życie

malowany dzbanku

wpis miał nosić inny tytuł, ale wczoraj jechałem rowerem i jakiś koleś zrobił na ścieżce rowerowej taką głupotę, że aż pomyślałem – co za dzban!

Automatycznie w mojej głowie pojawiła mi się piosenka pani Heleny Vondrackovej pt. Malowany Dzbanku. I od wczoraj do dziś sobie nucę! Natrętne to. Co chwila podśpiewuję malowany dzbanku, znasz ten czas, dobrze znasz ten czas. Pomocy!

Ikrzyska Olympijskie się zaczęły. No jakoś te zawody od pewnego czasu mnie ni ziębią, ni grzeją. Chyba z naciskiem na „nie grzeją”. Chyba od imprezy w Londynie, kiedy to nasza Isia Radwańska otrzymała ode mnie przydomek DNS (Definitywnie Niech Spier…ala). No wyszła na kort i pomachała sobie rakietką bez entuzjazmu, chęci, zaangażowania. Teraz w Tokyo to też jakiś kabaret w damskim tenisie. Nawet komentator Eurosportu pan Karol Stopa powiedział na wizji o tenisistkach, że „chuja kładą” [sic!]. Były również i inne niecenzuralne słowa. Pan redaktor nie zauważył, że ma mikrofon wciąż włączony.

Igrzyska mnie nie grzeją. Ale jest jeden wyjątek – kolarstwo górskie kobiet. Jestem pełen podziwu dla dziewczyn! Pamiętam jak 5 lat temu kibicowałem Mai Włoszczowskiej. Była blisko złota, ale skończyło się na srebrze. Trasa była jakaś taka płaska, ale mimo to piękny wynik osiągnęła. Teraz pani Maja startowała z dalszej pozycji. Jakaś konkurentka na sam przód wjechała jej w rower i musiała się wypiąć z pedałów i przez to straciła cenne sekundy. A jak się jest na końcu stawki, to niestety błoto się wkrada do przerzutek i nie ma tego efektu już. Ale 20 miejsce to i tak super wynik. Piękna kariera Mai Włoszczowskiej.

Także wczoraj oglądałem i byłem pełen szacunku dla dziewczyn. Trasa była jakaś kosmiczna. Lasy, górki, kamienie. Ponoć padało i było mokro, niebezpiecznie. Jak zobaczyłem, jak jedna z drugą skacze z kamienia, albo po kamieniu, w dół leci, prawie na twarz, to łapałem się za głowę. Drobne dziewczynki, rower tak prawie wielki jak mój. Szacunek! Zobaczę na weekend w Borach Tucholskich czy mój też tak umie skakać. Widziałem dwie dziewczyny, które zeszły z trasy. Japonkę zdejmowali z roweru. Cała w drgawkach była. A druga siedziała przy banerach i płakała. No weź tak jedź przez około 80 minut. Ja, jak po Wawrze lecę z 50 minut, to mam serdecznie dosyć, ale pyś się cieszy. Rower jest fajny. Sport jest ok.

Jeszcze a propos zawodów w Tokio, to donoszę, że trzymam kciuki za Zosię Klepacką. Poznałem ją kiedyś i miałem okazję porozmawiać. Bardzo fajna dziewczyna.

Kilka lat temu robiliśmy cykl spotkań z klientami. Bohaterką była właśnie Zosia. Na jednym ze spotkań okazało się, że wśród naszych zaproszonych gości-klientów jest inny zdobywca brązowego medalu w Rzymie w 1960 roku w kajakach, pan Władysław Zieliński. Zaprosiliśmy pana na przód i razem z Zosią opowiadali jakie to uczucie być na Igrzyskach i reprezentować ojczyznę. Szkoda, że Isia “DNS” Radwańska nie miała takiego podejścia do tematu.

Zosiu, życzę medalu!

Wpis miał nosić tytuł inny.

Dziś w Radio 3-5-7 pan powiedział, że w sumie żadnego wielkiego święta dziś nie ma. Ale drugi redaktor dorzucił – dziś tylko obchodzimy Dzień Kultu Masy Mięśniowej.

Heh. Masa mięśniowa. Hm, ponoć jest coś takiego. Ja u siebie nie zauważyłem. Ja mam ewentualnie mięsień piwny, bo jedyny siłowy sport, który ostatnio uprawiam to podnoszenie kufla piwa. No bo od roweru i biegania, to jakie to mięśnie? Łydka się ewentualnie wyrzeźbi. Ale to i tak trzeba zasuwać jak Maja Włoszczowska.

Nie informowałem wszem i wobec, ale zapisałem się w pracy na kartę MultiSport Premium. Mogę teraz mieć zniżkę na kometkę. Jak chodziliśmy, to pani zawsze pytała, czy mamy taką kartę, bo zniżka 15 zł jest. Nie mieliśmy. Teraz mamy, ale na bada już nie chodzimy.

W 2010 roku zapisałem się do Zdrofitu nieopodal. Obiecywali, że ktoś się mną zajmie i powie mi co i jak. Hm, po dwóch miesiącach podszedł do mnie chłopak i powiedział – źle pan to robi. Po trzech miesiącach siłki postanowiłem rzucić to, bo nastało lato i spróbować na zewnątrz. Mój trening wyglądał wtedy tak: godzina biegania na bieżni i pół godziny testowania wszystkich urządzeń. Dobrze mi się biegało. Bez problemu. Stwierdziłem więc, że po co płacić, skoro na podwórku mogę za darmo biegać. Mam już wprawę. Pamiętam pierwszy raz na dworze. Po 200 metrach myślałem, że płuca wypluję, umrę i kląłem pomysł biegania po podwórku. Ale później jakoś organizm się przyzwyczaił i teraz biegam 10 km bez problemu.

Poznałem ostatnio somsiada. Zaczął w okolicach French Open (przełom maja i czerwca) przychodzić do lokalnego baru. Sądząc po stroju i kasku i fakcie, że parkował rower przy wejściu, to widać było, że lubi dwa kółka. Po szybkim poznaniu się postanowiliśmy razem rowerować. Na siłownię też chodzi, czyli somsiad sportowiec. Opowiedziałem mu o swoich przygodach w Zdrofit (do którego i on chodzi) i o chęci powrotu. Obiecał, że pomoże, pokaże, doradzi. Także czekam na kartę. Ma niby być lada dzień i od 15 sierpnia mogę ją walidować.

Dzień Kultu Masy Mięśniowej, heh! Dobrego dnia wszystkim zatem. Kulturujmy się! Mięśniujmy się! Kultywatory Masy Mięśniowej wszystkich krajów, łączcie się!

 

Hej! Jen mi dudačku hrej…

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.