Tag: Trójka (Page 1 of 2)

dziwnie tak bez kluczy

heh, właśnie mnie Arek-Zegarek poinformował, że w Trójce Paweł Kostrzewa prowadzi audycję Trójkowy Ekspress! Słuchało się tego na studiach i po. Przecie to pan Paweł pokazał mi The Twilight Singers. Ze 20 lat go nie słyszałem!

Trójka w tym roku faktycznie punktuje i z martwych powstaje. Raz na jakiś czas byli redaktorzy wracają na antenę. Marek Niedźwiedzki był. Anna Gacek też. Piotra Kaczkowskiego też można posłuchać. Stara się pani dyrektor, stara.

Pawła Kostrzewę bardzo lubiłem. Fajny miał głos. Bardzo radiowy. Jakie „miał”! Nadal ma!

PawełKo podsumowuje ćwierćwiecze. Jak to brzmi! Ćwierćwiecze. Ostatnie 25 lat. 25 lat nowego millennium! Czas leci. Pamiętam jak dziś panikę przed Y2K.Heh, żyjemy, nic się nie stało.

Dziwnie tak bez tych kluczy. 22 grudnia stałem się bezdomny. Chatę opchnąłem i nie mam gdzie mieszkać. Dobrzy ludzie mnie przygarnęli na razie. Ale od 12 stycznia będę chyba pod mostem.

Przyszli właściciele oglądali mieszkanie przed wycieczką do Miasta, czyli na początku października. A może to był koniec września? Nic to. Ponad miesiąc był ciszy. I się odezwali w listopadzie. Zdecydowali się. Zapytali kiedy mogę wyprowadzić się. Jak powiedziałem, że z końcem roku, to poprosili, żeby szybciej. No i tak się zgodziłem na 22 grudnia. I się wkurzyłem, bo w sobotę 27 i poniedziałek 29 grudnia w oknach było ciemno! Tak im się spieszyło! Syn student 3 roku. Przecie przerwa świąteczna jest, pewnikiem mogłem pomieszkać do dziś, czy coś! Tak im śpieszyło. Pewnie młody siedzi na wsi z rodzicami i świętuje. A ja się tułam po ludziach. Eh.

Ooo! The Twilight Singers w radio!

Nowy lokal na razie niedostępny. Bo najemcy okupują. Niby chcą się do końca roku wynieść. Dziś dostałem maila od pośredniczki, że jednak w połowie przyszłego miesiąca, bo do domu na święta na Ukrainę chcą jechać. Też mnie zgrzali, bo we wspomnianych wcześniej dniach i u nich było ciemno. Tak się pewnie mocno pakowali, że albo zapomnieli zapalić światło, albo i światło też spakowali. Mhm! Zobaczymy przy przejmowaniu liczników.

Także dziwnie tak bez kluczy. Tak bez niczego. Pakowałem się wczoraj na wyjazd sylwestrowy do Szwecji i się zdziwiłem, że tylko dowód i okulary ze sobą zabieram. No i słuchawki. Tak bez kluczy. Dziwnie.

powieść w odcinkach, czyli …

powrót do słuchania Trójki.

Jakoś nie zrobił na mnie wrażenia fakt, że Agnieszka Szydłowska objęła stery w Trójce. A niech sobie grają – tak myślałem. Nikt nie będzie lepszy od Radio 357. Zaintrygował mnie jednak transfer Katarzyny Borowieckiej z Radio 357 do Trójki na stanowisko pani kierownik. Przejrzałem wtedy rubrykę „kogo nie słychać w Radio 357”. I się zaskoczyłem. Rysa na radiostacji się pojawiła.

Gawędziłem też nie tak dawno z Rafałem i jego małżonką o Trójce. Że niby tak ładnie zmartwychwstają. Ale ja wtedy nadal nie dawałem się przekonać, bo kilka razy podsłuchałem Trójki i jakoś nie przekonali mnie. O ile jeszcze muzyka była ok, to prowadzący kompletnie niepasujący do mojego starego radia.

Ale w sierpniu okazuje się, że apka Polskiego Radia częściej włączana niż Radio 357. Muzyczna Poczta UKF, czy w Tonacji Trójki powodują, że łza na rzęsie mi się trzęsie. Jedynie Listy Przebojów nie mogę przebrnąć. Mają dziwną kolejność, czy też szyk prezentowania piosenek. Listy Piosenek w Radio 357 też nie słucham, ale tylko dlatego, że jest nudna.

Podczas obecnego urlopu w chłodnej Szwecji mogę w spokoju posłuchać porannego pasma trójkowego. I znowu natknąłem się na Powieść w Odcinkach! Jakże jam lubił ten kącik. Choć zawsze uważałem, że słuchanie audiobooków to oksymoron i nieporozumienie. Ale paradoksalnie w Trójce zawsze z przyjemnością słuchałem tych czytanych fragmentów powieści. Może tak twierdziłem, że wolałem w tym czasie posłuchać muzyki. Szkoda było czasu na słuchanie książki. Ale jeszcze zależy wszystko od tego, kto czyta. Piotra Frączewskiego bardzo lubię słuchać. Na Netflix jest kilka filmów, które chciałem obejrzeć. Problem był taki, że musiałem włączać lektora. I niestety czasem włączał się głos Anny Nowaczyk. Słuchałem ją w radio Muzo FM. Muzykę prezentowała ciekawą, ale głos miała irytujący. I bardzo często używała tych samych wyświechtanych zwrotów. Ale ad rem. Tak mnie kilka lat temu zaintrygowały czytane fragmenty powieści Bracia Sisters, że postanowiłem poszperać. Na sam przód znalazłem … film. I to nawet w dobrej obsadzie. Nie dokończyłem nawet oglądania. Książka czytana była o niebo ciekawsza i bardziej działająca na wyobraźnię.

W tym tygodniu odczytywana jest powieść kryminalna pt. Wiosna Zaginionych Anny Kańtoch. Czyta Maria Seweryn. Cholera – do koszyka dziś włożyłem całą trylogię. Ale w ostatniej chwili powstrzymałem się i usunąłem Lato… i Jesień…. Zobaczymy, czy będzie kontynuacja po pierwszej cześci. Swój adres mailowy kindle’a odnalazłem. Mam nadzieję, że amazon nic nie zmienił i przesyłanie plików jest nadal banalne.

W sprawie wakacji uprzejmie donoszę, że Malmo odkrywam na nowo. Do Helsingborga się w końcu wybrałem. I nie zawiodłem się. Ciekawe miasto na półdniową eskapadę.

Malmo

 

Helsingborg

zmartwienia i inne rośliny

to już będzie bez mała 3 lata. 3 lata jak pani prezes o urodzie prawdziwej, wrednej pani prezes zniszczyła Trójkę. Słuchałem tej stacji jeszcze przez jakiś czas, bo nie było nic innego, bo nie można się było, po ponad 30 latach, od tak się odzwyczaić. Odstawić Trójki łatwo się nie dało. Radio Nowy Świat mnie nie porwało. Słuchałem tam kilku audycji, ale nie była to jakaś zatrważająca liczba. Może z dwa programy mnie interesowały. Nie było tam trójkowego klimatu. Manna nie trawię, więc tym bardziej nie ciągnęło. Cały czas było radio Muzo FM, ale oni tylko mieli dwie fajne audycje autorskie – o 20.00 w poniedziałki i wtorki. Bisior i Pegaz (o ile mnie pamięć nie myli) grali trójkowi na falach muzo fm eteru.

Ale i muzo fm ubili. W 2022 grupa Polsat sprzedała ZPR Media (czyli Eska i podobne). Na szczęście w 2021 rozpoczęło swoją działalność Radio 357. I to było to. Zostałem patronem od razu. I słucham codziennie. Nie wszystko, ale codziennie gra mi. Nawet Bisior się pojawił niedawno, ku mojej wielkiej radości. O Trójce zapomniałem na lata, ale w ubiegłym roku zerknąłem na zespół. Hm, nie powaliło mnie. Nie włączałem. Ale jak się okazało, że nową panią dyrektor jest teraz Agnieszka Szydłowska, to wspomniałem sobie o Trójce znowu. Nawet transfery się zaczęły powrotne. I z Radio Nowy Świat (Michał Nogaś), i z Radio 357 (Katarzyna Borowiecka). Ale nie zawracałem sobie głowy z moim powrotem do słuchania Trójki. Do czasu…

W ostatni piątek w końcu udało mi się po celebrować urodziny z kolegą Rafałem* (gwiazdka: wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób nie jest przypadkowe). On z lutego, ja … wiadomo z kiedy. Się umówiliśmy na Kabatach w tym naszym ulubionym miejscu, gdzie panoczek ma sklep/restaurację z winem. Do tego dorzuca jakieś przekąski, także jest co przetrącić. Jadę, pędzę na mityng i dostaję SMS, że czekają przy wyjściu ze stacji metra. Spotykamy się i idziemy do gruzińskiej knajpy, bo u panoczka głucho i ciemno. Kotary w oknach. Szkoda.

Z gruzińską knajpą mam ostatnio nienajlepsze wspomnienia i doświadczenia. Byliśmy w nowym miejscu zwanym Madloba i niestety porażka na całej linii. Na koniec nie potrafili znieść opinii na mapach Googla i zaczęli odpowiadać na nasze opinie w żenujący sposób. Jako że ja robiłem rezerwację, to dzwonili i do mnie z prośbą o usunięcie opinii. No nie udało im się.

Także do nowego miejsca szedłem z koleżeństwem z nadzieją. I się nie pomyliłem. Było przepysznie. Rafał jak zwykle skupiał się nad tym co powiedzieć i długo dobierał słowa, także ja z jego szanowną małżonką dawaliśmy w gadkę. Kolega się czasem wtrącał, zapowiadając swoją wypowiedź komunikatem – teraz ja będę mówił. I podczas naszej piątkowej nasiadówki padło na radiostacje – 357 i 3. Koleżeństwo Trójki podsłuchuje. Ja nie, ale tak mnie Aga zaintrygowała, że postanowiłem spróbować. Może by tak wskrzesić Trójkę? W sumie okres ku temu właściwy – Wielkanoc, zmartwychwstanie Pana Naszego. I na dodatek, jak to pisała Kasia Nosowska w swojej drugiej książce – drugą szansę daję, trzeciej już nie.

Wczoraj padło na Pół Perfekcyjnej Płyty oraz W Tonacji Trójki. Daria ze Śląska przyniosła do studia „The Diary of Alicia Keys” i sobie słuchaliśmy. Po 20.00 zaczęła się tonacja. Oj! Muzyka bardzo ciekawa, interesująca, nowa dla mnie w sporej części. Ale panie prowadzące bardzo męczące. Albo to była pani prowadząca i jej gościni. Nie wiem. Dwa infantylne głosiki. Dziś w Pół Perfekcyjnej Płyty Artur Rojek przyniósł „Meduzę” Clan’u of Xymox’u. Nigdy nie słyszałem muzyki tej grupy, ale byłem świadom, że taki ensembl istnieje/istniał. I znowu prowadzący był bardzo na NIE w tym całym programie. Co chwila przytakiwał Rojkowi swoim „mhm”. Mhm to, mhm tamto. Koszmar.

Ale jest nadzieja. Trójki będę podsłuchiwał. To już nie to samo. Bo jak mówi m.in. Magda Jethon Trójka to ludzie. I ci nowi prezenterzy Trójki nie stworzą. Nie widzę/słyszę tego. To może być ciekawe, inne niż Radio Bzdet, Eska, radio. Ale to już nie będzie TA Trójka.

W tych ostatnich dniach nauczyłem się, że jest taki zespół jak Worries and Other Plants. Fajnie grają! Dzięki Trójka.

Strasznie żonkile śmierdzą. Myślałem, że to woda z jakimś wspomagaczem rośnięcia, ale wymieniłem wodę i nadal śmierdzi. Ale przynajmniej fajnie, żółto, wiośnie jest. Wiosna, ech że ty!

wielkanoc

 

Alleluja, pani prof. ze Szczecina z martwych wstała!

Milczawszy ostanio. Wiem. Cóż, najwyraźniej w wielki post nie pisuję.

Rozmawiałem jakiś niedawny czas temu ze Słodkokwaśną (wtedy chyba co na randce byliśmy nad rzeką na barce :-)) i zapytałem się, czy wspomniana pani uczona odzywa się na Fejsie, czy żyje. Okazało się, że coś tam czasem skrobnie. Pomyślałem zadzwonić do koleżanki, ale jakoś nigdy nie był odpowiedni czas. A to praca w domu, a to „07 zgłoś się” oglądam a to to i tamto. I tak ścichapęk słyszę „brzdęk” na moim lapsie. Mail nadszedł. Ze Szczecina. Pani prof. się zapytuje, czy słucham Radio Nowy Świat, co sądzę o nowej stacji. Każdy kto śledzi mój blog i dyskurs pomiędzy mną, a uczoną, to wie, że myśmy Trójkowe słuchacze byli. Listy słuchaliśmy, komentowaliśmy niektóre potwory, to znaczy utwory (Grażka Domowych Melodii oraz Lucy Phere T’love). No i chyba koleżankę też trafił szlag z powodu dewastacji naszego ulubionego radio. Bo pisze mi w mailu, że przez ostatnie miesiące słucha radia z muzykami klasycznymi, w efekcie czego zafiksowała się na śp. Krzysztofie Pendereckim. Przecie każdy wie, że muzyki tego pana nie da się słuchać (w większej, i w mniejszej w sumie, dawce). Także mąż koleżanki postawił ultimatum, że albo Penderecki, albo on.

Chyba wybór padł na starego, bo inaczej by pani prof. nie pytała mnie o Radio Nowy Świat, c’nie?

A co ja, biedny żuczek, myślę o tym nowym tworze?

Ja cały czas kibicowałem Trójce. Słuchałem, bo mimo wszystko nie było innego radio z dobrą muzyką.
Trójka niestety zrobiła się jakaś … śniadaniowa za panowania dyrektora Strzyczkowskiego. Ale słuchałem. Napisałem kiedyś do pani redaktor prowadzącej program o Nowym Jorku. Ucieszyła się i odpisała. Niestety za późno napisałem, więc nie było szans na odczytanie maila na antenie. Ale ja nawet nie liczyłem na to. Nie pomyślałem nawet o tym. I jaka siurpryza! Druga pani prowadząca się również odezwała w podzięce (bo pierwsza uprzejmie doniosła). Fajnie, że był odzew. To miłe.
Kiedyś napisałem do byłej pracownicy radio Anny Gacek, że mam książkę Patti Smith do oddania. Czy nie chciałaby, bo bym dał za darmo. Jej miłość do wspomnianej artystki znana jest od Tatr po Bałtyk. Nawet panie redahtor nie odpisała. Przestałem się interesować losami tej pani. Widziałem raz fragment jej audycji na youtube. To nie to samo.

Pomimo burz i naporów Trójki słuchałem i słucham nadal. Wyłączam tylko, jak za mikrofonem siada nudny pan, z nudną muzyką, z nudną audycją, z nudnym głosem. Piotr Baron.
Odpaliłem Radio Nowy Świat pierwszego dnia. I dopiero wtedy usłyszałem różnicę. A właściwie przepaść między Trójką a RNŚ. Trójkę powinni zasypać. To co teraz jest, to dogorywanie. Brzmi to wszystko jak RMF lub bZdET. Są oczywiście (małe) wyjątki.

Uderzyły mnie niedawno dwie rzeczy w Trujce. Dobry pop broni się sam, a te panie są ikonami popu – powiedziała pani młoda redaktor prezentując Miley Cyrus i wspomniając Taylor Swift.

Wczoraj pani redaktor (nie wiem czy inna, czy ta sama, one dla mnie brzmią tak samo) ekscytowała się nowym, niespodziewanym dziełem Taylor Swift. Rzuciła nawet, że jeśli duet artystki z Bon Iverem nie otrzyma żadnych komercyjnych i znaczących nagród, to będzie to duże niedopatrzenie. Wydaje mi się, że w starej Trójce nigdy bym czegoś takiego nie usłyszał. Nie mówię, że to jest złe, po prostu inne. I albo trzeba będzie się przestawić, albo zmienić częstotliwość w radyjku.
W Radio Nowy Świat lubię wszystko oprócz tej pani Beaty z porannych audycji publicystycznych. Jakoś rano nie przyswajam gadania. To jest czas na muzykę z jakimś fajnym komentarzem. Z kolei, dzięki nowej stacji, Manna zacząłem słuchać. W końcu jakoś daję radę i nie mam alergii na tego pana. Dobrą muzykę puszcza, trzeba mu to przyznać.
Podoba mi się audycja Kuby Badacha pt. Badafonia. Ma to w środy od 19 do 21. To jest jego debiut w eterze i idzie mu super. Fajne jest to, że muzyk mówi o muzyce. Ma inne spojrzenie niż redaktor/dziennikarz muzyczny. Inaczej widzi, inaczej słyszy.

Wczoraj liznąłem audycję naszego wybitnego jazzmana Marka Napiórkowskiego pod nazwą Napiór w Eterze. Ta sama historia jak powyżej. Lubię słuchać muzyków mówiących o muzyce.

 

Dużym atutem jest pasmo Próbny Lot dla młodych talentów. Czasem się zastanawiam, czy oby na pewno są to osoby, które dopiero zaczynają przygodę z mikrofonem. Ciekawe rozmowy, ciekawa muzyka. Nie znam szczegółów tego formatu. Czy oni są już na stałe? Czy trzeba będzie kogoś eliminować?

Także Renata, jak już z tego krzyża się zerwałaś, to włączaj radyjo i mów co sądzisz. Aha, odkryłem aplikację literaki. Jakbyś chciała przegrać ze 2000 razy, jak to bywało drzewiej, to daj znaka*. Cmok.

 

Dziś kolejny rekord wzrostu zakażeń w Polsce. Brawo my, Polacy.

Z tydzień temu stoję w kolejce na bazarze. Maska na buzi, półtora metra za ostatnim kolejkowiczem. Czuję, jak jakaś torba ociera mi się o tyłek mój. Se zerkam przez ramię – starszy pan. Maska na buzi, ale nie na nosie. No, dobra, niech mu będzie – pomyślałem – przecie nie będę robił scen, jak jakiś stary dziad. Oczywiście chodziło o maseczkę nienaciągniętą na nos, a nie o jego torbę na moim tyłku. Robię pół kroku przed siebie i czekam w kolejce. Nagle pan zaczyna prychać, kaszleć, kichać. Obracam się i widzę, że pan już bez maseczki używa sobie w najlepsze.

– proszę się cofnąć, albo założyć maseczkę – mówię stanowczo

Pan się nachyla do mnie i dopiero wtedy widzę, że ma aparat słuchowy.

– panie, cofnij się pan, albo załóż maseczkę – powtarzam

– aaa, dziękuję – odpowiada

Dziękuję? chyba przepraszam – pomyślałem lekko bity z pantałyku.

Pan się ciut wycofał i zakrył twarz.

Nie wiem, co ludzie sobie myślą? Że nie ma wirusa? Że na wakacje wyjechał? I gdzie jest policja albo straż miejska? Jak przejeżdżałem przez bulwary i się okazało, że ten wytatuowany idol Quebonafide ma jakiś występ, to musiałem zejść z roweru. Nie dało się przez tłum przejechać. Dzieciarnia rozentuzjazmowana i piszcząca gromadziła się bez maseczek nie zachowując dystansu. Policja przechadzała się patrząc … w drugą stronę.

 

 

 

 

 

 

* Żart oczywisty. Na początku naszej znajomości „klepałem” równo panią profesor ze Szczecina. Było 2000 coś do 800 na moją korzyść. Ale teraz myślę, że to uczona by lała mnie na kwaśne japko.

koszmar bieżącego lata

 

 

Nie wiem co jest, ale miałem koszmar ostatniej nocy! W moim magicznym domku!? Dziwne. Paranormalne.

Sen był jakiś wyborczy i składał się z różnych epizodów. I wszystko się zaczęło chyba od tego, że jadąc do Białego mijał nas Budyń aka Sebastian asystowany przez migające i wyjące auta. Pewnie się agitował w Suwałkach. I ten fakt, i wybór mojej Mamy spowodował, że śnił mi się nie mój prezydent Wolski.

Najpierw koło bloku mojej siostry zatrzymał się wehikuł, z którego wysiadł Sebastian. Jak gdyby nigdy nic zarzucił na ramię torbę i poszedł na zakupy do Biedry! Czyli to prawda, prezydent wszystkich Wolaków. Prezydent wolskich spraw. Eh. Super kandydat.

Druga część koszmaru działa się przy ul. Sokólskiej 3. Podjeżdżam ja ci autem i widzę, że Pierwsza Dama parkuje przy moim budynku. Ponoć miała coś z naszego mieszkania zabrać. Jakieś stare rzeczy Sebastiana. Parkuję przy klatce, żeby drzwi szanownie otworzyć Pierwszej Damie i …

I nie przylazła! Czekam jak głupi. Okazało się, że z tych emocji zostawiłem kluczyki od auta w domu w Waw (to ciekawe jak w ogóle udało mi się przyjechać! Ale jak wiemy, sny mają swoje własne prawa, których szkiełko i oko nie pojmie nigdy).

I stoję jak ta pała pod klatką. A moje auto blokuje przejazd. Wioska. Pewnie Pierwsza Dama poszła do Biedry pomóc staremu taszczyć zakupy.

Obudziłem się niewyspany. Koszmar!

A rano włączyłem oba komputery i zacząłem pracę zdalną.

Na prywatnym lapsie odpaliłem Radio Nowy Świat i z taką pewną nieśmiałością słucham. Poranna Manna na dzień dobry. Nigdy nie przepadałem za Mannem, ale teraz słucham z takim rozrzewnieniem.

Napisałem tekst do Arka-Zegarka, który wspiera finansowo ten projekt. Jest patronem. Nie wiem czy mogę przytoczyć naszą rozmowę, bo namawiam kolegę do przemocy domowej. No cóż mogę powiedzieć. Kolega Arkadiusz jest freak-iem muzycznym. Trójkę uwielbia(ł), to nie dziwota, że do tego nowego projektu ma słabość. Ja się cieszę, że w końcu ruszyli, bo tego nowego radio (b)Z(d)et, to znaczy nowej Trójki nie da się słuchać.

Ok. Arkadiusz udzielił zgody na publikację naszej konwersacji. Ale ostrzegł, że jego szanowna małżonka, a moja szalenie serdeczna przyjaciółka Ula też czyta moje wypociny. Ula, ja tylko żartowałem. Przemocy domowej mówmyż stanowcze NIE.

Dla przeciwwagi, żeby nie było, że tak Dudę lubię, wrzucam fotkę. Już fani Sebastiana atakują.

Miłego piątku wszystkim. Niech ten koszmar od niedzieli się już skończy. WyPAD 2020!

dzień wokół nas, eroll

czyli Jeruzalem płonie w oddali.

 

Miałem pisać o pewnym serialu na N. Ale stwierdziłem, że co ja jestem? Filmweb? I pozwlekałem i zapomniałem już o tym. Ale teraz słyszę w radio jak pan pyta panią, czy wie, co 29 lat temu, w 1991 roku, weszło na Listę Przebojów Programu 3. Pani odfuknęła szybko – miałam wtedy 2 lata.

Uwielbiałem ten utwór, ten zespół, ten album. A jak wypuścili „Son of the Blue Sky”, to już w ogóle w Polsce epidemia Wilków nastała. Mieli swój czas. Pamiętam jak byłem w sklepie muzycznym za debiutem Wilków. To były czasy, kiedy zaczęto tępić piractwo i miało się już alternetywę – piracka kaseta za 10 000 zł, albo oryginał za 38 000 zł. Różnica widoczna, c’nie? Przeważnie piraty miały gorszej jakości wkładkę i książeczka była tylko taką okładką-wkładką. Oryginały miały wsad z obrazkami, tekstami. Także na bogato. Poprosiłem pana sprzedawcę o pokazanie oryginału i pirata. Okazało się, że różnią się tylko odcieniem niebieskiego. Oba produkty miały identyczną … książeczkę. To po co przepłacać. To był chyba ostatni raz, kiedy kupiłem pirackie wydawnictwo polskiego artysty. Kiedyś Michał Wiśniewski mówił mi, że na spotkanie z fanami jakaś laska przyniosła piracką płytę CD do podpisu. Zapytałem, co zrobił. Powiedział, że zniszczył płytę.

W ubiegłym roku poszukałem na iMusic Wilków. I czar wrócił, błysk nadal jest. Cały czas podoba mi się też „Aborygen”.

Ale, motyla noga, 29 lat to już!? Szok, jak czas pędzi. Przecie ja mam … 29 lat (przymrużenie oczka)!

I w tym samy radio, w tym samym programie pan powiedział, że młode pokolenie nie zna ogromnego przeboju, jakim był album Myslovitz „Miłość w Czasach Popkultury”. Ale co się dziwić, skoro to wydano w 1999 roku. Nie było tej młodzieży na świecie jeszcze. Ale niedawno pojawiło się to wydawnictwo na serwisach streamingowych na S i T. Wydaje się, że na iMusic raz te nagrania są, raz nie ma. Bo jak coś sobie ściągnę do biblioteki muzycznej, to za chwilę staje się nieaktywne. Ale wydaje mi się, że tego wydawnictwa nie było nigdy na apple’owym serwisie streamingowym. Muszę teraz zerknąć. Płyta mi się podobała prawie w całości. Oprócz tego koszmarnego – i nawet kiedy jestem cham, nie zmienię się. No radio obrzygało nas tym hitem. A w radio prowadzą audycję o serialach i państwo prowadzące zaprezentowało „Nienawiść” Myslovitz właśnie, bo to przecie z serialu „Ślepnąc od świateł”. Nie wiem, nie widziałem, nie mam HaBeO.

Wartość dodana z tej audycji radiowej, to fakt, że dowiedziałem się, że w marcu 2021, jak nic się nie wydarzy pandemicznego, nastąpi debiut serialu Many Saints of Newark, czyli prequel The Sopranos. To jest jeden z moich najbardziej ulubionych seriali. A dlatego, że lubię mafijne klimaty. A dlatego, że kręcili to w okolicach Jasnego Zieleńca w stanie New Jersey, do którego zajeżdżam regularnie od 13 lat już. I niektóre scenerie rozpoznawałem. Czyli taki swojski serial. A dlatego też jeszcze, że obsada aktorska świetna. Szkoda, że James Gandolfini odszedł od nas w tak młodym wieku. Zagrał Tony’ego Soprano rewelacyjnie. Ten serial z przyszłego roku ma ponoć odpowiedzieć na wiele pytań, gdyż zakończenie serialu było wieloznaczne. Ale przede wszystkim ma pokazać jak się to wszystko zaczęło. Młodego Tony’ego zagra syn – Michael Gandolfini. Nie mogę się doczekać. Może Dexter wróci w końcu z Kanady? Bo serial też świetny, ale zakończenie koszmarnie banalne. Ale byłem i w Kanadzie, i na Florydzie. Ja nie wróciłbym.

Koniec o wątkach pobocznych. Wracam do Wilków i właściwego serialu.

„W głębi lasu” wchłonąłem szybciutko. I jestem pod wielkim wrażeniem. Świetnie dobrana obsada. Bardzo dobra gra. Brawa dla scenarzysty za przeniesienie miejsca akcji spod Nowego Jorku do Polski. Kilka drobiazgów do zauważenia, to:

– górna warga matki głównego bohatera. W tamtych czasach chyba nie robiono na taką skalę operacji plastycznych. A medycyna estetyczna była bardzo niszowa albo w powijakach. Pani wyglądała dziwnie. A to za młodu ładna kobieta była. Dziwię się, że wzięto ją do obsady. Mogli lepiej się przyłożyć do zachowania realiów 1994 roku

– na początku pomyślałem, że kolejna produkcja cofająca się do lat 80-tych. I zdziwiłem się jak zobaczyłem retrospekcję z 1994 roku. Ale później nie miałem już takiego rozdźwięku i dyskomfortu

– końcówka jak dla mnie była lekko banalna. Wzdrygłem ramionami, jak wytłumaczyli i rozwiązali te zagadki. Ale cliffhanger jest. Ciekawe, czy pan Coben skusi się na kontynuację? Na razie się zarzeka, że nie. Pożyjemy, zobaczymy. Może powstanie druga seria bez książki?

A co mi się bardzo nie podobało? Jak zwykle w polskich produkcjach?

Dosyć szybko musiałem włączyć napisy. Nie rozumiem tego. Czy naprawdę to jest taki wielki koszt dobrze nagłośnić aktorów? Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Stanach jak kręcą swoje filmy i seriale, to 15 mikrofonów wisi nad planem. W Polsce ponoć tylko 2. I to niestety słychać. To znaczy nie słychać. Wstyd.

 

A co się bardzo podobało? Muzyka. Słyszałem rozmowę z panią odpowiedzialną za dobór melodii. Mówiła, że najpierw miało być zagranicznie, ale później stwierdzili, ze jak to ma iść w świat, to niech będzie polskie. Że my nie gęsi i też swoje piosenki mamy. I fajnie to zabrzmiało. Ponoć tylko Spin Doctors „Two Princes” się ostało, bo to taki masakryczny hit był. Był, ale czy ja wiem? My raczej doń nie pląsaliśmy. Z naszych osiemnastek, to pamiętam Clawfinger i ich „Tell me the truth motherfucker” oraz „Ni*ger” z debiutu „Deaf Dumb Blind”.

Ale tego akurat zabrakło w tej produkcji.

Czytam zarzuty, że muzyka nie jest dobrana dobrze chronologicznie. Że kto słuchał Janerki/Klausa Mitffocha i jego „Konstytucji” na biwakach? Że słuchanie Maanamu to obciach był. Że „Dzieci” Elektrycznych Gitar, to taki jakiś pijacki przebój dla rodziców, którzy pozbyli się pociech z domu.

Cóż, Wilki z 1991 roku mogły być przecie słuchane w 1994 roku. Gorzej, gdyby akcja działa się w 1990 roku i młodzież śpiewała Eroll’a.

Co do Janerki. To fakt, my też nie słuchaliśmy. Ale w odpowiednich środowiskach? Czemu nie? Nie każdy musiał być mainstreamowy.

Hey’a potwierdzam. Dwie pierwsze płyty katowaliśmy równo na wyjazdach klasowych i prywatkach.

Maanamu nie słuchaliśmy jednak. Ani nowych przebojów, ani starych. Ale nie pamiętam, żeby to był obciach słuchać ich.

„Dzieci” były hitem, który nuciła cała młodzież. Na szczęście przebój to był krótkotrwały. Pojawił się i znikł. Na szczęście. Hitem dla rodziców to był rok 1998 i Kult’owe „Gdy nie ma dzieci”.

 

Serial polecam. Szkoda, że nie można tego odzobaczyć i jeszcze raz popatrzeć. Eh.

 

o, po żarach

 

 

“9 czerwca obchodzimy Dzień Przyjaciela. W tym dniu można podziękować przyjacielowi za to, że zawsze jest tuż obok”.

No nie wiem. Gdybym teraz zobaczył mojego przyjaciela obok, to bym chyba zszedł na zawał! Ale wszystkim przyjaciołom mówię krótkie „dzięki, że jesteście”.

Choć w radio dziś mówią o psach, a nie o ludziach jako przyjaciołach. Na psa urok!

Kolejne dni wyglądają ciekawie. Rower, Wujek Dobra Rada. Heh!

 

Dziś chyba nastąpi oficjalne i uroczyste schowanie wentylatora. Szybko jakoś. Półtorej dnia stał wystawiony tylko. Żary jakoś odeszły. Po żarach już jakby jest. Wczoraj, na ten przykład, spaceruję za dnia ze sklepu do domu. Krótkie wszystko – włosy, koszulka, spodenki. Dzwoni Słodkokwaśna i zaprasza na boczek i inne takie. Lekko ponad godzinę po zaproszeniu wychodzę z domu. Nadal na krótko ubrany. I tu szok termiczny! Zimno. Nie chciało mi się już wracać do domu się przebierać. Pani Słodkokwaśnej zapytała mnie, czy ja tak przyjechałem, jak mnie zobaczyła, jak przyszła późno z roboty. No niestety tak właśnie przyjechałem. Na szczęście z domu do Bolta i zeń do domu blisko i nie zmarzłem.

Także po żarach mam nadzieję już jest.

 

Wczoraj rozmawiałem ze starszym Bąbelkiem. Pytałem o wrażenia z matury z polaka. Zadowolony. Ale później się okazało, że zaczął się martwić, bo na 2 godziny przed egzaminem wyciekły do netu tematy. Ponoć w podlaskiem ktoś to wrzucił i ponoć nikt spoza podlaskiego nie wchodził na te strony. Jakim trzeba być idiotą, żeby wrzucać pewniaki na 2 godziny przed egzaminem? Pocieszyłem młodego, żeby się nie martwił. Chyba wszyscy chcą, żeby te egzaminy już się zakończyły i nie trzeba było narażać kogokolwiek na ponowny stres i zagrożenie zdrowia w związku z zarazą.

 

Dziś matma. I kurczaczki! Dostaję od Arka-Zegarka zadanie. Znowu jakiś przeciek. No co za pechowy rocznik. Za chwilę dzieciakom każą pisać na nowo wszystko! Ciekawe, czy to zadanie, które mój serdeczny przyjaciel podesłał, to na szóstkę jest, czy nie. Oczywiście natychmiast przesłałem dalej do mojego Bąbelka, ale chyba już za późno było. Eh!

Także po żarach mam nadzieję już jest.

 

 

pod niebie nie

Stała się rzecz straszna!

Robiłem migrację moich obserwujących ludzików ze starego bloga na nowy i coś nie zadziałało. Wtyczka wordpressowa JetPack się coś zbuntowała. Także po konsultacji wywaliłem ten dodatek. A ponoć taka wszystkomająca, z milionem modułów. Że już nie trzeba innych wtyczek. Właśnie w radio gra Perfect i ich „Idź precz”. Pasuje jak ulał.

 

Stała się rzecz straszna!

Myślałem, że nie dało się wcześniej słuchać Trójki. Cóż. Teraz się nie da. Te komentarze od słuchaczy:

– płaczę i słucham

– super, że wróciliście

– jesteśmy z Wami

I odzew radiowców:

– jesteśmy z powrotem

– staramy się dla Was

– Trójka to nasi słuchacze

 

Taki lodzik eterowy.

Ale. Tydzień temu, podczas … dwugodzinnej audycji … pn. „Godzina Prawdy” ktoś zarzucił szefowi stacji, że dyskryminują kobiety. Zdziwienie po stronie Trójki – nie, nie wydaje nam się. W ostatni wtorek prawie cały dzień audycje prowadziły dwie panie – Kasia Stoparczyk i jeszcze inna (Ola Budka?). Oj. Ale bez wyrazu audycje. Kompletnie niczym nie różniło się od innych radiostacji. Mdło niemiłosiernie. Ale pierwsze koty za płoty. Przecie po nocy przychodzi dzień.

 

Stała się rzecz cudowna!

Mój pracodawca wynagradza nas w programie kafeteryjnym my benefit. Zazwyczaj dopłacałem do biletów lotniczych na trasie miasto – Miasto. Zawsze to parę złotych mniej z mojej kieszeni. Dwa razy w roku dostajemy bonus w postaci – Lato, Zima lub Święta. I się okazało teraz, że dołożyli możliwość wykupienia bonów na allegro! Ale nie to jest tą cudownością. Wczoraj, przed obiadem, kupiłem słuchawki bezprzewodowe (stare szlag trafił) i tak sobie wieczorkiem poszedłem pobiegać z tymi białymi, przewodowymi, kompletnie zapomniawszy o zakupie (nie mam wykupionych żadnych opcji Smart). Dziś widzę, że kurier między 13.30 a 15.30 przybędzie. Dzwonię i umawiam się na konkretną godzinę. Pan obiecuje być w samo południe. Był 11.20! I szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, co mi przywiózł, bo kupiłem ostatnio ze 3 rzeczy. Otwieram pudełeczko, a tam TE słuchawki! Poczułem się jak Amazon Prime User! Ameryka!

 

Stała się rzecz straszna!

Chyba w weekend rzuciłem się na gorące żarcie jak jakiś Arab na kurs pilotażu (takie porównanie, które było w modzie po wrześniu 2001. Nie wiem jak to teraz brzmi). I, kurczaczki, oparzyłem sobie lewą stronę podniebienia. Zrobił się taki bąbelek (a właśnie! Mój większy Bąbelek od siostry maturę zdaje w poniedziałek. Szczęściarz, nie będzie miał ustnych egzaminów. Choć mi akurat ustny z polaka poszedł celująco. Szkoda, że Virginia jakoś się uparła, albo zrewanżowała się za moje wybryki na lekcjach, i nagrodziła mnie tylko na ustnym z angola oceną bardzo-motyla noga-dobrą. Ale fajnie, że Popek dostał celujący. Zasługiwał. Czyli wystarczyło tylko siedzieć na lekcjach cicho i byłaby 6. No ale ja nie z tych cichych.

No i ja tego bąbelka w buzi oczywiście się pozbyłem. I teraz mnie boli. Każdego dnia myślę sobie, że jutro będzie lepiej. Ale nie jest. Strasznie ciężko mi się je teraz. Nawet jak na prawo przerzucam jadło i mielę, to pobolewa paszcza. Eh. Dobrze, że już tak na gorące nie reaguje i mogę coś tam przyjąć. No ale fajnie nie jest. Męczę się. A tu weekend za rogiem. Wiadomo, że to czas pysznego jedzenia. Jak jeść? Jak żyć? I ten wszędobylski język, który co chwilę sprawdza jak tam moje oparzenie się ma. A mówili, że ślina ma właściwości gojące (tak nam kiedyś prawił native speaker z Jacksonville na Florydzie na naszych zajęciach z biznesowego angielskiego w robocie. Ale o tym może opowiem innym razem).

Ale z tego nieszczęścia wyszło mi na wadze dziś to!

Przypominam, że mam 232 cm wzrostu, kacze pióro!

Miłego weekendu wszystkim. Dajcie znać, czy jesteście tu ze mną na nowym, bo nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta.

Panie doktorze, wydaje mi się, że piszę blog, które nikt nie czyta. Taki dajalog prowadzę z nikim.

Może marihuana lecznicza by pomogła.

 

A propos, dajalog. Stała się rzecz straszna! Ponoć jest jakaś beka z naszego Ministra Finansów. Nikt nie wie czy jest i jak się nazywa. To straszne, żeby w kraju, prawie czterdziestomilionowym, nie było szefa takiego ważnego resortu. Co o nim ludzie w sieci wiedzieli, to:

– nazwisko chyba na K.

– nie ma wyższego wykształcenia

– po angielsku mówi lepiej niż po polsku. Zamiast dialog mówi dajalog

 

Nie będę tu laurki panu z PiS robić, ale pan Tomasz Kościński (kolega Pinokia) urodził się w Londynie i skończył Uniwersytet Goldsmitha tamże. O jego majątku nic nie wiadomo, bo chociaż zgodnie z przepisami musiał składać oświadczenia, to nie wydał zgody na ich upublicznienie. Nie wiedziałem, że tak można. Ciekawe co na to bracia Szumowscy?

brawurowa bladź, czyli mój pierwszy raz po raz drugi

Ostatnia scena już, dramatyczny akt
Wysmakowany kicz, płakać mam czy się śmiać?
Niepojęty grzech, czas ucieka tik-tak, tik-tak
Trąci chłamem, gdy czekam na mój znak

 

Hejka kochani! Jestem. Nadaję.

W pierwszych słowach pragnę podziękować za pomoc i za wsparcie Słodkokwaśnej, który mnie rozdziewiczył, trzymał za rękę i poprowadził przez meandry zakładania własnej strony. A ciężka jest to droga.

Taka fanaberia mnie naszła. Żeby mieć własne strony. Ileż mnie to zdrowia kosztowało? A ileż hajsu?

Mogłem zostać na wordpressie i wykupić u nich jakiś pakiet. 14 zł/miesięcznie za jeden adres (czyli bez mała 400 zł/rok za oba blogi). Mógłbym wtedy mieć adres taki, jaki sobie zawinszowałbym. Albo w ogóle nic nie robić i zostawić wszystko tak, jak jest. Ale nie. Maciuś sobie zażyczył zmian. Brawurowa bladź.

Albo mógłbym, czyli to, co zrobiłem, wykupić domenę i podpiąć do niej silnik … wordpressa.

Wykupienie domen obu w sumie wyszło 55 zł (zanotować: oddać hajs Słodkokwaśnej). Niby tanio. Ale tu wkracza Wujek G cały w czerni, który indeksuje wszystko co jest w necie. To są bezduszne roboty, które nie wiedzą, że biedny Maciek porzuca blog na wordpressie i idzie na swoje. Google by mnie po prostu szybko zablokował za dublowanie treści. Także należało albo usunąć stare blogi (za darmo), albo je przekierować za 52 zł/rok każdy. Także wybrałem opcję numer dwa.

I tu zaczęły się kłody pod nogi. Zamienił stryjek …

Importowanie mojego polskiego bloga idzie jak krew z nosa. Drugi dzień to robię. Drugą próbę poczyniłem i nadal brakuje mi jeszcze około 80 kilka postów. Ładujcież się do cholery.

Słodkokwaśna mówi, że jak jest tego w chuj, to się będzie ładowało długo. No ok. Niech się ładuje. Mam rok na to. Jak się nie przeniosą wpisy, to wracam na wordpress stary.

 

Aha, nie dziękuję „niektórej osobie”, do której zwróciłem się z zapytaniem, czy wie i czy może pomóc. W zamian dostałem suchy link do wygoogle’owanego artykułu w temacie. Powiem tak, jeśli się do kogoś zwracam z zapytaniem, to tylko dlatego, że cenię ich wiedzę, liczę na pomoc i dobre rady. Wygoogle’ować to sobie sam mogę bez łaski. LGTFY my ass, jak się to mówi. Ludzie, możemy w ogóle ze sobą nie gadać. Wszystko można znaleźć w necie. Ale czy o to chodzi?

 

I taki trochę niepewny jestem, czy warto było się przenosić. Czy ta fanaberia to coś zmienia. Adresy miałem w sumie ok. Teraz zamiast

www.mdobrogov.wordpress.com jest www.mdobrogov.pl

oraz

www.empirestateofmd.wordpress.com jest www.mdobrogov.com

 

Fanbaberiusz powinni mi dać na chrzcie.

 

A zacząłem Darią Zawiałow, bo bardzo lubię tę piosenkę.

 

Podoba mi się ta dziewczyna. Wydała na razie dwie płyty i miałem je w swojej bibliotece muzycznej. Ale z czasem wykasowałem większość i zostały pojedyncze utwory. Nie rozumiem trochę jej fenomenu na liście Trójki. Jej prawie wszystkie piosenki dochodziły do wysokich miejsc i spędzały w zestawieniu ponad pół roku. Dziwne. Dobre ma przeboje, ale chyba nie, aż tak. I ucieszyłem się, że w końcu „Gdybym miała serce” wyszło na singlu. Piosenka doszła na szczyt listy i po kilku tygodniach zepchnął ją … Kazik. I szlag listę trafił.

Daria genialnie zaśpiewała swoją wersję „Jeszcze w zielone gramy”. Zdolna, młoda szansonistka. Trzymam kciuki.

 

A propos Trójki. Trzymam kciuki, daję szansę. Nie rozumiem jadu typu „Panie Kubo wstyd” albo „to już nie to samo”, czy też „nie macie honoru”. Kurczaczki. Ludzie! Opamiętajcie się. To jest wyjątkowe radio. To nie jest zautomatyzowana i ogłupiająca radiostacja typu RMF FM. To są ludzie, którzy chcą robić dobre radio, dobre audycje. Pech jest taki, że to Polskie Radio i macki PiS-u doszły i tu. W jakim innym radio posłuchamy książek typu Solaris? Albo Grażyna Dobroń opowie jak zdrowo żyć, a Agnieszka Szydłowska co się dzieje fajnego kulturalnego w Polsce? Piotr Stelmach, który wrócił powiedział ciekawą rzecz. Trójka to nie jest praca. I to słychać. Dajmyż szansę, nie plujmyż jadem. Mann niech się zamknie ze swoim przekąsem w stosunku do nowego dyrektora radiowego. On dla mnie z resztą nigdy nie miał klasy.

 

No dobrze, kończę mój pierwszy wpis na moim nowym blogu. Zaglądajcie do mnie.

the end

Kurczaczki, ciasto francuskie mi nie wyszło, a widelec spadł z talerza do kosza!

Wnioski?

– schować kosz z powrotem do szafki 

– nie rozciągać tak ciasta, bo się podziurawi

– duchy wróciły i czegoś chcą

Wpis miał się nazywać „nic nie może przecież wiecznie trwać”, ale coś mi zaświtało, że już coś takiego popełniłem. O tu jest.

Tych wpisów mam ze 40, a jednak wiem, co się w nich mieści. Właśnie. Ile ja mam tych wpisów. Adnu sekundeczku. Bzzz pii uuuu grrr brrr, mam już. To jest 360 post.

To jest the end, czyli koniec.

Rozmawiałem 21 maja z moim serdecznym kolegą ze studiów, którego nazwę tu, hmmm, Arek-Zegarek (sorki Arek). Szalenie dawno się nie słyszeliśmy i nie widzieliśmy. Pamiętam jak dziś, że w jakimś biurze przy ul. Sienkiewicza opijaliśmy zdrowie pierworodnej. Ciekawe czy pamiętasz Arek czego wtedy słuchaliśmy … często. Starsailor i ich „Love Is Here”.

Don’t you know you’ve got your Daddy’s eyes 
And your Daddy was an alcoholic

Nie, niczego nie insynuuję. Ta piosenka była po prostu przez nas katowana. No może nie katowana, ale często grana.

Ja uwielbiam z kolei tytułową piosenkę. Smutna taka.

A chciałem na wesoło, ale przypomniałem, że to koniec, koniec pewnej ery, to na smutno chyba powinno być, także smutna piosenka jest na miejscu.

No i wyobraźcie sobie, że wczoraj pępkowe, a dziś matura u córki! Jak ten czas leci? A mamy tylko … 29 lat (Arek-Zegarek jest mój rocznik, jak się łatwo domyślić, skoro na studiach się poznaliśmy. No dobra, mógł być po technikum, a ja przecie 7 lat grałem w licealnej drużynie koszykówki).

Arek załamany sytuacją w Trójce. Jak szybko można tak radio rozpierdolić? (chyba tego wyrazu użył? Albo ja to chyba powiedziałem, a on przytaknął). Ale sami przyznajcie, że ten wyraz jest na miejscu. Jeśli czytają to nieletni, to tu jest komunikat:

Drogie dzieci, tak, w języku polskim występują wyrazy zakwalifikowane do wyrazów „nienamiejscu” lub po prostu wulgarnych.

Synku, to ty przeklinasz? – tak kiedyś retorycznie zapytała mnie mama, jak w zdenerwowaniu zakląłem jadąc autem.

Trójki już nie ma. Jest za to Trujka. Powiedziałem koledze, że ja jeszcze słucham i będę słuchać. Dziś otwieram me niebieskie oczy, klikam na ramówkę radia, a tam … Wojciech Cejrowski. Brrr. Nie, nie słucham już tego programu.

Kolega zaangażował się w finansowanie nowego projektu zwanego Radio Nowy Świat. Myślę i ja o tym. Ale wpierw niech ruszą, zobaczymy. Na razie dla mnie to nie wygląda za atrakcyjnie. Czas pokaże.

Listy przebojów już nie będę słuchać, bo jakoś mnie odrzuciło. 

I kończąc wątek kolegi Arka-Zegarka. Mam nadzieję, że pojechałeś na te Mazury, czy Warmię, bo ja dziś jednak wpaść nie mogę. Umówionym.

Ale co za akcja z tym umówieniem się. Jakiś czas temu zadzwoniłem do kumpla i mu mówię:

– stary, odmrażają gospodarkę, to się musimy w końcu spotkać. Piątek sobie zarezerwuj. Kolega się nazywa Piątek. Ale nie Krzysiek, to nie ten od futbolu.

– ok, postaram się

I słuch zaginął po koledze. Standard w jego wykonaniu. Dzwonię na przykład w poniedziałek, a ten mówi „oddzwonię do Ciebie za chwilę”. Mhm. Czekaj tatka latka.

Jest piątek, dzwoni Piątek.

– cześć … – zagaja

– to Ty teraz do mnie dzwonisz?! Toż mieliśmy się spotkać tydzień temu w piątek. Zapomniałeś?! – zaczynam swoją nie do końca passive ale na pewno aggressive narrację

– no dziś nie mogę, ale w sobotę możemy gdzieś wyskoczyć – kontynuuje kolega.

Zaczyna do mnie docierać, że zachowałem się jak pałka i to jest teraz ten piątek, bo tydzień wcześniej nie było nawet gdzie się spotkać. Mea culpa. Kacze pióro, czas leci szybko, jak nam knajpy odmrozili.

Dobra, koniec z tym wątkiem. Jest sobota, to nie gadamy o Piątku.

O kurczaczki! Teraz dopiero widzę w górnym rogu arkusza WORD, że jest opcja dyktuj. To po ki czort ja stukam w tę klawiaturę!!! Yuppie.

Ostatnio ni to z nudów, ni to z ciekawości zacząłem eksplorować świat blogów. Nie czytałem nigdy, z wyjątkiem Słodkokwaśnej, którego blog szalenie polecam, innych stron, bo uważałem, że to nuda i nie da się tego czytać. Kto by chciał zagłębiać się w świat innej osoby i zapoznawać się z dziwnymi przemyśleniami na stronach www?

Ale dałem szansę i obserwuję kilka blogów. Z jedną osobą wdałem się w wymianę opinii. Trochę mi łyso, bo ja mam bloga od 11 lat, a kolega z rok. Ale potwierdził mi to, czego się obawiałem. Chcesz sukces, to się staraj. To jest czas i praca. Samo się nic nie zrobi. Nawet jeśli napiszę najwspanialszy wpis, to świat przede mną na kolana nie padnie.

Działa to wszystko podobnie, jak znam to z instagrama (tak, konto skasowałem na IG). Like4like, follow4follow. Zaczynasz coś komentować, to ta druga osoba wróci do ciebie i jeszcze inni jego „czytacze”. 

Istotnym faktorem jest posiadanie jednak MordoKsiążki. 

Ja mam/miałem kilka przemyśleń na temat prowadzenia bloga:

– nie zakładam FB

– nie płacę

– nie nastawiam się na zarobek

Ale pogadałem jeszcze z inną osobą i się poważnie zastanawiam, czy nie kupić jednak czegoś na tym WordPressie. Ale nie pakiet premium za 33 zł/miesięcznie. Ale ten niższy za 14 zł. Poczekam tylko na jakieś flashowe wyprzedaże, bo mają czasem. Zobaczymy.

No i z tą drugą osobą sobie konwersuję i pytam się go jak to jest z tym pisaniem, bo on ma bloga od 1999 roku. Toż to inna epoka, inne milenium. Mówił mi, że zaczynał na blog.pl ale się po jakimś czasie zwinęli, bo wordpress nadchodził. 

Także zaczynam coś z moim blogiem zrobić. Muszę się jeszcze do Słodkowaśnej na korepetycje wybrać.

Podczas tych rozmów padł temat, że nic w internecie nie ginie. 

Dziś miałem koszmar.

Ten wpis miał być krótki, jedno- lub góra dwuzdaniowy. A znowu wyszło czort wie co.

Śniło mi się, że skasowali mi wpisy na wordpressie! The end! Naprawdę się wystraszyłem. 

Od dłuższego czasu piszę moje posty w word-zie, a później je wklejam na blog. Ale ten plik to takie demo, często, a właściwie prawie zawsze, mi się zdarza poprawiać później to co napisałem. Także jakby skasowali, to byłby to dla mnie dramat. 11 lat w piach by poszło. Może ktoś ma radę, albo wie, jak się przed taką sytuacją ustrzec (gdyby sen zaczął się urzeczywistniać)?

This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end

« Older posts

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑