życie

w wielkim mieście

niebo jasne i wiadomo żyć nie łatwo w wielkim mieście

 

święta i prawie po. Dziś niedziela, ale to też dzień świąteczny. Także i ja jeszcze świąteczny.

Tak sobie wczoraj kontemplowałem i pomyślałem o kolędach. Nikt już chyba nie śpiewa. Teraz to MaRyja Karej albo Łam! Piosenki o zdradzie, zamianie kochanków, o podtekście seksualnym. No bo przecie Mariah Carey pod choinkę chce chłopca. Ja bym taką Merają anno domini 1994 nie pogardził pod choinką. A Dżordż jak się okazało o pięknej dziewczynce nie śpiewał, tylko jakiemuś chłopcu serce oddał w zeszłe święta. A niewdzięcznik następnego dnia mu je oddał. Temu się pewnie biedny w grobie teraz przewraca.

I takie to kolędy – seks, seks, zdrada, seks, niewdzięczność, seks.

A gdzie narodzenie Pana? A gdzie truchlejąca moc? A przybieżeni pasterze?

Nie przepadam za kolędami. Uważam, że ludzie je jakoś na smutną nutę śpiewają. A tu przecie Bóg się rodzi. Powinno być doniośle, radośnie. A w kościołach jakieś zawodzenie. Smutek. Tylko żyły podciąć. To tak, jakby słuchać wcześniejszych płyt Kasi Kowalskiej. Ta pani też zawodziła, jęczała i życie ją bolało. Żartowałem kiedyś nawet, że do każdej jej płyty powinni żyletki dołączać. Ale stop kochani! Nie tędy droga. Nie myślmyż tak. Nie mówmyż tak.

I tak sobie wczoraj idąc tu i tam pomyślałem o mojej … kolędzie. I padło na raz, dwa, trzy.

A czemu? A bo to się okaże w następnym wpisie (o ile dobrze porachowałem).

 

Za tą piosenką też jakoś nie przepadałem. Ale w to lato (w to? Czy w zeszłe lato? Last summer?) w naszej blaszanej budzie, czyli barku osiedlowym grał taki chłopiec. Szanty śpiewał na początku, ale później zmienił repertuar. I prawie zawsze grał ten utwór. Fajny jest. Taki nieśpieszny. Ot taki lekki w tekście. Żadna to Osiecka, czy Kasia, tylko takie rymy o zwykłym, przyziemnym życiu.

I don’t need to hang my stocking
There upon the fireplace
Santa Claus won’t make me happy
With a toy on Christmas Day

 

Eh Mariah, Mariah.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.