jedzenie,  życie

zły w oczach

To był bardzo wzruszający, emocjonalny weekend! Łzy w oczach miałem.

Przede wszystkim pogoda nie była taka ostatnia.

Zaczęło się w sobotę. Iga Świątek podbiła Paryż. Mistrzyni turnieju Wielkoszlemowego French Open/Roland Garros.

Jeździłem sobie dookoła Lasu Kabackiego.

Polecam tę ścieżkę. Można w kilku miejscach wyrżnąć w drzewo. Taki slalom gigant. Ale kask na głowie, pyś się cieszy i jazda. Zjechałem do baru koło 15.30 i co ja patrzę! Nasza Iga wygrywa 3-0. Zamówiłem grilla, piwo, skorzystałem z toalety i siadam. Oj! 3-3. Chyba pecha przyniosłem naszej. Ale oglądam. Piękny pierwszy set. Jak ona gra! Drugi set to chyba już kontuzja albo zdeprymowanie przeciwniczki. Co prawda na początku drugiej partii Amerykanka urodzona w Moskwie przełamała Igę, ale kolejnych 6 gemów padło łupem Polki. Ależ dziewczyna gra odważnie. Nie boi się. Zmienia tempo. Ręce same zaczynały bić brawo. Po ostatniej piłce łzy mi napłynęły do oczu.

Szkoda, że Radwańska nie wygrała takiego turnieju. Ale cóż, ona nie miała nigdy siły. Technicznie była genialna. Potrafiła taktycznie dobić przeciwniczki. Tylko jak się nie ma siły, to łatwiej dobiec do piłki. Poza tym trafiła na generację bum-bum, czyli Siostry Williams, Azarenka i Szarapowa. I też chyba niefortunnie się stało, że została przy tym swoim trenerze Wiktorowskim. Ale nie ma co gdybać. Radwańska rozsławiła Polskę. Szkoda, że olała totalnie reprezentowanie kraju podczas Igrzysk w Londynie i Pucharu Davisa. Ale nazwisko w świat poszło. Na US Open 2009 roku zamawiając picie i jedzenie pan zapytał skąd jesteśmy. I jak usłyszał Poland, to od razu skumał Radwańska.

Mam nadzieję, że teraz Iga będzie taką samą ambasadorką. Fajnie! Do przodu, po swoje! 19 lat i taki sukces.

Wzruszające również były gratulacje od legend tenisa, od Naomi Osaki (mistrzyni US Open 2020, była numer 1), od męskiego numeru 1 Novaka Djo-covida, od Lewego, od Radwańskiej.

Wiem, że może nie wszyscy się interesują tenisem, ale trzeba zaznaczyć, że to co zrobiła Iga Świątek jest wyjątkowe.

– jest najmłodszą zwyciężczynią turnieju od 1992 roku (Monika Seles była ciut młodsza, a jakie osiągnięcia ma pani Seles każdy wie)

– jedyna nastolatka od 1997, która wygrała ten turniej

– jest najniżej notowaną zawodniczką, która wygrała turniej od czasów wprowadzenia oficjalnego rankingu (1975)

– wygrała turniej bez straty seta (kilku osobom to też się udało. Rafa Nadal zrobił to wczoraj po raz 3 lub 4)

– żadna z przeciwniczek nie ugrała w całym meczu więcej niż 5 gemów z naszą Igą

– żadna z przeciwniczek nie ugrała w secie więcej niż 4 gemy

– tylko dwie przeciwniczki (na 7) zdołały uniknąć wyniku 6-1 w secie.

– jest pierwszą Polką, która zdobyła tytuł wielkoszlemowy w singlu (wśród Polek i Polaków)

I tak w ogóle, to miło się jej słucha po angielsku. Nie dość, że fajny akcent, to jak na 19 lat, mądrze mówi. Jest skromność i ta dziewczęcość. Brawo Iga!

 

W sobotę wieczór zostałem zaproszony do Słodkokwaśnej. Żeberka i tatar. Uf, prosto, nie trzeba było stać przy garach za bardzo. Ale jak zwykle, dań wyjechał na stół koło północy. Do dziś boję się na wagę stanąć. Całą niedzielę pościłem. Dopiero koło 20 poszedłem na pizzę do Segmentu. Robert akurat coś eksperymentował przy plackach i postawił mi na stole … gwiazdę.

Popróbowaliśmy i stwierdziliśmy, że chyba nie. To nie jest dobry czas na takie wypieki. Choć te rożki wypełnione słonym serem fajne. Zamówiłem sobie pizzę z serii „Wiesz co, zjadłbym pizzę, ale nie wiem jaką”. I super w Segmencie jest to, że właściciel już wie, jak mi dogodzić. Jego drugi pizzer też jest kreatywny, ale jemu trzeba podpowiedzieć z czym ta pizza miałaby być lub nie. W sumie sytuacja jest win-win. Bo ja smacznie się najadam, a oni eksperymentują. I tym razem zjadłem nowość, która się pokaże za niedługo w menu. Mniam i mlask!

Na koniec pan właściciel podsunął mi talerzyk z rybkami. Czy znam – pytał się. Bo brat przywiózł z Białostockiego. No znam – mówię mu – Czasem robię sam. Kolega nie znał. Ale te rybki takie nie w moim smaku. Ciut za słodka zalewa. Kolega też chyba fanem nie został, ale wszystko ze słoika wyjadł.

Okazało się, że Polska gra. Choć gra to może za dużo powiedziane. Przynajmniej wyglądali lepiej niż w meczu z Holandią. Restauracja Segment jest fanem Legii i polskiej reprezentacji. I to tyle w temacie futbolu.

Tatar został przyrządzony z mięśnia sercowego. No kawał klocka. 1,8 kg. Po oczyszczeniu już tylko 1,4 kg. Ale 6 zł za kilogram, także żadna strata. Tatar pyszka. Polecamy serdecznie. Bardzo delikatne mięso. Na grubych okach trzeba mielić.

Żeberka takie jakieś ciut przy suche miejscami. Ale lepsze niż te moje z 7 marca.

I polecamy serdecznie alcorythm. Może nie będę mówił do czego to służy, bo wyjdziemy na jakichś alkoholików, ale sprawdzony to produkt. Działa. W niedzielę samopoczucie bardzo dobre. I wydaje mi się, że w sobotę, jakoś ciut po północy, pani Słodkokwaśnej zasugerowała, że mnie do bramki odprowadzi. Zróbcie w końcu ten domofon! Żeby nie trzeba było się fatygować z gośćmi do wyjścia.

 

Także w niedzielę obudziłem się objedzony. Rower był krótki, bo jakoś nie za bardzo było ciepło, jak się pędziło na dwóch kółkach. Ale za to spacer po lesie był jak ukojenie. Jesień polska w połączeniu z promieniami słonecznymi jest bajkowa na łonie natury. Fajne kolory.

To była niedziela jak się zowie.

 

A dziś przeczytałem, że, od wiosny 2021, po 110 latach Czesi przestają produkować Lentilky. Powodem jest zmiana receptury i opakowania – informuje czeska stacja Radiožurnál. Germania będzie teraz to robić. To już nie będzie to samo. Łzy w oczach!

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.