Uncategorized

madonna’s gig – when heroes go down

it’s in polish. here’s a quick and essentional english translation: crap!

Madonnę uwielbiam od samego początku jej kariery. Hmm, niemożliwe chyba. Ok, od początku mojej świadomości jej kariery (brzmi sensowniej?). Jest inteligentna, sprytna, łebska i co to dużo pisać – madonna jaka jest każdy widzi.

O koncercie niedzwiecki powiedzial ponad rok temu w radio. Czekałem jak kania dżdżu tego 15 sierpnia. 4 lata temu miała królowa pop serię 6 koncertów w londynie. Mogłem, za jedyne 75 funciaków, nabyć bilet na wembley. Ale nie nabyłem (czego pożałowałem zaraz po postanowieniu niekupienia).

Dobra omijam lata oczekiwania na gig i przechodzę prosto do daty 15 sierpnia 2009.

Jestem po koncercie Królowej Pop mega rozczarowany. Nie wiem co to było! Wyglądało to wszystko jak jeden wielki teledysk, jak jedna wielka dyskoteka. Wszystkie stare utwory miały nową, dyskotekową aranżację. “La isla bonita ” brzmiala komicznie.

Madonna zrobiła ze swojej kariery szopkę, parodię.

W pewnym momencie wygladało to jak cygański tabor czy też cyrk! Na scene wjechała fura z całą trupą Królowej.

Na telebimach dzwięk wchodził z kilkusekundowym opóźnieniem.

Po koszmarnym “doli doli”, a przed jeszcze bardziej koszmarnym “you must love me”, ludzie, zgodnie z ustaleniami oficjalnego fan clubu, zaczęli śpiewać “happy birthday” i “sto lat”. Królowa w trakcie oznajmia “nie znam polskiego ale wydaje mi się, że chyba śpiewacie “happy birthday” po polsku. Zagłuszyły was skrzypce mojego grajka. Zaśpiewajcie jeszcze raz”. No i ludzie śpiewają znowu. Brzmiało to słabo, cicho, niemrawo. Po wyciu chóralnym Madonna wzruszona mówi “Urodziny moje są jutro!”. Lekka konsternacja.

Zero jakiegoś kontaktu z widzami. Raz zwróciła uwagę na chłopaka, który miał napis “You changed my life”. Madonna powiedział, że to my, fani zmieniamy jej życie. Miłe, mimo że tandetne i oczywiste.

Wiem, że nie potrafi śpiewać itd. Ale taka dykteryjka – trzeci utwór koncertu, to “human nature”. Madonna sama na scenie z gitarą. Śpiewam lepiej od niej. Mega fałsz, głosik cieniutki. I na dodatek, o ironio, ona pieje “and i’m not sorry”. A powinno jej być przykro.

No i jak śpiewała to “human nature” to jej głos świdrował mi mózg. Już miałem dosyć tego “show”. Powiedziałem znajomym żartem przed koncertem, że 3 kawałki i spadamy. Mało brakowało, a by się spełniło.

No i w trakcie 3 utworu zaproponowaliśmy sobie odejście jeszcze jeden kilometr do tyłu na piwo i kiełbasę.

Później podeszliśmy z boku i staliśmy przy trybunie VIP. Tak gdzieś z 500 m na ukos od sceny.

Bardzo dużo playbacku. Wiła się po tej scenie, robiła cuda niewidy, tylko po to, żeby odwrócić uwagę od swojego “śpiewu”.

Na VIP trybunie można było słyszeć ją oraz pogłos z tyłu. Mega dyskomfortowe uczucie, szczególnie jak jest się na koncercie 😉

Z niecierpliwością czekałem końca tej szopki. “4 minutes”, “Like a prayer”, “Frozen” słuchaliśmy w drodze do wyjścia. “Ray of light” już prawie na przystanku tramwajowym, a “give it to me” w ogóle nie słyszeliśmy.

Reasumując – Pomyłka, mega rozczarowanie. To nawet nie był  show. A jeśli był, to mega nijaki.

Ale może dobrze, że byłem. Bo tak to bym żałował, że jej nie widziałem. Tylko teraz żałuję, że ją widziałem.

Byłem mega wkurzony po koncercie. Później mi przeszło i nawet się z tego śmieliśmy. Ale za chwilę wkurzyłem się znowu jak przeczytałem recenzje w necie. Albo zapłacone, albo ci ludzie tam nie byli, albo ja i wszyscy ci, których pytałem sa nienormalni.

A nie! już mam. Madonna miała zarąbisty kontakt z fanami. Dwa razy zawyła “u u”. A ludzie jej “u u”-back.

I fajny był koniec (znam z opowieści, bo już pędziłem tramwajem prawdziwym do metra). Zakończył się “give it to me”, na ekranach gigant napis “Game over”. Światło się zapala i można już spadać na chatę.

Królowa jest naga.

m

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.