Tag: tv

jestem mentalny

czyli sajko (ang: psycho)

Już nie zmienię teraz nic. Nie przewidział tego nikt – sparafrazowałem sobie tekst hitu sprzed lat.

 

Pisałem, donosiłem, żem na Wschód Wolski nadjechał. Do Mamy, do Papy, do Rodziny. Święta nadeszły. Zawiadamiałem na blogu gdziem był, com robił. Ale nie anonsowałem ze szczegółami jak minął dzień.

Jak minął dzień, jak minął dzień dzisiejszy. Jak minął dzień, czy warto się obejrzeć, czy z dala mu zawołać: żegnaj dniu!

No bo o czym tu było deliberować. Nic nadzwyczajnego. Aliści wydarzenia ostatnich godzin spowodowały, że muszę donieść, podzielić się tym paranormalnym zdarzeniem.

Otóż w Wielki Piątek, wyjątkowo, powtarzam, wyjątkowo, siadłem przed szklanym ekranem i skakałem po kanałach. W domu już nocna cisza. Na sam przód moim oczom ukazał się dokument, i to chyba nawet całkiem aktualny, o życiu Krzysztofa Krawczyka. Akurat dołączyłem do programu, jak artysta w latach 90-tych XX wieku już był. Czyli „kariera” w USA, przygoda z country i Elvisem, powrót do Polski, przygoda z muzyką puszczaną w Disco Relax, wielki hit z Bregovic’em i później Smolikiem. Na koniec nawet wszystkie słynne Trubadury się pojawiły. Ale co mnie uderzyło, to to, jak pan Krzysztof wyglądał w ostatnim czasie. Bardzo źle, kiepsko, jakby dni już naprawdę były policzone. Przeląkłem się jego widokiem. A lubiłem szalenie głos i piosenki (nie wszystkie) pana Krawczyka. Największą estymą darzyłem „Zatańczysz ze mną jeszcze raz, ostatni raz”. Na każdej zabawie w młodości musiało to być grane. I nóżką kręciłem na parkiecie.

Pamiętam rok 2008, kiedy to w pracy organizowałem piknik dla pracowników. Gwiazdą wieczoru był pan Krzysztof Krawczyk. Ile wtedy musiał mieć? 62? Czyli na chodzie, młody człowiek. Głos jak dzwon. Zabawa przednia. Po występie (dosyć statycznym w wykonaniu mistrza) podszedłem do przyczepy gwiazdy. Akurat fanka pukała do drzwi. Za autografem idola przyszła. Drzwi się uchyliły i zobaczyłem starego, schorowanego człowieka. Oj życie doświadczyło pana Krzysztofa.

Po programie zapowiedziano, że dnia następnego zostanie odtworzony recital artysty. Cóż, koncerty na żywo uwielbiam tylko te, na których jestem osobiście. Bez względu na wielkość, format gwiazdy. Także nie obejrzałem. Widziałem za to w Wielką Niedzielę fragmenty, a dokładnie rzecz ujmując, okruszki recitalu … Zenka Martyniuka. Osłupiłem się niewiarygodnie! Nie wiem jakim cudem ten pan zrobił taką karierę! Toż on śpiewać nie umie. Prowadzący (młody chłopiec) siedząc pokazywał przykuse skarpetki (albo spodnie) i w konsekwencji wąski paseczek gołej łydki. Fuj.

Wracamy sobie wczoraj do Wawy i gaworzymy ze Słodkokwaśną i jego Panią. Wspomniałem osobę pana Krzysztofa. Kolega dorzucił, że troszkę życia artysta liznął, wypił i wciągnął.

Wchodzę do domu, włączam internety i dowiaduję się, że pan Krzysztof Krawczyk już nam tu na Ziemi nie zaśpiewa. Mam nadzieję, że popłynął parostatkiem w piękny rejs.

 

 

Zatańczysz ze mną jeszcze raz, ostatni raz
Nim skończy się ten bal nadziei
Iskra błyśnie w nas i zgaśnie w nas
Jak niepotrzebna łza

sam nie wiem Maciek

tak sobie myślę, że przearanżuję sobie mieszkanie. Ale sam nie wiem Maciek.

Mam takiego ciołka w robocie. Rozmawiam z nim, ustalam wszystko. Gadka jak do Władka najczęściej, bo kolo ciężki w konwersacji. Jak się uprze, to nie przetłumaczysz. I już z nim w końcu wszystko ustalasz. Zgadzasz się na jego rozwiązania. Wychodzisz z gabinetu ukontentowany. ZA WOLNO wychodzisz z gabinetu, bo w drzwiach słyszysz – sam nie wiem Maciek.

Drzwi się zatrzaskują, a ty zostajesz jak ta pała w dezinformacji. No niby się spotkałeś, przegadałeś, ustaliłeś, ale na koniec słyszysz pointę, która wszystko burzy.

Głupio wracać i się dopytywać, bo kolega pomyśli, że jakiś upośledzony jestem. Przecie wszystko przegadane i ustalone.

Wczoraj byłem u znajomych i zobaczyłem u nich tapczan-półkę! Na sam przód powróciły reminiscencje z wycieczki do Seattle – stolicy grunge’u. Fajne miasto. O dziwo bardzo słoneczne. A może ja miałem szczęście do pogody? Tam w wynajmowanym mieszkaniu za pośrednictwem serwisu AirBnB był zamontowany taki mebel. Sprytny space saver. Tam też odkryłem hawajskie poke bowl oraz fioletowe szparagi.

Na drugi sam przód, czyli po drugie – primo, dostałem taki flaszbak moich zwariowanych pomysłów odnośnie mieszkania. Jednym z genialnych rozwiązań było zainstalowanie tapczan-półki. I jak wczoraj zobaczyłem mebel, to od razu zacząłem się wypytywać skąd? Jak? Co? I tak dalej. Wracam do tego pomysłu! Przearanżuję mieszkanie. Dziś rano, oczami wyobraźni ustawiłem na nowo wszystkie meble i … sam nie wiem. Ten przepiękny, wycyganiony stół mi psuje feng shui mojego salonu slasz sypialni. Niedobra szuja!

Tu zamontuję łóżko, tylko trzeba kinkiety przesunąć o 10 cm. Tam wepchnę komodę albo ją wyrzucę, bo nie wiem w sumie po ki czort ją nabyłem. Stół się przesunie bliżej kuchni. A pod okno kupię sofę i stolik. I oczami wyobraźni rachuję wydatki. 2 do przodu, 3 w pamięci. I niestety jakaś ósemeczka wychodzi. Sam nie wiem Maciek.

Ale później przemyślałem i stwierdziłem, że się tylko zagracę. To nie robię tapczan-półki. No chyba, że mi się narożnik popsuje, to wtedy.

Życie to nie zabawa, zabawa, zabawa. Tylko zawody, zawody, zawody. Tańcz!

Przekonuję się do nowej płyty Krzysztofa Zalewskiego. Bo na samym początku, przy premierze nowego krążka stwierdziłem – sam nie wiem Maciek. Niby to Zalewski, ale jakieś dziwne te piosenki. I przestałem słuchać. A teraz? Proszę bardzo. Jakoś ładnie wchodzi do uszka.

Przeczytałem dziś recenzję serialu Osiecka. Tym razem nie powiem – sam nie wiem Maciek. Okazało się, że ja w swojej opinii (poprzedni wpis) byłem bardzo delikatny, bo autorka artykułu zjechał produkcję od góry do dołu. Tytuł był wymowny – obejrzałam 8 odcinków Osieckiej i nadal nie wiem o czym jest ten serial. W punkt!

A jak ludzie się zgodzili w swoich komentarzach. W końcu żadnego hejtu, tylko zgodność. Kilka osób skonstatowała, że w tym serialu brakuje … Osieckiej.

 

Odezwał się po wielu tygodniach zapytany o ewentualne nietajne komplety lektor rosyjskiego. Ponoć jak studiował na SGH, to kolegom udzielał korepetycji. Syna wyedukował, bo on ponoć z Turkmenistanu, czy innego Tuturlistanu. To się umówiłem na lekcję próbną. Ojej. Myślałem, że zasnę. Koleś kompletnie nie miał pomysłu na przeprowadzenie lekcji. Czytał mi jakąś książkę o czasach sprzed 1989 roku w Rosji. Miałem mówić czego nie rozumiem. No to nie rozumiałem co drugiego wyrazu. To znaczy bym zrozumiał, gdyby pan wyraźniej lub wolniej czytał. Po pół godzinie, ledwo przytomny, powiedziałem mu, że to nie ma sensu. Ja i tak tych nowych słów nie zapamiętałem. Lektor pochwalił za to zasób słów mój. Zdziwiłem się ale podziękowałem.

W poniedziałek mam lekcję z młodym Aleksem. Zobaczymy co z tego będzie. Jaka jego strategia na nauczanie jest. Ale ochota na naukę rosyjskiego coraz mniejsza. Rzucić w diabły? Czy nie? Sam nie wiem Maciek!

 

 

 

 

 

green kuchnia

nie, nie żadne tam vege, czy eko. Kuchnia mi zakwitła. Zielono jej.

Miałem pisać wczoraj, że ładny dzień mamy. Że ja wolę moją mamę. Że wszystkie dzieci nasze są. Ale nie zdążyłem. U Słodkwaśnej się relaksowałem. Podjedli, pospacerowali, pooglądali Ozarka i Konia BoJacka. Wracając uberem jeszcze pogawarił z panem Davronbekiem z Tadżykistanu. Dziwnie się teraz jeździ tym przewozami. Ni to zdezynfekowane, ni to czysto, ni to w maseczce, ni to co tam jeszcze.

Pan podpowiedział, że z Warszawy to przez Moskwę lub Turcję się lata … do Taszkientu. A stamtąd, to już tylko 100 km autobusem za 8 zł. Aha, i w lato żarko – 40 stopni. Powiedziałem panu, że dla mnie żarko to jak jest 25 stopni. Ogólnie w dzień piekło, ale w nocy przyjemnie – tak zarekomendował pan swój kraj. Ale jakie widoki? Góry i nie tylko. Może by kiedyś polecieć? 

Aha, u Słodkowaśnej pojedliśmy pyszotki. A na deser był … rabarbar pod kruszonką. Nigdy nie byłem fanem tego warzywa/owocu. Ale wczoraj posmakowało mi bardzo. Właśnie, co to jest rabarbar? W Stanach się wielce zdziwiłem, jak zobaczyłem dynię na owocach. Co kraj to obyczaj. Mnie na przykład cały czas zastanawia imbir – w Carrefourze jest w sekcji owoc, ale we FRAC-u jest już w warzywach.

Chyba za chwilę nastąpi przekierowanie na moje nowe strony. Dam znać jeszcze. Wczoraj zakupiłem dwie domeny – jedna „pl”, druga „com”. No ciekaw jestem, czy się zmobilizuję do przygotowania ładnie moich stron.

Tak z ciekawości podpatrzyliśmy ile kosztowałoby wykupienie strony z rozszerzeniem „com” na 10 lat. 666 złotych! Szatan, diabeł, czort! 

Właśnie, a propos wczoraj! Wczoraj miałem napisać, że wczoraj (dziś piszę, że 2 dni temu) 60 lat skończyła … Majka Jeżowska! Kto jej nie pamięta?! Toż to radość, uśmiech, pozytywna energia skierowana do dzieci. Ja chyba za duży już byłem na jej kinder-hity. Ale nie mniej doceniam to, co zrobiła/robi dla dzieciaków. Kurczaczki, 60 lat? Przecie w przypadku tej pani, to czas się powinien dlań zatrzymać i ona ciągle powinna mieć te dwadzieścia, czy trzydzieści parę lat i śpiewać najmłodszym. Eh. 

Rok temu Owsiak zaprosił Majkę Jeżowską na festiwal do siebie. Był czad, było pogo.

Dziś, po długim czasie nastąpił ten dzień – nowy, stary stół wjechał na salony me. Ileż mnie to zachodu kosztowało, ale po kilku ładnych miesiącach mogę się już nim cieszyć. Szalenie mi się podoba. Przeciwności losu było od groma. Albo, już oficjalnie mój najlepszy przyjaciel, Rafał był zajęty, albo w ostatniej chwili wszystko mi przekładał i krzyżował. Miałem już nawet ręką machnąć, ale bardzo szkoda by mi było tego cudeńka. Dziś jestem przy aucie i okazało się, że akumulator padł. Ale na szczęście w niedzielę urodzonym jest, to wszystko się udało. Mam, jest, stoi, upiększa mój kwadrat. Co tu będę deliberował, sami zobaczcie, jaki piękny, stylowy mebel. 

Stary stół oddaję chyba Słodkokwaśnej. Chyba, bo mieliśmy to już przybite, ale pani Słodkokwaśnej, jak jej o tym wczoraj zakomunikowałem, rzuciła suche wątpię. No to może do studia? – rzekł kolega. No może. 

Także Słodkokwaśna, bierz pan te stół. Przypominam, że mieszczący się on jest w auto Pana z Europy na K. Brał na Święta zimowe, to wiem.

Czy widzicie mnie piszącego nowiuśkie posty? 

Postawiwszy cudeńko na środku, pomyślałem, że czas chyba przearanżować mieszkanie. Ta wielka komoda coś mi zaczyna przeszkadzać …

I na koniec szybka ankieta – czy kwiatka zabrać, czy zostawić? Zielono coś i mi.

Aha, ktoś może zapytać, po co mi 6 kontaktów w ścianie? Otóż zabawna historia. Jak robiłem remont w 2014 roku, to stwierdziłem, że wszystko będzie miało swoją dziurkę. Nienawidzę kabli i przedłużaczy.

Miał być:

1 dekoder do tv kablowej

2 telewizor

3 zestaw hi-fi

4 apple tv

5 lampka

6 i jeden na tak zwany “zaś”

Po remoncie okazało się, że potrzebuję jednego kontaktu tylko dla tego tak zwanego “zasia”. Życie.

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑