życie

pan fasola

Nigdy nie byłem fanem tegoż komedianta. Na nerwy mi działał. Ale mam jego obrazek w głowie.

Zawsze chciałem mieć dywan na klacie. Niestety, jedyny dywan, to pod łóżkiem. Kawior taki (po rosyjsku ковёр – dywan. Диван – łóżko, sofa. Zdałbym chyba ten rosyjski na maturze jednak). Także dziś zrobiłem sobie dywan na klacie. Sam się ostrzygłem, ogoliłem i … niechcący zrobiłem na pana Fasolę.

 

Dziś już wiem, że dywanu na klacie bardzo nie chciałbym mieć. Kiedyś na studiach mieliśmy kumpla. Bardzo owłosiony i grubawy. Grając w kosza jedna drużyna była bez koszulek (żeby się jakoś rozeznać kto jest kto, z której drużyny). I raz przypadło mi w udziale krycie kolegi. Akurat to ja byłem w koszulce. Kolega dostał ksywę Oślizgły. Fuj, co za, kurczaczki, nieprzyjemność przy starciu w zbiórce piłki. Oślizgłość!

Wczoraj po kometce zaszedłem jeszcze do kumpla do knajpy włoskiej. Nieopodal przemknął nasz Albercik – turecki Barber. I się nauczyłem, że niestety nasz przyjaciel nie ma ruchu za bardzo. Ludzie się nie chcą ciąć i golić. Ale ja się nie dziwię. Mam opory przed usługami tego typu. Robert i jego pizzer też sami się od marca strzygą. I ja zacząłem. 130 zł zaoszczędzone. I nawet ten drugi raz poszedł mi o niebo lepiej niż pierwszy. Radość!

 

Dziś się napedałowałem ze Słodkokwaśnymi. 42 kilometrów w sumie. Ból niestety dupy. Nieradość. Zajechaliśmy na pizzę z Radości. Arturka nie było niestety. Zamówiliśmy prawie wszystko, zjedliśmy, przepłukaliśmy gardło. Pizza dobra, nietypowa taka.

Ja wziąłem tasmańską i ojca chrzestnego. Słodkokwaśna – zimowa i rosyjska, a jego pani – słoneczna i caprese.

 

 

Zimowa na propsach! Na deser poszedł … murzynek, to znaczy ciasteczko o kolorze niebiałym, ciemne takie (ponoć nie można murzyn mówić) oraz tarta z czekoladom. Ja uważam, że brownie Słodkokwaśnej lepsze niż moja tarta, a pani Słodkowaśnej, że tarta lepsza. Słodkokwaśna nie powiedział nic, tylko kamerował nas cały czas. Także film będzie. Pizzę z Radości polecam. Właściciel Arturek mega zakręcony i pozytywny człowiek. No szkoda, że nie było okazji się pośmiać razem.

 

Przed strawą przejechaliśmy się po Szynce Grochowskiej. Ktoś „OL” wydrapał z przodu. Na Dudziarską zajechaliśmy. Mam nadzieję, że Duda tam zamieszka po wyborach. Żarcik. Nie życzę nikomu tego adresu. To jest miejsce, do którego miasto zsyłało wszystkich niespłacających kredytów, czynszów. Wyeksmitowani tacy. Zgodnie we trójkę stwierdziliśmy, że jak jakiś Czarnobyl to wygląda. Ponoć ich już stamtąd przenieśli, to temu tak to wygląda jeszcze straszniej. Jakby ktoś był zainteresowany, to polecam to miejsce. 225 tam staje. Kawęczyn-Wygoda, o ile dobrzem zapamiętał. Koszmar!

 

Aha, skoro żyję, to piszę lub skoro piszę, to żyję. Rzodkiewki małosolnej popróbowałem. Otworzyłem ja ci słoiczek i bach jak gazy poszły! Biało-czerwona kuleczka bardzosolna. Wniosek – mniej soli do wody niźli do ogórków. Ale pomysł z tym warzywkiem dobry. Będzie kontynuacja.

 

Przed zajechaniem do domu, na 42-im kilometrze zajechałem na bronksa do baru osiedlowego! Och co za ulga te leżaczki. Istny ass rest!

 

2 komentarze

  • ulatx

    Masz zdolności ✂️
    ale bałagan zrobiłeś tym strzyżeniem 😛
    i jeszcze troszkę musisz popracować nad mimiką fasoli 😉

    PS
    nie lubię oliwek na pizzy 😝

    • m

      Człowiek musi sobie jakoś radzić. 130 złociszy kosztowałoby mnie to u mego barbera. Pan Fasola wyszedł przypadkiem. NIe znoszę pana!
      Dobra oliwka, nie jest zła 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.