Miesiąc: grudzień 2022

nasłuch gugle

bodajże prawie dwa lata temu, bo 2 lub 3 stycznia 2021 mieliśmy dyskusję, ciekawą dyskusję na temat permanentnej inwigilacji internetowej.

Oczywiście standardem jest wyświetlanie reklam kilka chwil po tym, jak my czegoś szukamy do kupienia w necie. Pamiętam propozycje pralek … kilka dni po tym jak zakupiłem jedną.

Ale tamtym razem poszło o nasłuch telefonowy. Że niby rozmawiasz sobie prywatnie w gronie (telefony w kieszeni albo na stole) i nagle za chwilę na internetach pojawia się niby od niechcenia reklama TEJ rzeczy, o której rozmawialiśmy.

Zrobiliśmy wtedy eksperyment. Celowo zaczęliśmy rozmawiać o piwie. Że lubimy piwo. Że nie ma nic lepszego niż zimny napój z pianką. Że Heineken, to jest coś co lubimy (nieprawda!). I tak dalej. I nic!

I tu nasuwają się dwa wnioski:

– albo wybraliśmy zły produkt, bo alkoholu się nie reklamuje. W sumie mogli bezalkoholowy produkt nam zaoferować

– albo iPhone broni się skutecznie przez takim nasłuchem. Wszyscy, jak jeden mąż mieliśmy telefony z nadgryzionym jabłkiem

Kilka razy robiłem ten eksperyment i nic!

Na niedawno zakończonych Świętach pewien pan i moja siostra …

Piszę „pewien pan”, bo jak napiszę kto to był, to od razu szwagier mnie wydzwoni i znowu zażąda tantiem i będzie się pytał, czy mam jego zgodę na cytowanie.

No więc wspomniane wcześniej osoby przytoczyły przykłady tego, jak reklama w internecie pojawiła się za chwilę po tym, jak sobie dyskutowali o tym. Siostra z koleżanką o portmonetce dywagowała i … PACH … wyskoczyła reklama portfela. Akurat takiego samego, jaki siostra aktualnie posiada!

Jeśli chodzi o mnie, to ja zauważam inne prawidłowości związane z moją aktywnością w sieci. Medyczne akurat. Sprawdzałem jaki jest limit cholesterolu i co to znaczy i … PACH … na drugi dzień artykulik na onet o tym, jak uważać, co jeść, żeby nie mieć problemu z zatykaniem się żył.

Ostatnio też miałem podwyższony kwas moczowy (już jest w porządku, proszę się nie martwić) i … PACH … na onet pokazuje się artykuł o krwi.

Muszę odstawić onet.

Wczoraj pisałem o … Kanale LaManche (przymrużenie oczka) i dziś na onet pokazuje mi się …

anal canal

nie, to nie będzie o Kanale LaManche. Nie wiem czemu tak ścichapęk pewna dykteryjka sprzed lat mi się przypomniała?

Mój serdeczny przyjaciel Radzio(sław) i jego wtedy przyszła żona zapisali się na początku milenium na kurs językowy. Przyszła małżonka tak dała po nauce, że nawet do egzaminu First Certificate podeszła. I zdała go! Taka zuszka dziewuszka. Przyszły jej mąż wykazał się lenistwem i nie podszedł, i w konsekwencji nie zdał.

W grupie językowej mieli takiego Sralę Mądralę. A co robi klasyczny Srala Mądrala? Oczywiście je wszelkie rozumy.

Nie wiem, dlaczego padło pytanie „jak jest odbyt po angielsku”? Nie wiem jaki był temat lekcji. Czy to lektorka miała dosyć Srali Mądrali i dla zaskoczenia zapytała o to? Coś w stylu „a teraz coś z zupełnie innej beczki”? Nie wiem, nie dowiadywałem się. Wiem, że pytanie padło.

Cisza, nikt nie odpowiada i tu oczywiście Srala Mądrala błyska wiedzą:

Anal canal!

Ja nie jestem aż taka bystrzacha z języka lengłidż, ale szczerze przyznam, że wtedy nie wiedziałem, jak to jest po nie naszemu. Pani lektorce chodziło o anus – odpowiadam na niezadane jeszcze przez komentujących pytania.

Jakiś do dupy ten wątek. Nie wiem, czemu ta scenka przyszła mi do głowy?

Wczoraj zadebiutowałem w saunie nie fińskiej. Tyle się słyszy o fińskich saunach, że inne banie jakoś wrażenia nie robią. No może ruska bania by jeszcze zrobiła, ale bojkotuję ten kraj od lutego.

Byłem w szwedzkiej saunie. Nic nadzwyczajnego, bo byłem wcześniej kilka razy, ale to zawsze była taka zwyczajna sauna, jakich wiele w Polsce. Wczoraj byliśmy na takim seansie wieczornym dla dorosłych. Żadne bezeceństwa, po prostu nie było bachorów. Przyciemnione światło, kandelabry wzdłuż basenu. Fajnie się pływało, ale jednak sporo ludzi. Komfort pływania taki sobie, ale dla chcącego nic trudnego. Te pluskanie zaczynało się o 16.30. Ach czego tam nie było?! Owoce rozdawali, wodę z cytryną, wodę bez dodatków. Naprawdę fajny wieczór. Od 17.30 zaczęły się seanse w wolnostojącej saunie. Trzeba było tylko przejść 10 m po podwórku.

Atrakcją były olejki dodawane do wody, która była polewana po rozgrzanych kamieniach. Raz na mojej siłowni jakiś koleś polał czymś zapachowym i niestety nie spodobało mi się to. Także tym razem też byłem sceptycznie nastawiony. Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. Pani polewająca zaczęła odprawiać ni to tańce, nie to rytuały. Raz z ręcznikiem, raz z wachlarzem. Chodziła dookoła kamieni zwrócona do nas przodem i machała tym co miała w ręku. Różne techniki machania były usprawniane. Efekt był bardzo fajny. Czułem się jak w piekarniku z turboobiegiem. Pani prowadząca opowiedział co zamierza z nami zrobić, jakich zapachów użyć i czemu miałyby one służyć. Ale zrozumiałem tylko „lajm” i „blod”. Pomyślałem więc, że jakiś lemonkowo-cytrynowy olejek na poprawę krążenia krwi. Na koniec pani nam polała mięty i dobrze mi nozdrza przeczyściło. Niestety te podmuchy wywoływane przez panią potęgowały gorąc i paliło mi górne drogi oddechowe, głowę i plecy. Na szczęście koniec był szybki po mięcie.

Na zewnątrz wszyscy parowali i wyglądaliśmy dosyć osobliwie. Zapytałem pani co nam zrobiła, bo nie rozumiałem po szwedzku. Okazało się, że był jeszcze cynamon, imbir i … maharadża. Na relaksację. Zaprzeczyła, jak zapytałem o tą krew. A ta mięta na koniec to już na poprawę oddychania. Ale to wiadomix.

Fajny, ciekawy seans. Muszę jeszcze raz się tam wybrać i zapisać.

A może do Finlandii pojechać i tam spróbować?

opowieść wigilijna

Święta, święta i wiadomo po czym już.

Magia Świąt istnieje. Tak zwany Christmas spiryt mnie dopadł! A właściwie stróżów prawa.

Od kilku dób (no właściwie za chwilę będzie od tygodnia), dni mamy coraz dłuższe! Hura! Wiosna idzie, choć zima się ledwo zaczęła.

Ale to tylko taka dygresja, nie spiryt świąteczny.

Dawno nie pisałem, bo strach pisać. Zacytuję tu kogoś i ten ktoś mi za chwilę dzwoni, że tantiem się domaga, że bez zgody zamieszczam wypowiedzi. Eh ten szwagier. Pewnie pierworodny go napuścił, bo prawo studiuje.

Ale jako że Święta i koniec 2022, to skrobię coś. A niech tam.

Rano posłuchałem sobie do pobudki Radio 357 i tam młody pan redaktor opowiadał, jak to skorzystał z faktu, że kierowcy w Warszawie świętują i delektował się pustymi i przejezdnymi ulicami. Spotkał policjantów, którzy wręczyli mu prezent. Hm, w stolicy nie ma chyba magii świąt!

Wczoraj jadę rano zawieźć papę do kościoła na mszę. Nieopodal, ale ślisko było, więc zaoferowałem się podrzucić. Wjeżdżam na wiadukt i tak konstatuję, że pusto na drogach – wszyscy pewnie jeszcze śpią (9.10 była). W tym momencie widzę z daleka radiowóz i pana policjanta suszącego. Hamuję nagle, ale i tak wiem, że po balu – wpadłem! Spojrzałem tylko na prędkościomierz – 79 kmh.

Kurwa – zakląłem w myślach, bo przy papie nie przeklinam.

Już widziałem ten mandat według nowego taryfikatora!

Dobra, jadę lewym pasem, bo po prawej bus pas i ciągła linia. Jeszcze by mi i za to dali karę.

Jakiś taki spokojny zatrzymuję się – niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.

– jeśli ma pan dowód osobisty, to szybciej nam pójdzie – mówi pan policjant. Dorzuca jeszcze – no dziś to największa prędkość. Pokazuje mi radar, na którym widnieje 79 kmh. Hm, czyli jednak nie ma tolerancji na prędkościomierzu. Zawsze wydawało mi się, że prędkość faktyczna to 2-3 kmh mniej niż pokazuje auto.

– a ktoś w ogóle jeździ tą drogą – pytam, mając nadzieję, że pan policjant zrozumie, że pusto, więc zagrożenia nie stwarzałem.

– rozmowa jest nagrywana – dodaje stróż prawa – tak, jeżdżą.

W tym momencie w lusterku wstecznym zauważam jakiekolwiek pierwsze auta tego dnia. 5 aut dokładnie. No dobra, czekam na wyrok. Ciekawe, ile to będzie za przekroczenie prędkości o 29 kmh.

– czy pan kierowca obiecuje, że będzie jeździł od tej pory przepisowo? – pyta głupio policjant. Głupio, no bo jak na takie pytanie można odpowiedzieć inaczej niż:

– oczywiście!

– no to szerokiej drogi

Uffffffff.

Od 17 września za przekroczenie prędkości słono zapłacisz. Ile?

(…)o 26–30 km/h – 400 zł mandatu i 7 punktów karnych”

Ufffffffffffff.

W 2020 zrobili mi zdjęcie na Grójeckiej. 86 kmh równało się 6 punktom i 300 zł mandatu. Podwyżki były, ale trąbili o tym rok temu. Więc na kierowców blady strach już dawno padł.

uffffff.

Nie wiem co się stało? Magia świąt zadziałała faktycznie? Słyszeli, jak rozmawiałem z papą, żeby wysiadł i poszedł resztę drogi na piechotę do kościoła? A może zobaczyli, że przez ten czas posiadania prawa jazdy (ponad 29 lat) raz tylko mi punkty dali? I to dopiero w 2020? Czyli stan punktowy na moment zatrzymania był zerowy?

Dobra ta milicja. Ludzka taka. Może nadal na PiS głosować?

Wybory już w przyszłym roku.

 

a może mi się to wszystko śniło? Przecie ja mam dopiero 29 lat …

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑