życie

niefortunność

niefortunnie kupiłem sobie duże śliwki. W sensie sam zakup nie był niefortunny. Po prostu położyłem owoc na czosnek w moim koszyku pyszności. Aż się zdziwiłem jak jadłem. Co tak czosnkiem daje? – zapytałem się. Ale na szczęście tylko z jednej strony. Się zjadło.

Co do niefortunności.

Mitsubishi Pajero – no cóż, to ponoć znaczy … masturbant albo masturbować się.

A jakież było zdziwienie, że w Ameryce Południowej Cherokee NoVa nie sprzedaje się. Nie znam się na hiszpańskim, ale miałem francuski i bym, obstawiał, że to znaczy „nie idzie” albo „nie pojedzie”.

Już nawet nie chcę zaczynać o polskich napojach gazowanych co się nie przyjęły na rynku anglosaskim – FART.

Ludzie, czy naprawdę w marketingach pracują dziwne ludzie?

 

Robiłem w czwartek w robocie. Po mieście jeździłem. I tak zauważyłem takie lokale usługowe. I się zdziwiłem wielce. Aż przystanąłem. Co w tym sklepie się sprzedaje. Dopiero po chwili zauważyłem, że to są dwa oddzielne punkty … usługowe. Dziwnie to jednak wygląda. Rozbieżnie. Aż takie brrr zrobiłem.

 

Niefortunnie trafiłem na pana Rybkę. A stoi pan z przyczepką na Stegnach. Wiem, że jest, ale nie wiem kiedy. Zazwyczaj trafiałem nań z przypadku. I dziś niefortunnie się spotkaliśmy. Nabrałem tego i owego. Za dużo. Miał pan śledzia po bałtycku. Taki ciemny jakiś.

– to da pan jeszcze tego śledzia. Ze sześć sztuk, na spróbowanie – mówię

– dobry wybór. Natnie pan tu, wzdłuż śledzia, zdejmie skórkę i będzie ładnie odchodzić od ości

– panie! Śledzia mam obierać? Zawsze ze skórą jem

– no ale ości

– no fakt. To spróbuję

I cholercia mniam i mlask!

Niefortunność mnie dognała dziś. Miałem tydzień temu oglądać koncert, ale pogoda pokrzyżowała plany. Dziś patrzyłem. W piątek znaczy. Oj. Kolega ma fajny głos. Tylko, motyla noga, nie znoszę szant poza Mazurami!

A też taka fortunność mnie trafiła. Pamiętam jak dziś, kiedy na początku listopada AD 2019, przed powrotem do Polski, przypadkiem posłuchałem The Rolling Stones’ów. Re-edycja płyty z okazji 50-lecia. Let It Bleed.

Słuchałem w wigilię wylotu przy blacie kuchennym i pisałem. A dziś czytam, że te dinozaury pobiły jakiś rekord. Kolejny numer 1 na Wyspach na liście najlepiej sprzedających się albumów. Ale ale. To jest numer 1 w szóstej dekadzie. W latach 70., 80., 90., 10., 20. mieli zawsze numer 1 na liście przebojów najlepiej sprzedających się albumów. Tylko A Bigger Bang wydany w 2005 roku zawiódł (numer 2).

Piękne osiągnięcie.

Kiedyś nie lubiłem ani The Beatles, ani The Rolling Stones. Chociaż pojedyncze utwory Stones’ów mi się podobały. Ale ta czwórka z Liverpool’u? Koszmar. Jakieś szarpidruty dla dziewczynek. Kiedyś, dawno temu, mój lektor angielskiego, rocznik 1948, powiedział, że był w klubie w Lądku, za młodu i jakieś szarpidruty grały. Teraz nawet i ja bym nie pogardził takim występem. Zobaczyć The Beatles live? Wow. Nawet jak byli mało znani? Też wow.

W 2008 roku miałem kolegę w robocie. Okazało się, że fan muzyki, a szczególnie Fab 4. Pożyczał mi płyty po kolei. Kurczaczki Naprawdę uważam, że The Beatles to jest zespół, który miał ogromny wpływ na muzykę i chyba nadal ma. A panowie grali razem, tylko przez 10 lat. Po kilku chwilach jednak odstawiłem ten zespół. Ale nadal szanując dokonania.

The Rolling Stones widziałem dwa razy w życiu. W 1998 roku w Chorzowie, kiedy promowali album Bridges to Bablylon. Pamiętam jak w pociągu jakiś koleś zapytał nas, czy my wiemy co znaczy ten tytuł. Spodziewaliśmy się czegoś mistycznego, przenośni jakiej. Także powiedzieliśmy, że nie, nie wiemy. Mosty do Babilonu – odparł koleś. Przestaliśmy z nim gadać. Pamiętam, że miałem na tej wyprawie plecak harcerski i mnóstwo kanapek. Towarzystwo się śmiało w drodze na koncert. Ale bardzo chętnie sięgało po moje kanapeczki w drodze powrotnej. 1998 rok. Bieda.

Drugi koncert to 2007 rok (chyba). Na Służewcu. Ciarki znowu były. Maryla Rodowicz skakała obok mnie, bo miałem jakieś takie lepsze wejściówki. Jakiś bank był sponsorem. Miałem zaszczyt wziąć udział w „Meet and Greet”. Nikt nie wiedział co to jest. Weszła do boksu pani jakaś i tłumaczy, że za chwilę wejdą członki zespołu, ustawią się do zdjęcia i po 10 sekundach wyjdą. Także wszyscy do boju, gotowi, start. Powtórek i poprawek nie będzie. I faktycznie wpadli, ustawili się, ładnie się uśmiechnęli i już. Cyk i do boksu obok. W dupie mieli nas i to, czy fota wyszła. Ale my i tak w szoku byliśmy. Mick Jagger był z nami.

I dziś czytam o tym sukcesie Stones’ów na wyspach. Że re-edycja ich płyty z 1973 roku znowu jest numerem jeden. Goats Head Soup. I tak jak w listopadzie 2019, słucham sobie i … tupię nóżką. Kurczaczki jaka fajna muzyka.

Jakoś niefortunnie trafiłem na ten artykuł i na tę płytę!

 

Niefortunnie okazało się, że moje tatuaże mogą przekreślić coś wspaniałego.

 

 

 

 

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.