Uncategorized

belly

czyli maciek.

Kiedyś namiętnie, żeby nie powiedzieć nałogowo, grywałem w literaki na kurniku. Tam zapoznałem przyszłą paniom prof. ze Szczecina. Nawciskałem jej głupot, że mam 17 lat, a ta uwierzyła. No nic. Ja nie o tem. Aha, dodam, że prałem ją na kwaśne japko w te literaki. Z 2000 do 200 może było. Na moją korzyść. Teraz pewnie pani prof. by mnie zmasakrowała, bo dawnom nie grał.

Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. W tej durnej grze są durne wyrazy, jak ćelo, ęsi, czy maciek. A z kolei nie ma pięknych podlaskich słów, jak na przykład wiszczeć.

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „wiszczy”, przeciwnik sprawdził …i nie było! Straciłem kolejkę i nasłuchałem się wyzwisk. Jak to nie ma „wiszczeć”?

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „żygać” i nie było. Dałem drugi raz, w innej grze … i nadal nie było. Dopiero za trzecim razem ktoś mi napisał po uprzednim sprawdzeniu, krótką wiadomość – przez rz! Jak to przez „rz”?! Rzygać? A nie żygać. Dziwne. Aż sprawdziłem w słowniku …i się wielce zdziwiłem.

Jakież było moje zdziwienie, jak ktoś mi ułożył „maciek“, ja sprawdziłem …i było!!! Jak to? Jestem w tej grze? Ponoć „brzuch” to znaczy. Dziwne. Pierwszo słyszałem. Jak tłumaczę to teraz moim zagranicznym znajomym, to się też dziwują i się tylko pytają „why did your parents name you belly?”. No właśnie mamo i tato! A miałem być Rafał, brrr. 

Pisałem już w tym roku, że taki mały eksperyment przeprowadzam – Mniej Maćka Projekt. W sumie, to może i być Mniej maćka Projekt. 

Niepicie alku idzie mi bardzo dobrze. Nie piję. Ale chyba niestety się obżeram. A jeśli nawet to nie obżarstwo, to chyba zła dieta. Wyjątkowo powrócony jestem na pierogi, makarony i pieczywo, czyli chyba nie to co powinienem jeść. Ale cóż, jak to mówią Francuzi – mam to w du-pię!

Jakiś taki sfrustrowany chodziłem cały ten styczeń. Waga skakała. Jeden dzień 99,7 kg, a drugi 102. Coś mi się wydaje, że wagę mam zwichrowaną. Niektórzy polecają mi jakieś urządzenia do ważenia połączone ze smartfonem. Oj nie. Mniej Gadżetów Projekt. A widziałem ostatnio dokument na Netlix o minimalistach. Nawet ciekawy. Ja taki jestem chyba, bo porozdawałem dobra z lokalu mieszkalnego mego.

Aha, na Netflix się oferta poszerzyła. Dali American Crime Story. Pierwszy sezon o OJ Simpsonie strasznie cienki. A tyle nagród podostawał. No mnie nie urzekł. Zacytuję klasykwa, króla TVN – nie lubię pierdolenia o niczym.

A drugi sezon – o zabójstwie Gianni’ego Versace bardzo fajny. Ciekawie zrobiony. Morderca to świrusek. Beret ma zryty nieźle. A morduje pierwsza klasa. Z twarzy grzeczny chłopczyk. W szkole średniej powiedzieli o nim – osoba, którą najpewniej wszyscy będą pamiętać. I proszę, jak się wcześnie na nim poznali. 5 morderstw na koncie. 

Pamiętam obie sprawy dobrze. Raz, oglądałem finały NBA w polskiej TV i przerwali mecz, bo pokazywali pościg za OJ Simpsonem. Kompletnie nie kojarzyłem kto to, ale w Stanach to ponoć legenda. Koleś się wywinął z tego morderstwa swojej ex, ale skończył marnie i tak. Stoczył się pan.

A pamietam też gorące lato 1997 i w Teleekspressie podali, że przed swoją willą zastrzelono kreatora mody Gianni’ego Versace. 

Ale ja nie o tem.

Dziś niezawodny onet mnie natchnął. Jaki masz brzuch?! 6 typów.

Paczę na drugie zdjęcie i widzę – Brzuch Tarczycowy! Powód: niedoczynność tarczycy i niespalanie wszystkich kalorii. Solucja? Farmakologia. I tu tak. Po pierwsze – żadnych lekarstw! Nawet na cholesterol nie biorę, bo nie chcę się na całe życie uzależniać. Poza tym poziom 223 przy normie maksymalnej 190, to umówmy się, żadne halo! Ale ta tarczyca mnie zmartwiła. Ale po sekundzie myślę tak – ale ty durny Maciek. Przecie ze 2-3 lata temu badałeś się prawie cały na te poty. I w pierwszej kolejności poszła do sprawdzenia tarczyca. Hormon w porzo! 

No to myślę sobie, coś nie tak z tym brzuchem tarczycowym. Ale przesuwam wzrok po wykresie i widzę Brzuch typu Jabłko! Kurna! Japko mam w telefonie i w laptopie, ale jako owoc? No nie za bardzo przepadam za owocami. Wzdęcia mam. 

I wszystko mi się zgadza z tym brzuchem. Prawie wszystko. Bo chyba tych cukrów nie wciągam. Ale znowu ten alkohol. Czyli dobrze, że mam przerwę. Bo nie dość, że może waga spadnie, to i może maciek się zmieni. Może w gruszkę? Wzdęty? A może stresowy? Fajnie by było. Bo to jabłko mi jakoś nie leży.

Rozwiązuję to na razie dobrze. Bo:

– zmieniłem dietę

– nie ma picia

– (chyba) eliminuję puste kalorie

I tu, kochani, uwaga! 23 stycznia jest. Projektu ze 3 tygodnie za mną (dziwny szyk zdania, co?). Nie chcę dmuchać w moją własną trąbkę (to idiom taki, proszę nie śmiać się – to blow one’s own trumpet) ale dziś moja (chyba) zepsuta waga pokazała …

Yass! 2,1 kg mniej maćka!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.