życie

drugie (sz)czepienie

jeszcze wczoraj napisałbym nic albo krótkie „motyla noga”, bo przecie nie bluzgam i nie użyję staropolskiego „kurwa mać”, c’nie?

We wtorek się zaszczepiłem po raz drugi i mam pewne przemyślenia.

Po pierwsze, 14 maja miałem imieniny i tylko jedna osoba spoza rodziny złożyła mi życzenia. Reszta? A widziałem się tego dnia z niektórymi (akcja podłoga) i rozmawiałem przez telefon. Hm, foch i wielkie „buu” proszę Państwa. Zapamiętane.

A tak na serio, to ludziki się chyba mogą pakować i znikać z planety Ziemia. Duran Duran zrobiło pierwszy teledysk wyreżyserowany przez Huxley. Niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to sztuczna inteligencja.

Po drugie i po dalsze, i tym samym wracając do dziabnięcia, to wszystko zakończyło się wielkim „auć!” jak pani wyciągała igłę z ramienia. Do tej pory mam czerwone na ręce. Niedobra pani. Za pierwszym razem młody pielęgniarek (pielęgniarz?) mnie dziabał i było bezboleśnie.

Dziś szczepił się mój pan (kierownik) i powiedział mi, że ponoć jest jakaś różnica między świeżo otwartą (ledwo rozmrożoną) szczepionką, a taką już lekko … zdechłą, tzn. przeleżaną, oczekującą na wkłucie. No nie wiem. Moja druga szczepionka była świeżo otwarta, a pierwsza już chyba nie za bardzo, bo gołym, okiem widzę różnicę.

I teraz, i w kwietniu niebo po południu było pochmurne. Tylko tym razem złapał mnie kapuśniak jak próbowałem skompletować 10 000 kroków. Już pod nosem mruczałem, że źle się to skończy.

Oczywiście asekuracyjnie zaaplikowałem sobie apap. Tym razem skóry tanio nie sprzedam – pomyślałem. Siedzę sobie wieczorkiem w domu, relaksuję się relaksując się relaksującymi rozrywkami i czuję jak mię zaczyna rozbierać po 22.00. Drugi apap poszedł w ruch. Jaki ty Maciek zapobiegawczy jesteś – mówiłem sam do siebie. Lubię z kimś mądrym czasem porozmawiać.

Zasnąwszy szybko, koło 23.00. Obudziwszy się jeszcze szybciej. Już po otworzeniu ocząt mych błękitnych wiedziałem, że środa to musi być ledwo zaczęta. Paczę na zegar – 00:19. Kacze pióro! – zakląłem szpetnie i poszedłem dalej spać.

O 2:39 koniec snu, Maciuś wyspał się, czy nie, mój organizm stwierdził, że … bedzie tego.

Poprzewracałem się z boku na bok. Zacząłem myśleć o … pracy. No nienormalny jestem. Dziwna ta szczepionka. Pewnie to dlatego, że świeżo otwarta była. Przecie ja nigdy o pracy a) nie myślę, ani b) nie śnię.

Po 3 rano zagraniczne towarzystwo wpadło na wirtualną domówkę. Każdy z osobna.

Mark z Australii w sumie nie kumał tematu, bo on drugą dawkę dopiero dostaje w czerwcu. Mike z Kansas City albo się przejęzyczył, albo wyłączyło mu internet, albo miał awarię prądu, bo biedak najwyraźniej nie dokończył swej myśli w wiadomości – you look awful.

Jestem pewien, że chciał napisać, że wyglądam strasznie super, strasznie bardzo dobrze, strasznie niestrasznie jak na drugą-dawkę-szczepionki-która-cię-dobija. Także Majkowi daję straszne „buu”. Choć z drugiej strony wyglądałem strasznie … nieuczesanie.

Odnośnie wyrażenia ze słowem strasznie, to muszę przyznać, że strasznie to dziwny dodatek jest. Oglądałem dziś film i grała tam (na szczęście grała, bo twarz się w końcu jej ruszała) Nicole Kidman. I ona tak przejmująco (żeby nie powiedzieć strasznie) smutnym głosem powiedziała do dziecka, które żegnała You were an awfully good guest. Ale zabrzmiało to jak kondolencja.

I tak sobie pomyślałem, że w sumie po polsku się mówi na przykład strasznie mi miło, czy też strasznie mi się podoba. Ale to strasznie strasznie mi się kojarzy z negatywną emocją. No bo coś co jest straszne, nie jest miłe i pozytywne.

A właśnie, wczoraj oglądałem horror przed zaśnięciem. Chciałem się zrelaksować i szybciej zasnąć. O Marysiu! Jakie straszne gówno. Młode małżeństwo dostało ścichapęk lalkę brzuchomówczą, która okazało się, że ożywa i pewnie się wszyscy domyślają co robi. Film strasznie … hm … kiepski. Raptem 3 osoby ubite. Nuda.

Wracając do moich nocnych rozmów …

Michael z Chicago okazał się empatyczny, bo sam przechodził covid-19 w sierpniu i szczepienie źle zniósł. Wziął przed drugą szczepionką profilaktycznie 3 dni urlopu, bo wyczytał, że tyle się agoniuje. Niestety okazało się, że tyle dni właśnie się męczył. Na szczęście, to nie była żadna agonia, bo przeżył.

Ule moje oczywiście, jak to baby, miały wiele pytań. A co tam? A jak tam? A masz gorączkę? A co masz na sobie? A uważaj, bo za Tobą Dolina Śmierci. I takie tam.

Odpowiadałem, że i am hotter than Death Valley.

Co do „czy masz gorączkę?”, to odpowiadam, że nie wiem, nie mierzę, mam do dupy dwa termometry. Tzn. sprawdzają temperaturę ciała również rektalnie, ale nigdy nie testowałem tego. One są po prostu durne i źle wskazują, według mię. Jeden termometr jest srebrny (srebrzysty?), tzn. na srebro. Unia Europejska ponoć wycofała śmiertelne rtęciowe termometry. No niby ten sreberkowy niczym się różni. Ale. Bo zawsze jest jakieś ale. Strasznie ciężko jest go strząchnąć. Ma takie urządzonko, w które się wkłada termometr i się strzącha. Do dupy ten termometr. A drugi kupiłem elektroniczny. Ale pani magister uprzedziła, że może być niedokładny. I zrobiłem test. Sreberko pokazało 36,5 stopni C, a elektronik … 34,8. No bardzo niedokładny.

Dziś pani prof. ze Szczecina uświadomiła mi, że na allegro można kupić rtęciowy. Za grosze! Zadzieram kiecę i lecę! Całe życie na rtęci jechałem.

No i tak sobie się poprzekomarzałem z zagranicznymi znajomymi. Ule najfajniejsze jednak, bo i pogadać można i w ogóle. Wiadomo, dziewczyny z Texasu i New Jersey są najlepsze.

Przez cały czas myślałem o robocie. Że muszę umowę sponsorską przygotować koniecznie. Durne to, bo w sumie mam na to kupę czasu, impreza dopiero w lipcu. A ja cały czas o tym, czy zdążę, czy dobrze tę umowę przygotuję.

O 3:30 zjadłem śniadanie, bo a) mię ssało i b) nie chciałem brać pigułki na pusty żołądek.

Hm, od tego apapu to mię tylko łeb rozbolał.

I tak do 6 rano to, już obok tej pracy, zacząłem myśleć o tym, co ja na obiad zrobię o 9 rano. A na kolację o 14.00? Się rozregulowałem.

Rano się zdrzemłem. Do 7:30, bo wtedy budzik zatrąbił. Resztką sił a) zgrabnym ruchem napisałem do pana mojego, że biorę urlop i wyłączam telefon, b) ustawiłem asystenta nieobecności w outlooku i c) wystawiłem wniosek urlopowy. Na telefonie się ciężko to robi. Strasznie duże/grube palce mam, nie trafiam dokładnie!

Dziś, w czwartek, już lepiej. Żyję. Wróciłem do żywych. Nawet do pracy zdalnie siadłem.

No fatalnie te szczepionki na mię działają. Kolega neurolog twierdzi, że to dobry znak, że organizm walczy, że system odpornościowy wspaniały. Mhm, ciekawe, gdzie była ta odporność jak 6 infekcji w ciągu roku łapałem?

 

Wniosek z tego wszystkiego – muszę pójść do fryzjera, c’nie?

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.