Miesiąc: maj 2014

remont fajny jest, czyli dzień 3

Na wstępie odpowiem na komentarz z wczorajszego wpisu. Podłoga miała być wymieniana, później stanęło na tym, że nie będzie i ma być ochroniona. Podłoga była więc uważana ale gruz i szyba przebiły karton i zrobiły 3 dziury, także panele będą wymieniane. Panowie nawet się poczuli i zaoferowali tę usługę z własnym finansowaniem. No dobra, pogadamy na koniec. Jak na razie jestem zadowolony.

Robię odwiedziny niezpowiadane w mieszkaniu i raz panów zastaję, raz nie. Ale ok, nie mam z tym problemu. 2- 3 tygodnie miały być. Po tym okresie będziemy najwyżej rozmawiać i negocjować. Ale mam z tym luz.

Żadnych skarg dziś nie było. Poznałem sąsiada Marcina, który też robił generalny remont parę lat temu. O dziwo, te same mamy doświadczenia z sąsiadami i administrację.

W związku z powyższym i wcześniejszym poprosiłem ekipę remontową, aby wszelkich wizytatorów witali staropolskim powiedzeniem – to nie muzeum, proszę wypier….ać.

Przykro mi, ale tak muszę chyba postępować, bo jak do tej pory byłem miły, uśmiechnięty i przepraszający, to do ludzi nie docierało. Myśleli, że mogą dalej po mnie jeździć. Hm, otóż już nie. Skoro kulturalny respond nie dociera, to muszę użyć staropolských partykuł, łączników, zaimków i innych onomatopej.

Poprosiłem też ekipę, żeby podczas mycia robili sobie zdjęcia na mopie. Mam nadzieję, że będą pamiętać. Dziś ja przeleciałem korytarz.

Jak szedłem do domu rano, to sasiadka-pelargonia stała nago (fuj, fuj, fuj) w oknie. Na szczęście nic nie było widać (uf, uf, uf). Myślałem, że wyjdzie się przywitać ale nie. No i dobrze.

W mieszkaniu wizualnie nic się nie zmieniło aż tak, jak w ostatnich dwóch dniach. Ale mam już prysznic, brakuje tylko ścianek, drzwi, słuchawki, rur, baterii. Po południu powstało podłączenie do pralki, umywalki, zestawu podtynkowego. Ponoć jutro będzie można usiąść na tronie! A tam usiąść. SKORZYSTAĆ nawet. Gdyby nie ten pył i brak firan w oknie, to bym się już mógł z powrotem przeprowadzać.

Remont fajny jest. Powoli widzę koniec.

Jeszcze tylko kupić:

–       kontakty

–       włączniki światła

–       oświetlenie górne kuchni

–       klamkę (ale do drzwi)

–       umywalkę

Reszta już albo upatrzona i gotowa do kupienia albo już zamówiona.

 

Aaaa, jeszcze stół, krzesła, stolik, zestaw pod rtv. Ale to już chyba w przyszłym roku, bo coś z funduszami krucho może być. Co przyoszczędzę, to wydam na co innego. Uszczelki do okien tanie, tylko 10 zł/m. Mhm, a tych metrów to ze czterdzieści.

 

Na Pradze mieszka się fajnie. Zupełnie inny świat. Ludzie jacyś inni. Odmienna zupełnie architektura, kompozycja osiedla. Inaczej.

 

moja administracja, czyli dzień 2

Nie chcę używać epitetów, bo jeszcze Prezes czyta i będzie.

Skargę jakaś stara sąsiadka pisze na mnie. Że hałas, że się pyli, że drzwi otwarte, że zegarek nie jest nastawiony. No ludzie nie mają co robić. Na razie jestem miły i się uśiecham ale za chwilę skończę z tym nastawieniem.

Dziś jeszcze zadzwoniła baba z administracji. Jednak czytają maile. Szkoda, że na na nie odpowiadają.

Dopuściłem się następujacych grzechów:

–       usunąłem ścianę nośną

–       panowie od remontu otwierają drzwi na klatkę (nie od mieszkania ale na korytarz z klatki przy windach)

–       otwierają okna na korytarzu

–       pyli się jak diabli

–       nie myją podłogi korytarza po

–       mój mail z informacją staje na zarząd celem akceptacji

Baranie, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nade mną!

 

Poprosiłem panią grzecznie o informację, co muszę zrobić, żeby było zgodnie z literą prawa czy też przepisów. Czekam. Dostanę, to im odpiszę. Już nie w tonie pełnym miłości ale raczej w stylu wujka Staszka, mistrza ciętej riposty.

 

Mój Mistrz od Remontu mówi, że wczoraj był inspektor i widział wszystko. Ściana jest działowa, a nie nośna, więc nie wymaga akceptacji wyburzenie. Absurdem jest to, że poczuli pismo nosem, czy też okazję na zarobek i już szykują kolejną inspekcję. Metraż przecie mi się zwiększył, po usunięciu ściany. Przepraszam za łacinę – kurwa, paranoja!

Poprosiłem też sąsiada, żeby robili sobie sweet focie jak myją podłogę na korytarzu po. Z datownikiem oczywiście.

 

Dziś niespodziewanie odwiedziłem mieszkanie. Pan rurze od wody zaprezentował cios z młotka. Akurat wszedłem, jak pan wylewał jedną ręką wodę z jednego wiadra, a drugie podstawiał pod rurę. Mistrz od Remontu w tym czasie zakręcał wodę w bloku.

Ja wiem? minęło może 15 minut i wpadł Michał – hydraulik blokowy. Hm, nie blokowy, bo to brzmi dziwnie – hydraulik osiedlowy. Na koniec rzekł, że raport napisze. „Ok, pisz, dziękuję“. Wielkie mi mecyje, rura pękła. Ludzie litości.

 

Ta stara raszpla, co skargę pisze też nie zapomniała wspomnieć o braku wody w bloku. No dramat. 15 minut rury były suche.

 

Poinformowałem sąsiada, co robi remont, że już przestaję być miły. On też zamierza zachowywać się podobnie.

 

Chiałem spuścić wodę w pionach, żeby wymienić zawory przy kaloryferach. Po 10 minut rozmowy z panią z administracji machnąłem ręką i poweidziałem, że anuluję moją prośbę. Ręce opadają. Ja chcę założyć nowe, srebrne zawory, bo miedziane mi się nie podobają. Pani nie rozumie tej faneberii. Po co? Ale dlaczego?

W końcu przetrawiła wiadomość, że ktoś ma taką zachciankę i wyjęła mi jakiś zawór i poinformowała, że tylko tej firmy produkty mogę użyć, bo regulowane to wszystko było ostatnio i produkt innej firmy może, ale tylko może, popsuć instalację. Nie spodobały mi się te żółte zawory i anulowałem zachciankę. Oczywiście ewentualnej wymiany zaworów może dokonać ekipa polecana z administracji, na mój koszt, bo zrobiłbym to dla zachcianki, a nie że są popsute, czy jest awaria.

Remont? Nie polecam. Choć może i polecam, bo za chwilę użeranie się z administracją może podnieść temperaturę, skoro jutro już tylko 20 stopni, a od czwratku 13 – 16!

prysznic dzien 2

stało się, czyli wigilia i ten dzień

Mieszkanie kupiłem w 2005 roku urządzone i gotowe do zamieszkania. Było to i na rękę, i wygodne, i tanie. Remoncik na dzień dobry za bardzo obciążyłby mi zobowiązanie hipoteczne. W sumie, po 9 latach stwierdzam, że Sadyba, to takie moje miejsce na Ziemi. Fajnie mi się mieszka. No ale oczywiście jest na drugim miejscu, zaraz za … każdy wie za czym.

Po kilku latach nosiłem się z zamiarem remontu. Chciałem wywalić tę nieszczęsną ścianę pomiędzy kuchnią a pokojem. Uf, nie zrobiłem tego. Teraz jest czas na rozpierduchę generalną.

W ubiegłym roku już nawet miałem architekta umówionego ale coś nie wyszło. Nie miałem nastroju i funduszy.

W lutym zabrałem się ostro do realizacji planu. Skończyło się jednak na usłudze architektonicznej. Nie polecam tej firmy. Projekt ogólny bardzo fajny ale o szczegółach pani już nie pamiętała. Pobujałem się z nimi lekko ponad miesiąc i już projekt był.

W międzyczasie przyuważyłem samochód parkujący pod moim blokiem. Pan reklamował się z remontami i innymi wyburzeniami. Urzekła mnie rejestracja – BKL. Czyli swój chłop. No jak się śledź z Białego nie dogada się z człowiekiem z Kolna? No jak!? W Kolnie byłem raz służbowo – bardzo miły pan dyrektor dyrektorował bankowej placówce.

Pan Mistrz od Remontów (nie wiem, czy Robert życzyłby sobie, żebym zdradzał jego imię, więc używam pseudonimu) okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, więc wiedziałem, że wszystko musi się udać. Hm, piszę troszkę na wyrost z dużym optymizmem, bo dopiero pierwszy dzień za mną. Ale jestem dobrej myśli. Sąsiad zrobił na mnie pozytywne wrażenie.

Z mieszkania wyrzuciłem połowę rzeczy.

Elektrorzeczy, meble, lustro, światło oddałem do ośrodka, w którym mieszkają dziewczyny po przejściach poprawczakowych – też bardzo miłe osoby. Dziś przyjechały dwie podopieczne – jedna chyba udusiła chłopaka poduszką, bo chrapał, a druga z mamą zrobiła skok na bank. Mam nadzieję, że nie na mój, chociaż …

Ponoć dziewczyny 15-letnie ale zdrowe! Jedna dźwignęła sama kuchenkę!!! Szacunek.

 

Oh, będzie wstawka. Wracam dziś z Sadyby. Stoję na przystanku przy Moście Świetokrzyskim. Podchodzi młody chłopak z brudnymi pazurami i się pyta, czy może zadzwonić z mego telefonu, bo zostawił swój w autobusie. Hm, miałem wrażenie, że pod wpływem jest. Ale chyba nie alkoholu. No dobra, trzeba ludziom pomagać. Wykręcam numer, czekam. Po chwili odbiera dziewczyna. Ok, wersja się potwierdza, więc oddaję telefon prawdopodobnie fanowi słuchania płyt winylowych. Umówili się pod Agrykolą (no ciut nie tam gdzie chłopak był ale niech nagina).

Kiedyś w Seacaucus, jak się przesiadałem, to też poprosiłem o telefon jakąś lalę, żeby zadzwonić. Wywiązała się nawet sympatyczna rozmowa. Ale gdzie mi tam na Long Island? Daleko.

 

No dobra, wracam do remontu. Wysłałem maila do mojej szanownej administracji. Poinformowałem uprzejmie, że remontuję się i w związku z tym potrzebuję – namiar na osobę do odłączenia wody w pionie oraz koloru farby na klatce, co by ścianę odmalować, jak drzwi wymienią. Zero odzewu.

Ale dziś mój Mistrz od Remontu poinformował mnie, że była inspekcja. Czyli dziady czytają maile. Ciekawe czy czytają mego bloga? Jeśli tak, to uprzejmie informuję, że ściany między kuchnią a pokojem nigdy nie było i to nieprawda jest, że dziś ją ktoś zdemontował. Proszę nie wierzyć donosicielskim sąsiadom.

Ogólnie ekipa jest fajna. Dziś poznałem jeszcze jednego pana. Bardzo uczynny, miły i sympatyczny. Na razie więc odpukać w niemalowane – panowie od remontu są OK.

Mamy nawet taki mały zakładzik. Mistrz mówi, że remont potrwa 2 – 3 tygodnie. Ja się nie znam, skoro tak mówi, to mu wierzę. Ale oczywiście życzliwi donoszą, że czas ten należy pomnożyć przez dwa. Sąsiad się uniósl lekko, jak go o tym fakcie poinformowałem i powstał zakład – ja stawiam wódkę, jeśli 2 – 3 tygodnie prawdą będą. A jeśli nie, to on stawia dwie. Aha, ja i tak zamierzam policzyć się z panami na koniec, także i tak ja dwie wódki postawię w razie przegranej zakładu.

Reasumując, dwie wódki będą bez względu na to, kto wygra zakład. Ech, my Polacy! Tylko pić umiemy.

A pamiętam jak dziś rok 1980, jak się do bloków wprowadzaliśmy. Tato po wykończeniu mieszkania też się z panami w kuchni „rozliczał“. Kurczę, a miałem wtedy 4 lata. Dziwne jest to, że pamiętam mnóstwo takich durnych rzeczy. Ale ja wszystko co umiem, nauczyłem się od mego taty. A dziś mamy dzień mamy. Ciekawe czy jest dzień starszej siostry? Bo ta, cwana gapa wszystko co jej rodzice kazali zwalała na mnie. Ale gotowania akurat nie żałuję, że się nauczyłem.

 

Kilka słów o zastępczym lokum – dwa pokoje, garderoba, wanna, balkon. Nie wiem jak powiedzieć właścicielom, że się chyba nie wyprowadzę od nich.

Aha, nie mam telewizora i dobrze mi z tym. Tylko jednej rzeczy żałuję – ruszył French Open i cholera nic nie obejrzę.

Internetu też nie ma ale na szczeście telefon potrafi tworzyć sam sieć internetową, więc laps po necie hula.

Konkurs na fototapetę zostaje odłożony. Pan Mistrz od Druku zaśpiewał cenę – tapeta zwykła 1 200 zł, a samoprzylepna – 1 500 zł. Ale może podziękuję za szklarza i kupię gotwe rozwiązania szklane – oszczędność ok. 1 500 zł. Zobaczymy. I tak mi drzwi wejściowe wyskoczyły niespodziewanie. 2 300 zł tylko. Remont to tylko same wydatki. Nie polecam.

 

światowizja

Wczoraj odbyła się Eurowizja, i ja – słowianin, postanowiłem zorganizować moją własną światowizję. Używam przedrostka świato, bo nie wiadomo, kto weźmie udział w głosowaniu.

Także rozsyłajcie po znajomych, publikujcie na tablicach na swoich mordoksiążkowych profilach. Puśćcie plotkę w świat.

Ogłaszam światokonkurs na moją nową fototapetę. Zrywam starą, kolorową i stawiam na czarno-białą. Oczywiście kolory, kontrasty i inne światłocienie będą później, w ramach nagrody, podrasowywane przez wybitnego, światowego (a co tam, niech ma kolega!) fotografa – marszulla.

No to gotujcie się do oddawania głosów. A propos gotowania. Wczoraj zrobiłem sos z grzybów suszonych. Kilka godzin w mleku moczone, odcedzone. Mleka po grzybach nie wylewać. “Po jakiego grzyba nie wylewać?” zapytacie? Za chwilę wyjaśnię. Na patelnię dajemy masło, wrzucamy cebulę i grzyby i dusimy. Dodajemy mleko – ta da! i dusimy dalej, aż się płyn zredukuje. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie dodał ociupinki sosu rybnego! Ogłaszam wszem i wobec, że sos najlepszy na świecie!

Fotografia, która wg was jest najfajniejsza z tych zaproponowanych zajmuje w waszym rankingu 1 miejsce i automatycznie 8 pkt.

2 miejsce – 6 pkt

3 miejsce – 4 pkt

4 miejsce – 2 pkt

5 miejsce – 1 pkt

 

BTW: właśnie widziałem zwycięzcę/zwyciężczyni Eurowizji. Na miłość boską, co to jest? Rozumiem, że można się źle czuć we własnej płci, ale niech chłop wygląda jak chłop, a baba – jak baba!

 

 

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑