach.

Sorry Polsko, sorry Polsko

Sorry Polsko, wybacz mi

Wystarczająco, przerażająco jest żyć.

Podoba mi się ta Maria Peszek. W końcu fajna płyta jej wyszła.

Taka jestem dziś zmęczona

Tak mi dziś bardzo źle

Proszę weź mnie do doktora

Proszę weź uratuj mnie (ooo, białostockie wyrażenie „weź”)

Nie ogarniam, Jezus Maria

Nie ogarniam, nie

Zamiast głowy, wieża ciśnień

Zamiast jednej głowy – dwie

 

Wczoraj spotkałem dawno niewidzianego kolegę. Się trochę zasiedzieliśmy. Plany dzisiejsze chciałem bardzo zrealizować, mimo przeszkód konsekwencji dnia poprzedniego, więc wstałem 7:06 i się wyszykowałem do sklepu Lidl. O 9 rano byłem z powrotem. Lodówka zapakowana, dynia pokrojona, pierś z kaczki zamarynowana i można było włączyć Trójkę. Ciężkawo troszku.

O 12 poleciałem do mistrza na sesję tenisa. Nawet nieźle mi poszło. Mistrz się uraził, jak mówiłem mu, żeby zaczął się ruszać. No i jak zaczął się ruszać, to ja tylko piłkę wzrokiem odprowadzałem. Heh. Ale fajny, godzinny relaks. Ale po tenisie nadal ciężkawo było. Jeszcze za chwilę wybieram się do znanego fotografa, który bawi się również w kulinaria. Kołki przybić. Wymyślił sobie!

 

Ta Peszek nowa, to chyba może w depresje wpędzić. „Amy” fajna opowieść. Można dzieciom na dobranoc czytać ten tekst.

Ale żeby nie było depresyjnie i czarno, bo przecież piątek jest, to

Padam, padam, tak się cieszę, że cię mam. Nikomu cię nie dam.

Niesamowicie pozytywnie zakręcona piosenka. Pa – dam, pa – dam, lubię Peszek, to śpie – wam.

Druga Polska nowość, to Skubas. Szkoda, że interesująca muzyka jest jakaś niepopularna. Mainstream to jakieś nieporozumienie. Płyty tego nurtu się nie sprzedają, a wszystkie prawie radia i telewizyje puszczają ten chłam.

Na ten przykład refren topowej ostatnio szansonistki Juli

Jestem ci wdzięczna i zapamiętaj

Na pewno przetrwam

Kiedy nie będzie nas x2

Litości! I to jeszcze dwa razy!

 

No i proszę. „Jezus Maria Peszek” numer 1 wśród najlepiej sprzedających się płyt w Polsce. Skubas gdzieś tam się wspina i atakuje szczyty.

 

Jezus Maria, nie ogarniam! Lady Pank nagrało się symfonicznie!

 

Przejdę do filmu. „Jesteś Bogiem” podobało mi się. Ale nie rozumiem tego zamieszania wokół, że niby wybitny, świetny itd. No jakoś nie uważam. Ale oglądało mi się tak miło, że aż kupiłem sobie płytę Paktofoniki za darmo na torrentach 🙂

 

Przechodzę do sedna, bo czas leci i lecieć trzeba kołki powbijać.

 

Się zauroczyłem się książką Patti Smith „Poniedziałkowe dzieci” (Just Kids). Zauroczenie tak sięgnęło zenitu, że czekam na dostawę z amazona oryginału. Lubię Patti. Najfajniejszy koncert w moim życiu dała ale kompletnie byłem zaskoczony jej życiem. Może dlatego książka mnie urzekła, że bardzo ciekawie Patti pisze? Lekko, sprawnie, prosto? Może dlatego, że w dużej mierze o Mieście to też historia? Że mi mój blog przypomina? Bo ja też na ulicy tej i tej to jadłem, piłem, siedziałem, widziałem. Może dlatego, że ot tak pisze o tych Morrisonach, Hendrixach, Joplinach? Że takie to proste czasy były – bez telefonu, internetu, tabloidów? Ale również ciężkie? Madonna też do Miasta zjechała z 19 dolarami w kieszeni.

Podobał mi się opis kontaktów Patti z Janis Joplin, człowieku. Perła była już wtedy znana, wielka, a taka dostępna, człowieku. No i właśnie Patti zdradza, że ta Janis, to co chwilę „człowieku” mówiła, człowieku.

A pisze też, że zagadał ją Jimmi Hendrix na schodach przed klubem i opowiadał jej o swoich planach. Ale niestety za chwilę dołączył do Klubu 27, zwanego wtedy przez ludzi Klubem J (Brian Jones ze Stones’ów, Jim Morrison, Janis Joplin, Jimmi Hendrix). No jakoś Kurt Cobain i Amy Winehouse „Jot” w imieniu i nazwisku nie mają.

Książka poszła w ruch. Była na tournee w Łodzi, teraz bawi na Wilanowie. Jak na razie wszyscy czytający mówią … w sumie to brak słów (dwie osoby).

Histeria ogarnęła co niektórych, bo już nawet na gazecie.pl z jakiegoś wpisu blogerki zrobili niby artykuł. „Popłakałam się, jak skończyłam czytać”. Cholera, ja nie!

A i „Zeszyty Literackie nr 119” o Patti i o tej jej pozycji książkowej wspominało. “Zeszyty Literackie”, heh, kiedy to było! Łza na rzęsie mi się trzęsie.

Przypomina mi się zmasowana akcja promocyjna z ubiegłego roku (czy sprzed dwóch lat już?), kiedy to Tom Waits wydał płytę i był prawie wszędzie.

Czas kołki ciosać!

Polecam muzykę, polecam książkę!

Jezus Maria, nie ogarniam!

 

 

Który to już raz? Setny raz? Ciekawe

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑