życie

pod niebie nie

Stała się rzecz straszna!

Robiłem migrację moich obserwujących ludzików ze starego bloga na nowy i coś nie zadziałało. Wtyczka wordpressowa JetPack się coś zbuntowała. Także po konsultacji wywaliłem ten dodatek. A ponoć taka wszystkomająca, z milionem modułów. Że już nie trzeba innych wtyczek. Właśnie w radio gra Perfect i ich „Idź precz”. Pasuje jak ulał.

 

Stała się rzecz straszna!

Myślałem, że nie dało się wcześniej słuchać Trójki. Cóż. Teraz się nie da. Te komentarze od słuchaczy:

– płaczę i słucham

– super, że wróciliście

– jesteśmy z Wami

I odzew radiowców:

– jesteśmy z powrotem

– staramy się dla Was

– Trójka to nasi słuchacze

 

Taki lodzik eterowy.

Ale. Tydzień temu, podczas … dwugodzinnej audycji … pn. „Godzina Prawdy” ktoś zarzucił szefowi stacji, że dyskryminują kobiety. Zdziwienie po stronie Trójki – nie, nie wydaje nam się. W ostatni wtorek prawie cały dzień audycje prowadziły dwie panie – Kasia Stoparczyk i jeszcze inna (Ola Budka?). Oj. Ale bez wyrazu audycje. Kompletnie niczym nie różniło się od innych radiostacji. Mdło niemiłosiernie. Ale pierwsze koty za płoty. Przecie po nocy przychodzi dzień.

 

Stała się rzecz cudowna!

Mój pracodawca wynagradza nas w programie kafeteryjnym my benefit. Zazwyczaj dopłacałem do biletów lotniczych na trasie miasto – Miasto. Zawsze to parę złotych mniej z mojej kieszeni. Dwa razy w roku dostajemy bonus w postaci – Lato, Zima lub Święta. I się okazało teraz, że dołożyli możliwość wykupienia bonów na allegro! Ale nie to jest tą cudownością. Wczoraj, przed obiadem, kupiłem słuchawki bezprzewodowe (stare szlag trafił) i tak sobie wieczorkiem poszedłem pobiegać z tymi białymi, przewodowymi, kompletnie zapomniawszy o zakupie (nie mam wykupionych żadnych opcji Smart). Dziś widzę, że kurier między 13.30 a 15.30 przybędzie. Dzwonię i umawiam się na konkretną godzinę. Pan obiecuje być w samo południe. Był 11.20! I szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, co mi przywiózł, bo kupiłem ostatnio ze 3 rzeczy. Otwieram pudełeczko, a tam TE słuchawki! Poczułem się jak Amazon Prime User! Ameryka!

 

Stała się rzecz straszna!

Chyba w weekend rzuciłem się na gorące żarcie jak jakiś Arab na kurs pilotażu (takie porównanie, które było w modzie po wrześniu 2001. Nie wiem jak to teraz brzmi). I, kurczaczki, oparzyłem sobie lewą stronę podniebienia. Zrobił się taki bąbelek (a właśnie! Mój większy Bąbelek od siostry maturę zdaje w poniedziałek. Szczęściarz, nie będzie miał ustnych egzaminów. Choć mi akurat ustny z polaka poszedł celująco. Szkoda, że Virginia jakoś się uparła, albo zrewanżowała się za moje wybryki na lekcjach, i nagrodziła mnie tylko na ustnym z angola oceną bardzo-motyla noga-dobrą. Ale fajnie, że Popek dostał celujący. Zasługiwał. Czyli wystarczyło tylko siedzieć na lekcjach cicho i byłaby 6. No ale ja nie z tych cichych.

No i ja tego bąbelka w buzi oczywiście się pozbyłem. I teraz mnie boli. Każdego dnia myślę sobie, że jutro będzie lepiej. Ale nie jest. Strasznie ciężko mi się je teraz. Nawet jak na prawo przerzucam jadło i mielę, to pobolewa paszcza. Eh. Dobrze, że już tak na gorące nie reaguje i mogę coś tam przyjąć. No ale fajnie nie jest. Męczę się. A tu weekend za rogiem. Wiadomo, że to czas pysznego jedzenia. Jak jeść? Jak żyć? I ten wszędobylski język, który co chwilę sprawdza jak tam moje oparzenie się ma. A mówili, że ślina ma właściwości gojące (tak nam kiedyś prawił native speaker z Jacksonville na Florydzie na naszych zajęciach z biznesowego angielskiego w robocie. Ale o tym może opowiem innym razem).

Ale z tego nieszczęścia wyszło mi na wadze dziś to!

Przypominam, że mam 232 cm wzrostu, kacze pióro!

Miłego weekendu wszystkim. Dajcie znać, czy jesteście tu ze mną na nowym, bo nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta.

Panie doktorze, wydaje mi się, że piszę blog, które nikt nie czyta. Taki dajalog prowadzę z nikim.

Może marihuana lecznicza by pomogła.

 

A propos, dajalog. Stała się rzecz straszna! Ponoć jest jakaś beka z naszego Ministra Finansów. Nikt nie wie czy jest i jak się nazywa. To straszne, żeby w kraju, prawie czterdziestomilionowym, nie było szefa takiego ważnego resortu. Co o nim ludzie w sieci wiedzieli, to:

– nazwisko chyba na K.

– nie ma wyższego wykształcenia

– po angielsku mówi lepiej niż po polsku. Zamiast dialog mówi dajalog

 

Nie będę tu laurki panu z PiS robić, ale pan Tomasz Kościński (kolega Pinokia) urodził się w Londynie i skończył Uniwersytet Goldsmitha tamże. O jego majątku nic nie wiadomo, bo chociaż zgodnie z przepisami musiał składać oświadczenia, to nie wydał zgody na ich upublicznienie. Nie wiedziałem, że tak można. Ciekawe co na to bracia Szumowscy?

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.