życie

kwarantanna

hejka kochani. Od niedzieli jestem na kwartannie. To znaczy byłem … chyba.

Absurdy polskiego systemu.

W sobotę odwiedziłem nikogo, na siłowni też nie byłem. Po północy wracałem od nikogo i w niedzielę obudziłem się z gorączką oraz ściskiem w gardle. Szybko skonsultowałem się ze znachorem z luxmed. Pan dochtór zapytał, czy mogę zdjęcie gardzieli zrobić. Chwileczkę – rzekłem i poszedłem do łazienki. W jednym telefonie zapaliłem latarkę i zaświeciłem w jamę ustną, a drugim próbowałem zrobić fotkę. Nie dało się za bardzo, bo albo świecę, albo robię fotkę. Zdjęcie z flashem też nie wychodziło. Wysłałem to co miałem. Pan doktór powiedział, że nic nie widzi. To nie mogę – odpowiedziałem. Medyk zaaplikował medykamenty i już.

W związku z tym, że w czwartek lecę do Wiednia i nie chciałem narażać tych osób, których nie widziałem w sobotę (przymrużenie oczka), to postanowiłem zapisać się na test covidowy.

Zadzwoniłem do koleżanki z Poznania, co ją niby stary zaraził w środę, bo on grał w tenis z kolegą, który okazał się być pozytywny. Trafiło nią. Powiedziała, że w środę czuła się jak po pierwszej dawce szczepionki – bardzo chorobliwie. Postanowiła pójść na test. Także wiedziała co i jak postępować.

Wszedłem na zaufany profil i klikam. Ok, dostałem SMS z potwierdzeniem terminu i miejsca. Następny dzień o 8:10 ale na … Pradze-Północ. O Marysiu! O tej porze, to makabra przez całe miasto jechać. No ewentualnie do metra, do drugiego metra i z Wileniaka nóżkami. Klikam w odmowę i wybór innego terminu. Kuj-pom, małopolska – taki miałem wybór. No kurczaczki! Nie wierzę, że w całej Warszawie jest tylko jedno miejsce i jeden termin! – pomyślałem. No może nie do końca tak pomyślałem, bo parę kurew poleciało w zdaniu. To znaczy kurczaczków i jeżów. Cofam się i wybieram pierwotną opcję. Bolt na szczęście w 20 kilka minut za 30 złociszy dowiózł. Komunikacja miejska odpadła, gdyż bardzo nie czułem się na siłach tak podróżować.

 

W niedzielę wieczorem zadzwonił automat z Sanepidu.

Jeśli nazywasz się (tu moje imię i nazwisko) wciśnij 1

Jeśli nie jesteś tą osobą, wciśnij 2

Jeśli chcesz jeszcze raz odsłuchać wiadomość wciśnij 3

Wciskam 1

Nie wybrano żadnej opcji

Wciskam 3

Jeśli nazywasz się (tu moje imię i nazwisko) wciśnij 1

Jeśli nie jesteś tą osobą, wciśnij 2

Jeśli chcesz jeszcze raz odsłuchać wiadomość wciśnij 3

1

Nie wybrano żadnej opcji

1

Nie wybrano żadnej opcji

A srał na was pies. Rozłączam się.

 

Koleżanka wspomniana powiedziała, że kazano jej ściągną apkę Kwarantanna domowa i udostępnić … galerię zdjęć. Powiedziała, że w życiu, gdyż ma tam propagandę na obecną władzę. Nieudostępnienie galerii = nieuruchomienie apki = nie dobrze.

Ok, rozumiem, że miałbym za pośrednictwem takiej apki wrzucać Państwu Polskiemu zdjęć udawadniających, że o tej porze jestem w domu i się kwarantannuję, ale udostępnianie galerii?! W życiu. To jest gwałt na mojej prywatności!

Koleżanka dostała wynik na drugi dzień. Był negatywny, więc postanowiła nie zaprzątać sobie głowy tematem kwarantanny.

 

Inna koleżanka powiedziała, że jak Sanepid nie kontaktuje się ze mną, to ja mam obowiązek sam się na kwarantannę zapisać. Poczytałem sobie mądrości na stronie „gov” i zauroczyło mnie zdanie. Coś w stylu – możesz pobrać obowiązkową aplikację Kwarantanna Domowa. Hm, skupiłem się na słowie „możesz”, a nie „obowiązkowa”. Mogę, ale nie muszę. To nie muszę. Taka logika w chorobie.

W poniedziałek znowu zadzwonił automat z Sanepidu. Tym razem po wybraniu 1 usłyszałem, że jestem na kwarantannie i mam pobrać aplikację. Hm, po chwili przyszedł SMS.

Czytam również jak przygotować się do badania. Na dwie godziny przed mam:

– nie palić

– nie rzuć gumy

– nie myć zębów

– nie jeść

– nie pić

– nie płukać gardła

 

Wstałem o 6, wypiłem szklankę wody i zacząłem zbierać się na wymazik. O 8.10 pani wsadziła mi patyczek w jedną dziurkę nosa mówiąc, że będzie bardzo nieprzyjemne uczucie. Po czym wsadziła ten sam patyczek w drugą dziurkę mego nosa. Po zabiegu powiedziałem do niej śmiejąc się i mówią odkrywczo – faktycznie nieprzyjemne uczucie!

Pani dała karteczkę z informacją jak i skąd pobrać wyniki, które będą dostępne od 24 do 72 godzin. Szybko przeliczyłem, że 72 godziny miną o 8.10 w czwartek. Samolot mam po 10, to zdążę do Wiednia polecieć, jeśli wynik będzie negatywny.

Po wyjściu zastanowiło mnie po co te wytyczne przed badaniem, skoro z nosa jest pobierany materiał?

Zadzwoniłem do koleżanki z Poznania i mówię, jak mi poszło. Załamałem się, jak mi powiedziała, że czas leci od momentu trafienia próbki do laboratorium. U niej to było przed 18.00. O kurczaczki! Przecie w najgorszym scenariuszu nie będę mógł wyjść z domu na samolot, bo będę cały czas na kwarantannie. Już myślałem naskrobać mail do Austrian Airlines, żeby się na piątek przepisać. Ale postanowiłem zrobić to dopiero w środę. Koleżanka dostała swój wynik po ponad 23 godzinach od trafienia próbki do laboratorium. No to czekam.

Przed 20.00 wszedłem ot tak na stronę i zobaczyłem, że są wyniki!

Nie wykryto RNA wirusa SARS-CoV-2 (wynik ujemny)

Vienna’s calling! Lecę!

Szybkie info do kilku osób, których w sobotę nie widziałem (przymrużenie oczka), żem zdrowy jest i już walizkę zacząłem odkurzać i przewodniki po Wiedniu przeglądać. W Australii (przymrużenie oczka) byłem tylko raz. Na nartach. Kupiliśmy skipass na lodowiec na 3 dni, a pojeździliśmy … jeden. Drugiego dnia wiało bardziej niż w Kieleckiem, a trzeciego nawaliło śniegu i zamknęli drogi. Cóż na bakuganach też się fajnie zjeżdża.

Na szczęście szybką inną górkę nieopodal odkryliśmy i już jak ludzie pozjeżdżaliśmy na deskach. Także to będzie mój drugi raz w Austrii. Stolica tym razem. Sznycla już mamy zarezerwowanego, bo ktoś nam doradził zrobić rezerwację w restauracjach na weekendowe dni.

Wracając do tematu pobrania obowiązkowo aplikacji Kwarantanna Domowa, to pan od Państwa z Europy na K. mi uświadomił pewną rzecz. Jak ja mam na swój telefon pobrać cokolwiek? Przecie ja wciąż używam …

I tej wersji się trzymam. Ten z jabłkiem pożyczyłem dużo wcześniej od sąsiada, żeby zrobić zdjęcie mojej Nokii (przymróżenie oczka). Dziś już mu mogę oddać, bo przecie negatywny jestem. Także policja niech mnie odwiedza. Wczoraj, wracając z testu zajrzałem do pani Agi z warzywniaka. Za włoszczyzną poszedłem. Wiadomo, na chorobę najlepszy rosół. Wracam z siatką do domu, a tu przede mną Strażnik Miejski! O kurczaczki! Już mnie namierzyli – myślę sobie. Postanowiłem założyć kaptur, szybko pana prześcignąć i wbiec do mieszkania. Jakby dzwonił domofonem, to bym odebrał. Ale pan już przy domofonie stał. Ogólnie z kwarantanny jest się zwolnionym, jak się na test jedzie. Ale ta siatka!? Por mi wystawał. Pomyślałem, że powiem mu, że wracając z testu, sąsiadka mi na ogrodzenie, pod moim blokiem, zawiesiła siatkę. Ale patrzę na domofon, a tam … nie mój numer. Ufff.

Szczęśliwy z wyniku zasnęło mi się szybko. Ale jakieś durne sny miałem.

Najpierw byłem sam w Azji. I próbowałem przejść przez ulicę. Jezdnia była szeroka na ze 100 metrów! Po drugiej stronie reklam i neonów od groma. Nie widziałem jakie jest światło. Uderzyło mnie to, że ulica była pusta! Żadnych aut. A przecie wszyscy co byli na przykład w Wietnamie mówili, że przejść przez ulicę ciężko. Stoję jak głupi i czekam. Raptem widzę, że jakieś turystki postanowiły przejść przez jezdnię. To ja za nimi. I coś mi się ciężko szło. Postanowiłem zdjąć buty i iść boso. Ale to jakoś niebezpiecznie i niehigienicznie. Postanowiłem znaleźć sklep z klapkami! Ale zaczęło padać i wsiadłem do autobusu. Obok mnie siedziała rozwalona na siedzeniu mulatka, a jakiś czarnoskóry młodzieniec lubieżnie na nią zerkał.

Później byłem nie wiadomo gdzie. Ni to motel amerykański, ni to polski akademik. Byłem u kumpla na nie wiadomo czym. Ni to impreza, ni to oglądanie meczu. Co chwilę wychodziłem na fajkę! Kupiłem sobie paczkę i postanowiłem całą ją spalić, żeby na drugi dzień nie kusiło. Przecie ja nie palę już prawie 5 lat. Jarałem jeden za drugim. Zdziwiłem się nawet, że nadal umiem palić to świństwo. I podczas jednego takiego wyjścia okazało się, że gdzieś mnie poniosło i nie umiałem wrócić do mieszkania kumpla. Spotkałem za to sąsiadkę Anię i sąsiada Marka. Kolega powiedział, że idzie do domu, bo żona czeka, a koleżanka – że za chwilę wróci. Ok – powiedziałem i poszedłem z powrotem do kumpla. No i nie mogłem trafić. Ten niby hotel zamienił się na akademik. Zaglądałem do kilku pokoi, które wydawały mi się, że to tu. Ale w prawie wszystkich było ciemno i ludzie już spali. W jednej komnacie świeciło się światło i był jakiś człowiek. Wyszedł do mnie na korytarz i powiedział, że … Legia gra.

Chwilę pokonwersowałem i stwierdziłem, że jestem na piętrze. A przecież kolega mieszkał na parterze. Zszedłem na dół i … obudziłem się.

Co za dziwne sny!

Aha, postanowiłem wziąć przykład koleżanki z Poznania i olać Kwarantannę.

Maseczki FFP2 przyjechały. Czas odebrać z paczkomatu. Austria ma takie wymogi. Zwykłe szmaciane nie są wskazane. To lecę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.