usa

8 wrzesnia

w telewizorze mowia, ze sie pogoda psuje. dzis pochmurno, jutro moze padac, a pojutrze to … to juz mnie nie interesuje. lecim do californii z rana. a tam “hot and dry”. hotel znalezlismy alpha inn and suites. calkiem blisko centrum, parku, golden bridge. ale o californii po 14 wrzesnia, jak wrocimy.

dzis zabawie sie w polskiego lacznika (the polish connection). oczywiscie nie chodzi o smuglowanie hera z usa do francji, ale o dostarczenie czegos z punktu A do punktu B. to rowniez nie jest lamiglowka matematyczna z serii “do miasta A dotarl polski lacznik z miasta B z predkoscia 850 km na godzine. ile czasu lecial te ponad 5 000 mil”.
w moim przypadku punkt A to okolice central parku, a raczej rog 88th ulicy i central park west, a punkt B, to pulawska 15 w warszawie (oops, mam refluks na wspomnienie samego adresu).
kolega spod adresu wspomnianego na koncu poprzedniego zdania poprosil mnie o odbior paczuszki (no dobra, przyznam sie. chodzi o obiektyw) od wujka, ktory mieszka w nowym jorku. ok, wujek mieszka w nowym jorku ale w stanie nowy jork, a nie w Miescie nowy jork. na szczescie jest nauczycielem w jednej z prywatnych szkol na manhattanie, wiec bywa na wyspie. szkola prywatna rusza w ten czwartek, wiec jest sznsa, ze wyrwie sie wczesniej niz 15:30, o ktorej to rzekomo konczy jakies spotkanie. Przekazujacy mieszka w usa juz z 29 lat, co spotkanie z “polskim lacznikiem” moze czynic podejrzanym. mam nadzieje, ze ani nypd, ani fbi nas nie zgarna.
na szczescie kolega wyslal zdjecie Przekazujacego, takze nie bede musial stac na rogu w centrum Miasta z roza w pysku.

sie wstalo sie wczesnie. po kotku ani sladu. spal wczoraj z Panstwem. na nich nie wskakuje, jak mowi Pani. a to dziad. juz ja go dzis pokarmie. moze miauczec do usra…
i faktycznie jest zimnowato. jak sie sprawdzi przepowiednia o pogodzie, to zawsze mam kilka muzeum dookola central parku.
a teraz chyba czas na male conieco. prawie 9, a ja nic nie jadlem. kawa na czczo tez smakuje slabo. ale to akurat wina kawy, a nie czczosci (lub: bycia na czczo)

ok, jak widac, dzis z domu sie ruszylem. plan wiadomo jaki. operacja “orzel bialy”. z dworca patb do central parku west i 59th ulicy 3500 krokow. niewiele jak na 19 blokow. poszedlem przez times sq do informacji. nabralem kuponow, np 6$ off na wystawe “bodies”. jakis tam discount na muzeum policji nypd. z kolorowego placu udezrylem 7 aleja. i tuz za carnegie hall ukazal sie park. parczysko raczej, jezli wziac pod uwage rozmiar.
na sam przod wejscia do “zielenca” uderza smrod gowna. duzo zaprzegow konnych. mozna objechac central park. ale po co? mozna tez ryksze rowerowa zamowic. ale po co?
na 7 alei, bo zapomnialem dodac, byly czarne koszulki z “r” linia. kurna 22,99$!!! na szczescie nie wiedzialem jaki rozmiar 😉
siedze przy wejsciu na rogu central park south i west przy pomniku kolumba i trump tower i pisze. dwoch chlopcow gra jazz, a ja pisze. tez improwizacja 😉 mam nawet 1$ przygotowanego, zeby wrzucic. ooo, joggersi! athletic and swim club. profi joggers czyli.
chlopcy chyba skonczyli set nr 1 i pomysl na dalsze plumkanie. krotka narada i graja dalej. to chyba koncze. dam im dolca i czekam na moj nowojorski kontakt. przekazanie przesylki za 2,5 godz. ale moze zadzwoni wczesniej. trzeba byc gotowym.
dobra dalem dolca. ale tak na prawde kontrabasista nie byl slyszalny. saksofon juz tak. ale jako, ze “robie” na codzien w “donacjach”, to wsparlem mlodych muzykow. obszedlem pole do baseballa i siedze na lawce. peter murphy na uszach. plyta “deep”. zawsze bylem ciekaw jak sobie radzi solo wokalista bauhaus. nawet ok.
jakies lalki na trawniku robia sobie sesje, jedna tarza sie po trawie z aparatem, a druga – pozujaca, w ogole sie nie rusza. no annie leibovitz z niej nie bedzie. a propos annie, panna ma dlugi 😉 jakies 15-25 baniek.
sejsa lalek przeslaba. kurcze duszno! slonca nie ma ale sie poce mega.

przegladam kupony z informacji. mam jeszcze jakis na ellis island. to ta wysepka ze statua wolnosci. jak pokaze kupon, to dostane gift gratis. swine’s influenza??? mam nadzieje, ze nie 😉
w parku nie ma napisow typu “nie deptac trawnikow”. sa za to “newly seeded lawn”; “respect the lawn by respecting the fence”. no, america! chociaz ciewkawym co w europie slychac.
w oczekiwaniu na kontakt od mojego kontaktu wyjmuje kupon na “bodies”. 20 cial, 200 organow, ponad 2000 fascynujacych faktow o ludzkim ciele. ciekawe czy wspomna cos o wplywie, negatywnym lub pozytywnym, choc na ten drugi bym nie liczyl, picia red bulla z woda. moze jakis “speach” wyglosze? jako “living proof”.
dzwoni kontakt!!!
o 14:00 na rogu 72nd ulicy i central park west. tam, gdzie ubili johna lennona. ha, wiem gdzie to. poza tym wzialem mape Miasta. zerknijmy. subway “b” i “c” tam staje. ale po co. jestem 9 blokow nizej. dojde na nogach.
operacja “orzel bialy” zaczeta. nikt mnie nie obserwuje? och te lalki z aparatem!!! wygladaly podejrzanie od samego poczatku.
miejsce, w ktorym sie spotykamy nazywa sie po prostu upper west side. slabo i zwyczajnie. ale na szczescie malo podejrzliwie. zawijam sie 15 minut zostalo.

———–
towar odebrany. mission “white eagle” accomplished! przesuper spotkanie. kontakt okazal sie byc przesympatycznym czlowiekiem i kompanem do rozmow o Miescie. mieszkal kiedys na manhattanie i brooklynie. myslalem, ze bedzie to kolejne spotkanie (mialem takich kilka w londku) z serii “spierdalaj z polski. w ameryce jest super”. ale nie. mimo tego, ze kontakt od 1980 roku jest w usa, a wczesniej w kanadzie, to bylo przemegachilloutowo. nawet kumplowi tylka nie obrabialismy, czyli malo polsko bylo. jak nie polacy. knajpa bbq costam. fajna. stare lobby hotelowe przerobione na restauracje. obok, doslownie tuz obok zastrzelili beatlesa. w hotelu na rogu (a moze to apartamentowiec) mieszka wdowa po wspomnianym muzyku, yoko ono. co za zbieg okolicznosci, zeby mieszkac tam gdzie ustrzelili starego 😉
kontakt uczy fotografii w prywatnej szkole.

—–
siedze znowu w central parku. o slub!!! we wtorek!?
justin timberlake “future sex/lovesound” gra (chyba dobrze zapisalem nazwe). koels jest nastepca MJ!! bez dwoch zdan, super dzwieki i aranzacje. tu timberland zaryczy, a tam missy elliot lub beyonce!
nie wiem co robic? spadac na autobus, czy na hell’s kitchen na male conieco? hgw.
jakies czarnuchy wpadly do parku. chyba beda kase zarabiac, bo jakies kubly rozstawily. i jest glosno. zagluszaja moja prze-mp3! co to jest? break dance??? wyglada przeslabo. spadam do kuchni piekielnej. fajna koszulke widzialem z podobizna diabla i napisem “god’s busy. can i help you” ale czarna, a takiego koloru nie chce.

no i siedze w moim ulubionym rogue pub. jestem tu chyba 10 raz na moje 3 samotne przyjazdy. fajne laski tu przychodza. no i niestety glosni kolesie. dzis spokoj. sportowy pub. obejrzalem tu juz kilka meczow ligii mistrzow. dzis nfl i baseball. damn! nieulubione sporty. cicho i przyjemnie na razie.
zamowilem clinton’s hell of rogue burger za 8,95$. medium wysmazenie. moze uda sie fote strzelic. ale ciemno tu jest. zobaczmy.
cos tam wyszlo. nikt nie widzial. pewnie rozmazane wyszly.
z central parku wracalem 8 aleja. wszedlem na 46th ulice, zeby dojsc do 9 alei. niby hell’s kitchen ale nie takie hell. bardzo kolorowo i urokliwie od roznorakich restauracji, pubow i knajpek.
wlasnie minely mnie 2 autobusy z reklama “californication”. 3 seria rusza tu 27 wrzesnia! szkoda. ale ja swoje “californication” rozpoczynam za dwa dni. czy wiecie, ze red hot chili peppers zaskarzyli tworcow serialu o tytul?!?!?! na szczescie nic nie wskorali, bo stary to termin. starszy niz ich multiplatynowa plyta “californication” z 1999 roku. co za ciolki.
ooo, w tv football nasz, europejski! czyli soccer po ichniemu. no przecie w irish pubie jestem. popatrzmy kto gra. jakies napisy po azjatycku. ale nie, to chyba ich liga soccera. ISC jakies. czyli I-costam S-occer C-costam 😉 zobacze na wikipedii.
jest burger! o zesz ty! co za klocek!
jem i spadam na chate.
pa

ps. ponad 13 500 krokow. niezle!

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.