podróże,  życie

wina, wina dajcie

Miałem ciasto puszyste, mokre, jogurtowe z borówką zrobić. Tak mnie z rana naszło. Ale zadzwoniłem do Słodkokwaśnej i powiedział mi, że borówki to najlepiej na surowo jeść. Ma rację. Znalazłem nawet sprytną recepturę. Tylko zabrakło w niej … borówek. Ale pomyślałem sobie, że co ja zrobię z resztą mleka, jak tylko 1/6 szklanki muszę użyć? I cukru w domu też nie mam. Same wydatki. Także za radą kolegi kupie sobie owoc i na surowo zjem.

Ostatnio targają mną dziwne sny. Oczywiście pamiętam niewiele, bom starym już jest i pamięć nie ta.

Ale jeden zapamiętałem. Gotowałem ze Słodkokwaśną zupę. A ingrediencji w garze bez liku. Jakiś tłusty boczuś na mię zerkał. Mówię do kolegi, żeby chrzanu dodał, a ten odsuwa mięsko i pokazuje mi taką niemałą kupkę startego korzenia. Czyli pewnie jakiś żur pichciliśmy. Bon jour!

Co do wypieków, to wzięło mnie mimo tego, że

Once on the lips, forever on the hips

Czyli, że w dupę pójdzie. Stała się rzecz niesłychana! W końcu dotarła do mnie karta multisportu i mogę iść na siłownię! Się umówiłem z sąsiadem, że będziemy uczęszczać. Nieopodal mamy siłkę. No i, dodatkowo, jak szczęście dopisze i uda nam się rezerwację na kometkę zrobić, to zniżka też i tam będzie. Same plusy z posiadania tegoż plastiku!

Także ciasto mogłem w sumie zjeść, bo i tak na siłce je spalę. We wtorek nastąpi powrót do tego miejsca. Po 11 latach przerwy.

 

Wina, wina dajcie, bo na trzeźwo się nie da w tym kraju żyć. O reasumpcji nie będę pisał, bo mnie krew zalewa i strach ogarnia. Mafia PiS rządzi i zrobić z nami może wszystko. „Pan prezes prosi o ponowne głosowanie” – tak powiedział jakiś pan do pani marszałek. Mikrofonów nie wyłączyli. Z tego co mówił prof. Zych w Radio 357, to reasumpcję przeprowadza się wtedy, kiedy zaraz po głosowaniu poseł oświadcza, że się pomylił, a nie po półgodzinnej pogawędce w komnacie. Pan prezes prosi … Zaczynam się bać mego kraju.

Słyszałem, że na Węgrzech jest gorzej. Gazety opozycyjne drukują na Słowacji, bo u siebie to mieliby problemy (nie tylko finansowe). Media są odkupione i w całości w rękach Orbana. Jedynie Axel Springer funkcjonuje. Ale ten szmatławiec nie bawi się w politykę, więc nie jest szkodliwy. Polska drugimi Węgrami? Wałęsa kiedyś chciał nad Wisłą budować drugą Japonię. Hm, no cóż, nie wyszło. Węgry bliżej. Takie dwa bratanki jesteśmy – do kieliszka i do szklanki.

Najgorsze jest to, że nas palcami wytykają za granicą. 5 gwiazdek, 3 gwiazdki zdecydowanie!

Wina dajcie!

Odbyłem podróż po kilku winnicach w Polsce i jestem … zachwycony, zaskoczony, ujęty. Się biznes rozwija i toczy. Na sam przód zajechaliśmy do Wojtka i Joanny i ich Winnicy Milanowskiej. Oj, bardzo ładny teren. Zadbany i z różnymi atrakcjami (hamak, sauna, basen, ognisko). Wojtek (bo Joanny nie było) się nami zajął, pokazał winnicę, winiarnię i zaczął częstować. Powiedział, że po jego winach nie ma kaca. Prawdo to. Potwierdzam. Kupiłem u niego ze 4 butelki. Śniadanie nam dał i pojechaliśmy dalej.

Malina ma taki domek na wzgórzu z przepięknym widokiem. Czułem się jak w Toskanii. Oprócz kilku krzaków winogron ma krzaki owocowe, warzywne ogródki i sad. Domek jej mnie urzekł. Na jednej ścianie ma dziurę jak po pocisku armatnim. I na to zainstalowana od zewnątrz szyba. Fajny efekt.

Wojtek i Malina okazali się być przesympatycznymi ludźmi. Wieczór upłynął na opowieściach, śmiechach, konsumowaniu wyjątkowych win i dań. Szkoda, że wszystko dobre się kiedyś kończy.

Winnica Płochockich to już nie przelewki. Robi ogromne wrażenie. Ponoć z 6 hektarów. Największa winnica, to Winnica Turnau Solaris koło Szczecina. Ze 33 ha!

Basia Płochocka nas oprowadziła. Niekończące się rzędy krzewów. I jako nieliczni mieli krzaki nasadzone tarasowo. Degustował głównie Wielki Pe, bom prowadził. Dali nam nawet spróbować wina robionego metoda gruzińską, czyli w takim wielkim dzbanku ze spiczastym dnem. Wino wychodzi czerwone, ale o kolorze pomarańczowym. Nie mój klimat. Ale nabyłem 3 butelki – białe, różowe, czerwone. Wielki Pe mówił, że Basia i Marcin Płochoccy to już autorytety i często Basia udziela się w różnych grupach, na rożnych kursach jako ekspert. Odniosłem wrażenie, że dosyć z dystansem nas potraktowała. Ale może to mylne odczucie, bo w sumie Wielki Pe z branży jest, to nie trzeba wykładać jak chłop krowie na miedzy.

Winnica Nobilis jakoś najmniej mnie urzekła. Pani matka obrywała liście, także jej syn nas oprowadzał i degustację przeprowadził. Pani właścicielka nawet sympatyczna, bo kilka zdań z nią zamieniliśmy. Pani jest uczona i wykłada w Lublinie i dlatego może odniosłem wrażenie, że bardzo chemicznie do swojej uprawy podchodzi. Chemicznie i analitycznie.

Widziałem więc 4 winnice i każda była inna. Podobało mi się. Ale do piątego miejsca już nie chciałem jechać. Głód wziął górę.

Wina dajcie!

W konsekwencji zwiedzania winnic wylądowałem w Sandomierzu

i Zamościu.

Ciekawe miasta. Urokliwe. Och! I przez Szczebrzeszyn przejeżdżaliśmy! Mam fotki z dwoma chrząszczami, które wyglądają jak … koniki polne. Chrząszcz nie wydaje dźwięku, więc jak ma brzmieć w trzcinie? Trzciny też w sumie nie spotkaliśmy.

Pod Szczebrzeszynem usiedliśmy w lokalu zarekomendowanym przez Słodkokwaśną. Pyszka jedzenie. Obok knajpy było Muzeum Skarbów Ziemi i Morza. Nie zdążyliśmy odwiedzić, bo do 16.00 było otwarte. Ale co mnie urzekło, to częste “meee” dochodzące z nieopodal! Podszedłem, a i owszem. Ojej! Jakie słodkie Mee i Bee i Maleństwo. Takie umaszczone na modłę sarenki. Brązowe i gładkie. Mamusia meczała, a tatuś leżał z dzieciątkiem. Słodki widok. Mówiłem nawet Wielkiemu Pe, żebyśmy buchnęli te zwierzątka i powiększyli jego trzódkę. Ale nie chciał.

W Zamościu widziałem słynny punkt szczepień, który dzień, czy dwa przed naszym przyjazdem podpalił idiota, antyszczepionkowiec. Ludzie! Żyjcie i dajcie żyć. Nie szczepisz się? Twoja wola. Ale po kiego czorta niszczyć punkty szczepień.

Coraz częściej myślę o tym, żeby wyjechać z tego kraju. Tylko dokąd?

Wina, wina dajcie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.