życie

czy ja wiem, Bolek?

A może byśmy tak, najmilsi, wpadli na dzień do … Nałęczowa?

No to wpadliśmy. Ja chciałem odwiedzić Bolimowski Park Krajobrazowy, ale nie słyszałem aplauzu. Kazimierz odrzuciłem w trymiga. Kto normalny jeździe tam w długi, słoneczny weekend? Pierdyliard Polaków. Padło na Nałęczów. Hmmmm. I cóż, że ja tam byłem już? Gdzie Polaków 4, tam 5 opinii – chyba tak to leciało.

Ale w tym Nałęczowie to myśmy byli ze … ho ho ho … sto lat temu. Początek millennium pewnikiem. Renata z nami była, więc chyba z gór wracaliśmy. Bo w niedalekim Lublinie byliśmy z Gochą-Bambochą.

I chyba nocowaliśmy wtedy w tym kurorcie złamanych serc. Jakiś pensjonat nas ugościł. Pamiętam, jak się śmieliśmy z Renatą z tych małych drzwiczek przy każdym łóżku. Za nimi były dwa wentyle. Żartowaliśmy, że pewnie tędy tlen podają, jak w nocy nerki wycinają. Także spać było nam tam strasznie.

Nałęczów wtedy oblecieliśmy bez zapamiętania. Także może i temu zgodziłem się na ten wojaż teraz.

Jedyne w Polsce uzdrowisko kardiologiczne. To temu na sercu jakoś lżej było. Wieńcóweczka mi się chyba cofnęła. Oooo, przecie ja się wdałem w rodzinę mamy, to tak jak dziadek, pewnikiem na zawał po sześćdziesiątce zejdę. Od strony papy to same raki jakieś. Ufff.

Nie przepadam za zwiedzaniem tego typu miejsc. Zbyt dużo ludzi na metr sześcienny. Przytłacza mnie to. Mam chyba ludziowstręt.

Igor, choć zobaczysz wiewiórkę!!! Widzisz jaka ruda kitka!? Tam z dziupli wystaje – jakaś madka do swego bachorlęcia woła. Zapraszam do Nowego Jorku. Od razu się odechce wiewiórek, hehehehehehe. Szare, namolne gryzonie.

Także park zdrojowy no taki turystyczny. Lekko mnie męczył. I w tym zieleńcu właśnie przeczytałem mądrość Bolesława Prusa. Czy ja wiem z tą prawdą? Ludzie ogólnie powinni się poprawić, lepsze powinny ludzie być. Bez względu na wizytę w Nałęczowie. Ale dajmyż szansę pisarzowi. Byłem tam i zaczynam się obserwować, czy zmiany idą na lepsze.

I taka iskierka się w głowie pojawiła. Myśl krotochwilna, która przeszła w dywagację i rozkminianie – kto mieszkał w Nałęczowie? Bo coś mi się zdawało, że parę osób tu zawitało.

Prus musiał być, skoro pomazał baner ogrodzeniowy swym apoftegmatem (muszę chyba wyrzucić ten słownik wyrazów bliskoznacznych). Żeromski silnie mi się konotuje z Nałęczowem.

Szybki risercz w google i już mamy! Ewa Szelburg-Zarębina! Oprócz niej: Prus, Żeromski, Iłłakiewiczówna, Parandowski, Nałkowska, Witkiewicz, Przybyszewski, Sienkiewicz.

Dom Stefana Żeromskiego jest ciekawym miejscem. Taki raczej malutki. Do muzeum, do śordka nie wchodziliśmy, bo tylko 1 osoba na raz mogła wejść. Poza tym takie to małe pomieszczenie, że oplotłem je wzrokiem przez drzwi. Także, jakby ktoś pytał, to byłem i widziałem. Domek i wnętrze to taki … Świdermajer.

Domek stoi nawet na sporej działce. Jest i studnia, i kapliczka ze zwłokami syna Adasia (l. 19), i tabliczki z życiorysem mistrza.

Ten Żeromski to dziany kolo był. Szałas w Zakopanem, miejscóweczka na Zamku Królewskim w Warszawie, domek w Nałęczowie i latarnia morska na Wybrzeżu. Szanowna małżonka listy pisała z Paryża i Włoch, że jest z synkiem, że tęskni, że wraca. No kto bogatemu zabroni.

Dziecko pierworodne im zeszło młodo (1899-1918; gruźlica), w wieku lat 19. A zasłużone w wojnie dziecię to było. W harcerzach się udzielało. Ciężko pracowało.

W tamtych czasach, jak to mówi kolega pan doktór, nie było za wiele medykamentów, więc się wysyłało w góry, nad morze, po lepsze powietrze. No niestety, nie zadziałało.

Ja akurat Żeromskiego lubiłem czytać. Prusa w sumie też. Także domek Stefka polecam.

 

Ogólnie Nałęczów podobał mi się ze względu na architekturę. Ciekawe i różnorodne wille.

Niektóre znajome mogą spodziewać się widokówki z podróży. I nie, nie ma takiego miasta Teksas!

Oj. Wstawka! Muszę w końcu przetestować opcję envelo. Ponoć stukam życzenia lub inny przekaz na komputerku i to wszystko się drukuje koło tej osoby i jest jej doręczane. Nie ma marnowania czasu na te podróże po świecie. Zawsze słyszę – do Stanów 6 dni roboczych idzie. A później jedna Ula po 3 tygodniach wrzuca na instastory przesyłkę, a druga Ula z bliższego stanu pyta – kartka? Jaka kartka?

Wielkie BUUUU robię dla Poczty Polskiej – Polish Lost Office. 8 zł w piach!

I tak, jestem fanem wysyłania kartek do ludzików. Taki Lost Art of Communication.

Kiedyś wysłałem pani prof. ze Szczecina widokówkę, bo szalenie lubi otrzymywać. Bodajże ze stolicy USA. Koleżanka szczerze ucieszyła się oznajmiając, że to jej najdalsza kartka. Szkoda, że z Vancouver nie doszła. Widać amerykańska poczta nie lepsza. Smutna mina.

 

Wracawszy do domu zajechawszy jeszcze do Puław (i niech mi teraz statystyka wpisu nie mówi, że nie używam imiesłowów. Używane są i to czynnie. Dorzucam jeszcze stronę bierną).

Pałac-muzeum Czartoryskich bardzo na plus. Głównie dlatego, że park jest spory i można się zgubić. W sumie, to i ludzi było mniej, więc przyjemność zwiedzania większa.

Zaciekawił mnie fakt, czemu pawie nie uciekają, jak są puszczone luzem? A bażanty trzymane w klatkach są. W sumie takiego bażanta można by skubnąć. Szczególnie tego kolorowego, bananowego. I właśnie! Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś pawia jadł. Bażanta tak, ale pawia nie. Może ktoś jadł kiedyś i mu nie zasmakował, zaszkodził wręcz. Temu się mówi puścić pawia.

Królewskie ptaki wydają odgłos równie irytujący co papugi, ale ogony mają cudne, majestatyczne.

Na uboczu parku pan rzucał bumerangiem sobie. Bum, bum, bumerang, wraca bumerang.

Także wyjazd się udał. Długi weekend bardzo odświeżający. A to dopiero środek laby. Co dalej?

 

Bum, bum, bumerang
Bumerang
Zastanów się nim rzucisz

Czym chciałeś zranić zaboli ciebie
Szybko wracają rzucone kamienie
Los czasem szorstki jest
Lecz sprawiedliwy
I nigdy się nie myli
Los nigdy się nie myli
Trzeba cierpliwym być

Bum, bum, bumerang
Wraca bumerang
Więc pamiętaj, że znajdzie cię
Bum, bum, bumerang
Bumerang

Liczy się każdy gest
I każda mina
Niech unosi nas endorfina

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.