podróże,  życie

a nie zgadzam się …

 

A nie zgadzam się … z Lulumpusiem, który na moje stwierdzenie, że Grecy są mili odparł coś w stylu – bo ty jesteś turystą. Oni chcą twoich pieniędzy.

Nie, nie zgadzam się. Do końca się nie zgadzam. Podróżowałem to tu, to tam i jakoś mogę porównać miłość lokalsów do turystów. Grecy są naprawdę mili. Oczywiście są wyjątki, takie jak kierowcy autobusów lokalnych (i też nie wszyscy), ale gros ludzi jest przesympatycznych, życzliwych i miłych.

Z dołu nasi sąsiedzi Polacy okazali się być z … Białegostoku. Integracja nastała. Stefan mnie melonem poczęstował, a później dali nam spory kawałek pizzy. Czyli Polak za granicą umi się zachować.

Niemry już nie umijo. Obtańcowałem jakieś dwie germańskie lale w autobusie. Wsiedliśmy do PKS-u do Oia z miejscowości Thera (czyta się Fira). No i lalki zaczęły się rechotać. Z byle czego. Śmiechu kupa i komentarze. Po mojej uwadze jedna z turystek odrzekła – dziękuję, że zwróciłeś mi uwagę. Nie wiedziałam jak się zachowywać w autobusie. Oczywiście wszystko było podlane ironią. Zignorowałem idiotki, choć miałem szczerą ochotę powiedzieć im mach die Klappe zu. Na szczęście do końca podróży było już cicho.

W Thera na sam koniec podróży PKS-em miałem przesympatyczną rozmowę z dwiema dziołchami z Miami. Są już tu 6 dni i wszystko wiedzą i się bardzo chętnie podzieliły wiedzą. Czyli jednak Niemcy vs USA 0-1. Do przerwy zero jeden.

Pojechać dziś chcieliśmy do starożytnej Thery. Wywiedziałem się wszystkiego i już pędziliśmy do Kamari (południowy wschód wyspy). Hm, autobusy jeżdżą do starej części wyspy codziennie, oprócz … śród.

Heh. Przeszliśmy się po czarnej, kamienistej plaży i wsiedliśmy w autobus. Tu wszystko się zjeżdża i rozjeżdża do Thery. Taka funkcja jak Dworzec Centralny w komunikacji nocnej Warszawy. Postanowiliśmy pojechać na sam koniec północnej części wyspy, do Oia.

I powiem tak, o ile wczoraj pisałem, że Mykonos górą, to dziś cofam. Jednak Santorini.

A Oia jest bajkowa, malownicza, przecudna.

Chciałem dziś zamówić musakę, ale akurat wyszła, więc wziąłem jakiegoś prosiaka z kociołka. Była też carbonara i sałatka santoryńska. Mniaaaaaam.

Jutro czas na wyspę wulkaniczną i ciepłe źródła.

Co do słoneczka, co rozchmurzyło buzię, to powiem, że wszystko co mówili znajomi się sprawdza.

Nasmarowałem pysia, założyłem okular i kapelutek, a i tak mordka czerwona. Dodatkowo klata czerwona, a t-shirt nie był zdejmowany.

Teraz siedzę sobie nad basenem, podziwiam Oię z daleka oraz zatokę. Bryza mnie po buzi smyra i czuję, jak mnie lekko pali.

Słyszałem, że w Polsce żar się leje. Jak to dobrze, że mię tam nie ma.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.