życie

wyczerpałem się

nie, mam nadzieję, że nie wyczerpały mi się pomysły na posty na blogu.

Wyczerpałem się wczoraj. Pojechałem rowerem na OnkoBieg. Zjadłem lekkie śniadanie. Nie odpalałem aplikacji biegowych, po prostu biegłem przez godzinę. Po 35 minutach miałem dosyć. A tu raptem półmetek przekroczyłem. Słońce mocno świeciło, polewałem się wodą. Za duże tempo narzuciłem zdecydowanie. Ale dałem radę.

Podczas biegu mijałem starszego pana z flagą. Po biegu podszedłem do seniora i chwilkę porozmawialiśmy. Bardzo sympatyczny 79-latek. Andrzej po wygraniu z rakiem zaczął biegać. Bo to zdrowo. OnkoBieg zna, bo jak był pacjentem Instytutu Onkologii, to widział, jak biegają. Czyli biegaliśmy dla niego.

Taki cały mokry wsiadłem na rower i wróciłem do domu. Coś chyba nie za dobry to był pomysł. Jakby po nerach ciągnęło.

Postanowiłem odstawić auto na parking służbowy, ale wpierw chciałem go przepłukać na myjni ręcznej. Przy pałacu w Wilanowie zawróciłem się. Przez 3 zmiany światła nie ruszyłem się. Pewnie beatyfikację albo to drugie (kanonizację?) robili kardynałowi Wyszyńskiemu. Motyla noga!

W końcu opłaciło się to jeżdżenie na rowerze po zakamarkach. Opłotkami dojechałem do myjni. Oszusty! 2 złote nie chcą wejść. Więc musiałem znowu dać piątaka. Zostało jeszcze 2 minuty, więc postanowiłem jeszcze raz proszkiem przejechać i spłukać. Ledwom zdążył. Jakaś pianka została na masce. Ale oczywiście w drodze na parking zaczął padać deszcz. To się spłukało.

Okazało się, że przy ul. Vogla stoi policja i nic nie robi. A korek w 4 strony. Nieroby!

Powróciwszy na Sadybę postanowiłem coś zjeść, bo w sumie cały dzień nic nie jadłem. Zaszedłem do Figi, bo w sobotę zjadłem pyszne placki ziemniaczane z sosem kurkowym. Zapytałem się wtedy, dlaczego oni są czynni tylko do 20. Nie ma kto pracować – usłyszałem.

Także postanowiłem dać im drugą szansę i skosztować pyszności. Niestety po 10 minutach wyszedłem. Nikt do mnie nie podszedł. Obok jest Pizzeria Preferito, wysoce chwalona przez lokalsów z Sadyby. Oj nie! Bardzo nie. Cienka pizza. Ale obsługa miła za to. Chili pizza bez smaku i ostrości.

Aaaa, w sobotę sąsiadka mi przywiozła węgorza wędzonego. Słodkokwaśna już się na niego zasadzał, bo tylko mi pisał „daj kawałek”. No weź! 180 zł rybka kosztowała. Sam zjem, skoro się wykosztowałem. Ale szczerze powiedziawszy nie było okazji, bom się w niedzielę wyczerpał.

Po obiedzie poczłapałem do domu i zaczęło mną trząść. Pomyślałem, że to pewnie wyczerpanie. Że trzeba się jakoś rozgrzać. Także szklaneczka wódy na myszach została zaprezentowana. Ale niestety nie pomogło. Sen, sen mi pomoże. Tak jak wtedy, kiedy jechałem z LA do Doliny Śmierci – pomyślałem.

Zasnąłem szybko, po 22.00. Obudziłem się jeszcze szybciej. Od północy przewracałem się z boku na bok. Cały czas w głowie nuciłem sobie

 I’ll be fucked up if you can’t be right here

Bo jak tak się przewracałem i mościłem w łóżku, to przeglądałem internety. I wyczytałem, że Blackpink zdetronizował Justina Biebera w liczbie subskrybentów na JuTubie. Nawet nie wiem co to Blackpink. Ale chyba wydarzenie, skoro piszą o tym. No i tak nuciłem sobie cały czas

No źle ze mną, skoro coś takiego za mną łazi! Chorym jak nic jest.

Teraz już jestem po herbacie z cytryną i miodem i się wypacam. Temperatura tylko 37,1C. Idź chorobo w cholerę.

Rosół sobie nastawiłem, bo jak choroba w domu, to zawsze się zupkę robi. Mam nadzieję, że jutro będę jak nowy. Na razie jest daleko od WOW.

I chyba zaczyna mnie ssać. Czyli już mam ochotę na jedzenie. No to zdrowieję.

 

I na szczęście wczoraj/dziś Djokovic nie wygrał US Open i tym samym nie skompletował klasycznego Wielkiego Szlema. Uff. Życie jest dobre!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.