Tag: health

mleczna kisłota w myszcach

z tej Grecji to chyba jakieś świństwo przywiozłem.

 

Jakiś czas temu swędziało mnie całe ciało. Będąc w gościach Słodkowaśna się ode mnie odsunął i powiedział, że pewnie jakieś pchły mam. Mówię mu, że mnie swędzi i się muszę drapać. Pani kolegi powiedziała wtedy, cytuję:

Maciusiu, kup sobie peeling cukrowy w Rossmanie. Tylko cukrowy

Jakżem usłyszał, takżem uczynił. Przeszło.

 

No i w pierwszą noc po powrocie z Grecji zaczęło mnie w nocy swędzieć. Od razu wbiłem do głowy, że to pchły jakieś! Wielki Pe jeszcze przeanalizował objawy i napisał mi, że to świerzb. Kurczaczki!

Szybko zaglądam w onet, a tam chyba jakiś neuromarketing uprawiają, bo był artykuł o takim i owakim. No i wyszło, że świerzb mnie odwiedził. Oczywiście usuwanie tego cholerstwa trudne. Jednym z rozwiązań było wypranie w parze ubrań. Od razu całą szafę i pościel wrzuciłem w 5 prań i wyparowałem sobie rzeczy. 7 lat temu posłuchałem znajomych i kupiłem pralkę z funkcją pary.

I jakoś przeszło.

Mijają 3 tygodnie i znowu to samo. Wielki Pe mówi, że to znowu świerzb, bo to cykl mniej więcej 3-tygodniowy jest. Przekląłem. I znowu wyparowałem sobie ciuszki i pościel. Dodatkowo wziąłem sobie płyn odkażający nabyty w ubiegłym roku na Orlenie i wysmarowałem skrzynię na pościel.

W międzyczasie zadzwoniłem do pani prof. ze Szczecina z zapytaniem o dermatologa wśród znajomych. Nie miała. Pogadaliśmy, powiedziałem jej, że świerzb złapałem. A ta mi na koniec konwersacji kończy:

Dobrze, że nie wszy łonowe (uśmieszek w tonie wypowiedzi był)

– nie mam łona – odpowiedziałem jej.

– aha, no tak – zakończyła uczona.

I oczywiście mam tak, że jak ktoś mi coś zasugeruje, to ja już wiem, że to mam! Hipochondriusz mam na drugie.

Już przeglądam internety, już ci ja patrzę na wszy łonowe i kątem oka widzę, jak coś ze skrzyni na pościel spieprza! Pajączek! Świerzb myślę sobie, bo podprogowo zapamiętałem, jak pani prof. ze Szczecina napomknęła, że to ponoć pajączek jest.

– to nie jest pajączek, to jakaś larwa – tak mi wyjaśnił później Wielki Pe.

Ten pajączek to może być właśnie wesz łonowa.

Pędzę do apteki, do pani magister i wydzwaniam kolegę, który mieszkał w pokoju obok w Grecji z pytaniem, czy go swędzi.

Nie odbiera, pani magister mi proponuje płyn za 58 zł. W sumie to jedyny specyfik na świerzb był. Biorę, płacę, wychodzę. Oddzwania kolega. Pytam, mówię mu o moim nieszczęściu, a on tak na spokojnie:

Maciej, to może być alergia, bo używałeś kosmetyków hotelowych, a one są silnie alergizujące

– i co? Po 3 tygodniach to wraca? – pytam go, obalając jego teorię, która mi się bardzo podoba

– a wyjeżdżałeś gdzieś? – się kolega się pyta się

No i mnie uświadomiło – Zamość, Sandomierz, mama i tata.

No tak! I przypomniała mi się rada pani Słodkokwaśnej:

Maciusiu, kup sobie peeling cukrowy w Rossmanie. Tylko cukrowy

 

I tak od kilku dni smaruję się płynem na świerzb i pilinguję się. I jakby świąd ustąpił.

Chyba faktycznie mam problem ze skórą – za sucha, wrażliwa. Żadnych oznak obecności obcych ciał nie zauważam, to chyba nie świerzb i nie pchełki. Ufff.

 

Wczoraj ucztowałem u kolegi Rafała. Steki zrobiliśmy. I znowu kolega zamulał, a ja świetnie bawiłem się w towarzystwie jego żony. Zawsze mamy bez liku tematów do poruszenia. Rafał się wtrącił z raz, czy dwa. Rzekł:

Ej, a co to za tatuaż?

– śledzie białostockie – tłumaczę

– ale, że nie kumam – mówi

I to jest kolejna osoba, która zbija mnie z pantałyku. Ludzie nie kumają śledzi białostockich! Jeden kolega mnie dobił swoim – ej, ale Białystok przecież nie leży nad morzem. Zrobiłem facepalm, albo palmface.

Żona Rafała skumała, a ten nie. No ludzie!

 

Ostatnio włączyłem sobie rosyjskie szlagiery. Leningrad, Griby i takie tam. Ech, ten Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze! I komu to przeszkadzało? Teraz to bym oglądał!

No i tak przypomniał się mi mój lektor Aljosza. Ostatnio mówił, że zabolał na kowida. Zagaduję go i widzę, że w zdrowium go zastał.

 

Mówię mu co u mnie słychać. Że na siłkę wróciłem. A ten:

А ты молодец, что ходишь в тренажёрный зал. Я тоже хочу записаться

Z błędu go wyprowadzam szybko i mówię, że to dopiero pierwszy raz pójdę. Lektor zaczyna mi tłumaczyć, że pierwszy raz, to powinienem mało ćwiczyć, nie za dużo, bo na drugi dzień wszystko będzie boleć.

– zakwasy będą? – pytam go po polsku

Молочная кислота будет в мышцах. Я помню, как я первый раз ходил в тренажёрный зал, потом два дня всё болело.

 

I powiem tak. Pierwszy raz był fajny. Szybko zleciało. Raczej cięższe, niż lżejsze ciężary i obciążenia były. Wszystko mi pokazywał somsiad. Ja się łapię za hantelkę 3 kilo, a ten za 17,5! No ale on chyba urodził się na siłowni. Mnie jeszcze długa droga czeka, żeby za te czarne hantle się łapać.

No i wczoraj tak sobie żyję i patrzę, że nie jest tak najgorzej. Raz czy dwa stęknąłem, jak chciałem po kieliszek wina sięgnąć. Ale ogólnie wszystko dobrze. Dziś mam drugą sesję na siłce.

Ale dziś nie daję rady rąk podnieść. Oj! Mleczna kisłota w myszcach!

pan fasola

Nigdy nie byłem fanem tegoż komedianta. Na nerwy mi działał. Ale mam jego obrazek w głowie.

Zawsze chciałem mieć dywan na klacie. Niestety, jedyny dywan, to pod łóżkiem. Kawior taki (po rosyjsku ковёр – dywan. Диван – łóżko, sofa. Zdałbym chyba ten rosyjski na maturze jednak). Także dziś zrobiłem sobie dywan na klacie. Sam się ostrzygłem, ogoliłem i … niechcący zrobiłem na pana Fasolę.

 

Dziś już wiem, że dywanu na klacie bardzo nie chciałbym mieć. Kiedyś na studiach mieliśmy kumpla. Bardzo owłosiony i grubawy. Grając w kosza jedna drużyna była bez koszulek (żeby się jakoś rozeznać kto jest kto, z której drużyny). I raz przypadło mi w udziale krycie kolegi. Akurat to ja byłem w koszulce. Kolega dostał ksywę Oślizgły. Fuj, co za, kurczaczki, nieprzyjemność przy starciu w zbiórce piłki. Oślizgłość!

Wczoraj po kometce zaszedłem jeszcze do kumpla do knajpy włoskiej. Nieopodal przemknął nasz Albercik – turecki Barber. I się nauczyłem, że niestety nasz przyjaciel nie ma ruchu za bardzo. Ludzie się nie chcą ciąć i golić. Ale ja się nie dziwię. Mam opory przed usługami tego typu. Robert i jego pizzer też sami się od marca strzygą. I ja zacząłem. 130 zł zaoszczędzone. I nawet ten drugi raz poszedł mi o niebo lepiej niż pierwszy. Radość!

 

Dziś się napedałowałem ze Słodkokwaśnymi. 42 kilometrów w sumie. Ból niestety dupy. Nieradość. Zajechaliśmy na pizzę z Radości. Arturka nie było niestety. Zamówiliśmy prawie wszystko, zjedliśmy, przepłukaliśmy gardło. Pizza dobra, nietypowa taka.

Ja wziąłem tasmańską i ojca chrzestnego. Słodkokwaśna – zimowa i rosyjska, a jego pani – słoneczna i caprese.

 

 

Zimowa na propsach! Na deser poszedł … murzynek, to znaczy ciasteczko o kolorze niebiałym, ciemne takie (ponoć nie można murzyn mówić) oraz tarta z czekoladom. Ja uważam, że brownie Słodkokwaśnej lepsze niż moja tarta, a pani Słodkowaśnej, że tarta lepsza. Słodkokwaśna nie powiedział nic, tylko kamerował nas cały czas. Także film będzie. Pizzę z Radości polecam. Właściciel Arturek mega zakręcony i pozytywny człowiek. No szkoda, że nie było okazji się pośmiać razem.

 

Przed strawą przejechaliśmy się po Szynce Grochowskiej. Ktoś „OL” wydrapał z przodu. Na Dudziarską zajechaliśmy. Mam nadzieję, że Duda tam zamieszka po wyborach. Żarcik. Nie życzę nikomu tego adresu. To jest miejsce, do którego miasto zsyłało wszystkich niespłacających kredytów, czynszów. Wyeksmitowani tacy. Zgodnie we trójkę stwierdziliśmy, że jak jakiś Czarnobyl to wygląda. Ponoć ich już stamtąd przenieśli, to temu tak to wygląda jeszcze straszniej. Jakby ktoś był zainteresowany, to polecam to miejsce. 225 tam staje. Kawęczyn-Wygoda, o ile dobrzem zapamiętał. Koszmar!

 

Aha, skoro żyję, to piszę lub skoro piszę, to żyję. Rzodkiewki małosolnej popróbowałem. Otworzyłem ja ci słoiczek i bach jak gazy poszły! Biało-czerwona kuleczka bardzosolna. Wniosek – mniej soli do wody niźli do ogórków. Ale pomysł z tym warzywkiem dobry. Będzie kontynuacja.

 

Przed zajechaniem do domu, na 42-im kilometrze zajechałem na bronksa do baru osiedlowego! Och co za ulga te leżaczki. Istny ass rest!

 

zaraza

po raz pierwszy (chyba) jest mi żal polityka.

 

Tu już nawet nie ma co komentować. Mały kmiotek doprowadził do skrajnych emocji kobietę. Rozgoryczenie, żal, wściekłość i bezradność aż się wylewa z pani posłanki. Mam do niej sentyment. Zwróciłem na jej przebojowość i otwartość uwagę ponad 30 lat temu w 5-10-15.

Coraz bardziej zgadzam się z panem Wojciechem Mannem, że Naczelnik państwa Wolskiego się czegoś boi i nie wie tylko czego. Nie wiem, czy on ma wyrzuty sumienia, że brata na śmierć wysłał? Czy on nienawidzi ludzi? Czy on już tak jest odizolowany od rzeczywistości, że nie wie co robi? Czy może po prostu nie kontaktuje już z rzeczywistością i żyje w swoim idealnym świecie? Ten mały człowiek jest pełen pogardy dla ludzi. Mały, wredny zaraz! Niektórzy moi znajomi twierdzą, że powinni go poddać badaniom psychiatrycznym. Sekunduję tej idei.

 

Noże i pistolety
Co tylko kto tam ma
Na życie gdy zabraknie
Na życie gdy zabraknie
Tłum wyjdzie na ulice gdy przyjdzie na to czas

 

Ostatnio Ula z Teksasu mnie zagaiła, czy polecam coś do posłuchania. Nie wiem. Jakoś ostatnio nic mnie nie łechce. Powiedziałem dla żartu, że może Kazik.

Rozhahała się.

A dziś włączyłem sobie Zarazę – nowe dzieło Kazika Staszewskiego. Wśród 15 pozycji są i potwory:

– twój ból jest lepszy niż mój

– powiedzcie, że kochacie nas

i nawet fajne kawałki. Ściągnąłem sobie z 5 do muzycznej biblioteki:

– noże i pistolety

– bawmy się

– bohater

– nigdzie już nie pójdę już

– bilet w jedną stronę złą

i nie wiem, czy nie dodam czegoś jeszcze. Jak zwykle teksty ma dobre, w punkt.

 

Burze ponoć nadchodzą. Już czuję duchotę. Eh. I w związku z anomalią pogodową już mi się plany pokrzyżowały. Nici z wyjścia do knajpy. Strasznie się zaniepokoiłem, bo w domu lodówka pusta. Ale szybko ochłonąłem, żeby przemyśleć racjonalnie i na spokojnie sytuację. Maciek, ale ty durny. Przecie wczoraj prawie pół dnia w garach stałeś – powiedziałem sam do siebie (powtarzam się, ale lubię czasem z kimś mądrym porozmawiać). Zupa ogórkowa, dziś pomidorowa z rosołu z wczoraj, sos ze skorupiaków, śledzie z cebulką, śledzie z cebulką i kurkumą. No i przecie, nie dalej jak 2 dni temu, kupiłem w Lidl dwupak z dorszem, to mi jeden na dziś właśnie został. I jeszcze małosolne ogórki mam nastawione od kilku dni. Już powinny dojść. Czyli nie umrę z głodu. Uf!

Wczoraj się chilloutowałem na dworzu i po raz pierwszy poczułem, że jest przyjemnie. Wcześniej jakoś zawsze zimno było wieczorową porą. Ale niestety ciepło, ciepło, a do domu w deszczu wracałem. Eh, pewnie urosnę.

 

pod niebie nie

Stała się rzecz straszna!

Robiłem migrację moich obserwujących ludzików ze starego bloga na nowy i coś nie zadziałało. Wtyczka wordpressowa JetPack się coś zbuntowała. Także po konsultacji wywaliłem ten dodatek. A ponoć taka wszystkomająca, z milionem modułów. Że już nie trzeba innych wtyczek. Właśnie w radio gra Perfect i ich „Idź precz”. Pasuje jak ulał.

 

Stała się rzecz straszna!

Myślałem, że nie dało się wcześniej słuchać Trójki. Cóż. Teraz się nie da. Te komentarze od słuchaczy:

– płaczę i słucham

– super, że wróciliście

– jesteśmy z Wami

I odzew radiowców:

– jesteśmy z powrotem

– staramy się dla Was

– Trójka to nasi słuchacze

 

Taki lodzik eterowy.

Ale. Tydzień temu, podczas … dwugodzinnej audycji … pn. „Godzina Prawdy” ktoś zarzucił szefowi stacji, że dyskryminują kobiety. Zdziwienie po stronie Trójki – nie, nie wydaje nam się. W ostatni wtorek prawie cały dzień audycje prowadziły dwie panie – Kasia Stoparczyk i jeszcze inna (Ola Budka?). Oj. Ale bez wyrazu audycje. Kompletnie niczym nie różniło się od innych radiostacji. Mdło niemiłosiernie. Ale pierwsze koty za płoty. Przecie po nocy przychodzi dzień.

 

Stała się rzecz cudowna!

Mój pracodawca wynagradza nas w programie kafeteryjnym my benefit. Zazwyczaj dopłacałem do biletów lotniczych na trasie miasto – Miasto. Zawsze to parę złotych mniej z mojej kieszeni. Dwa razy w roku dostajemy bonus w postaci – Lato, Zima lub Święta. I się okazało teraz, że dołożyli możliwość wykupienia bonów na allegro! Ale nie to jest tą cudownością. Wczoraj, przed obiadem, kupiłem słuchawki bezprzewodowe (stare szlag trafił) i tak sobie wieczorkiem poszedłem pobiegać z tymi białymi, przewodowymi, kompletnie zapomniawszy o zakupie (nie mam wykupionych żadnych opcji Smart). Dziś widzę, że kurier między 13.30 a 15.30 przybędzie. Dzwonię i umawiam się na konkretną godzinę. Pan obiecuje być w samo południe. Był 11.20! I szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, co mi przywiózł, bo kupiłem ostatnio ze 3 rzeczy. Otwieram pudełeczko, a tam TE słuchawki! Poczułem się jak Amazon Prime User! Ameryka!

 

Stała się rzecz straszna!

Chyba w weekend rzuciłem się na gorące żarcie jak jakiś Arab na kurs pilotażu (takie porównanie, które było w modzie po wrześniu 2001. Nie wiem jak to teraz brzmi). I, kurczaczki, oparzyłem sobie lewą stronę podniebienia. Zrobił się taki bąbelek (a właśnie! Mój większy Bąbelek od siostry maturę zdaje w poniedziałek. Szczęściarz, nie będzie miał ustnych egzaminów. Choć mi akurat ustny z polaka poszedł celująco. Szkoda, że Virginia jakoś się uparła, albo zrewanżowała się za moje wybryki na lekcjach, i nagrodziła mnie tylko na ustnym z angola oceną bardzo-motyla noga-dobrą. Ale fajnie, że Popek dostał celujący. Zasługiwał. Czyli wystarczyło tylko siedzieć na lekcjach cicho i byłaby 6. No ale ja nie z tych cichych.

No i ja tego bąbelka w buzi oczywiście się pozbyłem. I teraz mnie boli. Każdego dnia myślę sobie, że jutro będzie lepiej. Ale nie jest. Strasznie ciężko mi się je teraz. Nawet jak na prawo przerzucam jadło i mielę, to pobolewa paszcza. Eh. Dobrze, że już tak na gorące nie reaguje i mogę coś tam przyjąć. No ale fajnie nie jest. Męczę się. A tu weekend za rogiem. Wiadomo, że to czas pysznego jedzenia. Jak jeść? Jak żyć? I ten wszędobylski język, który co chwilę sprawdza jak tam moje oparzenie się ma. A mówili, że ślina ma właściwości gojące (tak nam kiedyś prawił native speaker z Jacksonville na Florydzie na naszych zajęciach z biznesowego angielskiego w robocie. Ale o tym może opowiem innym razem).

Ale z tego nieszczęścia wyszło mi na wadze dziś to!

Przypominam, że mam 232 cm wzrostu, kacze pióro!

Miłego weekendu wszystkim. Dajcie znać, czy jesteście tu ze mną na nowym, bo nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta.

Panie doktorze, wydaje mi się, że piszę blog, które nikt nie czyta. Taki dajalog prowadzę z nikim.

Może marihuana lecznicza by pomogła.

 

A propos, dajalog. Stała się rzecz straszna! Ponoć jest jakaś beka z naszego Ministra Finansów. Nikt nie wie czy jest i jak się nazywa. To straszne, żeby w kraju, prawie czterdziestomilionowym, nie było szefa takiego ważnego resortu. Co o nim ludzie w sieci wiedzieli, to:

– nazwisko chyba na K.

– nie ma wyższego wykształcenia

– po angielsku mówi lepiej niż po polsku. Zamiast dialog mówi dajalog

 

Nie będę tu laurki panu z PiS robić, ale pan Tomasz Kościński (kolega Pinokia) urodził się w Londynie i skończył Uniwersytet Goldsmitha tamże. O jego majątku nic nie wiadomo, bo chociaż zgodnie z przepisami musiał składać oświadczenia, to nie wydał zgody na ich upublicznienie. Nie wiedziałem, że tak można. Ciekawe co na to bracia Szumowscy?

nie ma fal?

jednak są.

Pawid Dodsiadło śpiewa, że nie ma fal. Otóż są, a raczej będą.

5 zabiegów. Fala uderzeniowa. 75,60 zł za jeden zabieg. No nie uzbieram na tę Australię! Za Chiny Ludowe.

Byłem u ortopedy. Miałem serdecznie dosyć pieprzenia się z tym łokciem. 

Wcześniejsza, śmierdząca i nawiedzona pani doktór poopowiadała bajki, że to od kręgosłupa i że chyba tylko pozytywne myślenie i prawidłowa postawa ciała mnie wyleczy. Cóż. Pani doktór powinna odstawić (wesołe?) papieroski. USG dobitnie pokazało stan zapalny łokcia.

EXPLICIT TEKST: Kacze pióro! Od 6 miesięcy leczę tę łapę. Motyla noga! Basta!

Także po pouśmiechaniu się do pana nowego/starego doktóra zażyczyłem kroków drastycznych, skutkujących wyleczeniem. No w miarę wyleczeniem, bo kuracji cud nie ma. 

Piszę, że pan nowy/stary, bo raz u niego byłem. Przypadkiem trafiłem wczoraj nań znowu, bo umówić się do ortopedy to cud w Luxmed. Więc nigdy nie wiesz, do którego znachora w łapy wpadniesz. 

Za pierwszym razem trafiłem do niego z polecenia recepcjonistki, która zachwalała go tak:

Mówię Panu, fantastyczny jest.

Hm, brzmiało to tak, jakby pani zachwalała łózkowe popisy lekarza. Ale pan doktór Marcin okazał się faktycznie jakiś ogarnięty. Wygląda na dziecko koło trzydziestki z 20-letnim stażem. Bo niby widział już to i tamto a, ale sam zaznaczył „no może nie mam 25 lat doświadczenia”. Operacji czyszczenia mięśnia nie poleca, bo widział.

No dobra, zapisałem się na fale. 10 minut strzałów na łokieć. Raz w tygodniu. 5 seansów.

Do tej pory każdy doktór mówił, że to bolesne. Ale podanie osocza bogatopłytkowego udowodniło, że mam dużą odporność na ból. I sam pan doktór Marcin powidział:

Niech Pan tak się nie nastawia, że będzie bolesne.

No nie nastawiam się. No pain, no gain. No nie?

Projekt Mniej Maćka Projekt? Eh, szkoda gadać. To chyba mit z tym alkoholem. Muszę chyba wrócić do nawadniania się %.

Ale cóż to moi kochani!? Otwieram dziś internety i tam oczywiście niezawodny Onet.pl!

7 rzeczy, które wydarzą się z twoim organizmem, gdy odstawisz alkohol

Skąd oni to kurna wiedzą? Czytają mój blog?

Ze skutkami niepalenia też polemizowałem.

No dobra. Jedziemy z tymi mądrościami o niepiciu.

Najpierw negatywne skutki odstawienia alkoholu:

Organizm przyzwyczajony do napojów wyskokowych raz na jakiś czas może mieć problem z prawidłowym funkcjonowaniem, gdy tego typu substancji mu zabraknie 

Hahahahahahaha. No jakoś nie zauważyłem. Ale z drugiej strony, co znaczy „z prawidłowym”?

Ok, ad rem

1 będziesz się wysypiać

czy ja wiem? Jak się kładę po północy, to i tak rano jest krzyż pański, żeby się zwlec. Dobrze, że prysznic biorę raz w tygodniu (niedziela przed kościołem), to tu troszkę czasu rano przyoszczędzę. Ale dziś, po 32 dniach niepicia …WYSPAŁEM SIĘ! Wczoraj, zmęczony psychicznie i fizycznie tygodniem pracy z debilami, padłem ciut po 22. Wstałem o 5:46! Rześki. Szkoda, że sklepy otwierają później Co tu robić?

2 rzadziej będziesz odczuwał głód

może i tak, bo mam wrażenie, że się obżeram 

3 będziesz miał większe zapotrzebowanie na słodycze

next please

4 rozjaśni się twoja karnacja i poprawi cera

Hm, coś się łuszczę przy nosku. Ale myślałem, że to zasługa kremu wege do twarzy. No comments – Mikołaj przyniósł

5 zaoszczędzisz pieniądze

Jakoś nie widzę, patrz punkt 2 i 3

6 zmniejszysz ryzyko zachorowania na raka

no proszę proszę. Rzuciłem palenie i obniżyłem ryzyko, a tu jeszcze odstawienie alku dokłada swoje.Czyli jakiś cancerfree jestem. No i dobrze. Nie chciałbym być pokancerowany.

7 zwiększysz ryzyko wystąpienia choroby serca

Oj! W połowie stycznia kupiłem 2 czteropaki Ginesa w Biedrze, bo promo było. Chyba czas skonskumować! Serce mnie boli, jak codziennie zaglądam do lodówki i widzę, jak się piwo w niej marnuje

Uciekaj moje serce skoro świt, bo później będzie wstyd!

Skąd onet.pl bierze takie mądrości!? Przedziwne.

Dziś ponoć atak wiosny. Nawet plus 11. Idę rower nareperować, bo ktoś mu dętkę przebił 30 grudnia.

Dobego weekendu wszystkim!


belly

czyli maciek.

Kiedyś namiętnie, żeby nie powiedzieć nałogowo, grywałem w literaki na kurniku. Tam zapoznałem przyszłą paniom prof. ze Szczecina. Nawciskałem jej głupot, że mam 17 lat, a ta uwierzyła. No nic. Ja nie o tem. Aha, dodam, że prałem ją na kwaśne japko w te literaki. Z 2000 do 200 może było. Na moją korzyść. Teraz pewnie pani prof. by mnie zmasakrowała, bo dawnom nie grał.

Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. W tej durnej grze są durne wyrazy, jak ćelo, ęsi, czy maciek. A z kolei nie ma pięknych podlaskich słów, jak na przykład wiszczeć.

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „wiszczy”, przeciwnik sprawdził …i nie było! Straciłem kolejkę i nasłuchałem się wyzwisk. Jak to nie ma „wiszczeć”?

Jakież było moje zdziwienie, jak ułożyłem „żygać” i nie było. Dałem drugi raz, w innej grze … i nadal nie było. Dopiero za trzecim razem ktoś mi napisał po uprzednim sprawdzeniu, krótką wiadomość – przez rz! Jak to przez „rz”?! Rzygać? A nie żygać. Dziwne. Aż sprawdziłem w słowniku …i się wielce zdziwiłem.

Jakież było moje zdziwienie, jak ktoś mi ułożył „maciek“, ja sprawdziłem …i było!!! Jak to? Jestem w tej grze? Ponoć „brzuch” to znaczy. Dziwne. Pierwszo słyszałem. Jak tłumaczę to teraz moim zagranicznym znajomym, to się też dziwują i się tylko pytają „why did your parents name you belly?”. No właśnie mamo i tato! A miałem być Rafał, brrr. 

Pisałem już w tym roku, że taki mały eksperyment przeprowadzam – Mniej Maćka Projekt. W sumie, to może i być Mniej maćka Projekt. 

Niepicie alku idzie mi bardzo dobrze. Nie piję. Ale chyba niestety się obżeram. A jeśli nawet to nie obżarstwo, to chyba zła dieta. Wyjątkowo powrócony jestem na pierogi, makarony i pieczywo, czyli chyba nie to co powinienem jeść. Ale cóż, jak to mówią Francuzi – mam to w du-pię!

Jakiś taki sfrustrowany chodziłem cały ten styczeń. Waga skakała. Jeden dzień 99,7 kg, a drugi 102. Coś mi się wydaje, że wagę mam zwichrowaną. Niektórzy polecają mi jakieś urządzenia do ważenia połączone ze smartfonem. Oj nie. Mniej Gadżetów Projekt. A widziałem ostatnio dokument na Netlix o minimalistach. Nawet ciekawy. Ja taki jestem chyba, bo porozdawałem dobra z lokalu mieszkalnego mego.

Aha, na Netflix się oferta poszerzyła. Dali American Crime Story. Pierwszy sezon o OJ Simpsonie strasznie cienki. A tyle nagród podostawał. No mnie nie urzekł. Zacytuję klasyka, króla TVN – nie lubię pierdolenia o niczym.

A drugi sezon – o zabójstwie Gianni’ego Versace bardzo fajny. Ciekawie zrobiony. Morderca to świrusek. Beret ma zryty nieźle. A morduje pierwsza klasa. Z twarzy grzeczny chłopczyk. W szkole średniej powiedzieli o nim – osoba, którą najpewniej wszyscy będą pamiętać. I proszę, jak się wcześnie na nim poznali. 5 morderstw na koncie. 

Pamiętam obie sprawy dobrze. Raz, oglądałem finały NBA w polskiej TV i przerwali mecz, bo pokazywali pościg za OJ Simpsonem. Kompletnie nie kojarzyłem kto to, ale w Stanach to ponoć legenda. Koleś się wywinął z tego morderstwa swojej ex, ale skończył marnie i tak. Stoczył się pan.

A pamietam też gorące lato 1997 i w Teleekspressie podali, że przed swoją willą zastrzelono kreatora mody Gianni’ego Versace. 

Ale ja nie o tem.

 

Dziś niezawodny onet mnie natchnął. Jaki masz brzuch?! 6 typów.

Paczę na drugie zdjęcie i widzę – Brzuch Tarczycowy! Powód: niedoczynność tarczycy i niespalanie wszystkich kalorii. Solucja? Farmakologia. I tu tak. Po pierwsze – żadnych lekarstw! Nawet na cholesterol nie biorę, bo nie chcę się na całe życie uzależniać. Poza tym poziom 223 przy normie maksymalnej 190, to umówmy się, żadne halo! Ale ta tarczyca mnie zmartwiła. Ale po sekundzie myślę tak – ale ty durny Maciek. Przecie ze 2-3 lata temu badałeś się prawie cały na te poty. I w pierwszej kolejności poszła do sprawdzenia tarczyca. Hormon w porzo! 

No to myślę sobie, coś nie tak z tym brzuchem tarczycowym. Ale przesuwam wzrok po wykresie i widzę Brzuch typu Jabłko! Kurna! Japko mam w telefonie i w laptopie, ale jako owoc? No nie za bardzo przepadam za owocami. Wzdęcia mam. 

I wszystko mi się zgadza z tym brzuchem. Prawie wszystko. Bo chyba tych cukrów nie wciągam. Ale znowu ten alkohol. Czyli dobrze, że mam przerwę. Bo nie dość, że może waga spadnie, to i może maciek się zmieni. Może w gruszkę? Wzdęty? A może stresowy? Fajnie by było. Bo to jabłko mi jakoś nie leży.

Rozwiązuję to na razie dobrze. Bo:

– zmieniłem dietę

– nie ma picia

– (chyba) eliminuję puste kalorie

I tu, kochani, uwaga! 23 stycznia jest. Projektu ze 3 tygodnie za mną (dziwny szyk zdania, co?). Nie chcę dmuchać w moją własną trąbkę (to idiom taki, proszę nie śmiać się – to blow one’s own trumpet) ale dziś moja (chyba) zepsuta waga pokazała …

Yass! 2,1 kg mniej maćka!

deja-putain de-vu

czyli deża fakin wi. Pardon my french!

Hejka kochani, jak się macie? Bo ja fatalnie!

Stała się rzecz straszna.

3 lata temu wydawało mi się, że się trzasnąłem w lewy łokieć, toteż dopiero po ponad miesiącu poszedłem do ortopedy.

– ma pan łokieć tenisisty

– ale ja nie gram teraz w tenisa i jestem praworęczny

– łokieć tenisisty nie jest od tenisa

– ?

– od komputera

– ok

 

Pisałem o moich mękach i próbach buchnięcia okularów tutaj.

 

Jakoś pod koniec maja 2018 roku wrócony byłem do tenisa. Mój sensei Nafa Radal wyzywał mnie i wylewałem siódme poty.

I też się jakoś (pod koniec czerwca) w łokieć uderzyłem. Ale w prawy. Niestety, wiedziałem od razu, jak to się skończy.

Luxmed przeszedł sam siebie. Pan dr ortopeda wiekowy i … przygłuchy … i bełkotliwy

– dzień dobry. Mam łokieć tenisty

– @#$%^&

– słucham?

– słucham?

– bo już raz miałem

i tak gadka trwała. On mówił, ja się pytałem „słucham“. On coś odbełkotywał i znowu się pytałem „słucham?“ I pan dr też się dopytywał, co ja mówię. Męczarnia.

Także skracam dialog do meritum

– tylko, że tym razem łokieć tenisisty mam od tenisa (próba zażartowania)

– łokieć tenisisty nie jest od tenisa (poważna śmiertelność. Pan dr nie łyknął dowcipu)

– wiem. Ale akurat zbiegło się to z powrotem na kort

 

Także przygłuchy pan doktór zlecił okłady z lodu, maść i USG. Na szczęście kolejna wizyta u niego za 3 tygdnie, więc szybko umówiłem się na jutro do jakiejś pani. Zobaczymy. Mam nadzieję, że medycyna poszło do przodu i nie będę musiał robić 10 zabiegów zwanych prześmiewczo fotosyntezą. Bo męczące, bo kosztowne, bo zawracające głowę.

Najgorsze w tym jest to, że chyba już na kort nie wrócę! Ostatni trening z mistrzem wyglądał tak, że po pierwszym uderzeniu myślałem, że mi ręka wyleci ze stawu łokciowego. Także dokończyłem zajęcia z opaską na ręku.

Eh, to byłby dramat. Buty mam (oldschoolowe jeszcze takie. Skórzane, nie to co teraz robią), rakietę mam, torbę na rakietę mam, rower do wożenia się na zajęcia mam, spodenki mam, koszulki mam. Nie mam tylko opaski na czoło i nadgarstek. Dobrze, że nie zdążyłem kupić).

Także jest fatalnie!

Hejka. Pozdrawiam w smutku.

 

 

no tengo fumero

czyli que pasa kiedy przestajesz palić.

Organizm i sam człowiek to dziwna machina i stworzenie. Skomplikowana, a prosta. Prosta, a skomplikowana.

Największy organ – skóra.

A jakby wyjąć flaki albo jakieś komórki nerwowe, to okazałoby się, że można by nasz glob opleść. Co ja plotę?

Zadziwionym swym niepaleniem jest. Rzucić niby chciałem dawno. Ale to taka chyba fanaberia była, żeby mnie ludzie zauważyli. Myślałem, żeby ograniczyć, palić tylko przy wódce. Co roku noworoczne rezolucje i postulaty były.

Ale samo wyszło, że rzuciłem. Po prostu odechciało mi się palić. Czyżbym wypalił wszystkie papierosy?

 

To już 251 dni.

 

Jedyne co mogę stwierdzić, to fakt, że palenie śmierdzi. Starsznie. Rano to w autobusie czuję. Szczególnie jak wsiądzie dama i zacznie jej z paszczy, jak od smoka wawelskiego jechać. A i te żałosne połączenia – deodorant i fajka, żuma do gucia i fajka.

Ja zawsze uważałem, że ode mnie nie śmierdziało. Przecie ręce myłem i gumę, i inne odświeżacze do ust miałem.

Ale nie chcę tu się wywyższać, że palenie jest lepsze od niepalenia albo na odwrót. Każdy jest kowalem swojego losu.

Mnie i tak śmieszą mądrości dotyczące zdrowia. Mamy jeść ryby, bo kwasy omega 3. I nagle artykuł – jesz łososia? To śmiertelny błąd! I się okazuje, że karmią źle rybkę, że morze zatrute i inne przeciwności losu. I tak ze wszystkim. Co dobre, to za chwilę zabójcze.

Widziałem też „zdrowy“ program. Najczęstszy rak, to rak jelita grubego. Nie jedz TEGO. Jedz TO. Drugi najczęstszy rak, to rak trzustki. Jedz TEGO, nie jedz TO. I tak, jak chcę zjeść steka, to muszę pomyśleć, czy mam zapobiec rakowi trzustki? Czy może zwiększyć ryzyko zachorowania na raka wątroby. Jak żyć? Z umiarem! Ze zdrowym rozsądkiem!

I tu wracam do fajek. Okazało się, że czytelnik mego bloga też rzucił fajki i odlicza sobie dni.

U mnie na liczniku 251!

Co się dzieje, kiedy przestajesz palić?

Nic. Po prostu nie palę, a życie toczy się dalej. Nadal mam tych samych znajomych i tak dalej. Niebo nie zrobiło się niebiestsze (?)

Nauka ogłasza – po zgaszeniu ostatniego papierosa:

Po 20 minutach

Tętno obniża się, a ciśnienie tętnicze … – nawet nie chce mi się tych pierdół dokańczać. Ciśnienie miałem zawsze 120/80! Z fajką czy bez!

Po od 2 do 12 godzin

Pojawiają się pierwsze symptomy odstawienia. Nawet trzy dni później możemy odczuwać bóle głowy i nudności – ale warto się przemęczyć, bo w tym czasie usuwa się z organizmu tlenek węgla nic nie czułem.

Po 8 godzinach

Poziom tlenu we krwi wzrasta, a tlenku węgla maleje – ledwo dokończyłem pisanie tego objawu. Cóż, nie wiem, nie orientuję się, więc nie wiem, czy to prawda.

Po 24 godzinach

Zmniejsza się ryzyko ostrego zawału mięśnia sercowego – now you talking!

Po 2 dniach

Zmysł smaku i węchu zaczynają działać normalnie – zawsze podkreślałem, że nie czuję dobrze smaków, bo palę. Bardzo liczyłem na poprawę tych zmysłów. Ale jakoś nie zauważyłem poprawy.

Po 3 dniach

Oskrzela się rozluźniają, zaczynamy swobodniej oddychać – hm, coś w tym jest. Jakoś lżej się czuję.

Po 2 tygodniach do 3 miesięcy

Układ krążenia ulega wzmocnieniu, polepsza się kondycja fizyczna – a ja wiem? Półmaratony i dziesięciokilometrowe dystanse z fajką w zębach pokonywałem. Teraz nie palę i nie biegam. O przepraszam – biegam tylko na Islandii!

Po od 1 do 9 miesiącach

Wydolność układu oddechowego poprawia się, ustępuje kaszel, duszności i zmęcznie – hm, nie miałem dwóch pierwszych zjawisk. Zmęczenie jest cały czas.

Po roku

Ryzyko zachorowania na chorobę niedokrwienną serca zmniejsza się o połowę – que?

Po 5 latach

Zmniejsza się o połowę ryzyko zachorowania na raka płuc, jamy ustnej, krtani i przełyku, obniża się ryzyko udaru mózgu – o-o! Ileż tych raków! I ten udar jeszcze. O-o.

Po 10 latach

Ryzyko zachorowania na chorobę niedokrwienną serca będzie podobna jak u osób, które nigdy nie paliły – aha

Po 15 latach

Ryzyko zachorowania na raka płuc będzie podobne jak u osoby, która nigdy nie paliła – po 15 latach? To mnie już nie będzie. Kto tyle żyje?

 

Jak zachowuje się organizm po rzuceniu palenia?

Nasze narządy zmieniają się niemal natychmiast.

Mózg – głupi, bo uważa, że palenie to relaksacja, więc uwalnia endorfiny. Czyli po rzuceniu odczujemy jakiś brak. Ponoć rozdrażnienie i potrzeba sięgnięcia po papierosa przez 3 dni jest – nie zauważyłem.

 

Płuca – regenerują się zaskajuąco szybko. I Bardzo dobrze. Kaszel nas nie powinien dziwić. To oznaka samooczyszczania. Brawo płuca!

 

Serce – rzucenie palenia okazuje się skuteczniejsze w walce z chorobami niż doraźnie przyjmowane leki, np. Aspiryna. Brawo serce też!

 

Skóra – po odstawieniu papierosów skóra ponownie jest ukrwiona i właściwie nawilżona. Uważa się, że rozstanie z nałogiem poprawia też sen. Są więc szanse, że po jakimś czasie znikną sińce pod oczami – czy ja wiem z tym snem? Liczę na powrót cery gładkiej jak u bobasa.

 

No i przeczytałem te mądrości. I co z tego? Może lepiej wrócić do palenia? Bo po prawie 24 latach kurzenia organizm może dostać szoku z braku nikotyny i substancji smolistych. Poza tym wystarczy wyjść na dwór i pełną piersią odetchnąć. No samo zdrowie!

 

The sky is a neighborhood!

A słucham sobie Listy Przebojów Programu 3. Fajnie nowy Foo Fighters gra.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑