Uncategorized

stało się, czyli wigilia i ten dzień

Mieszkanie kupiłem w 2005 roku urządzone i gotowe do zamieszkania. Było to i na rękę, i wygodne, i tanie. Remoncik na dzień dobry za bardzo obciążyłby mi zobowiązanie hipoteczne. W sumie, po 9 latach stwierdzam, że Sadyba, to takie moje miejsce na Ziemi. Fajnie mi się mieszka. No ale oczywiście jest na drugim miejscu, zaraz za … każdy wie za czym.

Po kilku latach nosiłem się z zamiarem remontu. Chciałem wywalić tę nieszczęsną ścianę pomiędzy kuchnią a pokojem. Uf, nie zrobiłem tego. Teraz jest czas na rozpierduchę generalną.

W ubiegłym roku już nawet miałem architekta umówionego ale coś nie wyszło. Nie miałem nastroju i funduszy.

W lutym zabrałem się ostro do realizacji planu. Skończyło się jednak na usłudze architektonicznej. Nie polecam tej firmy. Projekt ogólny bardzo fajny ale o szczegółach pani już nie pamiętała. Pobujałem się z nimi lekko ponad miesiąc i już projekt był.

W międzyczasie przyuważyłem samochód parkujący pod moim blokiem. Pan reklamował się z remontami i innymi wyburzeniami. Urzekła mnie rejestracja – BKL. Czyli swój chłop. No jak się śledź z Białego nie dogada się z człowiekiem z Kolna? No jak!? W Kolnie byłem raz służbowo – bardzo miły pan dyrektor dyrektorował bankowej placówce.

Pan Mistrz od Remontów (nie wiem, czy Robert życzyłby sobie, żebym zdradzał jego imię, więc używam pseudonimu) okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, więc wiedziałem, że wszystko musi się udać. Hm, piszę troszkę na wyrost z dużym optymizmem, bo dopiero pierwszy dzień za mną. Ale jestem dobrej myśli. Sąsiad zrobił na mnie pozytywne wrażenie.

Z mieszkania wyrzuciłem połowę rzeczy.

Elektrorzeczy, meble, lustro, światło oddałem do ośrodka, w którym mieszkają dziewczyny po przejściach poprawczakowych – też bardzo miłe osoby. Dziś przyjechały dwie podopieczne – jedna chyba udusiła chłopaka poduszką, bo chrapał, a druga z mamą zrobiła skok na bank. Mam nadzieję, że nie na mój, chociaż …

Ponoć dziewczyny 15-letnie ale zdrowe! Jedna dźwignęła sama kuchenkę!!! Szacunek.

 

Oh, będzie wstawka. Wracam dziś z Sadyby. Stoję na przystanku przy Moście Świetokrzyskim. Podchodzi młody chłopak z brudnymi pazurami i się pyta, czy może zadzwonić z mego telefonu, bo zostawił swój w autobusie. Hm, miałem wrażenie, że pod wpływem jest. Ale chyba nie alkoholu. No dobra, trzeba ludziom pomagać. Wykręcam numer, czekam. Po chwili odbiera dziewczyna. Ok, wersja się potwierdza, więc oddaję telefon prawdopodobnie fanowi słuchania płyt winylowych. Umówili się pod Agrykolą (no ciut nie tam gdzie chłopak był ale niech nagina).

Kiedyś w Seacaucus, jak się przesiadałem, to też poprosiłem o telefon jakąś lalę, żeby zadzwonić. Wywiązała się nawet sympatyczna rozmowa. Ale gdzie mi tam na Long Island? Daleko.

 

No dobra, wracam do remontu. Wysłałem maila do mojej szanownej administracji. Poinformowałem uprzejmie, że remontuję się i w związku z tym potrzebuję – namiar na osobę do odłączenia wody w pionie oraz koloru farby na klatce, co by ścianę odmalować, jak drzwi wymienią. Zero odzewu.

Ale dziś mój Mistrz od Remontu poinformował mnie, że była inspekcja. Czyli dziady czytają maile. Ciekawe czy czytają mego bloga? Jeśli tak, to uprzejmie informuję, że ściany między kuchnią a pokojem nigdy nie było i to nieprawda jest, że dziś ją ktoś zdemontował. Proszę nie wierzyć donosicielskim sąsiadom.

Ogólnie ekipa jest fajna. Dziś poznałem jeszcze jednego pana. Bardzo uczynny, miły i sympatyczny. Na razie więc odpukać w niemalowane – panowie od remontu są OK.

Mamy nawet taki mały zakładzik. Mistrz mówi, że remont potrwa 2 – 3 tygodnie. Ja się nie znam, skoro tak mówi, to mu wierzę. Ale oczywiście życzliwi donoszą, że czas ten należy pomnożyć przez dwa. Sąsiad się uniósl lekko, jak go o tym fakcie poinformowałem i powstał zakład – ja stawiam wódkę, jeśli 2 – 3 tygodnie prawdą będą. A jeśli nie, to on stawia dwie. Aha, ja i tak zamierzam policzyć się z panami na koniec, także i tak ja dwie wódki postawię w razie przegranej zakładu.

Reasumując, dwie wódki będą bez względu na to, kto wygra zakład. Ech, my Polacy! Tylko pić umiemy.

A pamiętam jak dziś rok 1980, jak się do bloków wprowadzaliśmy. Tato po wykończeniu mieszkania też się z panami w kuchni „rozliczał“. Kurczę, a miałem wtedy 4 lata. Dziwne jest to, że pamiętam mnóstwo takich durnych rzeczy. Ale ja wszystko co umiem, nauczyłem się od mego taty. A dziś mamy dzień mamy. Ciekawe czy jest dzień starszej siostry? Bo ta, cwana gapa wszystko co jej rodzice kazali zwalała na mnie. Ale gotowania akurat nie żałuję, że się nauczyłem.

 

Kilka słów o zastępczym lokum – dwa pokoje, garderoba, wanna, balkon. Nie wiem jak powiedzieć właścicielom, że się chyba nie wyprowadzę od nich.

Aha, nie mam telewizora i dobrze mi z tym. Tylko jednej rzeczy żałuję – ruszył French Open i cholera nic nie obejrzę.

Internetu też nie ma ale na szczeście telefon potrafi tworzyć sam sieć internetową, więc laps po necie hula.

Konkurs na fototapetę zostaje odłożony. Pan Mistrz od Druku zaśpiewał cenę – tapeta zwykła 1 200 zł, a samoprzylepna – 1 500 zł. Ale może podziękuję za szklarza i kupię gotwe rozwiązania szklane – oszczędność ok. 1 500 zł. Zobaczymy. I tak mi drzwi wejściowe wyskoczyły niespodziewanie. 2 300 zł tylko. Remont to tylko same wydatki. Nie polecam.

 

0 Komentarzy

  • renata

    2-3 tygodnie? może i się zmieści w czasie. Może nie natrafi na niespodzianki, które dezorganizują remont (np. krzywa ściana, wystająca rura;-)

    Może też zdąży motywowany zakładem (wódką znaczy)…Tylko upewnijcie się chłopcy, że wszystko wyschło i…zakład nie zarzutował na jakość 😉

    czy Pan od remontu czyta ten blog? jeśli tak, to przesyłam pozdro od Pana od remontu z Łodzi, co remont kuchni miał skończyć w tydzień, a się rozbujał na 4 tygodnie.
    🙂

  • mdobrogov

    wymiar: W 240 cm, Sz 400 cm. A jeśli zdecyduję się na zdjęcie pionowe na mniejszej ścianie, to 240 x 139. Dziękóweczka z góry. W piątek pierzemy brudy?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.