Tag: mokotów

o kurczaczki!

Pamiętam jak nie dalej, jak ze z miesiąc temu (pisownia oryginalna) schodziłem sobie ulicą Dolną do domu. Nagle, tak ścichapęk, jakiś dużych rozmiarów chłop, w mniej więcej moim wieku, zaczął mnie nagabywać i na swoje ptaszki pokazywać. Nie, dziękuję – rzekłem szorstko, bo nie lubię jak mnie ktoś nagabuje. W myślach mówiłem mu – odejdź zarazo! Nie jem mięsa. Ale na głos tego nie powiedziałem. I zaraz skarciłem się, nadal w myślach, że przecież drób to nie MIĘSO! Ale ty mądry Maciek! Bo każdy Polak wie, że mądry Polak po szkodzie.

Ale pan był ogólnie o miłym wyrazie twarzy, więc nie było w tym nagabywaniu nic nietaktownego, niemiłego czy agresywnego. Poza tym, obok niego jakaś niewiasta też się do mię uśmiechała. Ale zajęta była jechaniem na szmacie. Chyba otwierali swój wyszynk – taka myśl mnie naszła. Cholera, może byłbym ich pierwszym klientem? – taka konstatacja, po której nastał żal, że nie dałem się nagabić (jest w ogóle taki wyraz?)

Na tej Dolnej to nic nie ma, więc zaskok tym nagabywaniem jak najbardziej wysoko posybilny. Jakiś duży koleś ludzi zaczepia. W biały dzień! No weź pan!

Na Dolnej to ja tylko rower do przeglądu ostatnio oddaję, bo fajna obsługa i jeszcze za 100 zł sprzęt umyją.

Także ta buda z kurczakami jakoś nierealnie wyglądała. Fatamorgana wręcz jakaś. Jak tu może coś być, skoro na tej Dolnej nic nie ma?

W ostatni poniedziałek wyskoczyłem na lunch do Foodtown, na kanapkę do Fatdaddy joint. Przy wejściu widzę brudny rower – oho, pewnie GrubyTatuś we własnej osobie jest – wydedukowałem. Zamówiłem nowość – zestaw lunchowy. Sam Słodkokwaśna mi kanapeczkę wyostrzył, bo my razem często na ostro jemy i się znamy, co to znaczy hot and spicy. A tak w języku lengłidż napisałem. Niech i mój blog liźnie tego światowego blichtru.

Jako że w poniedziałki o około 13:33 zamieniam się w głodnego morsa, to od razu zabrałem się za pałaszowanie sałatki z klopsikami i banh mi pate z omletem.

Pogadałem ze Słodkokwaśną (autor fotki powyższej). Wstępnie na spotkanieśmy umówili się (pisownia oryginalna) na następny, pierwszy grudniowy, weekend i that’s it, czyli już. Rozstaliśmy się.

Wieczorkiem dostaję Di-eM’a (przyp. autora: DM – direct message na Instagramie) z pytaniem, czy znam kurczaki Taki Taki na Dolnej. No to prędziutko odpisuję koledze, że to przecie te ptaszki z rożna. Kultowe kurczaki z rożna, co takie halo było parę lat temu o to, że szpetna buda nie komponuje się zacnie z Traktem Królewskim. Ktoś z mądrych czytelników gazeta.pl zapytał w komentarzu, czy te szpetne wieżowce za budką się wpisują. Ostatecznie kurczaki z rożna dostały ultimatum – albo zmiana budy na bardziej wyględną, albo zmiana lokalizacji. Efekt: jest nowy kiosk.

Dodaję jeszcze do Słodkokwaśnej, żeby do Pana od Państwa z Europy na K. napisał, bo on przecie tam mieszkał kilka lat będąc już niemłodym studentem. Pamiętam, że odwiedzając go, kilka razy nabywaliśmy tam ptaszka i pałaszowaliśmy go w domu przy ul. Piaseczyńskiej.

 

Wstawka, reminiscencja z mojego życia:

Często odwiedzałem znajomych z liceum w Warszawie podczas lat studenckich. Kilkukrotnie stałem na tym skrzyżowaniu i patrzyłem hen hen ku południu myśląc „ale tam dalej nic nie ma. Szeroka droga. Pewnie to już koniec Warszawy. Zadupie jakieś”. Hmmm, to musiał być rok 1998? 1997? Hmmm, 7, czy też 8 lat później zacząłem codziennie jeździć Traktem Królewskim na moją Sadybę. Także ul. Dolną i te kurczaki mijam co dzień, śmiejąc się jakie ja miałem wtedy wyobrażenie o stolicy. Albo nie miałem.

Słodkokwaśna odpisuje, że to chyba nie te kurczaki. I wtedy mię olśniło! To przecie ten wielkich gabarytów nagabywacz i ta pani, i ta ich budka! Zgrabnie odpisuję koledze, że znam, że mijałem raz, ale nie jadłem. Kolega prosił, żebym odwiedził, przetestował i dał znaka, czy dobre i czy warto wbijać, bo Dolna trochę nie po drodze jemu.

Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan Maciuś Jegomość kieruje orędzie:

„Niech lub pozdrowiony będzie,

i niech każdy nadstawi ucha,

i niech każdy uważnie słucha.
Maciuś Jegomość, wielce wzruszony,

ogłasza na wszystkie strony,

że jak każe pradawny zwyczaj,

ptaszka w Taki Taki zjadł dzisiaj”

 

A taka parafraza Brzechwy na mym blogu. Mój blog i moje frazy, i parafrazy.

 

Tak, byłem, zjadłem i rekomenduję! Pyszota! Udało mi się zjeść połowę ptaszka na miejscu, bo jak powiedziałem, że chcę tak o wziąć na wynos i sobie jeść idąc (albo iść jedząc), to ten duży pan, co mnie nagabywał ze z miesiąc temu uświadomił mnie, że się nie da i że mogę tu zjeść, jeśli mi nie przeszkadza. Nie przeszkadzało, więc zaczekałem cierpliwie na swoją porcję. Kurczaki ładnie skwierczą w piecyku razem z ziemniaczkami. Takie ściśnięte te ptaszki. Jak dla mnie nowość. Garnirą jest nieśmiertelna, i znana na cały świat, sałatka colesław.

W sumie, to ten duży pan powiedział, że pół ptaszka mi pokroi, a pół zapakuje na wynos. Nie miałem nic naprzeciw.

Czekając na dań pokonwersowałem sobie z Państwem. W związku z tym, że Bolt i Uber miały jakieś fakapy cały dzień, to pan co chwilę wisiał na telefonie, a ja miałem więcej szansy pogwarzyć z panią (domyślam się, że to szanowna małżonka). W międzyczasie usłyszałem, że ten duży pan od nagabywania ma na imię … tak jak ja. Od razu zapytałem się o zniżkę dla Maćków.

Poinformowałem też, że w sumie to Fatdaddy mi powiedział o nich i dlatego się pofatygowałem. Sprawdzałem dziś ich profil na Instagramie i ku memu zdziwieniu zobaczyłem, że mają takie dni, że zamykają wcześnie, bo się wyprzedało wszystko. Poleciałem prędko i zameldowałem się jakoś po 14.00. Czynne!

Przesympatycznie mi się rozmawiało. Bardzo sympatyczni i otwarci ludzie. Pani nie wiem, jak się nazywa. Obstawiam, że Kasia, bo jutro Katarzyny i muszę pamiętać, żeby do ukochanej siostry zadzwonić z okazji urodzin i nie tylko.

Zjadłem tylko pół kurczaka, bom się objadł. Sosik ostry naprawdę zacny. Robi robotę. Ładnie gryzie w języczek. Pisałem już wcześniej, że często jak zamawiam coś na ostro, to dostaję jakieś ple ple. Także jak jest naprawdę ostro, to zauważam i doceniam.

Drugie pół kurczaka wziąłem do domu. Dołożyłem sobie colesława. Ziemniaczki darowałem. Na mojej ukochanej Sadybie dań jeszcze był ciepły. Mlask, mniam!

Polecam Taki Taki. Wrócę! Menu mega proste i krótkie. Słodkokwaśna aka Fatdaddy został zaalarmowany, że jest pysznie i ma wbijać.

Obok kurczaczków jest Carrefour, także można coś do przepłukania gardła kupić.

 

Jak Ula z Teksasu przyjedzie, to idę z nią na ptaszka. Wielki Pe też się ma zameldować niedługo w stolicy, bo z córką do Łodzi na lepienie pierogów jedzie. No dla mnie się jakoś miejsce nie znalazło. Pewnie się boi, że znowu jakiś mączny czar rzucę. Ale kolega leci później z Waw do Brukseli, więc jakoś ma być w stolicy, więc na ptaszka go wezmę. On wielkim fanem kurczaków z KFC jest. Chociaż wydaje mi się, że to nie są kurczaki. A Ula to pewnikiem dopiero w lipcu zawita. Uleńko, może na Boże Narodzenie spraw rodzicom prezent i wpadaj pod choinkę. To ode mnie ptaszka z rożna dostaniesz!

 

Taki dziś pyszny obiad miałem, że nawet nie przeszkadza mi, że dziś w radio na świecie celebrują 30-lecie odejście Freddiego Mercurego. A o Queen już pisałem kilka razy na blogu – nie grali, nie grają i grać u mnie nie będą.

wery impotant peson

ostatnio często staje mi przed oczami wizja rozpływania się w mieszkaniu w dni gorącego lata. Trzy miesiące temu napisałem mail do Administracji z prośbą. Żeby akcept dali na zawieszenie klimatyzacji w mieszkaniu. I cisza. Kombinowałem nawet jak tu przyspieszyć sprawę. Życzliwi sugerowali ominąć etap pierwszy i od razu uderzyć wyżej, do najgorszej spółdzielni mieszkaniowej w Warszawie Energetyki. Już nawet na spytki wziąłem kolegę z Rzepy, czy zna jakąś Elę Jaworowicz u siebie, co by mogła popełnić jakiś artykuł na łamach o męczarniach mieszkańców. Z żoną kolegi, Magdusią, która para się prawem i jest radczynią prawną, też jestem po poradzie. Jestem gotowy do walki. Czekam tylko na odpowiedź z instancji najniższej w tej całej sprawie. Dziad z Administracji Heniek nie odbiera telefonu. A w 07 zgłoś się Heńki to były największe łobuzy.

Wczoraj rozpoczęły się Dni Sadyby. Dziś przypomniałem sobie o wycieczce architektonicznej po dzielni. O 15 miała się zacząć na pętli autobusowej. O 15.01 pani nas przywitała i … zaczęło padać, wzmógł się wiatr i schowaliśmy się pod daszkiem budynku. I taka to była wycieczka. Oczami wyobraźnie spacerowaliśmy. Pani perorowała przez równo godzinę. Ciekawie mówiła. Niestety część wypowiedzi zagłuszały przejeżdżające auta, wiatr oraz 3 ćwoki za mną. W końcu jakaś starsza pani ich uspokoiła. Było w sumie 50 osób. Po 15 minutach dwie uciekły. Do końca dotrwała może więcej niż połowa.

 

O kurczaczki! Ale mi ogórki zaciągnęły chili! Z tydzień temu nastawiłem małosolne. Ale tak dla wyostrzenia smaku i z ciekawości nawrzucałem ze 4 papryczki czili (red hot chili peppers. Nie mylić z kapelą). Oj, dziś ładnie poszczypało w język!

 

Wśród uczestników od razu zauważyłem Burmistrza Mokotowa. Znamy się tylko z widzenia od lat. Powiedziałem mu dzień dobry. Od razu odpowiedział, jakby mnie znał tylko z widzenia. Swój chłop znaczy. Poznałem go jeszcze jak urzędował tam, gdzie Arek-Zegarek z Ulą mieszkają. Bielany? Jak go awansowali na Moko, to widywałem go często w imprezie biegowej pn. Grand Prix Warszawy. Pochwalę się, że czas miałem zawsze lepszy od niego. Ale on już starszy pan, rocznik 1971.

 

Aaaa i drugi przepis sprzedam. Na pyszniutkie śledziki po podlasku. Tak przynajmniej mistrz Makłowicz oznajmił w swoim programie. Przepis banalny. Smażymy dosyć mocno cebulę, dodajemy do śledzi (jak przestygnie oczywiście) i zalewamy czym chcemy. Ja dałem teraz olej lniany. Py-szo-ta!

 

Przez pół spotkania biłem się z myślami, czy podejść do Burmistrza, czy nie. I podszedłem w końcu. Raz kozie śmierć. A co!? Płacę podatki, głosuję, to niech teraz mi pomaga. I bardzo sympatycznie nam się rozmawiało. Pan zapisał mój telefon, godność, adres i obiecał zadzwonić do jakiegoś prezesa, czy też dyrektora technicznego i się wywiedzieć w sprawie w stylu „wiecie, rozumiecie. Pomożecie?”. No zobaczymy. Finalnie moja sprawa i tak trafiłaby do Wydziału Architektury Urzędu Dzielnicy Mokotów.

Poczułem się jak VIP. Takich mam kumpli teraz! Taka szycha jestem!

 

Okazało się, że ten taki brzydki budynek na rogu Bonifacego i Powsińskiej jest taki ohydny nie bez przyczyny. Te klinkierowe brązowe kafelki są samoczyszczące i dobrze wygłuszają. Faktycznie, to jest blok, który w ogóle nie jest pomazany. Mieści się tam również oddział pewnego banku i … KFC.

jeszcze 12!

Zapyta Bóg w swym niebie,
Co dałem mu od siebie

 

Szok. W szokum jest. Jak ten czas … gna. 12 tygodni do końca roku. Przecie nie tak dalej jak wczoraj bawiłem u siebie gości z okazji wigilii Dnia Kobiet. A tu już 40-ty tydzień roku! 12 do końca. Czas zaplanować sylwestra. Pewnie wybiorę się na jakiś bal … maseczkowy.

Oficjalnie ogłaszam, że rok 2020 jest najgorszym rokiem żywota mojego. Jezus, jak nas mały, wredny wirusek załatwił.

 

Wczoraj miałem awanturkę z gówniarą w autobusie. Ładna dziewczyna, młoda ale głupia. Skończyło się na 112. Dziewoja usiadła koło mnie bez maseczki (ramię w ramię siedzieliśmy). Poprosiłem ją uprzejmie, że albo zakrywa usta i nos, albo się przesiada. Oczywiście dziewczyna miała zaświadczenie o trudnościach w oddychaniu, co oczywiście automatycznie wywołało u mnie serdeczne współczucie. Obok starsza pani zaczęła jej wykrzykiwać (niepotrzebnie), że jest po 3 zawałach i brak maseczki jest zagrożeniem nie dla dziewczyny, ale dla innych. Gówniara zaczęła być bardzo niemiła dla seniorki. Pani też nie ma maseczki. Przyłbica nie chroni – takie argumenty lalka miała. Zapytałem się jej, czy zdaje sobie sprawę, że rozmawia ze starszą osobą i wypadałoby okazać choć minimum szacunku. No dziewoja się rozkręciła. Poprosiłem ją jeszcze, żeby nie mówiła w moim kierunku. Chyba studiuje prawo ta mała, bo zaczęła gadać jak papuga. Do mnie zaczęła się rzucać, że ja też nie mam maseczki. Hm, powiedziałem jej, że mam zasłonięte usta i nos (miałem buff). Ale ledwo nos zasłania! – wykrzyczała. Przestałem z dzieckiem dyskutować. Poinformowałem, że poproszę sanepid o rozstrzygnięcie tego sporu. Nie miała nic przeciwko. Oczywiście w sanepidzie nikt nie odbiera.

– może ja zadzwonię, bo widzę, że ma pan problemy – zaoferowała się

– nie bądź taka mądra. Poradzę sobie – rzekłem, sprawnym ruchem wybierając polskie 911.

 

Pod 112 pani wzdechnęła i powiedziała, że takie sytuacja należy zgłaszać do nich. Ale jeśli jesteśmy w jadącym autobusie, to mam podejść do kierowcy i zgłosić brak zakrywania ust i nosa. Kierowca, jeśli ma czas i możliwości, zatrzymuje pojazd i wzywa służby. Machnąłem ręką, a gówniara wysiadła na przystanku Metro Politechnika.

Szczerze się dziwię, że nie ma nigdzie patroli. Jedyny jaki widziałem, to u mnie na Sadybie … przy jeziorku Czerniakowskim. Czyli przestrzeń, dystans, a nieroby łaziły i kiwały palcem, jak kto bez maseczki był (to był początek pandemii).

 

Później, wczoraj, jakiś mądry pan (może ten nowy minister) mówił przez radio, że mamy się absolutnie zasłaniać i żadne choroby i zaświadczenia nas nie zwalniają z tego obowiązku. A jeśli ktoś ma astmę, to tym bardziej ma zakrywać otwory gębowe.

Na tę całą sytuację w autobusie machnąłbym ręką, ale gówniara sama się o to prosiła. Gdyby nie zaczęła tak się rzucać do tej starszej osoby, to bym dał spokój.

 

Od dziś największy powiat w Polsce ma status czerwonej strefy. Przecie tydzień temu odwiedzałem Mamusię i Tatusia! To ja im tę zarazę przywlokłem? Powiat białostocki to między innymi Choroszcz, Supraśl, Tykocin, Wasilków, Dobrzyniewo, Zawady. Byłem tam! To ja im taki los zgotowałem?

 

A ponoć Mokotów od dziś na żółto. Oj.

A propos podlaskiego. Wczoraj zrobiłem serniczki po raz trzeci w życiu – pierwszy, ostatni i o jeden raz za dużo. Już wiem, że serniczki tylko u Mamy. Oczywiście placki są banalnie proste, ale strasznie się ciasto lepi do rąk. Więcej zostało na łapie niż na patelni. A poza tym, Mamusia robi bardziej kształtne, trójkąciki takie robi albo owale. U mnie wyszło czort wie co. Ale w smaku nawet smaczne.

A pamiętam, że kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej, to nienawidziłem tych serowych placków. Długie zęby na nie miałem. A tera? Voila! Jadłbym.

 

Trudno nie wierzyć w nic

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑