życie

sam nie wiem Maciek

tak sobie myślę, że przearanżuję sobie mieszkanie. Ale sam nie wiem Maciek.

Mam takiego ciołka w robocie. Rozmawiam z nim, ustalam wszystko. Gadka jak do Władka najczęściej, bo kolo ciężki w konwersacji. Jak się uprze, to nie przetłumaczysz. I już z nim w końcu wszystko ustalasz. Zgadzasz się na jego rozwiązania. Wychodzisz z gabinetu ukontentowany. ZA WOLNO wychodzisz z gabinetu, bo w drzwiach słyszysz – sam nie wiem Maciek.

Drzwi się zatrzaskują, a ty zostajesz jak ta pała w dezinformacji. No niby się spotkałeś, przegadałeś, ustaliłeś, ale na koniec słyszysz pointę, która wszystko burzy.

Głupio wracać i się dopytywać, bo kolega pomyśli, że jakiś upośledzony jestem. Przecie wszystko przegadane i ustalone.

Wczoraj byłem u znajomych i zobaczyłem u nich tapczan-półkę! Na sam przód powróciły reminiscencje z wycieczki do Seattle – stolicy grunge’u. Fajne miasto. O dziwo bardzo słoneczne. A może ja miałem szczęście do pogody? Tam w wynajmowanym mieszkaniu za pośrednictwem serwisu AirBnB był zamontowany taki mebel. Sprytny space saver. Tam też odkryłem hawajskie poke bowl oraz fioletowe szparagi.

Na drugi sam przód, czyli po drugie – primo, dostałem taki flaszbak moich zwariowanych pomysłów odnośnie mieszkania. Jednym z genialnych rozwiązań było zainstalowanie tapczan-półki. I jak wczoraj zobaczyłem mebel, to od razu zacząłem się wypytywać skąd? Jak? Co? I tak dalej. Wracam do tego pomysłu! Przearanżuję mieszkanie. Dziś rano, oczami wyobraźni ustawiłem na nowo wszystkie meble i … sam nie wiem. Ten przepiękny, wycyganiony stół mi psuje feng shui mojego salonu slasz sypialni. Niedobra szuja!

Tu zamontuję łóżko, tylko trzeba kinkiety przesunąć o 10 cm. Tam wepchnę komodę albo ją wyrzucę, bo nie wiem w sumie po ki czort ją nabyłem. Stół się przesunie bliżej kuchni. A pod okno kupię sofę i stolik. I oczami wyobraźni rachuję wydatki. 2 do przodu, 3 w pamięci. I niestety jakaś ósemeczka wychodzi. Sam nie wiem Maciek.

Ale później przemyślałem i stwierdziłem, że się tylko zagracę. To nie robię tapczan-półki. No chyba, że mi się narożnik popsuje, to wtedy.

Życie to nie zabawa, zabawa, zabawa. Tylko zawody, zawody, zawody. Tańcz!

Przekonuję się do nowej płyty Krzysztofa Zalewskiego. Bo na samym początku, przy premierze nowego krążka stwierdziłem – sam nie wiem Maciek. Niby to Zalewski, ale jakieś dziwne te piosenki. I przestałem słuchać. A teraz? Proszę bardzo. Jakoś ładnie wchodzi do uszka.

Przeczytałem dziś recenzję serialu Osiecka. Tym razem nie powiem – sam nie wiem Maciek. Okazało się, że ja w swojej opinii (poprzedni wpis) byłem bardzo delikatny, bo autorka artykułu zjechał produkcję od góry do dołu. Tytuł był wymowny – obejrzałam 8 odcinków Osieckiej i nadal nie wiem o czym jest ten serial. W punkt!

A jak ludzie się zgodzili w swoich komentarzach. W końcu żadnego hejtu, tylko zgodność. Kilka osób skonstatowała, że w tym serialu brakuje … Osieckiej.

 

Odezwał się po wielu tygodniach zapytany o ewentualne nietajne komplety lektor rosyjskiego. Ponoć jak studiował na SGH, to kolegom udzielał korepetycji. Syna wyedukował, bo on ponoć z Turkmenistanu, czy innego Tuturlistanu. To się umówiłem na lekcję próbną. Ojej. Myślałem, że zasnę. Koleś kompletnie nie miał pomysłu na przeprowadzenie lekcji. Czytał mi jakąś książkę o czasach sprzed 1989 roku w Rosji. Miałem mówić czego nie rozumiem. No to nie rozumiałem co drugiego wyrazu. To znaczy bym zrozumiał, gdyby pan wyraźniej lub wolniej czytał. Po pół godzinie, ledwo przytomny, powiedziałem mu, że to nie ma sensu. Ja i tak tych nowych słów nie zapamiętałem. Lektor pochwalił za to zasób słów mój. Zdziwiłem się ale podziękowałem.

W poniedziałek mam lekcję z młodym Aleksem. Zobaczymy co z tego będzie. Jaka jego strategia na nauczanie jest. Ale ochota na naukę rosyjskiego coraz mniejsza. Rzucić w diabły? Czy nie? Sam nie wiem Maciek!

 

 

 

 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.