Tag: kult

sam nie wiem …

… jak ja to robię. Ale kochani, siedzę i piszę.

– coś tam było! 

– człowiek!

– może dostał?

– może

Kończy się tydzień, nie ma nadziei
Że następny coś jeszcze zmieni

Właśnie włączyłem sobie Kult’owy album „Spokojnie”. Nie, nie dlatego, że afera z Kazikiem jest. Po prostu włączyłem, bo to znacząca płyta dla mnie jest.

Kochani, jestem rozdarty. W rozterce takiej jakbym jest. Najpierw parę miesięcy temu dzwoni Monia i mówi „Pisz, kochany, pisz. Bo czyta mi się Ciebie świetnie”. Ewa W. z domu Z. też mnie chwaliła, że parska co chwilę śmiechem, aż jej dziewczynki się pytają „mamo co ci?”. Ewcia, mam nadzieję, że nie covid-19. Pamiętaj, parskasz, zakrywaj buzię. Tylko zgięcie łokcia później zdezynfekuj.

A teraz ta sama Monia dzwoni ze spóźnionymi życzeniami (jako jedyna, dziękuję bardzo) i narzeka. Stary, co się tak rozpisałeś? Nadążyć nie mogę. A później dzwoni Słodkokwaśna i nawija „Ale się rozpisałeś”.

Kochani, to wszystko dla was!

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka

Ha, u mnie odwrotnie. Po lewej stronie kuchenka, po prawej łazienka.

I tak przy okazji razgawora ze Słodkokwaśną ustaliliśmy, że odpalam płatne strony moich blogów. Kolega pomoże i wesprze. Fajnie. Muszę pomyśleć o nazwach domen.

I tu trzeba uważać. Bo cały czas mam w głowie pana, który handlował piórami wiecznymi. Miał sklep o nazwie Pen Island. Nastały nowe czasy i pan poszedł do internetów i założył stronę www o nazwie Penisland. Był zadziwiony reakcją „klientów”. Wiadomo nie od dziś, sex się sprzedaje.

Dziś widziałem, że jest jakaś afera z blogerką modową, szafiarką Dźiesiką Mercedes. Nie czytam durnych artykułów, ale mam to do siebie, że notuję tytuły tych … artykułów. I zauważyłem coś o tej szafiarce. I dziś Słodkokwaśna mi napomyka. Ok, już kojarzę. Jakiś niedawny czas temu takie pipeczki-aktoreczki-celebrytki chwaliły i reklamowały nową linię ciuchów tej Jessiki. 

Kochani, warto, polecamy. Dobre, bo polskie. Warto zapłacić tych parę złotych więcej. Ale otrzymacie dobrą jakość

Jeśli Fruit of the Loom się produkuje teraz w Polsce, to ok. Ale jeśli to robią małe rączki w Maroku, to nazwijmy rzeczy po imieniu, to jest po prostu ściema i oszustwo. Ale przyznajmy im kredyt zaufania. Być może, nie wiem, nie znam się, może Fruit of the Loom pozwoliło im na produkcję w naszym kraju. 

Ale jakim trzeba być frajerem, żeby płacić za t’shirt 200-250 zł, jak można kupić za 15? I tu się nie dziwie, że ludzie są wściekli.

Odnośnie markowych rzeczy, to muszę tu wspomnieć mojego Bąbelka numer 1. Mam dwa Bąbelki. Oba lat 13. Jeden to siostrzeniec, a drugi to mój BFF, syn Państwa z Europy na K. Znamy się całe życie … Bąbelka, czyli ze 13 lat prawie. Oba smyki są bardzo fajne i się ciekawie ich robi w balonika. Tzn. robiło, bo wyrosły i już się nie dają wpuszczać w maliny.

I ten mój Bąbelek numer jeden jak kania dżdżu czekał tego 17 maja i tych swoich 13 urodzin. Ale w międzyczasie wściekł się, bo okazało się, że od 18 maja już wszyscy mogą sami się przemieszczać po ulicach. A on taki był zniewolony i ten 17 maja, to takie zbawienie miało być. Mówię mu, że ma jeden dzień i niech to wykorzysta. Ale nie, młody zdenerwowany tą niesprawiedliwością. Cóż. Bąbelku kochany, życie to nie bajka. 

Na pocieszenie mówię mu, że o korzyściach bycia 13-latkiem. 

Mówię mu, podczas składania życzeń:

Bąbelku, już możesz uwolnić się spod skrzydeł mamy, o ile ta na to pozwoli i swobodnie zarządzać swoim kontem (poprosiłem siostrę, żebyśmy założyli Bąbelkowi i starszemu konta, które oczywiście kochający wujek zasila). Możesz kartę zamówić. Ile masz kasy?

Mały zaczął liczyć swoje aktywa. Okazało się, że ma w skarpecie jakieś różne waluty. Matka chrzestna mieszka w Londynie, to chyba go wspiera funciakami.

No to mu opowiadam o licznych kontach walutowych, które również może założyć. Mały cieszy się jak … dziecko.

Dziś rozmawiam z moją mamą i pytam się jak tam chłopaki. Okazuje się, że Bąbelek nadal jest wściekły na tę niesprawiedliwość, która go spotkała. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, podekscytowany jest możliwościami związanymi z kontem. I już ponoć kartę zamówił. Heh, sprytny, merkantylny smyk.

A które prawo dla nas
A które prawo dla nich

Właśnie się nauczyłem, że najdłuższa piosenka Kultu, to Tan z płyty „Spokojnie”.

Rozmawiałem z kumplem Rafałem, co gramy w kometkę razem. Był z tydzień temu z szanowną małżonką na spacerze. Z bulwarów weszli na Plac Zamkowy. I się okazało, że jest protest przedsiębiorców. Rafał wyciągnął swój aparat i zaczął pstrykać, bo jest fanem street photo. Mówił, że nic się nie działo, bo protestujący spokojni. Ze 300 osób. Bitwa pod Termopile nazywa się chyba 300. Ale pewnym momencie milicja zaczęła interweniować i napierać na tłum. Aresztowali Rafała i jego żonę. Kumpel tłumaczy, że są z żoną na spacerze. Ale milicja niewzruszona. Poprosił, żeby chociaż do jednego komisariatu ich zawieźli. Ale nie, dyskoteki nie są koedukacyjne. Aga trafiła do Legionowa, a Rafał do Mińska (o ile mnie pamięć nie myli). 5 godzin spędził w komisariacie. O północy wrócił do Waw, wziął auto i pojechał po żonę. Mówił, że każdy pies miał gaz i ponoć go użyli. A protest był spokojny, żadnych ekscesów. Na dodatek dostanie on i pewnie jego żona wezwanie do sądu w sprawie kary 30 000 zł z sanepidu o niezachowywanie dystansu. Ale dystans był utrzymywany do momentu, kiedy milicja nie zaczęła napierać.

Na usprawiedliwienie milicji mówię, że 

Wiesz. Milicja podczas akcji nie będzie pytać co pan tu robi? Spacerek czy protest? Ale faktycznie, jeśli nic się nie działo, to powinni zachować się odpowiednio do sytuacji. A tak, to czyste skurwysyństwo

Dziś widzę artykuł zatytułowany „Wiec Dudy jest ważniejszy niż protest”. Nawet nie klikam, bo nie chcę sobie ciśnienia podnosić. Przepraszam, ale kurczaczki, w jakim kraju przyszło nam żyć?! Ruszmy dupska na każde wybory i zróbmyż porządek. Mam wrażenie, że duża część elektoratu nie-PiS nie chodzi głosować bo a) bo nie, b) i tak nie mam na to wpływu. A później się okazuje, że ten mały chujek z ulicy na N., tudzież dzielnicy na Ż. rządzi krajem. NIE. Mówię NIE. Zacytuję brata bliźniaka naszego Naczelnika

Spieprzaj dziadu

Się uniosłem.

I czy tego chcesz, czy o to chodzi
Bym w złości tu przychodził

Pisałem o minimalizmie. Podczas tej zarazy kupiłem sodastream i chyba to tyle. Papier toaletowy nadal jest. Ale się kończy i za jakiś miesiąc trzeba będzie dokupić. Nie, nie wpadłem w szał kupowania w marcu papieru toaletowego. Do tej pory nie mogę pojąć tej paniki i wykupywania rolek.

Wczoraj nabyłem to:

Taka mała, sprytna patelenka grillowa. Z drewnianą podstawką. Na jednego rybnego steka na przykład. Już nie muszę wyciągać tej wielkiej kolubryny, żeby usmażyć małego steczka. Cała żeliwna jest ta patelnia. Można do piekarnika włożyć. Fajnie. Chyba już za pierwszym razem nauczyłem się, że rączka nagrzewa się również. Auć.

moje zażenowanie jest większe od waszego

kieruję mój tytuł wPiSu do PiS-u. Peace on, PiS off.

autor: Mariusz Wara

Zgodzę się, bodajże, po raz pierwszy z panem Wojciechem Mannem. Na górze jest PJK, który odgrodzony jest od świata, bo się czegoś boi. Mam wrażenie, że on żyje w innej, lepszej rzeczywistości. Jakaś przeszkoda? Usunąć.

Pod prezesem jest cała, zhierarchizowana, rzesza ludzi, którzy też się boją. Pewnie tych nad nimi. 

Nie daj boże pan prezes się dowie o czymś, coś się panu prezesowi nie spodoba. To lepiej ja zaradzę, zapobiegnę i już. Nie będzie tego – tak pewnie żołnierzyki PJK myślą.

Czy Kaczyński wiedział do piątku, że Kazik nagrał piosenkę o nim? Pewnie tak. Czy się nią przejął? Pewnie nie. Ale żołnierzyki musiały namieszać.

Tak w ogóle uważam, że to nowe dzieło Kazika, którego twórczość bardzo lubię i cenię, jest kiepska.

Listy Przebojów Programu 3 słucham od małego. Nie pamiętam dokładnie, od którego notowania, który to był rok. Pamiętam, że jeszcze pokój z siostrą dzieliłem. To musiał być ubiegły wiek. Ale co tam! To musiało być w tamtym milenium! Koleżanka z podwórka, tak, to były czasy, że się chodziło na dwór bawić z innymi dziećmi, powiedziała, że jest taka audycja. Pech chciał, że jakoś późno się kończyła. I była na UKF-ie. Także w piątek z drucikiem wciśniętym w nasze grające pudło słuchaliśmy listy przebojów. Trzeszczało więcej, niż grało. Ale wypieki były. Pamiętam, że mama o 22 gasiła radio i mówiła „dzieci idźcie spać”. Nie pamiętam, czy słuchaliśmy tego regularnie, czy nie. Pamiętam z tych początków słuchania przebój Limahl’a „Neverending Story”. Czyli jakiś późny 1984 rok!

Później jak słuchałem już świadomie listy to było notowanie … 427 chciałem powiedzieć. Ale teraz sobie przypomniałem, że pamiętam, że 400. notowanie wygrała Kaoma ze swoją nieśmiertelną „Lambadą”. Czyli od jakoś wtedy musiałem słuchać.

Ostatnimi laty nie włączam już radia w piątki. Albo prowadzi ten drugi pan, o którym mówię tak:

– nudny głos

– nudna muzyka

– nudna audycja

– nudny czas

– nudny przekaz

Albo, jak prowadzi(ł) pan Marek, to byłem akurat na sesji żywieniowej u Słodkokwaśnej.

Oooo! Mam! Wrzesień 2000 rok! Byłem z koleżankami z pracy w radio. Zapowiadałem Jennifer Lopez i jej „Let’s Get Loud”. Kolega Radek mnie słyszał i zadzwonił później rozemocjonowany i z gratulacjami. Na pierwszym miejscu był wtedy Grzegorz Halama Oklaski „Ja Wiedziałem, że tak będzie”. I wtedy poznałem pana Marka.

Zamieszanie z listą jest tematem od dwóch dni numer 2 lub 3. Nieźle. Wczoraj mijałem studio przy Myśliwieckiej i był tłumek. Dziś czytam, że to był milczący protest.

Mam nadzieję, że tym razem konsekwencje będą wyciągnięte, bo dyrektor Trójki pan Tomasz Kowalczewski zaczyna brnąć i plątać się w zeznaniach. Najpierw, że tej piosenki nie było w ogóle w propozycjach do głosowania, że została wciągnięta na listę spoza utworów dostępnych do głosowania. Później czytam, że Kazik powinien być na 4. miejscu, później, że na 2. I ktoś go ręcznie przesunął na sam przód. Wiadomo kim jest ten ktoś. 

Kazik wrzucił screenshot ze strony LP3, na którym widać piosenkę Kazika, jako propozycję do listy przebojów.

Dziś patrzę, że już jej nie ma, czyli w ten piątek nie będzie niejasności.

Kukiz się żali, że go Trójka nie grała, jak wydał płytę. Hmmm, grała. Jedna piosenka była na liście. Ale było to słabe, to się nie dziwię, że na jednej piosence się skończyło. Poza tym artysta startował wtedy w wyborach samorządowych. Była dyrektor stacji odpowiada, że „(…) zgodnie z przepisami, dotyczącymi kampanii wyborczych w mediach publicznych, dyrektorzy poszczególnych programów Polskiego Radia byli zobowiązani gwarantować równy dostęp wszystkim kandydatom”.

Inny piosenkarz też jęczy, że go nie chcieli grać. Zepsół Lemon. Cóż, po pierwsze ta muzyka była/jest słaba, nieTrójkowa jak na mój gust. A po drugie, to pan Marek N. zapraszał lidera tego zespołu do swoich programów i bardzo chwalił ich albumy. Ostatnio pan wokalista wydał solowe dzieło i ze 3 piosenki na zestawienie trafiło. Nie były może wysoko, ale były. Także niech chłopiec nie jęczy i nie marudzi.

Kiedyś słyszałem jak Paweł Kostrzewa mówił, że ktoś zarzucił Trójce, że nie ma u nich krytyki utworów, które goszczą na antenie. Redaktor odpowiedział, że właśnie to co grają jest krytyką i selekcją. Czyli jak Cię nie słychać w tym radiu, to domyśl się, co Trójka o twojej twórczości myśli.

Jakiś pseudo artysta teraz się ujawnił i napisał, że ponoć prowadzący listę w latach 90. brał 20 tys. zł za ulokowanie przeboju na 3. miejscu. Uważam, że powinno się takie wpisy zachowywać i wejść na drogę prawną, bo za takie głupoty powinna być konsekwencja.

Zażenowany jestem całą sytuacją. Mam tylko nadzieję, że tym razem zupa się wylała i ktoś w końcu zrobi porządek z Polskim Radiem. Nie ma takiego innego radia. Podczas pandemii jeżdżę sporo autem i skaczę po stacjach. Rockowe najczęściej. Oj, męczące. Albo prowadzący gadają o bzdurach, albo gadają nie do mnie, albo puszczają na okrągło te same piosenki. „Hej teraz zagramy klasyk Led Zeppelin specjalnie dla was” – tak nas uszczęśliwiają. Albo The Eagles. Ok, fajnie. Tylko dlaczego to zawsze musi być „Stairway to Heaven” albo „Hotel California”? Także Trójka jest moim radiem. Lubię ich audycje, bo są to audycje autorskie, prawdziwe, skierowane do mnie. A nie jakieś programy z bezdusznymi i zautomatyzowanym playlistami. Kiedyś w pracy słuchaliśmy radio Kolor (o ile mnie pamięć nie myli). Co dzień o tej samej porze puszczali te same hity.

Także żal Trójki, szkoda listy. Na koniec dodam dwa łyki statystyki:

– 12 utworów zadebiutowało przed „Bólem” od razu na szczycie listy. 10 artystów. Adele i Rojek zrobili to dwukrotnie. Kazikowi z Kultem też się to udało. Także debiut w piątek nie jest czymś nowym

– najwięcej piosenek na liście: Nosowska (z Hey’em, solo i z innymi) 89, Kazik (solo, z Kultem, w innych kolaboracjach) 86. Także nie jest to artysta nieznany słuchaczom listy

Szkoda, że to wszystko wydarzyło się na 2 tygodnie przed jubileuszem listy – 2 000 notowań. 2 000 tygodni z listą. Zacne osiągnięcie. 

u barbera fajnie jest

 

Hejka kochani.
Stało się. Niepostrzeżenie w sierpniu lat 10 memu blogu strzeliło. A to taki był przypadek, że go rozpocząłem. Chyba Słodkokwaśna podpowiedział mi, żeby zacząć pisać blog. Bo jak jeździłem do Stanów, to pisałem co dzień dziesiątki maili i personalizowałem je. Czyli pracochłonne to było. I tak powstał dziennik ten.

Dziś tak mnie tknęło, żeby pokusić się o to, żeby wskazać, który wpis był najlepszy. Nie chce mi się przeglądać prawie 200 postów, ale przed oczyma staje mi zawsze historia o tym, jak mało co mnie i Słodkokwaśnej nie ubiło. Bo pomidory pikantne pasteryzowaliśmy. Eh, ten młodzieńczy wiek. Pyś mi się cieszy na samo wspomnienie. Ale od razu sobie przypominam, że ani Słodkokwaśna, ani jego Pani nie wpadli do mnie na sprzątanie chaty w rewanżu.

Wpis ten o to tu jest: https://mdobrogov.pl/index.php/2016/02/14/near-death-experience/

 

A tak poza tym, to piszę ten blog dla siebie. Żeby poczytać czasem o tym, jakie głupoty mnie się (nie) imały.

wtc

To już 18 lat! Pamiętam, że byłem 10 lat temu w Nowym Jorku. Ale akurat z Ulą eksplorowaliśmy Californię, więc akurat 11 września na Mieście nie byłem. Serena grała w półfinale z Kim Clijsters i odgrażała się sędzi liniowej, że jak Boga (Jahwe) kocha, wpechnie jej tę piłkę w gardło.

A później, jak już była interwencja zbiorowa w sprawie niepokalanego zwycięstwa Sereny, to usłyszałem jak Najlepsza Tenisistka Wszech Czasów (GOAT) zadziwiona mówi:

What?! I didn’t say i would kill her. Are you serious?!

Hm, cóż. W późniejszych latach też były awantury, bo niesprawiedliwość Serenę spotykała. Nie ma co się podniecać wybrykami dzisiejszymi, bo mistrzem pyskówek i (ręko)czynów był John McEnroe. Dzisiejsze gwiazdy tenisa nawet się nie umywają do starego mistrza.

A i wtedy, w 2009, również usłyszałem, jak zdenerwowany Federer odezwał się do sędziego:

I speak, when i have something to say

To było wtedy, jak DelPorto w finale (wygranym) wziął challange i Szwajcar zapytał się sędziego czy tu są jakieś reguły, bo na sprawdzanie piłki jest kilka sekund po akcji, a nie kiedy sobie zawodnik prawie już siedzi na krzesełku. Sędziemu chyba nie spodobało się, że ktoś ma odwagę coś przemawiać doń. Ale wiadomo kim jest Roger Federer. Nie dość, że GOAT, to jeszcze gentleman w 100%, także jego wybuch był czymś ekstraordynaryjnym.

Na koniec wątku tenisowego dodam, że biedna Serena od 5 czy 6 finałów nie może wyrównać rekordu wszech czasu i wygrać po raz 24. A Szwajcara dzielnie goni mój ulubieniec Rafa Nadal. Hiszpan zdobył w niedzielę swój 19 tytuł i jest o 1 mniej za swoim odwiecznym rywalem. Ja i tak sądzę, że Rafa i tak przegoni Rogera, ale i tak wszystkich (niestety) pogodzi gluten-free, astmatyk Nole Djokovic.

Nowy Jork był moim marzeniem od dawna, ale 18 lat temu nie kumałem za wiele. Ot, po prostu miasto w Ameryce. A co to WTC, to już kompletnie nie wiedziałem. I tego feralnego dnia byłem w pracy w Auchan. Zszedłem na dół na swój dział przechodząc koło RTV. Cała ściana telewizorów pokazywała płonące dwie wieże. Wyglądało to i strasznie i spektakularnie. Wiedzieli terroryści, które miasto zaatakować. Stolicę świata. Nowy Jork za niedługo odwiedzę po raz 14. Wież na żywo nie widziałem. Ale może odwiedzę w końcu OneTower, Freedom Tower, czy jak to zwą. Otworzyli niedawno, więc dam im czas na okrzepnięcie. Ostatnio już się nawet przymierzałem, ale nie wiem. Jakoś nie.

Później, pracując w banku mieliśmy stażystkę. Taka naiwna dziewczyna. Opowiadała, jak 11 września 2001 roku jechała do Downtown, żeby z góry jednej wież podziwiać Miasto. Powiedziała, że mieli postój nieplanowany, bo za potrzebą musieli się gdzieś zatrzymać. Także dymiące wieże “podziwiała” z Mostu Brooklyńskiego.

Świat piękniejszy jest niż Brooklyński Most

Wczoraj przeszperałem dyskografię Kazika i jego albumów z serii „Tata Kazika”. A to może jednak Kult sygnował swoją nazwą te wydawnictwa, nie Staszeweski? Chyba Kult, nie? No nic. Najważniejsze, że zrelaksowało mnie to. Kult i Kazik to jedno i klasa sama w sobie.

10 lat temu z haczykiem zacząłem blog.

18 lat świat przestał być ten sam.

A za miesiąc będzie rok, jak odwiedziłem barbera Albercika, po raz pierwszy. I życie już nie było to samo. Ten mój Turek, to taka trochę baba, bo jak widzi, że u kogoś innego byłem, to już narzeka, smędzi, głowę suszy, że jak mogłem, że już go nie chcę i takie tam.

A ja po prostu eksperymentowałem. Byłem w Białymstoku u jednej barberki, co się okazało, że kurs barberingu robiła w Waw. Trzydniowy. Kiepsko jej poszło ze mną i to bardzo. Byłem raz w Akademii Barberingu (nomem omen tym, co była wspomniana dziewoja w zdaniu poprzednim). Śmisznie, sympatycznie, ale ciut krzywo. Nawet Albercik po 3 tygodniach zapytał mnie, czy sam się strzygłem, bo nie jest prosto.

No i raz byłem u mistrza, co 10 lat w Londynie się szkolił, przez rok jeździł po Europie strzygąc za jedzenie i później w Polsce pracował u Pierwszego Szatana IV RP – Nergala. Dobry był ale jakoś nie było tej fantazji. Poza tym jego 170 zł vs albercikowe 120 zł mówi samo za siebie.

No i Albercik parę razy mi głowę suszył tymi moimi zdradami. Groził, że będę podwójne stawki płacił, albo mnie nie przyjmie więcej. Ten Turek mój to też taki …turecki ściemniacz. Prawdy się u niego nie dowiesz. Kręci, kłamie, kombinuje. Lokal najpierw był jego, później się okazuje, że właścicielem jest Polak, bo łatwiej było formalnie to ogarnąć. Powiem tak, kompletnie mnie nie interesuje kto właściciel, kto rzemieślnik. Nie kumam tylko po co ściemniać. No i u tego Albercika (połowa znajomych się tnie już u niego. Stugębna plotka i polecenia działają) pracują inni barberzy:

– gmurek Ali – z kraju na K na wschód od Turcji. Mówi po rosyjsku i turecku.

– Turek, który mówi po turecku i angielsku. Nazwijmy go Wyżelowany

– nowy Turek, co ponoć mówi po polsku, ale jak ma coś powiedzieć, to nie mówi. Nazwijmy go Nowy.

Zachodzę ja ci do zakładu golibrody mego się na wizytę zapisać z tygodniowym ponad wyprzedzeniem i słyszę, że Albercik nie ogoli mnie, bo ma urlop. Do Aliego mnie może zapisać. Zgodziwszy się opuściłem lokal.

I tak po ponad tygodniu, idąc jak na ścięcie, myślę sobie – Przecie Albercik miał urlop w czerwcu. Znowu jakaś laba? Pewnie mnie oszukał i pracuje.

Zaknułem, że jak on tam będzie, to oznajmę mu, że frajerstwem nie jest dawanie drugiej szansy. Trzeciej jest. Właściwie to cytat z książki Kasi. Alejażemjemuniepowiedział, bo Albercika nie było.

No i tak Ali do mnie podchodzi i coś tam niby na migi, niby po polsku na fotel usadza. Chyba się zapytał w czym może mi pomóc. Odpowiedziałem, a on na pewno nie zrozumiał. To się pytam:

– Ty po rosyjsku mówisz, prawda?

– tak – odpowiedział.

No to zaczelim ragawor. Oj idź ty na *uj i nogami wymachuj. Nie kumaju ni chu chu co on do mnie mówi! Coś mamrocze pod nosem! No pięknie. Także uśmiechałem się. Jak coś mówił, co dotyczyło brody i wąsa, to chwilkę się zastanawiałem i mówiłem:

nie znaju. A kak ty dumajesz?

I on znowu coś mówił, a ja kiwałem głową mówiąc charaszo

Albo on mówił, że jak mi się podoba, to zostawi. To ja mówiłem, że nie podoba i on wtedy przycinał. I tak się dogawarilim.

W między czasie wyszło na jaw, że Ali pochodzi z kraju na wschód od Turcji. Na K. Mhm, Azerbejdżan. A dokładnie z Baku. Że był w wojsku i brał udział w jakimś konflikcie zbrojno-wojennym. A młody chłopak. Hm, chyba dzieci się zaciągały do armii. No i że on od 10 lat już mistrzem jest. No to chyba w zawodówce musiał być. Bo wygląda na 23-25 lat.

I tak sobie niby po rosyjsku gadamy i nagle wchodzi albo św. Mikołaj, albo członek ZZ Top.

zz top

Zapytał, czy jest możliwość szybkiego numerku z brodą. Nie miał rezerwacji. Okazało się, że Nowy miał akurat okienko. Po mojej lewej stronie Wyżelowany żelował jakiegoś kolesia. Dziwne to było, bo klient miał buzię gładką jak bobas, bez śladu zarostu. I łeb jakiś krótko ścięty. No to musowo przyszedł na żelowanie.

Aha! Wstawka!

Ostatnio jechałem autobusem i jechał pan z dwoma bąbelkami. Pan co jakiś czas do żony pisał SMS, że są tu, robią tamto, albo się na wieczór umawiali. Lubię czytać w autobusie. A ludzi so gupie, bo pokazują ekrany. Nie słyszący byłem, co mówili, bom słuchał muzyki. Ale widzę, jak pan zapytuje żonę:

Michał się pyta, co bardziej boli – wosk, czy plastry?

Pani odpisała szybko ale mnie udało się tylko początek dostrzec. Było tak:

W zasadzie to to samo

Drogie dziecko, najbardziej to boli, jak Albercik bierze nitkę i depiluje połowę twarzy – dookoła oczu i poliki. Oj oj oj! Ja wtedy płaczę, kicham i modlę się o szybki koniec …zabiegu. Albercik mnie poinstruował, żeby się nie marszczyć, bo będzie jeszcze bardziej boleć. Miał rację, ale weź się nie marszcz, jak boli. I tym razem okazało się, że prawie to nie boli. Albo Ali nie umie jeszcze bólu zadawać nitką.

Koniec wstawki.

Dziad Moroz/ZZ Top usiadł po mojej prawicy i zaczęliśmy gadać.

– przepraszam święty Mikołaju, chciałbym zapytać jak długo zapuszcza się taką brodę?

– właściwie to nie zapuszczam

– rozumiem, że cały czas sobie rośnie?

– tak

– super, zawsze chciałem taką mieć

 

Później powiedział, że się wybiera się w kwietniu do Azerbejdżanu. No to zaczęliśmy Aliego i pozostałych chłopaków do dyskusji włączać. Słowo daję, gdyby była wódka i muzyka, to byłaby impreza. Ali, Nowy tak się wkręcili, że zaproponowali nam napitek – czaj z konfietami.

Ja wziąłem herbatę, a ZZ Top kawę, bo chyba nie dosłyszał, że Ali tylko czaj oferował. Ale Święty Mikołaj tylko zapytał – po turecku?

– kawę chcesz? – odpowiedział zdumiony Ali

– tak – potwierdził brodacz

– a ty też chcesz kawę?

– nie, dzięki, za późno już, herbata jest ok, dzięki – odpowiedziałem.

 

I teraz tak patrzę, że Wyżelowany jakiś taki wyciszony był. Nic nie mówił. A ten jego klient tylko zerkał na nas z zazdrością.

U Albercika nigdy tak wesoło nie było. On zawsze coś pieprzył jak potłuczony.

Może zmienić barbera? Nie, chyba nie.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑