życie

wery impotant peson

ostatnio często staje mi przed oczami wizja rozpływania się w mieszkaniu w dni gorącego lata. Trzy miesiące temu napisałem mail do Administracji z prośbą. Żeby akcept dali na zawieszenie klimatyzacji w mieszkaniu. I cisza. Kombinowałem nawet jak tu przyspieszyć sprawę. Życzliwi sugerowali ominąć etap pierwszy i od razu uderzyć wyżej, do najgorszej spółdzielni mieszkaniowej w Warszawie Energetyki. Już nawet na spytki wziąłem kolegę z Rzepy, czy zna jakąś Elę Jaworowicz u siebie, co by mogła popełnić jakiś artykuł na łamach o męczarniach mieszkańców. Z żoną kolegi, Magdusią, która para się prawem i jest radczynią prawną, też jestem po poradzie. Jestem gotowy do walki. Czekam tylko na odpowiedź z instancji najniższej w tej całej sprawie. Dziad z Administracji Heniek nie odbiera telefonu. A w 07 zgłoś się Heńki to były największe łobuzy.

Wczoraj rozpoczęły się Dni Sadyby. Dziś przypomniałem sobie o wycieczce architektonicznej po dzielni. O 15 miała się zacząć na pętli autobusowej. O 15.01 pani nas przywitała i … zaczęło padać, wzmógł się wiatr i schowaliśmy się pod daszkiem budynku. I taka to była wycieczka. Oczami wyobraźnie spacerowaliśmy. Pani perorowała przez równo godzinę. Ciekawie mówiła. Niestety część wypowiedzi zagłuszały przejeżdżające auta, wiatr oraz 3 ćwoki za mną. W końcu jakaś starsza pani ich uspokoiła. Było w sumie 50 osób. Po 15 minutach dwie uciekły. Do końca dotrwała może więcej niż połowa.

 

O kurczaczki! Ale mi ogórki zaciągnęły chili! Z tydzień temu nastawiłem małosolne. Ale tak dla wyostrzenia smaku i z ciekawości nawrzucałem ze 4 papryczki czili (red hot chili peppers. Nie mylić z kapelą). Oj, dziś ładnie poszczypało w język!

 

Wśród uczestników od razu zauważyłem Burmistrza Mokotowa. Znamy się tylko z widzenia od lat. Powiedziałem mu dzień dobry. Od razu odpowiedział, jakby mnie znał tylko z widzenia. Swój chłop znaczy. Poznałem go jeszcze jak urzędował tam, gdzie Arek-Zegarek z Ulą mieszkają. Bielany? Jak go awansowali na Moko, to widywałem go często w imprezie biegowej pn. Grand Prix Warszawy. Pochwalę się, że czas miałem zawsze lepszy od niego. Ale on już starszy pan, rocznik 1971.

 

Aaaa i drugi przepis sprzedam. Na pyszniutkie śledziki po podlasku. Tak przynajmniej mistrz Makłowicz oznajmił w swoim programie. Przepis banalny. Smażymy dosyć mocno cebulę, dodajemy do śledzi (jak przestygnie oczywiście) i zalewamy czym chcemy. Ja dałem teraz olej lniany. Py-szo-ta!

 

Przez pół spotkania biłem się z myślami, czy podejść do Burmistrza, czy nie. I podszedłem w końcu. Raz kozie śmierć. A co!? Płacę podatki, głosuję, to niech teraz mi pomaga. I bardzo sympatycznie nam się rozmawiało. Pan zapisał mój telefon, godność, adres i obiecał zadzwonić do jakiegoś prezesa, czy też dyrektora technicznego i się wywiedzieć w sprawie w stylu „wiecie, rozumiecie. Pomożecie?”. No zobaczymy. Finalnie moja sprawa i tak trafiłaby do Wydziału Architektury Urzędu Dzielnicy Mokotów.

Poczułem się jak VIP. Takich mam kumpli teraz! Taka szycha jestem!

 

Okazało się, że ten taki brzydki budynek na rogu Bonifacego i Powsińskiej jest taki ohydny nie bez przyczyny. Te klinkierowe brązowe kafelki są samoczyszczące i dobrze wygłuszają. Faktycznie, to jest blok, który w ogóle nie jest pomazany. Mieści się tam również oddział pewnego banku i … KFC.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.