• london 20-23.08.2010

    ponad pół roku minęło od ostatniego wyjazdu, upały się skończyły – czas coś porobić. Padło na londyn. o dziwo jest takie miasto jak londyn 😉 zabukowałem bilet na 7:50 oraz hotel nieopodal hotelu Państwa K. Wstanie ranne po takim długim okresie niewstawania bladym świtem nie było tragiczne. ustawiłem pearl jam „got some”, żeby przynajmniej coś zahałasowało o 5:40. Lot jakiś długi – ok. 2h30min. Dziwne, wydawało mi się, że wcześniej latało się 1h50min. no ale lato jest i upały przeogromne były, a jak wiemy latem się wszystko wydłuża, a zima kurczy. chociaż nie wiem, bo do londka wcześniej już 2 raz w sierpniu leciałam, raz we wrześniu i raz w…