Tag: covid 19 (Page 1 of 2)

drugie (sz)czepienie

jeszcze wczoraj napisałbym nic albo krótkie „motyla noga”, bo przecie nie bluzgam i nie użyję staropolskiego „kurwa mać”, c’nie?

We wtorek się zaszczepiłem po raz drugi i mam pewne przemyślenia.

Po pierwsze, 14 maja miałem imieniny i tylko jedna osoba spoza rodziny złożyła mi życzenia. Reszta? A widziałem się tego dnia z niektórymi (akcja podłoga) i rozmawiałem przez telefon. Hm, foch i wielkie „buu” proszę Państwa. Zapamiętane.

A tak na serio, to ludziki się chyba mogą pakować i znikać z planety Ziemia. Duran Duran zrobiło pierwszy teledysk wyreżyserowany przez Huxley. Niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to sztuczna inteligencja.

Po drugie i po dalsze, i tym samym wracając do dziabnięcia, to wszystko zakończyło się wielkim „auć!” jak pani wyciągała igłę z ramienia. Do tej pory mam czerwone na ręce. Niedobra pani. Za pierwszym razem młody pielęgniarek (pielęgniarz?) mnie dziabał i było bezboleśnie.

Dziś szczepił się mój pan (kierownik) i powiedział mi, że ponoć jest jakaś różnica między świeżo otwartą (ledwo rozmrożoną) szczepionką, a taką już lekko … zdechłą, tzn. przeleżaną, oczekującą na wkłucie. No nie wiem. Moja druga szczepionka była świeżo otwarta, a pierwsza już chyba nie za bardzo, bo gołym, okiem widzę różnicę.

I teraz, i w kwietniu niebo po południu było pochmurne. Tylko tym razem złapał mnie kapuśniak jak próbowałem skompletować 10 000 kroków. Już pod nosem mruczałem, że źle się to skończy.

Oczywiście asekuracyjnie zaaplikowałem sobie apap. Tym razem skóry tanio nie sprzedam – pomyślałem. Siedzę sobie wieczorkiem w domu, relaksuję się relaksując się relaksującymi rozrywkami i czuję jak mię zaczyna rozbierać po 22.00. Drugi apap poszedł w ruch. Jaki ty Maciek zapobiegawczy jesteś – mówiłem sam do siebie. Lubię z kimś mądrym czasem porozmawiać.

Zasnąwszy szybko, koło 23.00. Obudziwszy się jeszcze szybciej. Już po otworzeniu ocząt mych błękitnych wiedziałem, że środa to musi być ledwo zaczęta. Paczę na zegar – 00:19. Kacze pióro! – zakląłem szpetnie i poszedłem dalej spać.

O 2:39 koniec snu, Maciuś wyspał się, czy nie, mój organizm stwierdził, że … bedzie tego.

Poprzewracałem się z boku na bok. Zacząłem myśleć o … pracy. No nienormalny jestem. Dziwna ta szczepionka. Pewnie to dlatego, że świeżo otwarta była. Przecie ja nigdy o pracy a) nie myślę, ani b) nie śnię.

Po 3 rano zagraniczne towarzystwo wpadło na wirtualną domówkę. Każdy z osobna.

Mark z Australii w sumie nie kumał tematu, bo on drugą dawkę dopiero dostaje w czerwcu. Mike z Kansas City albo się przejęzyczył, albo wyłączyło mu internet, albo miał awarię prądu, bo biedak najwyraźniej nie dokończył swej myśli w wiadomości – you look awful.

Jestem pewien, że chciał napisać, że wyglądam strasznie super, strasznie bardzo dobrze, strasznie niestrasznie jak na drugą-dawkę-szczepionki-która-cię-dobija. Także Majkowi daję straszne „buu”. Choć z drugiej strony wyglądałem strasznie … nieuczesanie.

Odnośnie wyrażenia ze słowem strasznie, to muszę przyznać, że strasznie to dziwny dodatek jest. Oglądałem dziś film i grała tam (na szczęście grała, bo twarz się w końcu jej ruszała) Nicole Kidman. I ona tak przejmująco (żeby nie powiedzieć strasznie) smutnym głosem powiedziała do dziecka, które żegnała You were an awfully good guest. Ale zabrzmiało to jak kondolencja.

I tak sobie pomyślałem, że w sumie po polsku się mówi na przykład strasznie mi miło, czy też strasznie mi się podoba. Ale to strasznie strasznie mi się kojarzy z negatywną emocją. No bo coś co jest straszne, nie jest miłe i pozytywne.

A właśnie, wczoraj oglądałem horror przed zaśnięciem. Chciałem się zrelaksować i szybciej zasnąć. O Marysiu! Jakie straszne gówno. Młode małżeństwo dostało ścichapęk lalkę brzuchomówczą, która okazało się, że ożywa i pewnie się wszyscy domyślają co robi. Film strasznie … hm … kiepski. Raptem 3 osoby ubite. Nuda.

Wracając do moich nocnych rozmów …

Michael z Chicago okazał się empatyczny, bo sam przechodził covid-19 w sierpniu i szczepienie źle zniósł. Wziął przed drugą szczepionką profilaktycznie 3 dni urlopu, bo wyczytał, że tyle się agoniuje. Niestety okazało się, że tyle dni właśnie się męczył. Na szczęście, to nie była żadna agonia, bo przeżył.

Ule moje oczywiście, jak to baby, miały wiele pytań. A co tam? A jak tam? A masz gorączkę? A co masz na sobie? A uważaj, bo za Tobą Dolina Śmierci. I takie tam.

Odpowiadałem, że i am hotter than Death Valley.

Co do „czy masz gorączkę?”, to odpowiadam, że nie wiem, nie mierzę, mam do dupy dwa termometry. Tzn. sprawdzają temperaturę ciała również rektalnie, ale nigdy nie testowałem tego. One są po prostu durne i źle wskazują, według mię. Jeden termometr jest srebrny (srebrzysty?), tzn. na srebro. Unia Europejska ponoć wycofała śmiertelne rtęciowe termometry. No niby ten sreberkowy niczym się różni. Ale. Bo zawsze jest jakieś ale. Strasznie ciężko jest go strząchnąć. Ma takie urządzonko, w które się wkłada termometr i się strzącha. Do dupy ten termometr. A drugi kupiłem elektroniczny. Ale pani magister uprzedziła, że może być niedokładny. I zrobiłem test. Sreberko pokazało 36,5 stopni C, a elektronik … 34,8. No bardzo niedokładny.

Dziś pani prof. ze Szczecina uświadomiła mi, że na allegro można kupić rtęciowy. Za grosze! Zadzieram kiecę i lecę! Całe życie na rtęci jechałem.

No i tak sobie się poprzekomarzałem z zagranicznymi znajomymi. Ule najfajniejsze jednak, bo i pogadać można i w ogóle. Wiadomo, dziewczyny z Texasu i New Jersey są najlepsze.

Przez cały czas myślałem o robocie. Że muszę umowę sponsorską przygotować koniecznie. Durne to, bo w sumie mam na to kupę czasu, impreza dopiero w lipcu. A ja cały czas o tym, czy zdążę, czy dobrze tę umowę przygotuję.

O 3:30 zjadłem śniadanie, bo a) mię ssało i b) nie chciałem brać pigułki na pusty żołądek.

Hm, od tego apapu to mię tylko łeb rozbolał.

I tak do 6 rano to, już obok tej pracy, zacząłem myśleć o tym, co ja na obiad zrobię o 9 rano. A na kolację o 14.00? Się rozregulowałem.

Rano się zdrzemłem. Do 7:30, bo wtedy budzik zatrąbił. Resztką sił a) zgrabnym ruchem napisałem do pana mojego, że biorę urlop i wyłączam telefon, b) ustawiłem asystenta nieobecności w outlooku i c) wystawiłem wniosek urlopowy. Na telefonie się ciężko to robi. Strasznie duże/grube palce mam, nie trafiam dokładnie!

Dziś, w czwartek, już lepiej. Żyję. Wróciłem do żywych. Nawet do pracy zdalnie siadłem.

No fatalnie te szczepionki na mię działają. Kolega neurolog twierdzi, że to dobry znak, że organizm walczy, że system odpornościowy wspaniały. Mhm, ciekawe, gdzie była ta odporność jak 6 infekcji w ciągu roku łapałem?

 

Wniosek z tego wszystkiego – muszę pójść do fryzjera, c’nie?

jestem „special one”

Pani od Państwa z Europy na K. wyczytała, że 1% ma gorączkę po modernie. Czyli wyjątkowy jestem!

Jak przebiegało szczepienie pisałem. Ale co było dalej? O kurczaczki! Półtorej dnia wyjęte z życia.

W piątek koło 22 ścięło mnie z nóg. W sumie to dobrze – pomyślałem sobie – wyśpię się. Wskakuję do łóżka i zaczęło mnie trząść. Skończyło się na skarpetach, kalesonach i bluzce z długim rękawem. Opatuliłem się kołdrą tak, że tylko głowa wystawała i się nie ruszałem. Bo jakikolwiek ruch powodował dreszcze. Ale ja lubię takie dreszcze, więc zasnąłem bystro. Obudziłem się myśląc „jak dobrze wstać skoro świt”. Zerkam na telefon i widzę, że sobota się ledwo zaczęła – 2:28. Pomyślałem, że może pójdę się wody napić do kuchni. Toaletę przy okazji może zahaczę? Albo odwrotnie. I tu niespodzianka. Nie dało się podnieść łatwo z łóżka. Próbując różnych technik wstawania zacząłem pisać do znajomych z USA.

Ule mi powspółczyły (?)złego samopoczucia. Jedna Ula (NJ) nawet pytała kogo ma alarmować w Polsce. Tak się przejęła. Muszę ją wobec tego awansować na drugie miejsce moich najlepszych przyjaciół.

Kolega Michael z Chicago stwierdził, że tak jest, jak się jest ozdrowieńcem (on jest, ale chorował chyba w sierpniu). Dobił mnie dziś mówiąc, że po drugim zastrzyku będzie gorzej i on już trzy dni urlopu sobie zaplanował. Michael z Kansas City z kolei bezproblemowo zniósł zastrzyki. Także różnie to z tym jest.

Wczoraj było fatalnie. Ledwo się z łóżka mogłem podnieść. Ale na szczęście cały czas chciało mi się jeść i dużo pić. Z tym jedzeniem to było tak, że nic mi nie smakowało. Tzn. czułem com połykał, ale jakoś bez nieba w gębie. A piciów sobie narobiłem różnych. Skoro jestem „special one” to nastawiłem sobie na stoliku nocnym i herbatę zieloną z imbirem na dnie, i wodę, i wodę z SodaStream, i wodę z sokiem od Mamusi, i wodę z wiadomo czego z sokiem od wiadomo kogo.

Pan od Państwa z Europy na K. poinformował mnie, że oni brali paracetamol jakoś przed lub po szczepionce. No i tu problem, bo ja nie przepadam za tabletkami, czykli nie kolekcjonuję ich w domu. I tu kolega zaoferował pomoc i przywiózł mi pigułkę. Panie od Państwa z Europy na K. uprzejmie informuję, że życie mi Pan uratowałeś i dzięki temu awansuję Cię na pierwsze miejsce moich najlepszych przyjaciół. Apap postawił mnie na nogi w trymiga. Wieczorkiem, przed snem zażyłem drugą porcję i już mnie sen zmorzył. Dziś jestem jak młody Bóg. Ozdrowieniec jestem i to „special one”.

I dziś Pan od Pańśtwa z Europy na K. zarekomendował mi jakieś fajne bowle i zupy z cafe mozaika. No pierwsze miejsce jak nic się należy, c’nie!?

Odradził pizzę, bo to sam gluten. Co za mądrość!

Nie zarekomendował food court’u w moim Sadyba Best Mall’u. Osobiście jadłem tam 3 razy – pierwszy raz, ostatni raz i o jeden raz za dużo. Ale bodajże w kwietniu, czyli nie tak dawno temu, spotkałem przed wejściem Panią od Państwa z Europy na K. Okazało się, że ich dziecię przyjechało tu za pad thai’em. Dlatego dziś chciałem się wywiedzieć u Państwa z Europy na K. czy warto tam coś jednak kupować. Nie warto.

Na bazarku Sadyba mam Hindusa. Nawet chodziłem tam kiedyś, nie powiem. Ale ostatnio, jak zamówiłem warzywa w hinduskim sosie, to mnie odrzuciło. To była jakaś mrożonka. Małe, pomarszczone kuleczki i sześcianiki. A tak lubię hinduskie, no szkoda.

 

Mam jeszcze kilka dziwnych przypadków ozdrowieńców. Jeden przypadek mówi, że się szczepi w czerwcu i to tylko 1 szczepionką. Zapytałem się go, czy Johnson&Johnson przyjmuje? Odrzekł, że nie, że jako ozdrowieniec dostanie jedną porcję. Ozdrowiał 30 grudnia, czyli 6 miesięcy czekał.

Drugi kolega, Wielki Pe, ozdrowiał prawie w sam raz na moje urodziny i w dniu otwarcia jego rocznika jedna pani w ZOZ go uprzejmie poinformowała, że dopiero za 3 miesiące może się zaszczepić. Postanowił kolega umówić się na zabieg. Ale inna już pani, bo z Narodowego Burdelu Szczepień spławiła go zapraszając za 6 miesięcy. Także Wielki Pe został z niczym. No może nie z niczym, a z dezorientacją. Burdel!

Wydaje mi się, że powinna była go zapisać już teraz, tylko na najbliższy możliwy termin w jego przypadku. I tak, jestem pewien, że przyspieszyli szczepienie ozdrowieńców z 6 do 3 miesięcy po wyzdrowieniu. Także pani z infolinii nie jest doinformowana. Dezinformacja.

 

szczepcio i tońcio

zaszczepiłem się koło domciu. Eh, prawie szybka akcja. Gdyby nie …

Pani omdlała, jak ja już miałem zostać dziabnięty. Wyprosili wszystkich i była reanimacja. Co chwilę ktoś otwierał drzwi od salki i widziałem postępy w cuceniu kobiety.

Najpierw „halo halo wszystko dobrze”.

Później widzę jak młoda pomoc medyczna trzyma kroplówkę.

Za trzecim razem nic nie widziałem, bo postawili parawan.

Chłopiec stojący na straży co chwila informował wszystkich, żeby dobrze wypełnić ankiety i że jeszcze chwilkę trzeba zaczekać.

– ale wszystko w porządku z tą panią? – pytam?

– tak, tak. Wszystko dobrze. Akcję serca jej robią – rezolutnie odpowiada młody medyk

 

Hm, nie znam się, ale wydaje mi się, że akcja serca jest daleko od „wszystko dobrze”.

Po 20 minutach pani została dokładnie osłonięta parawanami i zaczęto nas wpuszczać.

Nic nie poczułem.

Po południu spojrzałem na telefon na apkę „health”, czyli zdrowie i się przeraziłem! Niepodobnością było to, co zobaczyłem. Co się ze mną stało tego dnia do tej pory. Taka sytuacja ma bardzo rzadko miejsce! Aplikacja pokazała mi bez mała 4 000 kroków zrobionych! Jeszcze z 6 tysięcy mi brakowało do dziennego wymogu. Trzeba iść – myślę sobie. Ale zauważyłem, że mnie ręka zaczyna dawać się we znaki. Boli jakby. Takie uczucie, jak siostra w podstawówce mnie lała (z pięści w ramię). Zły znak.

Mimo wszystko wychodzę i się przechadzam. Z kroku na krok czuję, jak mnie rozbiera. Oj nie. Weekend w łóżku.

Przeszedłem się koło instytutu, który robi testy na i szczepi przeciw covidowi.

Gazy techniczne spotkałem. Mam tylko nadzieję, że w tej szopie nie szczepią!

Może w końcu dokończę film na Netflix. Mam znowu fazę na horrory. I teraz tak w transzach oglądam „Unforgettable”. No obraz niezbyt wysoko oceniany, ale ja lubię. Taki klasyk.

Stary rozwodzi się z całkiem całkiem blond żoną. Wszystko na miejscu mająca ex. Tylko wredota jej jakoś na ryju wyłazi (tak mówiła na początku obecnego millennium moja koleżanka z pracy Ula o naszej mobberce, tzn. pani kierownik). W sumie ta blondi przez większość filmu jakaś nadymana chodziła, więc troszkę jej to urodzie zaszkodziło. Wydaje mi się, że miała problem z alkoholem (ale niskokalorycznym).

No i tej byłej, (nie)szanownej już małżonce zaczął gul chodzić, jak zobaczyła z kim prowadzi się jej ex-stary. No i do tego mamuśka tej blond piękności dorzucała do pieca i tej swojej biednej córce kołki ciosała, krytykowała na każdym kroku. Damą być chyba miała córka mamusi. No i prawie jej wyszło, bo blond ex-żona tego chłopca nawet bardzo dystyngowana była. Mówiła pełnym zdaniem, umiała sztućców używać przy stole, konno jeździła. Nie wiem tylko, czy znała francuski.

Mamusię chyba gra też blond piękność, bo któraś z oryginalnych Aniołków Charliego. Ale to stare dzieje, więc się mogę mylić. Dla mnie aniołki to Cameron Diaz, Drew Barrymore i Lucy Liu.

Nie muszę pisać chyba co była żona zaczęła wyprawiać. Zaczęło się od „hej, zostańmy dobrymi psiapsiółkami. Zapraszam na lunch”.

Później w ruch poszły niewinne kłamstewka i intryżki (małe intrygi). Była też zabawa w „co innego mówię i zachowuję się przy nowej narzeczonej, a co innego przy byłym mężu”. Także klasyczne gierki wrednej … plaży (beach).

Szlag panią trafił, jak na telefonie swojej następczyni zobaczyła AjMasaż z gratulacjami … ślubu. Jakiś stary AjFołn, bo dzisiejsze modele pokazują tylko, że jest wiadomość od danej osoby. Nie pokazuje się już treść na zablokowanym ekranie. Ale nie o to chodzi. To był punkt zwrotny. Blondi wtedy osiągnęła maksymalny poziom zazdrości i minimalny dystynkcji.

No w sumie się nie dziwię. Bo jakby się okazało, że moja ex-żona przygruchałaby sobie nie byle kogo, tylko Rosario Dawson, to też bym chyba zaczął jakiś horror.

Także film polecam, jakby ktoś nie miał co robić, albo źle się czuł po szczepionce. Jak ktoś nie reflektuje, to zawsze może sięgnąć po niezawodne klasyki klasy B – Ślimaki i Maglownica. Ale tych filmów nie da się oglądać na trzeźwo, a jak wiemy po iniekcji nie można spożywać płynów % przez 3 dni.

https://www.youtube.com/watch?v=40iP9nILXoA

 

kontrowersyjnie srał na to pies

Nie, że pies sra jakoś ekstraordynaryjnie, że aż kontrowersja powstaje. Nie. Po prostu ulewa mi się i daję taki kontrowersyjny tytuł – srał na to pies.

To z resztą częste powiedzenie Słodkokwaśnej, który będzie wspomniany poniżej.

Mam już serdecznie dosyć słowa Narodowy w powiązaniu z pandemią, z naszą władzą. Narodowy Program Szczepień, Narodowy Spis Powszechny, narodowy lockdown, …

Odnośnie władzy, to powiem krótko – srał na was pies. Nie mogę na was patrzeć, nie mogę was słuchać. Czy my mamy prezydenta? Bo od wyborów słyszałem o nim dwa razy – choinkę przyozdobił z tą swoją i na nartach był. Na niego też czworonóg może zrobić …

Jak słyszę o tym, że konferencję zwołują, żeby powiedzieć co dalej z naszym zamknięciem, to wzruszam ramionami. Jak słyszę, że o dwa tygodnie przedłużają lockdown, to kompletnie to po mnie spływa – srał na was pies.

Co do spisu, to jestem wściekły. Musiałem podać adres domowy, gdyby ktoś 31 marca przebywał w moim lokalu, to musiałbym sprzedać pesel gościa. A co na to RODO? A co jeśli to była przygodnie spotkana osoba i pani się nie wylegitymowała mi się? Pytanie o pracę mnie zastrzeliło – czy pracujesz pod adresem zamieszkania – jakoś tak sformułowano pytanie. Klikam, że „nie”, no bo normalnie miejsce pracy mam w biurze. I w konsekwencji się rozwija dalsza część pytania. Adres chcieli.

A srał na was pies. W sumie to ja z domu pracuję, więc przeklikałem odpowiedź na „tak”. Tak durnej ankiety nie widziałem. I jeszcze ponoć 100 lat będą dane przechowywać. Na koniec, jak niby zakończyć miałem samospis, to dostałem komunikat, że jest błąd. Grrr. W tym przypadku samospis kojarzy mi się z samogwałtem. Nie wiem czemu.

Nie podoba mi się, że Państwo ingeruje tak mocno, że chce wiedzieć dokładne rzeczy o mnie. Na przykład mam odpowiedzieć, czy jestem wdowa, rozwodnik, sam, czy cośtam. Ale już w pytaniu czy jestem z kimś związany pojawiła się opcja „wolę nie odpowiadać na to pytanie”. Szkoda, że przy każdym pytaniu nie było takiego wyboru.

Co do pandemii i szczepień, to mam dość już tego. Ja chcę gdzieś wyjść, pojechać, odetchnąć. A Narodowy Program Szczepień wlecze się jak ślimak. Choć obiecują jakieś kosmiczne przyspieszenie w niedługim czasie.

Rozmawiam z Ulą z Nowego Dżerzeja i jej się udało już jakiś czas temu. Ale też na zasadzie – klikam, odświeżam, klikam, odświeżam, i po 4 godzinach zapisuję się.

Ula z Texasu, co niby nie jest Ulą, bo zadeklarowała, że jednak nie zna się na autach nie gorzej od Marisy Tomei z filmu „Mój Kuzyn Vinnie”, też uprzejmie doniosła, że dała się już raz dziabnąć w ramię.

Kolega z LA/SF/Chicago Michael też szczęśliwie ma pierwszy etap za sobą. A to są osoby prawie wszystkie młodsze ode mnie. Czyli lepsza ta Ameryka. Ten Trump to jednak dobry prezydent był. Nie wiem po co tyle było psioczyć.

Podczas burdelu związanego z Narodowym Programem Szczepień na początku kwietnia udało mi się zapisać na 28, czyli dosyć szybko. Na szczęście w marcu, niezawodna Monia, wraz z życzeniami nakazała mi zapisać się na jakiejś stronie i wyrazić chęć zaszczepienia się. Dzięki temu mogłem wziąć udział w Narodowym Bałaganie Szczepień. Dzięki Monia!

Następnego dnia, 2 kwietnia, jeszcze raz się zapisałem na szczepienie, bo Narodowa Banda Idiotów odwołała wszystko – błąd systemu. Dostałem termin 15 maja. I znowu Monia mi mówi – dzwoń, przekładaj. I tak kilka razy dzwoniłem pod 989 i finalnie mam wizytę na 11 maja, czyli najwcześniejszy termin dla mojego rocznika. Dzięki Monia raz jeszcze.

I od tego momentu się zaczęły porady od znajomych. Słodkokwaśna mi donosi, że na Grzybowskiej można się zapisać. Dzwonię. Zajęte z 5 razy. Nieodbierany telefon z 10 razy. No szkoda. Słodkokwaśna doniósł, że jego pani się dodzwoniła i w najbliższy piątek ma szczepionkę. Mimo wszystko dzięki Słodkokwaśna za namiar. Dobrze, że choć jedna osoba skorzystała na tym. Nie będę już przynajmniej u was w domu musiał nosić maseczki i zachowywać dystansu (przymrużenie oczka).

I tak kilka razy, kilka rad od znajomych. Bezskutecznie. Stwierdziłem w końcu, że srał na to pies. 11 maja za mniej niż miesiąc – zaczekam, nic mi się nie stanie – myślę sobie.

Dziś Monia wysyła info, że w Białym można się zapisać. No dzwonię bez przekonania. Za czwartym razem dodzwaniam się!!! Po 10 minutach słuchania muzyczki rozłączam się. W międzyczasie koleżanka sugeruje jeszcze wysłanie maila, bo ponoć, zgodnie z informacją zamieszczoną na ulotce, odpowiadają w ciągu godziny. No to piszę liścik elektroniczny. Podaję co trzeba (pesel, pasujący termin) i … zapominam o wszystkim. Nie wierzę. Srał na to pies.

Po niecałej godzinie dostaję niemal jednocześnie odpowiedź-mail od salonu szczepień oraz SMS od e-zdrowie, Narodowego Oficjalnego Informatora Szczepień. Czyli takie podwójne potwierdzenie.

Jutro o 11.00 zapraszają mnie na modernę. Dzięki Monia po raz ostatni w tym wpisie!

Na dodatek, ku memu szczęściu, szczepię się z 300 metrów od mojej starej pracy i … Mamusi i Tatusia. Czyli obiad dostanę domowy! Wyjazd się opłaci. Mam nadzieję, że nie pokręci mnie od tej szczepionki, bo weekend się tylko zmarnuje.

“żyj z całych sił

… i uśmiechaj się do ludzi. Bo nie jesteś sam”

 

Wczoraj usłyszałem tę piosenkę …

Na cmentarzu w Legionowie …

Brat bratu śpiewał …

Wczoraj pożegnałem się z kolegą z pracy …

W czerwcu miałby tyle samo lat co ja …

Myślałem, że coś napiszę o Nim tu, ale chyba jeszcze nie …

Nie teraz …

Pojawiamy się i znikamy szybko …

Początek – 1-2 marca

Tlen

Respirator

Śpiączka

Wybudzenie

Śpiączka

Koniec – 26 marca

 

 

chodzi o benjaminy

Jak powiedział Benjamin Franklin, na tym świecie pewne są tylko … śmierć i podatki.

 

Wszyscy umrzemy, nie ma o czym deliberować. Ale te podatki?

 

chyba pójdę siedzieć.

 

Dziś policzyłem się z fiskusem. Już dawno mówiłem, że każdy grosz wyszarpię od państwa polskiego. Każdą kroplę przelanej krwi rozliczę! I co?

I oddają mi 2034 zł! tak się porachowałem. Oddawać hajs!

Inwestycja w przyszłą emeryturę się opłaca. IKZE warto mieć. Odpis od podatku gwarantowany.

Ale pewnie coś źle policzyłem. Pewnie mnie jakaś pani inspektor prześwietli, naśle kontrol i pójdę siedzieć.

Eh, przysyłajcie mi paczki za kratki.

 

W ten weekend miały być narty. Eh, i po nartach. Nie to, że wiosna przyszła. Pani wiosna zawsze mile widziana. Kwarantannuję się. Izoluję.

Miałem spotkanie we trzech. 5 dni później dwóch uczestników zachorowało na covid-19. U mnie na szczęście antyciała zadziałały, bom zdrów. Nie odczuwam nic.

Ale czytam mądrości i mogę, nie mogę zarażać. Jedna pani doktór grzmi, że normalnie zaraza jestem i należy się mnie wystrzegać. A inny uczony prawi, że nie należy się mnie obawiać. Ponoć to choróbstwo łapiemy tylko od osoby aktywnie chorej. A zaraźliwość chorego największa w 6-7 dniu. To ja już sam nie wiem. Zarażam, czy nie? Postanowiłem posiedzieć w domu. Weekend w 4 ścianach. W sumie to weekend nie wyróżnia się niczym. Dzień jak co dzień. Tylko tyle, że nie muszę komputera służbowego włączać.

Na szczęście narty będą w przyszły, urodzinowy weekend. Chyba postawię na biegówki. Będę jak Justyna Kowalczyk.

 

raz dwa trzy

I zagadka z mojego wcześniejszego wPiSu się wyjaśnia właśnie teraz. To mój 123 post/artykuł/złote myśli/głupoty (niepotrzebne zostawić). Raz-Dwa-Trzy. Poszło mi jak z płatka.

2020 rokiem płodu i obfitości, czyli dobry rok, można by rzec. Ale nie. To najgorszy rok w żywocie moim.

Oczywiście są plusy tej cholery. Na ten przykład napisałem 123 wpisy, nauczyłem się, że nie trzeba szastać kasą na lewo i prawo, że można w samych gaciach po domu chodzić przez 9 miesięcy (stop konsumpcjonizmowi), że można wakacje spędzić na Warmii, że narty we Włoszech nie muszą być co roku, że kawa smakuje z kawiarki. Da się tak żyć? Da.

Ale więcej widzę szkód.

Ja tylko poproszę o otwarcie restauracji. Zjadłbym coś dobrego i się piwka napił. Choć nie, nie piję. Mam dość już. Święta niby nie stały pod znakiem obżarstwa, ale się łyknęło to tu, to tam. Dość.

Słuchałem dziś mądrości na temat szczepionek. Cholera, presję wywierają. Benefity ogłaszają zaszczepionym. To chyba trzeba się będzie na tę iniekcję się zapisać. Pofrunę sobie wtedy gdzieś. Kwarantanny nie będę musiał odbywać. Twarz będę mógł swoją ludziom pokazać. Duszę się… Tym rokiem, tym zamknięciem, tą szmatą na buzi.

Idź w cholerę pandemio!

 

Upalnie jak tej zimy jeszcze nie było

(…)

Czy to natury akt terroru przedziwny
Magnolia Kamikadze wypuszcza pąk
Gałęzie przeptaszone nikt nie odleciał
Do krajów w ciepło skąpych bardziej niż ten

 

To pierwszy taki rok
Gdy samotność znużyła mnie
Pierwszy taki rok
Gdy przez fosę rzuciłam most
To pierwszy taki rok
Gdy do normy wrócił mi puls

/kasia n/

 

 

 

home alone, czyli …

Maciek sam w domu.

 

No cóż kochani. Wygląda na to, że nie trzeba mieć telewizora, ani Polsatu, żeby doświadczyć kultowego już hitu – Kevin sam w domu.

W związku z różnymi okolicznościami, postanowiłem dmuchać na zimne i oszczędzić respiratora rodzicom pod choinkę. Zostaję na święta w domu.

Izoluję się.

Także takiego sobie Kevina robię. Musze tylko wyglądać, czy bandyty jakie mnie nie chcą okraść. Może smołę rozlać pod drzwiami? Butelki nań potłuc? A i jeszcze na okno jakieś zasieki dać, bo to 1 piętro i można się w sumie wdrapać. No i co z klasycznym trikiem z rozgrzanym żelazkiem przymocowanym do sufitu? Ktoś otwiera drzwi i bęc!

Oooo, grzałkę mogłem kupić i na klamkę zawiesić. Na moim bazarku jest taki sklep z takimi duperelami. Trzeba się rozejrzeć.

Także złoczyńcy możecie przychodzić. Jestem zabezpieczony.

 

Home Alone villains

W związku z zaistniałą sytuacją postanowiłem nabyć dobra i przygotować kolację. Moich 12 potraw będzie wyglądać tak:

– ryba po grecku

– łazanki z makiem, orzechami i rodzynkami izraelskimi

– śledź

– węgorz wędzony

– kapusta z grzybami

– pierogi z kurkami

– pasztet z soczewicy

– zupa grzybowa

– frykadeliki rybne

– gin z tonicem

– wino czerwone albo białe

– whisky torfowe

– whisky single malt

– whisky blended

– cytrynówka oddech żniwiarza

 

Hm, to 15 dań mi wyszło. Oj, znowu się obżrę się.

Ostatni weekend spędzony w domu-stodole zakończył się mięso-wstrętem. Fuj, brrr.

 

Na sam przód nakupiliśmy lokalnych pyszności. Boczek, kiełby i takie tam. Największą delicją okazało się masło. Mniam! Na dodatek Słodkowaśna nawiózł mięso i było robienie kiełbasy i wędzenie jej wraz z boczkiem i ptaszkiem (kurczak).

Dodatkowo były inne przysmaki mięsne, rybne i grzybowe. Także mięsu mówimy stanowcze nie! Nie mogę patrzeć nań, nie mogę wąchać, nie mogę nic z nim. Brrr. Detox mięsny.

Wczoraj się rozpoczął casting na mojego lektora rosyjskiego. Online. Wysłałem z 8 wiadomości (sms, skype) i szybko dostałem 2 odpowiedzi tylko. Później odezwał się jakiś polak i się umówiliśmy na lekcję próbną. Jaka kania dżdżu czekam, wyglądam zaproszenia na zoom i … NIC. Po kwadransie akademickim piszę do tutora z zapytaniem o moje oświecenie, a ten mi smaruje wiadomość, że zapracowany i zapomniał. Zaproponował rekompensatę po świętach. Szalenie się uniosłem i odpisałem mu coś w stylu, że argumentowanie jego jest niepoważne i właśnie przekreślił swoją szansę na bycie moim bakałarzem.

 

Wczoraj miałem lekcję z Ukraińcem. Hmmm, jakoś tego nie widzę. Pan jest nauczycielem matematyki, informatyki i angielskiego w szkole. Jego owieczki są w wieku 14-15 lat. No i zauważyłem, że koncepcji na edukowanie mnie w zakresie języka puszkinowskiego nie ma. Ale cóż, pożyjemy, zobaczymy. 5 dolarów za lekcję.

Jutro mam kolejne, ostatnie zajęcia próbne. Trzeba będzie na kogoś się zdecydować. I ten jutrzejszy mówił mi, że bierze 20 zł (w sumie 22, bo paypal ściaga swój haracz). Wczoraj przeglądałem strony z korepetytorami i zauważyłem przy nim cenę wyższą – 30 zł. Hmmm. Pierwotnie umówiliśmy na lekcję próbną w ubiegłym tygodniu, ale okazało się, że rozchorował się. Na szczęście nie korona. Przełożyliśmy się na 28 grudnia, ale wczoraj zaproponowałem mu jakiś wcześniejszy termin. Dziś chciałem. Ale odparł, że nie zdąży się przygotować do zajęć. Zaplusował u mnie! Znaczy – będzie się przykładał. Ale ten Ukrainiec też na duży plus. Nie będzie u niego domasznej roboty! To lubię.

Także casting idzie pełną parą.

A z okazji zbliżających się świąt, pędzę w wigilię uczynić donację przeciwciał. Okazało się, że przyplątały się do mnie tak ścichapęk. Mam nadzieję, że uda się osocze oddać. Lepiej płacą niż za krew!!! Krew oddaję od 11 lat (z przerwami) w jednym celu – darmowa komunikacja. Ale wyliczyłem, że w tym tempie prędzej będę za darmo jeździł jako sędziwy emeryt, niż honorowy dawca krwi. Z kolei w styczniu nauczyłem się, że można donacje odpisywać od podatku! Także od początku 2020 roku ten właśnie cel nadaje sens mojemu życiu. Money money money! Jestem taki merkantylmny na stare lata.

Oczywiście żarcik. Czekolada darmowa piechotą nie chodzi, cnie?

A kasę od państwa będę wyrywał za wszelką cenę. Oddawać mój hajs!

 

 

 

 

bdsm

I inne takie skrótowce.

Nasz naród jest zdyscyplinowany, uległy, zdominowany i chyba związany. Tylko nie wiem z czym lub kim związany?

Dziś z przyjemnością przeszedłem się do biura. Pan kurier się zapowiedział. Trzeba było wpuścić i przyjąć paczki. A że w domu już człowieka szlag trafia, to chętnie się wypuściłem na miasto.

W witrynach księgarnianych zobaczyłem, że mój ulubiony pisarz Harakiri Murakami wydał nową książkę. Cyk, pstryk i szybki ajMasaż do największej fanki tegoż Japończyka z pytaniem, czy zna. Nie znała. Czy księgarnie są czynne?

książki – Murakami

W biurze oszczędzają na świetle. Korytarz ciemny, że strach iść, żeby się o coś nie zaczepić. Na szczęście jest na końcu korytarza światełko.

 

W Radio Nowy Świat usłyszałem jak Matołusz Morawiecki obwieszczał sukces. Polska daje radę. Nie, wróć! Założenia i strategia walki z pandemią wymyślona przez rząd się sprawdza, jest sukcesem. I tu, po raz pierwszy zgodzę się z Matołuszem! Polacy odnoszą sukces. Od kilku(nastu) dni jesteśmy w czołówce, ŚWIATOWEJ czołówce w liczbie największych nowych, dziennych przypadków zachorowań na covid-19. Wczoraj nawet przez chwilę byliśmy na prowadzeniu, ale USA się porachowało i ze 142 tysiącami nas zdeklasowało. Doszły Indie i finalnie dzień zakończyliśmy na 8 miejscu. Polacy najlepsi na świecie, drudzy w Europie, jak to się mówi.

Teraz też zerkam i widzę, że znowu idzie nam wyśmienicie! Dziękujemy polski rządu, świetnie nas dominujesz, przywiązujesz do domów, dyscyplinujesz, a my ulegamy. BDSM.

covid na świecie 13 listopada 2020

Ale Matołusz nie o tem prawił. Że DDM działa. Dystans, Dezynfekcja, Maseczka! Jasne. Widać to na ulicach.

Z tych skrótowców pamiętam z czasów początków mojej kariery zawodowej DDD+. W Auchan tak menadżery tłukli kasjerkom. Co należy robić, jak klientowi zrobić dobrze, żeby wrócił. Dzień dobry, Dziękuję, Do widzenia, plus własna inicjatywa.

Ja byłem dobry z tych plusów. Raz nas przeszkolili na kasach. Wiadomo, w razie czego. Jakby klientów naszło i trzeba było kasy otworzyć wszystkie. To wtedy i managerowie innych działów mogliby obsługiwać. Nie przeszkadzało mi to, to była fajna nauka. Przy mojej kasie stoi kolejeczka. Gdzieś na piątym miejscu kolega z pracy. Mówię – tego pana nie obsługujemy! – wskazując palcem tam gdzieś przed siebie. Nagle jakiś klient stojący przed moim kolegą łapie się jedną ręką za serce i przerażony pyta – mnie? Czemu?

Szybko wyjaśniłem, że nie o niego chodzi. Także takich własnych inicjatyw miałem sporo. Plusowałem często.

Kolega mój zza biurka, manager AGD, tak się przejął pracą przy taśmie, że jak przekładał tartę owocową ze skanera za siebie, do strefy pakowania zakupów przez klientów (takich rzeczy się nie wkładało do reklamówek. Normalnie kasjer wkładał skarby nabyte przez naszych szanownych klientów do reklamówek z logo Auchan), to ciasto mu wyleciało z tego pudełka. Chyba nie za bardzo skalkulował odległość i siłę należną do użycia w celu zrobienia tej czynności.

Przy kasie było wesoło. Ale tylko nam, managerom, bo kasjerki miały przerąbane. Im, takie własne inicjatywy by nie przeszły. Ale w Auchan było fajnie. Nawet po kilku ładnych latach rozpoznawałem buzie i zagadywałem.

HGW, kiedy ta pandemia minie.

Dziś wracając do domu przeszedłem przez Łazienki. Bo lubię i nie trzeba maseczki nosić. Ładna ta polska jesień. Najładniejsza na świecie. Nawet w Teksasie takiej nie mają, bo Ula z TX mi pisze, że jesssu jak zimno, że 26 stopni jest. Uleńko, pisałem już – NIE DENERWUJ MIĘ, bo się … zdenerwuję.

Wszystkiego dobrego 13-ego w piątek.

 

 

 

 

a-psik-us

Jakiś pogubiony jestem. Ni to mam maseczkę nosić cały czas, ni to w parku jestem. Ni to Haloween nadciąga, ni to czas zmieniamy na zimowy.

Pogubionym.

I na dodatek nie zdążyłem pożegnać się z towarzystwami w moich dwóch ulubionych miejscach. Matołusz w panice znowu nas zamknął. Ciekawe czy na wiosnę będzie co zbierać w tej gospodarce? A do kościoła można chodzić? Bo jakoś w orędziu nie usłyszałem.

Na domiar złego, mały wredny wirusek chciał mnie zaatakować. Wedrzeć się chciał. Pewnego wtorku robiłem kroki i mnie deszcz złapał. Wróciłem do domu cały przemoknięty. Nogi, spodnie. Już wtedy wiedziałem, że to się źle skończy.

I się źle skończyło. Od środy temperatura spadła. W międzyczasie miałem dwie teleporady. Uwielbiam polecenie – czy może pan poświecić sobie w gardło i powiedzieć, czy jest czerwone? (piątek). Albo – czy może pan poświecić sobie w gardło i zobaczyć, czy jest biały nalot? (wtorek).

Za pierwszym razem powiedziałem, że nie wiem, czy gardło wygląda na chore, bo nigdy sobie w nie nie zaglądam. A nalot biały był (tylko pani doktór nie pytała o to wtedy), bo jogurt z otrębami owsianymi jadłem. I tak zdychałem sobie ponad tydzień. Sprawdzałem objawy koronowairusa i wychodziło mi, że nie mam żadnych. Ufff. Ale przy drugiej teleporadzie zapytałem pana doktóra kiedy mam zacząć panikować. Kiedy mam stwierdzić, że to nie przeziębienie, a zaraza właśnie.

W poniedziałek – usłyszałem w odpowiedzi – jeśli w poniedziałek panu nie przejdzie, to proszę dzwonić i skierujemy pana na test. Dziś sobota i w sumie, i na szczęście koniec widać. Przeziębienia koniec, nie mój.

A gdybym jednak złapał wiruska, to na szczęście tak łagodnie go przechodziłbym. I w sumie bym wiedział, że mam, to po ozdrowieniu mógłbym krew oddać z przeciwciałami.

Ale kończmyż już o wirusku. Przecie to bestia o 10 rogach i ogonach. Tak przeczytałem dziś na przystanku.

Przez czas niemocy mej sporo czasu spędziłem z Netflixem. Horrory pooglądałem. Oj różne. Straszne, śmieszne, debilne, strasznie durne. Lubię te filmy grozy. Bawią mnie, relaksują. Dziś poleciałem na farmę dyń po owoc do wycięcia. Właśnie. Czym jest dynia? Owocem czy warzywem? W Polsce to chyba się jako warzywo traktuje. W Stanach jako owoc. Dziwne. Tak samo jak imbir. W moim Carrefourze jak chcę zważyć korzeń, to muszę klikać w owoce. A gdzie indziej widziałem, że to warzywo. Dziwne.

Farma dyń była taka sobie. Ale było to najbliższe mego domu miejsce i nie widziało mi się jechać dalej. Ceny warzywa oscylowały między 4 a 5 zł. Waga? Nawet do 11 kg. No raczej nie chciało mi się wydawać 55 zł. Wybrałem zieloną dynię za 4 zł/kg. Wyszło w sumie 20 złociszy.

W domu wbiłem nóż i zacząłem wykrawać. Coś mi nie poszło. Oczy chyba za nisko dałem. Ok, w poniedziałek kupię drugą i zrobię sobie house of haloween. Może zaproszę jakieś sąsiadki i będą psoty albo psikusy?

Aha, moja dynia jest eko. Zamiast świeczki włożyłem taki łańcuszek ledowy. Żeby tylko nie zapomnieć wyłączyć na noc, bo jak się przebudzę i spojrzę, to zawał murowany! Także wirusek mnie nie wykończy, tylko jakieś warzywo.

Co do sytuacji w kraju? Hmmm, trzeba koniecznie w totka wygrać i spieprzać stąd. Wstyd na cały świat.

« Older posts

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑