życie

mleczna kisłota w myszcach

z tej Grecji to chyba jakieś świństwo przywiozłem.

 

Jakiś czas temu swędziało mnie całe ciało. Będąc w gościach Słodkowaśna się ode mnie odsunął i powiedział, że pewnie jakieś pchły mam. Mówię mu, że mnie swędzi i się muszę drapać. Pani kolegi powiedziała wtedy, cytuję:

Maciusiu, kup sobie peeling cukrowy w Rossmanie. Tylko cukrowy

Jakżem usłyszał, takżem uczynił. Przeszło.

 

No i w pierwszą noc po powrocie z Grecji zaczęło mnie w nocy swędzieć. Od razu wbiłem do głowy, że to pchły jakieś! Wielki Pe jeszcze przeanalizował objawy i napisał mi, że to świerzb. Kurczaczki!

Szybko zaglądam w onet, a tam chyba jakiś neuromarketing uprawiają, bo był artykuł o takim i owakim. No i wyszło, że świerzb mnie odwiedził. Oczywiście usuwanie tego cholerstwa trudne. Jednym z rozwiązań było wypranie w parze ubrań. Od razu całą szafę i pościel wrzuciłem w 5 prań i wyparowałem sobie rzeczy. 7 lat temu posłuchałem znajomych i kupiłem pralkę z funkcją pary.

I jakoś przeszło.

Mijają 3 tygodnie i znowu to samo. Wielki Pe mówi, że to znowu świerzb, bo to cykl mniej więcej 3-tygodniowy jest. Przekląłem. I znowu wyparowałem sobie ciuszki i pościel. Dodatkowo wziąłem sobie płyn odkażający nabyty w ubiegłym roku na Orlenie i wysmarowałem skrzynię na pościel.

W międzyczasie zadzwoniłem do pani prof. ze Szczecina z zapytaniem o dermatologa wśród znajomych. Nie miała. Pogadaliśmy, powiedziałem jej, że świerzb złapałem. A ta mi na koniec konwersacji kończy:

Dobrze, że nie wszy łonowe (uśmieszek w tonie wypowiedzi był)

– nie mam łona – odpowiedziałem jej.

– aha, no tak – zakończyła uczona.

I oczywiście mam tak, że jak ktoś mi coś zasugeruje, to ja już wiem, że to mam! Hipochondriusz mam na drugie.

Już przeglądam internety, już ci ja patrzę na wszy łonowe i kątem oka widzę, jak coś ze skrzyni na pościel spieprza! Pajączek! Świerzb myślę sobie, bo podprogowo zapamiętałem, jak pani prof. ze Szczecina napomknęła, że to ponoć pajączek jest.

– to nie jest pajączek, to jakaś larwa – tak mi wyjaśnił później Wielki Pe.

Ten pajączek to może być właśnie wesz łonowa.

Pędzę do apteki, do pani magister i wydzwaniam kolegę, który mieszkał w pokoju obok w Grecji z pytaniem, czy go swędzi.

Nie odbiera, pani magister mi proponuje płyn za 58 zł. W sumie to jedyny specyfik na świerzb był. Biorę, płacę, wychodzę. Oddzwania kolega. Pytam, mówię mu o moim nieszczęściu, a on tak na spokojnie:

Maciej, to może być alergia, bo używałeś kosmetyków hotelowych, a one są silnie alergizujące

– i co? Po 3 tygodniach to wraca? – pytam go, obalając jego teorię, która mi się bardzo podoba

– a wyjeżdżałeś gdzieś? – się kolega się pyta się

No i mnie uświadomiło – Zamość, Sandomierz, mama i tata.

No tak! I przypomniała mi się rada pani Słodkokwaśnej:

Maciusiu, kup sobie peeling cukrowy w Rossmanie. Tylko cukrowy

 

I tak od kilku dni smaruję się płynem na świerzb i pilinguję się. I jakby świąd ustąpił.

Chyba faktycznie mam problem ze skórą – za sucha, wrażliwa. Żadnych oznak obecności obcych ciał nie zauważam, to chyba nie świerzb i nie pchełki. Ufff.

 

Wczoraj ucztowałem u kolegi Rafała. Steki zrobiliśmy. I znowu kolega zamulał, a ja świetnie bawiłem się w towarzystwie jego żony. Zawsze mamy bez liku tematów do poruszenia. Rafał się wtrącił z raz, czy dwa. Rzekł:

Ej, a co to za tatuaż?

– śledzie białostockie – tłumaczę

– ale, że nie kumam – mówi

I to jest kolejna osoba, która zbija mnie z pantałyku. Ludzie nie kumają śledzi białostockich! Jeden kolega mnie dobił swoim – ej, ale Białystok przecież nie leży nad morzem. Zrobiłem facepalm, albo palmface.

Żona Rafała skumała, a ten nie. No ludzie!

 

Ostatnio włączyłem sobie rosyjskie szlagiery. Leningrad, Griby i takie tam. Ech, ten Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze! I komu to przeszkadzało? Teraz to bym oglądał!

No i tak przypomniał się mi mój lektor Aljosza. Ostatnio mówił, że zabolał na kowida. Zagaduję go i widzę, że w zdrowium go zastał.

 

Mówię mu co u mnie słychać. Że na siłkę wróciłem. A ten:

А ты молодец, что ходишь в тренажёрный зал. Я тоже хочу записаться

Z błędu go wyprowadzam szybko i mówię, że to dopiero pierwszy raz pójdę. Lektor zaczyna mi tłumaczyć, że pierwszy raz, to powinienem mało ćwiczyć, nie za dużo, bo na drugi dzień wszystko będzie boleć.

– zakwasy będą? – pytam go po polsku

Молочная кислота будет в мышцах. Я помню, как я первый раз ходил в тренажёрный зал, потом два дня всё болело.

 

I powiem tak. Pierwszy raz był fajny. Szybko zleciało. Raczej cięższe, niż lżejsze ciężary i obciążenia były. Wszystko mi pokazywał somsiad. Ja się łapię za hantelkę 3 kilo, a ten za 17,5! No ale on chyba urodził się na siłowni. Mnie jeszcze długa droga czeka, żeby za te czarne hantle się łapać.

No i wczoraj tak sobie żyję i patrzę, że nie jest tak najgorzej. Raz czy dwa stęknąłem, jak chciałem po kieliszek wina sięgnąć. Ale ogólnie wszystko dobrze. Dziś mam drugą sesję na siłce.

Ale dziś nie daję rady rąk podnieść. Oj! Mleczna kisłota w myszcach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.