Tag: prezydent

gdzie jest słonko?

Kiedyś napisałem do pani wtedy-inżynier ze Szczecina kilka słów. A może jej link podesłałem?

Gdzie jest słonko, kiedy śpi? Czy wilk zawsze bywa zły.

I ona mi odpisała coś w stylu:

A idź w cholerę Maciek. Teraz nucę to cały dzień.

Słuchałem ostatnio, bodajże w poniedziałek, audycji Macieja Orłosia w Radio Nowy Świat. I tam wejścia ma pani publicystka, która rozmawia ze znanymi i komentuje życie w Polsce.

I właśnie we wspomniany ostatni poniedziałek pani Beata zapytała swego rozmówcę (chyba pan z Newsweeka) – gdzie jest prezydent Duda?

No właśnie!!! Gdzie jest nasz DługoPiS? Cisza, jak makiem zasiał. Ostatnio pana dupę słyszałem, jak zapraszał po wyborach Czaskowskiego do Pałacu Prezydenckiego na pogratulowanie sobie re-elekcji. Czyli jakiś to sierpień był. A tu już grudzień. No zaszył się.

Część osób mówiła, że El Presidente pokaże teraz jaki ma kręgosłup, bo to druga kadencja i trzeciej nie będzie. Czyli może się zaprezentować, pokazać co on nie może. A w poniedziałek usłyszałem, że mu to lotto, bo to druga kadencja i trzeciej nie będzie. Więc po co się starać?

Gdzie jest Duda?

Chyba Endrju, poczuł się wywołany do tablicy, bo dziś wyczytałem, że Głowa Państwa wraz ze swoją Szanowną Małżonką pokazali jak ślicznie udekorowali domek! Świątecznie udekorowali! No sukces! Nie sprawdzałem efektów pracy Pary Prezydenckiej. Nie wiem, czy to zgrzebnie, czy glamurowo wyszło. Nie mniej gratuluję rękodzieła. Przynajmniej coś zrobił. Prezydenta mamy co się zowie. Konduita pierwsza klasa.

Patrzę na te postępy koronawirusa i się zamyśliłem, zasmuciłem. Ponad pół roku temu rozmawiałem na Instagramie z piekarzem z Iranu. Sprawdziłem wtedy. Iran w TOP10 przypadków na świecie. My, hen hen, daleko, w połowie piątej dziesiątki. Wczoraj sprawdzam i … Iran 15., a my tuż przed nimi – na 14. miejscu na świecie. Smutne to. Od kilkudziesięciu dni jesteśmy w top10 nowych, dziennych przypadków.

Mam dosyć obostrzeń. Niech rząd spier….ala ze swoimi pomysłami. Sklepy mogą mi pozamykać. Nie kupuję, a jeśli już muszę, to mam internet. Ale rozumiem, trzeba kabzę państwową nabić. Otwórzcie kurna knajpy! Ja już mam dosyć gotowania, na wynos nie jem, bo to nie jedzenie. Napoju z pianką w kuflu bym się napił.

Dziś, wracawszy do domu z roboty, poczułem głód. Wydzwaniam właściciela knajpy, żeby coś może zamówić by. Nie odbiera. No to lecę do sklepu i robię zakupy na obiad. Kolega widzę, że próbuje do mnie oddzwonić. Podczas rozmowy mówię mu, że chowam zakupy do lodówki, że jutro sobie upichcę. Posłuchałem propozycji, mlasnąłem językiem i zadzwoniłem do knajpy (pan właściciel już był w domu). Przekomarzam się z kelnerką Justyną. I co się okazuje. Pizza wraz z niespodzianką – butelką coli, trafiła do mnie piorunem. Oj coś czuję, że pan właściciel zmobilizował swoich ludzi. Taką obsługę to lubię. Klient usatysfakcjonowany. Ale pizza z kartonu, to nie pizza, niestety.

Do przepłukania gardła zaproponowałem sobie zarekomendowaną przez ładną buzię ze sklepu z alkoholem. Pani Monika pochwaliła Kilchomana, jak powiedziałem jej, że uwielbiam torfowe whisky. Mówię panu, torf ciągnie się jak smoła – tak mi opowiadała.

Hmmm, czy ja wiem. Jak dla mnie dosyć delikatny torf. Choć pan G., znawca szkockich napitków mówił mi, że Kilchoman to głęboka wiocha i tam tak po swojsku robią. Czy ja wiem? Może już mi się podniebienie wyrobiło? Torf czuć, ale smoła? Nieeee.

Zauważyłem, że mam problemy ze snem. A może to nie problemy? Ostatnio budzę się o 5 rano. Ula z Nju Dżerzej napisała mi, że prawdopodobnie wyspałem się już za wszystkie czasy. Może?

Dziś nawet włączyłem sobie po raz pierwszy Radio Nowy Świat, żeby od 6 rano posłuchać Wojciecha Manna. Okazało się, że Mann był, ale junior. Oryginalni prowadzący do radio nie dotarli. Chyba przez ten atak zimy. Słabo.

Dzięki zwiększonej liczbie spraw w pracy w biurze byłem ze trzy razy w tym tygodniu. Jak to fajnie zobaczyć dawno niewidziane miasto. Napstrykałem sobie fotek. I znowu tylko Pałac i Pałac.

Gdzie jest Duda?

wystarczy tylko 270

kurczaczki, dziś wybory w USA. Pamiętam, gdzie byłem i co robiłem 4 lata temu! Ależ czas biegnie.

Ule już pogłosowały dawno. Jedna pewnie na Trumpa, a druga pewnie na Bidena.

Rozmawiałem z koleżankami i się dziwiłem, czemu takie stare dziady startują? Panowie po 70. Ula z TX mówi, że jak Joe padnie, to Kamala będzie prezydentem. Fakt, na przyszłą panią wiceprezydent można oko zawiesić. Na Mike’a Pence’a niekoniecznie. Ale to właśnie 4 lata temu starsze państwo z Indiany powiedziało mi o tym senatorze. Że kibicują Trumpowi, bo jak wygra, to zabierze ze sobą w cholerę tego polityka i da spokój ludziom Indiany.

W Polsce prezydenci raczej młodzi. Kwach, jak był wybierany po raz pierwszy, to miał chyba mniej lat niż ja teraz. 41? A Dupa miał 43 w 2015 roku. Czyli my na młodość stawiamy. Ameryka na … doświadczenie.

A wystarczy tylko 270 głosów zdobyć. Z 538. Wtedy Hilary Clinton aka Leżąca Plaża (Lying Bitch), jak ją większość nazywała. Zdobyła ponoć 2 miliony głosów więcej. I cóż z tego. Nie wygrała w tych stanach, co trzeba. Najwięcej głosów ma się z Kalifornii, bo aż 55. Ale sporo stanów daje ci tylko 3. Także Jakby otumanić ludzi z 3 stanów, to już ma się 122 (Texas 38, Floryda 29).

 

W poniedziałek 4 lata temu zaleciałem do Charleston i zacząłem moją przygodę. Fajny to był road trip.

Myrtle Beach było już po sezonie, także hotel kosztował grosze. Coś ponad 50$. Wysokie piętro, widok na ocean. Jakiś przeziębiony byłem, bo pamiętam, że jakieś tabletki jadłem. Pokój ogromny, a łóżko przepastne. Obudziłem się przed 5 i poszedłem oglądać wschód słońca. Wtorek nadszedł.

Ale wieczorem wcześniej podziwiałem kurort. Niestety lekko zdemolowany był. Huragan Matthew odwiedził Karoliny wcześniej.

Po kolacji spotkałem w barze jakichś chłopców i pograliśmy w bilard. Jeden zaproponował mi jointa, ale odpowiedziałem, że nie palę, bo rano muszę być wypoczęty i na chodzie. Prawda była taka, że koleś wyglądał dziwnie, a ja nie palę takich rzeczy z nieznanych źródeł.

Rano po wschodzie słońca ruszyłem. Dzień wyborów. I to była przyjemna podróż. Ameryka prawdziwa. Nie jakieś betonowe autostrady i lasy, tylko architektura, życie, bezdroża, ludzie. W sumie na północnym wschodzie drogi są nudne. Bo na południu, jest krajoznawczo. Tak naprawdę to takie utwardzone drogi, które i tak nazywają się highway. Jechanie po takich szosach to czysta przyjemność i frajda. Przy którymś kościele stała kolejka do wyborów. Szkoda, że nie zatrzymałem się i nie porobiłem zdjęć.

W Savanah, w The Warehouse, oglądaliśmy w TV relację z wyborów. Ludzie się emocjonowali. Ja wszystkim mówiłem, że dylemat to my mamy co 5 lat w Polsce. A ostatnie wybory, to rozterka pomiędzy głupim a głupszym. W knajpie poznałem kolesia (po prawej) co zamówił sobie krewetki i był w delegacji i paniusię (po lewej). Pogadaliśmy troszkę. Na scenie grał chłopiec na gitarze i wtedy poznałem …

 

 

i do dziś jak to słyszę, to widzę ten bar, to miasto. A Savannah przepiękna, urokliwa!

W Charleston w barze już czekaliśmy na efekty głosowania. Jedno małżeństwo z Indiany, jedno emerytowane z MasaUciechs, ja i barman. Dyskusja trwała w najlepsze. W końcu chłopak powiedział, że nie ma bata, po czarnym prezydencie Ameryką nie będzie rządzić kobieta. Ludzie chcą białego faceta. I miał rację.

Charelston

Ciekawe co teraz będzie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że Joe Biden. Ale już wczoraj ktośtam, cośtam nie wykluczał triumfu Trumpa. Ale dziś znowu czytałem, że Donald ma 1 szansę na 10. Zobaczymy. Może znowu Putin pomoże?

 

rozebrać się do rosołu

Po ponad 4 godzinach bulgotania słońce zajrzało przez okno. Szybko pogasiłem palniki, zasłoniłem rolety i włączyłem wiatrak.

Nalałem sobie talerz zupy i siadłem do stołu. Uf, jak gorąco. Pot mnie zlał. Takżem rozebrał się do rosołu. Ale bez sensacji proszę mi tu. Żadnych bezeceństw. Przyzwoity byłem. Nie do takiego rosołu.

Rosół na kaczce okazał się pyszny. Aż sam się dziwię, bom zawsze sceptyczny jest wobec swoich dań. Pozwoliłem sobie na dwa talerze.

Ryba w sosie też niczego sobie. Ale czuję, że to chyba koniec pichcenia w tym tygodniu. Za gorąco będzie.

Włączam internety i widzę, że ktoś śmiał zażartować sobie z naszego Sebastiana, prezydenta Wolski. Po angielsku ponoć rozmawiali. No wyuczony ten pan. Brawo Sebastian.

Oczywiście oprócz znajomości języka obcego, nie mój prezydent posiada również bystrość, inteligencję i poczucie humoru. Zorientował się, że to prank. No co za wspaniały i błyskotliwy prezydent. Dobrze chyba jednak wybrali Wolacy. Będzie chyba kupa śmiechu przez kolejnych 5 lat. Ciekawe czy nasz kraj przetrwa, czy do cna go roz…..

(social) media kłamio

Albo nie pokazują całej prawdy. Albo pokazują ekstremalne przypadki.

Dołączam się do bojkotu FaceBook’a i nadal nie zakładam tam konta. Albo może założę właśnie i pokażę co ja widzę.

Otwieram ja ci rano oczy i paczę na internety. Kolejka tu, kolejka tam. Ktoś pisze, że taki żarcik kolejkowy był – kto kicha idzie na koniec. Zakładałem wcześniej, że może głosowanie potrwać chwilę. Ale i tak, jak zobaczyłem te zdjęcia, to pomyślałem sobie „o o”. Ubrałem się w patriotyczny t-shirt z Texasu, wziąłem ze sobą termos, no i kanapki. Zestaw wyborczy gotowy: dowód, długopis i maseczka. Idę.

Daleko nie mam. Zdziwko! Idę i nie widzę ludzi. Nie ma kolejek.

Z miejsca wszedłem do środka i tu się troszkę nastałem – z 5 minut? Moja ulica jakaś popularna. 3 członków siedzi sobie bezczynnie, a tylko jeden wydaje karty.

No i ten jeden bezczynny pyta:

– Bonifacego niskie numery. Zapraszam

– co to są niskie numery? – pytam. Moja ulica ciągnie się od 1 do 163. Także liczyłem na cud, że może się załapię

– no nie duże – pan doprecyzowuje

– jasne

Cisza kilkunastosekundowa

– do 87 – pan uściśla

Kurczaczki, ja mieszkam w następnym bloku. Ale nie szkodzi. Stoję sobie przy urnie i czekam. Paczę, a niektórzy wrzucają karty niezłożone. Spojrzałem na kilka i co ja widzę? Widok mnie cieszy.

(jest cisza wyborcza, więc nie podam nazwiska)

Z tyłu jakaś aferka. Pani starsza z chodzikiem pyta o Idzikowskiego. Niestety, to nie ta komisja. Pani załamana. Mówi, że była w jednej komisji i tu ją skierowali. Członkowie komisji niewzruszeni. Pani lamentuje, że nie ma już siły iść. Pan z komisji po lewej bezczelnie rzekł – trudno, starci jakiś jeden kandydat.

Powstrzymałem się przed OPR pana. Wyszedłem niespiesznie cieszyć się niedzielą.

 

 

wyroby prezydenckie

Zaczynam się oryginalnie bać. Do tej pory, przy sondażach na korzyść Dudy, twierdziłem, że będziemy jednak mieli nowego prezydenta.

Teraz, jak szala się powoli przechyla na Czaskowskiego, to zaczynam się bać.

A że PiS coś za chwilę znajdzie na majora Warszawy. A że stan wyjątkowy wprowadzą. A że zmobilizują wieś.

Boję się.

Wcześniej, cały w skowronkach mówiłem, że WyPAD 2020 będzie. Słodkokwaśna mnie tonował, że co ja PRLD i tak Duda wygra. Ale ja zawsze twierdziłem, że trzeba być optymistą, wierzyć w dobro. Jeśli czegoś mocno chcesz, jeśli wierzysz w coś mocno, to się spełnić TO może. Jak będzie czarnowidztwo, to na pewno się zło ziści. Także ja byłem i jestem pewien, że Duda nie wygra. Ale zaczynam się bać o demokrację.

Wczoraj czytałem artykuł, że Duda może wygrać w 1 rundzie. Wystarczy, że PiS zmobilizuje swoich wyborców.

Dziś rozmawiam z koleżanką z Poznania i mówi mi, że w jakichś gminach obiecują, że jak frekwencja będzie powyżej 50%, to kupią wóz strażacki. Każdej takiej gminie. Cholera! Ale dla przeciwwagi (chyba) Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, obiecuje darmowe imprezy kulturowe w mieście za sam, wysoki, udział w wyrobach prezydenckich. Boję się, że PiS kupi sobie wyborców. Łódź, to może być za mało.

Drugi scenariusz, to wprowadzenie stanu wyjątkowego po 28 czerwca i uznanie wyników 1 rundy za ostateczne. Ale przeciw tej teorii pojawiły się głosy, że nikt na Świecie takiego prezydenta nie będzie poważał. I to byłby zamach na demokrację. Jawny zamach. Ale czy PiS się tym martwi?

I po cóż ta marionetka poleciała teraz do USA? WyPAD 2020.

A może wprowadzą stan wyjątkowy po 1 rundzie i każą nam głosować przez Pocztę Polską w dogrywce? Oj, bałbym się i takiego rozwiązania.

Kiedyś, późne lata 90., koleżanka siedziała w Komisji wyborczej. Powiedziała, że jak zamknęli lokal, to zaczęli członkowie głosować za nieobecnych. Oj.

Ula z Niu Dżerzej mówiła mi, że jej mama poszła zagłosować ciut przed zamknięciem i się okazało, że … już zagłosowała. Oj.

Boję się.

Zmobilizujmy się i zróbmy wyPAD już w pierwszej rundzie. To jest mój sen. Ten sen koi mnie.

 

 

prywatki

czyli takie małe moje prywaty. A żebyście wiedzieli co żem ja za człowiek i co myślę natenczas.

Pierwsza moja prywatka, to chciałbym skorzystać z okazji i pożyczyć wszystkim Anetom wszystkiego dobrego dziś. Także wszystkiego dobrego Aneciu. Niech owocu Twego żywota nie jeZUS.

I aha Aneciu! Nigdy nie odpisałaś mi, czy hajs dotarł. Dotarł? – taki ciąg dalszy prywatki.

 

Druga moja prywatka, to fakt zakończenia średniej edukacji przez mojego starszego Bąbelka będącym moim synem chrzestnym. Może mu łeb konia posłać z okazji zakończenia liceum, hmm? Dziś miał młody egzamin maturalny z WOS-u. Ponoć były zadania. Pytam się go „ale jakie zadania? Ile w 1986 roku było 2+2?”. No uśmiechnął się. Chyba nie do końca ojciec chrzestny skumał ten egzamin. Za moich czasów był polak, matma i język obcy. Ale jak wiadomo czasy się zmieniają. Dla utrudnienia, oprócz wyboru odpowiedzi należało uzasadnić swój typ. Łatwe! Jakież to utrudnienie?

Wybieram odpowiedź B, ponieważ uważam, że to jest dobra odpowiedź

Chyba jednak nie kumam idei egzaminu z tego przedmiotu.

Za moich czasów, dowcipy w mat-fizie krążyły takie:

Wychodzi fizyk zza rogu, a tam stała Plancka

Od razu prostuję, że nie kumam tej wielkości fizycznej. Nigdy nie kumałem. Wiem tylko, że to była stała.

 

Trzecia moja prywatka, to wybory. Oj gotuje się Budyń, gotuje. Od jakiegoś czasu korci mnie, żeby zrobić transparent i pójść w okolice Hotelu Bristol (na lewo dokładniej). Jedno słowo byłoby tylko nań:

W y – P i e r r e – * a l – a j

 

(oh, taki troszkę z francuskiego pociągnięty bon mot. Może Pierwsza Dama skuma, bo ponoć zna jakieś tam języki. Germański – francuski, jeden pies)

 

No ależ nie idźmy tą drogą. Mówmyż stanowcze NIE mowie nienawiści. Nie wchodźmyż w narrację suwerena naszego.

Już pisałem kiedyś, że mój ulubiony kolor to transparentny, także ten baner za mną chodzi i chodzi.

O ile Bredzisław Komorowski mnie drażnił mową i wyglądem swoim, to ja zawsze mogłem wyłączyć TV, zamknąć radio i internety, i PBK (Prezydent Bronisław Komorowski) dla mnie nie istniał. Nie było go. Nie szkodził aż tak bardzo krajowi naszemu. Gul mi nie chodził. Ale w przypadku PAD-a (Prezydent Andrzej Duda), no nosi mnie. Wiem, że ta jego fałszywie uśmiechnięta gęba tam jest. W Lublinie (bodajże) go ładnie przywitali:

Andrzej Duda, to obłuda

Ładne, ale za długie. Moja druga myśl na transparent była taka … po naszemu:

Wyjobwuj Andrusza

Ale mam podobne obiekcje, co w przypadku pierwszego hasła. Nie zniżajmyż się do tego poziomu.

I dziś wyszło słońce! Ktoś ładnie napisał w komentarzu

wyPAD 2020

Toż to to! W punkt! Samo sedno! Nie można lepiej.

 

Nie jesteśmy ideologia

Nie jesteśmy głupi

Nie jesteśmy naiwni

Jesteśmy zakłopotani

Jesteśmy niemile widziani

Jesteśmy tym zmęczeni

Jesteśmy obrażani

Nie, nie jesteśmy tobą

Uff

(taka parafraza wiersza-odpowiedzi na wypowiedź Budynia w sprawie LGBT napisanego przez Matyldę Damięcką)

Lepiej Gdy Będzie Trzaskowski

 

Wczoraj do północy nasi Towarzysze i Towarzyszki, Obywatele i Obywatelki, Bracia Rodacy mogli zapisać się na korespondencyjne wybory. Ponoć marne szanse, żeby na czas głosy doszły, no ale ponoć 279 000 naszych postanowiło wziąć los w swoje ręce. Między innymi w Katarze nie będzie można głosu wysłać. No szkoda. Kicham na Katar.

To jak, pomożecie?

kraina miodem i mlekiem

… cieknąca. To oczywiście Polska, moi kochani.

Najbogatszy kraj na świecie.

Zarazy czas? Tarcza 1.0! Tarcza 2.0! 3.0! 4.0! Kurna, dajcie nieskończoność.0!

Ktoś zauważył, że nie ma wersji 2.1, czy też 3.2. Nie, nie. Są zera. Bo każda wersja następna jest lepsza, cudowniejsza, bardziej „ozdrowiona” (nie, nie zdałbym teraz matury z polaka). 2.1, czy też 3.2 oznaczałoby, że w wersjach „matkach”/wyjściowych/bazowych są jakieś niedoskonałości, błędy wręcz. A przecie te programy są niepokalanie poczęte. Ja z tych tarcz widzę tylko ZERO.

Pomożemy tu i tam. 500+ zostawiamy, 13 dla emerytów będzie. Nie ma kasy? Jak to nie ma? Dodrukujemy.

Mnie już na pierwszym roku ekonomii mówili, że drukowanie kasy to niezbyt dobry pomysł dla gospodarki. Ale cóż, Pinokio wie lepiej. A ta, wiecznie wyglądająca na zmęczoną, strzyga z worami pod oczami, profesor kardiochirurgii mnie wręcz przeraża. Właśnie! Netflix powinien go zaangażować do czegoś.

Oglądałem ostatnio „The Eddy”, serial od roku reklamowany i owiany tajemnicą w polskim internecie. Bo Joanna Kulig gra. Moje uwielbienie dla niej okazywałem już kilka razy. Fajna babka, fajnie gra, fajnie śpiewa. I tu … niestety jest wszystko niefajnie. Gra taka sobie, śpiew cienki. I pokazali ją jak typową Polkę. Jak już mówi po naszemu, to oczywiście „kurwa” musi być. Serial jest nudny, bez pomysłu, nijaki. Kompletnie nie wiem o co chodzi.

Przerzuciłem się na serial o oponach, co mi Słodkokwaśna zachwalał. Izraelski. Fulda chyba się nazywa. Obejrzałem kawałek pierwszego epizodu i stwierdzam, że o oponach mało tam jest, ale serial wciągnął. Fauda?

Lubię horrory, lubię się bać. Zawsze się śmieję na horrorach. Z takich najstraszniejszych wymienić mogę Lśnienie i Blair Witch Project. Jak o tym drugim mi Pan z Europy na K. opowiadał w 1999 roku, to ciarki mnie przechodziły. Do dziś przechodzą! Strasznie straszny. 

I tak zerkam na Netflix i ich horrory. I nic nie ma. Nie lubię filmu, w którym nic się nie dzieje. Wczoraj zacząłem „I’m that Pretty Thing That Lives In the House”. Nie dałem rady. Pani się snuje po domu ostrzegając na początku, że 3 dni wcześniej skończyła 28 lat i 29 nie dożyje. Ja chyba też nie. Z nudów można umrzeć. Strasznie kiepski.

I takich filmów jest na pęczki. Unikam już „slow burn” albo „psychological”, bo wiem, że to będzie STRASZNA chała.

Aha, ja też mam ładną rzecz, która żyje w moim domu. Sami zobaczcie na to odbicie na zdjęciu (zakreślone).

Lubię slashery, odmianę horrorów. Nie ma kiepskich filmów w tym gatunku. Scenariusz może być fatalny. Tam zawsze się rżną, piłują, tną, dziabią. Fajnie. Lubię. Dobra rozrywka przy obiedzie.

No i ten nasz wytrzeszcz oczu, co dowodzi zarazą w Polsce mógłby z powodzeniam zagrać coś. Myślę, że bym się porządnie wystrachał patrząc na niego. Panie Szumowski, rzuć pan politykę. Hollywood czeka.

Dziś mogli byliśmy byli wybrać nową lub starą (nie sugerujmy niczego) Głowę Państwa. I komu to przeszkadzało? Postalibyśmy w kolejce do urny i oddali głos i byłoby z głowy. Ale nie. Polskę stać na to, by odwołać wybory, unieważnić je i zaproponować nową datę. W nosie to mam. Czy to będzie płaczka, czy to będzie budyń, czy kto tam jeszcze. Mielibyśmy to już (prawie) z głowy. A tak, to szopka nadal będzie trwać.

Dziś jadę sobie rowerem wzdłuż Wisełki. Bydła od groma na rowerach. Tak, uważam, że policja powinna zrobić porządek z niedzielnymi rowerzystami. Dziś miałem 3 potencjalne kraksy. Ale ja nie o rowerze.

Jadę i widzę plakacik. Na płocie na wysokości Konstancina. Na posterku portret naszej Marionetki, nienajważniejszego człowieka w kraju i hasełko takie:

Mój Prezydent 

Andrzej Duda

Kochani, zaklnę, bo muszę. Bo tak mi się wyrwało na sam przód, jak zobaczyłem tę agitkę. A najważniejsze, to zawsze być sobą, nieprawdaż? I chyba tą złotą myślą, tym bon motem takim zakończę mój dzisiejszy wpis. 

Chuj, nie mój!

minimalizm

Teledysk proszę oglądać w okularach VR lub na apce YT na telefonie lub tablecie. I proszę ruszać urządzeniem. Albo na te kursory naciskać. Fajny pomysł.

Piosenkę słyszałem już jakiś czas temu. Trójka gra. 

Trochę mi to pasuje. W 2014 jak robiłem gruntowny remont, to z chaty wyleciały durnostojki i takie tam. Żal mi tylko biletów z koncertów. Mogłem byłem pomyśleć o skanie i zrobienie z nich na przykład tapety. Szkoda. Czasu nie cofnę.

W mieszkaniu z elementów wystających został tylko ekspres do kawy. Sam nie wiem po co go kupiłem. Ale kupiłem i jest.

Telewizor oddałem. Patrzyłem się jeszcze na moją super miniwieżę Yamaha pianocraft. Chodził mi po głowie głośniczek na przykład BOSE. Ale jednak co dobry dźwięk, to dobry dźwięk. Wieżę ukryłem w szafce na telewizor. A właściwie w dziurze na DVD lub dekoder cyfrowy. Także nie wystawała.

Szafkę sprzedałem, o czym pisałem. Kupiłem sobie komodę również z otworami, więc sprzęt Haj- Faj nadal nie wystaje.

Nie lubię posiadać. Po co mi te graty?

Ostatnio chodziła za mną lampka, bo strasznie ciemno w mojej norze. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Biłem się z myślami. Kupić, nie kupić. Nie było niestety pod oknem kwiatków, żeby listki obrywać powtarzając do końca w koło „kupić-nie kupić”. Kilka razy byłem w sklepach z oświetleniem. Ale nic mnie nie urzekło, nic nie wołało „kup mnie”. Ja tak muszę mieć. Rzecz musi mnie wybrać i kazać mi się kupić. Po raz kolejny będąc w sklepie nabyłem dwie lampki. Jedna za 20 zł na komodę, tylko i wyłącznie do nastroju. I druga duża do czytania, bo naprawdę już mnie szlag trafiał i miałem serdecznie dosyć po ciemku czytać. W kreta bym się chyba zamienił. Lampka była z serii „ok, może być” lub „nie jesteś taka ostatnia”. 

Przestawiłem komodę i mała lampka już na niej nie może stać (warunki techniczne). Także zakup niepotrzebny. Po co mi ten grat? A duża lampka fajna. Służy mi i cieszę się zeń. Teraz się zastanawiam po co mi ta komoda? Eh.

Ekspres też coś kaszle i chyba czas nań. Ale o tym też pisałem. Czuję, że za chwilę będzie parę gratów i szmat mniej.

To wszystko dzięki zarazie!

Ale ale. Żeby nie było tak strasznie, pesymistycznie, czy czort wie jak, to powiem, że podczas izolacji nabyłem jedną rzecz. Jedyną rzecz. SODA MAKER! Czyli taki nasz klasyczny syfon. Słodkokwaśna ma, Państwo G mają. Lubię bąbelki. Woda z kranu mi nie smakuje.

Oj. Zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy wystającej. Dzbanek z filtrem do wody. Ale dni jego są policzone. Przez 28 lat piłem wodę z kranu w Białym i żyję. W Waw reklamują kranówkę. Że zdrowa, że pyszna. Czyli minimalizm – jeden grat mniej będzie.

Oh. Zapomniałem o jeszcze jednym. W kwestii „moje zabójcze mieszkanie”. Nie, nie chodzi o to, że jest jakieś oszałamiające i designerskie. To jest mieszkanie, które chce mnie ukatrupić. Pisałem już wielokrotnie o dziwnych, paranormalnych aktywnościach. To teraz dodam, że szklanki same wybuchają.

Myję ja ci naczynia. Odkładam na dno zlewu szklankę. Szoruję filiżankę do kawy o kolorze transparentnym i odstawiam na dno zlewu. Zlew mam solidny. Jak coś tylko lekko upuszczę, to w drobny mak. Podłoga chyba z mosiądzu, bo jak kiedyś wyleciał mi z rąk moździerz, to już płakałem, że, kurna, podłogę mi pobije. Okazało się, że solidną terakotę pani architekt zarekomendowała. A moździerza może z raz użyłem. Jakiś eliksir młodości ucierałem. Dlatego mam ciągle 29 lat. Nie, nie mam żadnych moich portretów na ścianie. Ja po prostu tak wyglądam. Twarz jak pupa u niemowlęcia – jak się to mów.

No i odstawiam filiżankę i buch! Bam! Jeb! Szkło pryska! Na bosaka byłem, więc znieruchomiałem, żeby przypadkiem nie nadepnąć na szkiełko. Kiedyś w Białym nadepnąłem nieświadomie i jak coś poczułem na stopie, to postawiłem sobie ją na drugą stopę i potarłem w celu, żeby odpadło od stopy. Hm, rozharatałem sobie żyłę. Ale spoko, przeżyłem. Także teraz wiedziałem, że mam się nie ruszać. Myślę sobie co to się stało, co tak jebło? Moja ulubiona transparentna filiżanka pewnie. Szkoda jej, bo ją lubię. Za tę przejrzystość właśnie. Wszystko w niej widać. Wyciągam ją za ucho ze zlewu i w osłupieniu patrzę, że jest cała. Radość. Ale też konsternacja? Co to wybuchło? Co to za eksplozja? Patrzę – oooo, szklanki nie ma. Oj!

W udzie widzę malutką czerwoną dziurkę. Dotykam i czuję obce ciało. Wyjmuję drobinkę szkła. Ale czemu z dwóch palców u nogi coś krwawi delikatnie? I w ogóle jakim cudem tam się coś wbiło? Rykoszet od dwóch ścian? Szklanka poszła w drobny mak. Przedziwne. Ale huk był. Pewnie jakieś ciśnienie powierzchniowe uległo zwiększeniu i wysadziło szklankę. Pewnie to. Innego wytłumaczenia na ma.

Finalnie okazało się, że jeden grat mniej.

Wracając do izolacji. Brakowało, a właściwie szlag mnie trafiał, że wszystko pozamykane oprócz rossmana i spożywki. No ileż można żreć?! Ileż można gotować?! Mówiłem wszystkim, że jak otworzą, to ludzie od razu polecą. I ja też. Do Czibo po kawę. Bo oni wiedzą jak ziarna zmielić. To w sklepie w tych opakowaniach to jakaś słabizna. Ekspres tylko kaszle albo się zacina.

No i otworzyli sklepy. Nie poleciałem. To znaczy wbiegłem do Sadyba Best Mall, ale od razu mnie odrzuciło. Dziś dałem drugą szansę. Nawet próg przekroczyłem. Zapytałem czy planują w tym miesiącu Święto Kawy. Pani nie w temacie. Wyszedłem. Nie miałem ochoty na zakupy.

Moja druga potrzeba, to były majtki. Mam dwa sklepy, w których kupuję. Jeden z nich jest w Bestmolu. Wszedłem i wyszedłem. A propos majtek. To ogólnie wszystkie ubrania kupuję w Stanach. Ale majtek nie. Raz kupiłem i była porażka. Wziąłem rozmiar M bodajże Calvina Kleina. Kurna! Do kolan te bokserki były. Latem w nich gorąco. A do krótkich spodenek nie za bardzo, bo wystawały spod nogawek. Także niewymowne kupuję w Polsce.

I tak sobie myślę:

Maciek, 50 dni wytrzymałeś w jednych portkach jeansowych (do pracy jak musiałem iść). Po domu w jednym dresie poplamionym (bo kurna nie mogę doprać), na spacery i zakupy w drugim, czystym, dresie. Jedne majtki masz i się dało. Po domu z gołą dupą też można chodzić. Albo w samych gaciach. To po co ci te szmaty? No właśnie. 

Dziś opchnąłem w końcu pokrowiec na łóżko, które dostałem od Słodkokwaśnej, którego już dawno nie mam, bo połamałem. Także w komodzie zrobiła się jedna, duża, pusta półka. Po co mi te graty? Po co mi te szmaty?

Tego nauczy nas zaraza – po ki czort tyle kupować, tyle mieć, tyle posiadać. Konsumpcjonizmowi mówimy NIE. 

Ponoć we Włoszech spadł obrót w handlu o 40%. Nie dlatego, że strach kupować, że nie można kupować. Ludzie po prostu przestali. Przemysł, Handel, Usługi. Coś czuję, że i w usługach dużo się zmieni. Sam sobie łeb obciąłem. To znaczy włosy na głowie. Da się. Człowiek jak coś będzie musiał zrobić sam, to to zrobi. Ciekawe czasy.

Ostatnio głośno się zrobiło o serialu „Into the night”. “Kierunek: Noc” bodajże na polski to przełożyli.  Jakaś luźna inspiracja tylko wydaną cyfrowo książką Jacka Dukaja pt. “Starość aksolotla” (trudny wyraz). Oj, nic się nie zgadza w tym serialu. Kompletnie nic. I niestety będzie drugi sezon. Na koniec pierwszego sezonu pojawił się Borys Szyc i to już było za wiele. Kiepsko napisane postaci, kiepsko zagrane, kiepska akcja, nuda. Biedna załoga lata rozwalającym się samolotem (wybite okno) dookoła świata, żeby tylko nie dopadł ich wschód słońca.

Ale ale. Być może dzięki temu Netflix zaproponował mi serial holenderski z 2019 roku pod tytułem Undercover. Na sam przód, bo kilkunastu minutach pierwszego epizodu pomyślałem, że to taka durna komedia kryminalna a la Gang Olsena. Duński, czy holenderski jeden pies. Śmieszny. Choć największy dyskomfort odczułem oglądając straszny horror Krąg, wersja japońska. Oj, kraj i ludzie porąbani nieźle, ale ten język nie pasuje do grozy.

No i w tym holenderskim obrazie jest jeszcze postać żony mafioso. Babka gra taką słodką idiotkę, także na serio pomyślałem, że to jakiś pastisz, czy coś podobnego. Ale jednak nie. Serial dobry.

10 (chyba) odcinków pyknąłem w dwa i pół wieczory. Każdy epizod ma coś ponad 3 kwadranse. Polecam.

No i jak tak mi się serial skończył, to chciałem się wziąć za czytanie. I tu jest problem. Pani Słodkowaśnej pożyczyła mi ze dwie książki z serii Zabili go i uciekł oraz Rzeź. Rżnięcie i masakra. Wskrzeszyłem też Kindle’a i mam co i tam czytać. Ale wczoraj tak pomyślałem, że może Konstytucję poczytać?

Nie wiem co robi Hołownia w tym wyścigu, ale nie zdziwi mnie jego sukces. Bo to będzie na zasadzie eliminacji. Ta pani nie, ten pan Ktośtam-Kamasz-Cośtam też nie, Biedroń to już przeszłość, jego czas minął. Pozostałe towarzystwo aspirantów na stanowisko Głowy Państwa bardzo NIE.

Także druga runda, o ile będzie:

Seba vs Szymek!

A tak na poważnie. Nie wiem, kto wspiera Hołownię, kto za nim stoi. Życzę mu jak najlepiej, ale kto mu doradza!? Think tank albo bliscy doradcy PR-owi z dupy. Co jak co, ale ja bym słabości nie pokazał nigdy jeśli chodzi o ubieganie się o stanowisko głowy państwa. Jakiegokolwiek państwa. I to jeszcze płacz nad czym? Nad kiepską ustawą zasadniczą? No może nie kiepską, ale mającą dużo do poprawy/udoskonalenia. Sebastian może już się cieszyć i realnie myśleć o zwycięstwie od razu, za pierwszym podejściem. A co mi tam. Budyń bez wyrazu przez kolejne 5 lat? I tu taka ciekawostka. Ostatnio kupiłem sobie budyń waniliowy. Kurna, jako dzieciak jadłem często. I to ze smakiem. Zobaczymy czy i tym razem będzie mlask i mniam. Tylko mleko mi chyba wyszło. 

 “Znam Go od wielu lat, nie znając prawie wcale…” — zaczął swój wpis Wojewódzki

“Wyobraźcie sobie rozmowę, negocjacje z np. Putinem. Nosem by go wciągnął i wypluł. Wstyd!” — napisał Jakimowicz (to ten aktor od Młodych Wilków, co nie tak dawno właził w 4 litery Macierewiczowi na wizji). Aktor porównał go do laleczki Czaki. Kurna, coś w tym jest!

„(…)Płakał idealnie, co do mililitra. Dwoma palcami, nie jednym przetarł oczy dla wiarygodności. Przeszarżował tylko chwaleniem się codziennym czytaniem Konstytucji. Codziennie czytał Katechizm. Ale jedno i drugie na K.” — ocenia Gretkowska.

Szymon Hołownia urodzony 3 września 1976 roku w … Białymstoku. Ok, chodził do społecznego liceum, to temu go nie kojarzę.

Przez 5 lat studiował psychologię w warszawskiej SWPS, nie ukończywszy studiów

Czyli nie będzie można łacha ciągnąć jak w drugiej połowie lat 90. ub. w.

Więc mam wyższe wykształcenie, chociaż studiów nie skończyłem

Jak prezydent Kwaśniewski (…)

Pamiętam wybory w 1995 roku. To znaczy pamiętam wszystkie wybory prezydenckie w wolnej Wolsce/Polsce.

Ale po kolei:

1990 – mój faworyt Stan Tymiński przegrał w drugiej rundzie

1995 – ani be, ani me, ani kukuryku

2000 – I runda i bach! Reelekcja

2005 – spadłem z łóżka jak się okazało, że wygrał Lech (a cały czas prowadził w sondażach Donek)

2010 – Polska jest najważniejsza (Bliźniak). Zgoda buduje (Bronek). Nie pamietam tych wyborów. Jak to się stało, że wygrał ten pan od późniejszego łączenia się w „bulu”?

2015 – oj biłem się nad stolikiem z kartą. Bredzisław czy PiS? Na PiS w życiu nie oddam głosu. Ale Bredzisław to (cenzura) był. Organicznie nie cierpiałem jego głosu, jego maniery mówienia. Nie mogłem na niego też patrzeć. Traktował obywateli jak swoje owieczki/baranki

No i te wybory w 1995 zapadły mi w pamięć z jednego powodu. Dobrze, że jest już maj, nowy miesiąc, bo miałem już liceum nie wspominać w kwietniu. Nasza wychowawczyni Anka powiedziała „Miałam głosować na Gronkiewcz-Walc, ale jak zobaczyłam jej inicjały, to zmieniłam zdanie”.

A co złego jest w inicjałach HGW? – pomyślałem wtedy naiwnie ja. 

Huj Go Wie, co to będzie teraz. Sorki za błąd.

make it rain

make a change

chwilę pomyśl błagam

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑