Tag: 07 zgłoś się

07 zgłoś się

Nie, to nie będzie o najlepszym serialu na świecie. Choć …

Mało osób wie, że jestem gigantycznym fanem przygód porucznika Borewicza. A zdradzę, że pani prof. ze Szczecina jest chyba gigantyczniejszą!

Ileż to my razy ten serial oglądali razem. Ja u siebie, a uczona przyjaciółka u siebie. Ile się nakomentowaliśmy o fryzurach i strojach sierżant Ewy. A o Sławku ile? Że bystrzacha, że taki bon vivant. Że jakimi mądrościami sypie. I tak dalej. No normalnie z panią profesor taki Sherlock i Holmes byliśmy, jeśli chodzi o serial.

Dawno, dawno temu, mój kolega z bloku spotkał pana Bronisława Cieślaka na Mazurach. Był z córką Kasią. Kolega oko nawet zawiesił, czyli dziecię porucznika musiało być w podobnym co mój kumpel-sąsiad wieku. Ponoć szalenie sympatyczny pan aktor, człowiek znaczy.

Serial oglądałem z tysiąc razy. Ale za każdym razem coś nowego odkrywa(łe)m. I donosiłem pani profesor ze Szczecina. A ona tylko przytakiwała swoim uczonym „mhm”.

Okazuje się, że pani aktorka Elżbieta Kijowska grająca prokurator Zofię Ołdakowską często się kręci w mojej okolicy i przy ulicy Dolnej. Musi z Moko, tak jak ja. Sąsiadka znaczy.

Za którymś razem, bodajże 865, usłyszałem jak Sławek jakieś dziuni, co do niego na chatę chce wbić, podaje adres. O jeżu! Sobieskiego 70! Toż to obok mnie. Tylko w serialu porucznik mówi „aleja Sobieskiego”, a teraz jest ulica. Ale może kiedyś, jak nie było Miasteczka Wilanów, a nowa Sadyba i Stegny dopiero co powstawały, to może to była aleja (topolowa aleja). Moi sąsiedzi, a właściwie kolega, bo żona przyjezdna, mówią, że tam gdzie niby Sławek mieszkał i ja, to kapusta rosła, strefa zalewowa Wisły była. Ale to były lata 60. Mój blok oddano do użytku w grudniu 1969, czyli umówmy się w latach 70.

W internetach jak widzę kwizy z serii „czy dobrze znasz serial 07 Zgłoś się?”, to bez zastanowienia je wypełniam. Taki fan jestem.

Także żegnaj panie poruczniku Borewicz. Obejrzałem nawet 2 epizody na VOD w dniu Twego odejścia. Będę często wracał do Pana przygód.

Ja nie o serialu, ja o starych czasach. MO, czyli Milicja Obywatelska.

W końcu zainstalowałem sobie apkę MObywatel. No bywa się to tu, to tam, to wypadałoby mieć. Milicja w sumie w Wolsce znowu jest, więc wszystko się zgadza. Fajna ta aplikacja. Dzięki Panie od Państwa z Europy na K. za inspirację.

Czekam, aż mi wbiją certyfikat szczepienny. Ula z Nowego Dżerzeja mi dziś podesłała link do artykułu, że jak jesteś zaszczepiony, to możesz żyć jak dawniej. Może by się tak przelecieć? PO-bywać to tu, to tam? W Teksasie jakieś ciekawe rzeczy się dzieją. Jak nie strzelanina (Austin), to tygrysy na ulicę wychodzą (Houston). No może. Pożyjemy, zobaczymy. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, czy coś lata za ocean. I czy dadzą nam jakieś certyfikaty w języku inglisz, żeby na lotnisku JFK pan oficer skumał, że mam ochronkę. No zobaczymy.

Oczywiście na sam przód zainstalowałem swoje dokumenty tożsamości. Prawo jazdy i stan punktów karnych. Po raz kolejny pokazuje mi stan zerowy. Ale teraz aplikacja zsumowała się i wyświetliła mi 3 możliwe powody czystego konta:

– nie mam punktów

– punkty są nienaliczone jeszcze

– przekroczyłem limit 24 punktów

– nie mam uprawnień

Hm, to 4 powody.

Już od dawna powtarzam, że muszę chyba w końcu zrobić te prawo jazdy (mrugnięcie oczkiem).

A może mi się punkty skasowały? W lipcu 2020 dostałem liścik ze zdjęciem, że 18 marca ktoś po ul. Grójeckiej o 36 kmh za szybko jechał. Oj tam, oj tam. 86 kmh to nie jest tak prędko znowu. Przesadzają te fotoradary. Żeby od razu fotki robić. Nieuczesany wtedy byłem. Odesłałem oświadczenie dzień po i we wrześniu oficjalnie mandat przyszedł. Także nie wiem od kiedy swoje konto punktów karnych rozdziewiczyłem – w marcu (bo złapali mnie na gorącym uczynku)? W lipcu (bom się przyznał w oświadczeniu)? We wrześniu (bo oficjalny mandat dostałem)?

Dowód osobisty też się “zaciągnął”, jak tylko zalogowałem się przez profil zaufany. Dobra ta Wolska Cyfrowa! Wszystko mam teraz w telefonie. Taki … kompaktowy już jestem. XXI-wieczny. Drzewiej, jak się na miasto szło, to kieszeni brakło: klucze, fajki, zażygałka, portfel, telefon. A teraz? tylko telefon i klucze. Może sobie kupić klamkę na kod? Wtedy to i kluczy nie trzeba będzie mieć. Choć pamiętam jedną sytuację. Jedyną, jak na razie sytuację. Szedłem do Państwa z Europy na K. i tak pomyślałem, że po co mi te klucze? Telefon wystarczy. Wezmę jeden tylko klucz (na kółeczku miałem wtedy 7 kluczyków – wejście do bloku, skrzynka na listy, wejście na korytarz, drzwi pierwsze górny zamek, drzwi pierwsze dolny zamek, drzwi drugie górny zamek, drzwi drugie dolny zamek. No to sami porachujcie ile tego miałem. Pomyślałem wtedy, że w sumie nieopodal idę, to zamknę chatę na jeden spust i już. Dwoje pierwszych drzwi (blok, korytarz) otworzę kodem na domofonie. Ale coś mnie tknęło, że nie jest w sumie tak ciepło, to odziałem się w coś, co miało kieszenie i klucze mogłem schować. Czyli żaden to ambaras był. Wracam ja ci lekko chwiejnym krokiem przed 3 rano, a tu awaria domofonu! O jeżu pod drzwiami bym spał! Ale miałem nosa. Od tej pory jak wychodzę gdzieś na dłużej albo do Słodkokwaśnej, to zawsze, ale to zawsze klucze biorę. W ciągu dnia już nie, bo zawsze można sąsiadów wydzwonić, żeby odkryli drzwi. Ale o 3 w nocy chyba nie wypada, c’nie?

Muszę teraz tylko się zdoktoryzować, czy dokumenty w MO-bywatelu są wiążące w razie jakiejś kontroli milicji. W sumie to prawa jazdy i tak można nie mieć przy sobie. Ale chyba wciąż jakiegoś dokumentu tożsamości wymagają. Hm, no trzeba to sprawdzić.

Certyfikat szczepienny się jeszcze nie pokazuje. Ale to może 18 maja, jak mnie drugi raz dziabną? Pan od Państwa z Europy na K. mówi, że ma w swoim MO-bywatelu. No zobaczymy. Dlatego w sumie właśnie ściągnąłem tę apkę.

A dziś 14 maja. Zimni Ogrodnicy. Imieniny Bonifacego i … No a kto mieszka przy ul. Św. Bonifacego? Ożesz halabarda! Ponoć jakiś święty, Apostoł, patron … pierwszoklasistów hehehehehehehe. Rzeźników? O, to już lepiej 🙂

 

powrót do lat 80.

Dawno nie pisaliśmy, więc na wstępie pożyczę solenizantkom i jubilatkom październikowym wszystkiego najlepszego.
Lata 80. wróciły do łask. Dziś zaczęliśmy z Panią inżynier popisywać do siebie o Izabeli Trojanowskiej i o Bajmie.
Kiedyś umieściłem post o moich koncertach i biletach, które miałem w łazience. Obiecywałem pisać o poszczególnych koncertach ale jakoś nie po drodze mi było.
Teraz napomknę, że mój piwerwszy koncert w życiu, to występ Bajmu w amfiteatrze białostockim. Fanem byłem strasznym. Znałem wszystko na pamięć. Tłum skandował „Józek, Józek“. W końcu doczekaliśmy się. Eh. Nadeszły lata 90., a wraz z nimi znienawidzenie do tegoż zespołu. Straszne znienawidzenie, wręcz wstręt. W 21. wieku, w ramach wykonywania czynności służbowych musiałem wysłuchać aż PIĘCIU, identycznych występów!!! Praca w warunkach szkodliwych. Ale też miałem okazję zobaczyć z bliska paniom wokalistkę, zwaną Beatom Kozidrak. Hm, z bliska nie taka straszna, nawet, nawet rzeknę uczciwie.
Z kolei Iza Trojanowska przewija się ostatnio po necie. Że taka zapomniana, że taki skarb to był, że taka sex bomba. No nie wiem. Nigdy nie byłem fanem jej talentu zarówno muzycznego, jak i aktorskiego. Kojarzę ją tylko z „07 zgłoś się“, gdzie zagrała ex-żonę Sławka porucznika Borewicza oraz z „Kariery Nikodema Dyzmy“. Aktorka jednego grymasu. Drewno w śpiewie i w aktorstwie. A też ją kiedyś widziałem z bliska, wizytując pewien oddział. Dziś na onet piszą o nieznanych szczegółach z jej życia. Ooo, wyjechała nawet z mężem do USA. To może ten aktor z „Suits“ co się nazwywa Gabriel Macht, to jej syn? Bo też z niego artysta jednej miny. Nie wiem czy pani inżynier ze Szczecina życzy sobie, żebym zdradzał jej sekrety, ale muszę powiedzieć o jednym. Ok, to nie zdradzę. Zawoaluję osobę, o którą chodzi. Znam pewną osobę, paniom pewnom, która mieszka, dajmy na to w Łodzi. I ona się strasznie wkręciła, żeby nie powiedzieć zakochała, w tego aktora. Gabriel to, Gabriel tamto, Gabriel cmok, Gabriel mlask. I ona ogląda „Suits“ właśnie dla niego. Czyli jeśli pan aktor jest synem pani aktorki rzeczonej, to koleżanka, dajmy na to, z Łodzi jest … boję się kończyć. Izabela Trojanowska jest jej macochą, teściową lub też synową. A może ojcem?!?! Co za historia.
Wracają do lat 80. Parę dni temu zacząłem odświeżać pewną znajomość. W związku z tym do życia wskrzesiłem dialog zapoznawczy. Można by rzec o tej rozmowie, że to już klasyka gatunku:
– Dawid, привет, как тебя зовут?
– Dawid
No to my uże poznakomilis.
Wykupiłem kurs języka rosyjskiego przy konsulacie warszawskim! Szok.
Grupa wraz ze mną liczy 6 osób. Jak się okazało, jedna koleżanka spadła z grupy wyższej, bo tam była tylko konwersacja i lektorka nic po polsku nie chciała mówić. Jedna osoba w grupie mówi nawet z jakimś cieniem rosyjskiego akcentu, reszta duka i się jąka po polsku myśląc, że to rosyjski. Także nie wypadam blado i nie odstaję.
Kurs znalazłem w poniedziałek, więc szybko zadzwoniłem i dowiedziałem się co i jak. Poleciałem na egzamin i uzyskawszy 92% девушка przydzieliła mnie do grupy A2. Wystarczło tylko zapłacić i już. Nie chciałem tak od razu się określać, więc zapytałem, czy można pieniądze odzyskać, jeśli mi się to nie spodoba. Dziewczynka odrzekła, że po pierwszym miesiącu tak. I tu byłem w kropce, bo do końca miesiąca zostawały jedne zajęcia. Czyli musiałbym zapłacić, pójść na zajęcia i poprosić o zwrot, jeśli nie dałbym rady na kursie. Zapytałem się dziewczynki, czy mogę pójść za darmo na pierwsze zajęcia i zapłacić po nich, jeśli mi się spodoba. Pani spojrzała na, chyba, swego szefa, pana po 50, z pytającym wzrokiem. Pan coś odpowiedział po rosyjsku i nastała cisza. Pomyślałem sobie, że pewnie teraz moja kolej na respond ale, cholera, pan nie zakończył zdania pytaniem, więc nie wiem o co chodzi. Po kilku chwilach odezwałem się „to jak, mógłbym tak zrobić?“. Pan znowu przemówił i tym razem zrozumiałem. Faktycznie bardzo dobre te kursy językowe w tym konsulacie. Postęp widoczny w trymiga.
Na zajęcia poszedłem z zeszytem i długopisem. 5 minut przepisywałem datę! Maryjo, jak się pisze rosyjskie litery! Koszmar.
Jak się okazało data nie była aż tak trudna. Pani napisała wyraz ledwomieszczący się na tablicy. Nie dałem rady powtórzyć. Dochodziłem do trzeciej sylaby i koniec.
IMG_0951
Podsumowując. Zajęcia fajne. Zapłaciłem. Będę uczęszczał.
Napisałem po „ypoky“ (lekcji) do największej ekspertki języka puszkinowego we wszechświecie, żeby podzielić się wrażeniami i żeby dowiedzieć się, czy moja pani expertka umie szybko powiedzieć ten długi wyraz. No i okazało się, że umiała! Szacun. Wyszło też, że to ulubiony wyraz jej Pana. Słowo to bowiem nie znaczy tylko „warte zobaczenia“ ale również „rzecz o dobrych cechach, przymiotach“ (primiet – cecha). Ciekawe czy małysz też umie to powiedzieć? Jeśli tak, to mój poziom znajomości rosyjskiego będzie niższy niż poziom czteroipółlatka! Może lepiej nie pytać.
Kupiłem wczoraj uczebnik, który użytkownicy instagrama widzieli zapewne. Także naukę ponownie czas zacząć.
Uwielbiam wolne piątki. Można na spokojnie wstać o 6.30 i normalnie na godzinę 8.00 pojechać do … Lidla. Kupiłem w końcu przepyszne marcepanowe ciasteczka (o tym też wiedzą użytkownicy instagrama), które zawsze wyżeram będąc u Słodkokwaśnej. Zjadłem pół pudełka, popiłem drugą kawą i jest mi … niedobrze.
O 9.30 przyjechał kolega od mebli z nowym mistrzem. Poprzednia złota rączka wymiękła. Okazało się, że ja za dużo wymyślałem(?!) whatta shocker! A tak chłopiec się chwalił, że on uwielbia wyzwania, i że mi zrobi tak, że będzie super. Hm, nie zrobił, nie dokończył i nie jest super. Zobaczymy co pan nowa-złota-rączka mi zaprezentuje. Jak to się mówi – pożyjemy, zobaczymy!.
Jutro święto zmarłych, zwane również świętem wszystkich śniętych. Czyli zakańczając równie pożyczam wszystkim świętym i śniętym wszystkiego najlepszego. Oby do taty nie zapomnieć jutro zadzwonić z życzeniami. Cała rodzina taka swięta – ja, siostra i mama rodzeni w niedziele, a tato 1 listopada! Rodzina święta jak żadna inna.

Wata Ha

Albo Wat aha. W każdym bądź razie chodzi o najnowszą produkcję serialową w Polsce. HBO się pyszni, że prawie milion ludzi obejrzało pierwszy odcinek. Powiem tak, zasięgnąłem języka, poznałem opinię innych i wiem, że drugi odcinek obejrzą przynajmniej 3 osoby mniej. Dno. Niestety nie potrafimy kręcić seriali. Jakieś symboliczne obrazy wilków, pan używający telefonu sprzed 14 lat. Ogólnie główny bohater to nieudana kalka Kevina Bacon’a z The Following (też mieli się na kim wzorować). Serial fatalnie nakręcony, przebitki zamglonych Bieszczad. Co to jest? Nieudane Discovery Channel? Żegnamy się z Watą Ha, Wat Ahą, Watahą.
Nowy sezon nastał seriali. Zajrzałem do American Horror Story. Fajny film. Każdy sezon inny, więc nie trzeba oglądać wszystkich, żeby wiedzieć o co chodzi. Pierwszy sezon to taki współczesny horror o nawiedzonym domu – bardzo fajny. Drugi sezon – mocny i ciężki psycho-horror. Amerykanie się zbulwersowali i zażyczyli sobie, żeby więcej takich nie było. Dlatego też trzeci sezon był jakąś horroro-bajką dla dzieci. Zmęczyłem sezon dla przyzwoitości. Czwarty sezon zwany „The Freak Show“ na razie znam z pierwszego epizodu – hm, nuda, nie powala, nic ciekawego. Ale dla Jessiki Lange oglądam nadal.
Homeland. Uwielbiam ten serial. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, ten serial należy już zakończyć. Kolejny sezon, kolejny wydumany terrorysta numer 1, kolejny kraj na Ziemi i się akcja toczy. Czyli można by dwieście sezonów nakręcić, bo chyba tyle krajów jest na świecie. Nie wszyscy chyba oglądali jeszcze 4 sezon, więc nie będę zdradzał. Czy Carrie urodziła? Czy wyjedzie do Stambułu – tak pytałem rok temu w moim wpisie. Teraz już wiem, ale jeszcze nie powiem. Oznajmiam tylko, że dzieciak brzydki, skóra zdjęta z ojca, fuj. Stambułu w serialu na razie nie widać.
Brooklyn Nine-Nine jeszcze niewidziany, zostawiony na zaś. Na święta jakieś albo co.
The Knick teraz kojarzy mi się z Religą. Oglądam ten serial i widzę film „Bogowie“. No paralela paralelę paralelą pogania. Choć pani inż ze Szczecina tweirdzi, że The Knick Housem paralelizuje bardziej. Hm, nie wiem, nie znam się. House’a widziałem ze dwa razy.
I tu zbliżam się do filmu polskiego. Obiecywałem sobie, że więcej do kina na polski film nie pójdę. Mimo zapowiedzi i reklam, nic mnie nie skusi. Zawsze było coś. Fatalne nagłośnienie, albo fatalny film. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, kilka polskich filmów widziałem dzięki uprzejmości torrentów. Ki, Sala samobójców, Smarzowski, Jack Strong bardzo mi się podobały. Toteż poszliśmy na „Bogowie‘ów“. Nie kumam tylko jednej rzeczy. Czy w naszym kraju naprawdę nie można zrobić filmu do końca dobrze technicznie? No napisy się nie mieściły w ekranie.
Przykład:
Pierwszy przeszczep ser
Zabrze, 15 listopada 1

Czy ja mam się domyślić przeszczep czego i w którym roku?
Film dobry. Nie jest to laurka, ani pomnik dla profa Zbigniewa Religi. Nie jest to sztywna i poważna biografia ale dowcipna i bardzo komediowa historia poważnego przełomu w Polsce i w polskiej kardiochirurgii. Nie przepadam za aktorem Tomaszem Kotem i niestety on mi przeszkadzał. Film godny polecenia z dwiema uwagami – 1) ciut za długi, 2) Tomasz Kot.

To jeszcze paresłów o muzyce. Trójka masturbuje się od 10 dni dwoma zespołami – AC/DC i Pink Floyd. Oba bandy wróciły zza grobu lub skądkolwiek. Jeden i drugi i nawet trzeci radiowiec katował słuchaczy pieśniami. Oczywiście do wyrzygu, jak to w tym najlepszym radio na świecie. W końcu jakiś słuchacz nie wytrzymał i napisał do radyja – „obie piosenki są wybitnie przeciętne“. Hm, za grzeczny był Pan, bo ja uważam, że obie piosenki są wybitnie niepotrzebne w historii muzyki. AC piorun DC – band, który od 40 lat nie nagrał nic innego. Każda pieśń na tę samą modłę robiona. Pink Floyd – band, który od 40 lat nic ciekawego nie nagrał (ok, zgodzę się na góra dwa wyjątki). I dziś – PACH! Ac/dc debiutuje na 7, a kamanda Pinka Flojda na 3. Rzyg.
Tyle o radio i muzyce.
„Zakańczam“, bo widzę, że w telewizorni leci film „300“. Pan mi kiedyś w hAmeryce mi to puścił. Pyta się mnie czy znam tę historę. Ja mówię, że 300 nic mi nie mówi. Pan się dziwi. Po filmie oznajmiam, że my w Polsce to znamy jako „bitwa pod Termopile“, a nie jakieś tam 300. Oczywiście 300 gram poszło do gardła oglądając dzieło.
Wracawszy lub wracając do TV – heh, Sławek rządzi w polskiej TV. „07 zgłoś się“ codziennie leci od stu lat już. Jeden z ciekwaszych dialogów:
– Nazywam się Eliza Hoffman przez dwa F
– …a to jest porucznik Zubek przez U zwykłe

Jak ten nasz Sławek coś zripostuje, to zripostuje. Nawet wuj Staszek, mistrz ciętej riposty mógłnby się uczyć. A jeszcze jedna rzecz o tym serialu. Właśnie leci odcinek, w którym Sławek Borewicz podaje jakiejś cizi swój adres – Sobieskiego 70! Toż to dwa bloki ode mnie!! 07 zgłoś się!!!

Znów noc, papierosy i gin

Niestety żaden Gin mnie nie nawiedził i żadnych 3 życzeń nie spełnił. A ginu nie pijam. Ohyctfo!

Miałem wpis zacząć inaczej, ale ten gin mnie naszedł, nie wiadomo czemu.

Zacząć się miało religijnie:

Halleluja, prejz de lord, czyli (ch)walmy pana! Przeżyłem upały, choć czwartek był najkoszmarniejszy z najkoszmarniejszych. Dwie pobudki w nocy oraz kąpiele w łóżku we własnym pocie! Poddałem się za drugim wstanięciem i włączyłem cyrkulator na resztę nocy. Na szczęście spięć nie było. Ale i tak cały dzień czułem się jak nieprzytomny i przetrącony.

Z durnych, ostatnio usłyszanych dowcipów:

Wstaje rano nagi facet i wyglada przez okno, a tam w gruncie rzeczy.

Chciałbym również wspomnieć o moim komputerku. Jest rewelacyjny. Można wyczytać we wcześniejszych wpisach z 2009 roku, że się wzbraniałem przed zakupem jego. Ale dziś twierdzę, że jest niesamowity. W ogóle nie musimy ze sobą rozmawiać. Rozumiemy się bez słów. Fakt, że trochę dziwnie się pisze nań. Ale to nic. Przyzwyczaimy się. Czyżby to dlatego tak rzadko piszę na moim blogu? Bo się tak ciężko pisze nań? Chyba nie. Po prostu nie było o czym pisać.

W ubiegłą niedzielę byłem na Urban Market i pomagałem SłodkoKwaśnej sprzedawać dobra spożywcze. Dzień wcześniej skrobałem marchewkę do 2 rano i zawijałem spring rollsy. Ale się opłaciło. Stałem przed straganem i naganiałem klientów.

W ciągu tygodnia robiłem zdjęcia z serii „no look photo“. Wyciągałem telefon i pstryk. Oczywiście nie stawałem przy kadrowaniu, bo to wioska Pałacu zdjęcie robić. Także rączka do góry i szybki pstryk. Takie hobby se znalazłem. Szkoda, że wcześniejsze zdjęcia wykasowłem i moja kolekcja ogranicza się do dwóch zdjęć.

Później zaczęły nadchodzić upały. 34 stopnie jeszcze szło żyć. W domu pierwszą rzeczą było ściąganie portek. W kolejnych dniach stwierdziłem, że piepszę i zakładam do roboty len na nogi. Czwartek to było apogeum. Nawet nie chcę wspominać tych 38 stopni. Po prostu było piekło na ziemi!

Wakacje powoli mijają, urlop wypadałoby wykorzystać sensownie, bo i tak do końca września wygonią. Paryż, Buda z Pesztem, czy może ekskluzywny Madryt i Barcelona? Nie wiem, pomyślę później.

Z paniom inszynier se Szczecina oglądaliśmy najlepszy serial kryminalny na świecie – 07 zgłoś się! Re-we-lacja! Porucznik Sławek Borewicz lowelas nad lowelase, a jego koleżanka Ewa Olszańska to chodzący omnibus i alfa i omega. Nawet wiedziała ile dzidzibutki kosztują i inne damskie precjoza w postaci futra i najnowszych fryzur. Na szczęście Ewa odpuściała sobie serial po 18-tym odcinku. Kilka wniosków z tego serialu się ciśnie na usta:

–       niesamowita propaganda PRL-u

–       milicjanci piją w pracy piwo. Porucznik Zubek często wyciągał ze swojej teczki bronksy, co by poprawić myślenie

–       Sławek Borewicz jest cienki. Większość spraw rozwiązywały osoby trzecie, bo porucznik nie mógł wpaść o co kaman

–       Ciekawe postaci się przewijały przez serial. Najwspanialsza była ówczesna sexbomba Basia Brylska i jej skandaliczny wulgaryzm „ach ty łobuzie!“

–       Często Heńki okazywali się łobuzami. Ciekawe czemu

–       Łódź to jakieś zagłębie patologii i marginesu! Tylko raz wspomnieli Białystok, a tak to tylko Łódź, Trójmiasto, bazar Różyckiego.

Ach, pracodawca mnie wysłał na badania okresowe uzupeniające o prowadzenie samochodu służbowego. Jak najprawdziwszy agent zrobiłem fotokopie testu psychologicznego i wysłałem do pani inż ze Szczecina. Ta mi powiedziała, że stabilny extrawertyk jestem. A pan po badaniach rzekł, że stabilny extrawertyk jestem. I jeszcze mnie od sangwiników wyzwał. Krewki znaczy jestem (sanguis z łac. krew)? Szanowny małżonek pani inżynier ze Szczecina, też zresztą doktor i też z Łodzi podsumował krótko mego lekarza – kurwa, dinozaur jakiś. No bo kto dziś mów sangwinik? No kto? Hm, ja w krzyżówkach!

Mała wstawka znaleziona w necie:

Charakter a seks, jednym z czynników mających wpływ na przystosowanie seksualne partnerów są cechy charakterologiczne. O tym, że ten pogląd jest dość powszechny, świadczy przekonanie o roli znaków zodiaku, np. “skorpiony” są dobrymi partnerami dla “ryb”, ale nie dla „lwów” itp.

Co to znaczy? Że tylko ze skorpionami? No dobra, to szukam skorpiona na gwałt.

H J Eyseneck tak twierdzi. Na dodatek musiałem jego test rozwiązać. Pytania do mnie miał takowe:

–       czy jesteś skłonny do zbytniej skrupulatności? – noż cholera, zna mnie facet

–       czy uważasz siebie za gadatliwego? – ja? Never 🙂

–       czy wszystkie twoje nawyki są dobre i pożadane? – heh, durne pytanie

–       czy kiedykolwiek skłamałeś? – pani inż mówiła, że to podchwytliwe pytanie, to na wszelki wypadek odpowiedziałem „tak“

–       czy czasem odkładasz do jutra to, co powinienieś zrobić dziś? – heh, czasem? Zawsze!

Z innych jeszcze badań fajnie wypadła wizyta u neurologa. Pani postukała mnie młotkiem po kolanach i się trochę siłowaliśmy.

U tego psychologa okazało się, że pobiłem jakieś rekordy. W ciemnej komórce w ciągu sekundy odgadłem kształty oraz godzinę. W moim wieku bardzo dobry wynik to 8 sekund. Heh, najlepsze jest to, że to badanie pokazało, że nie mam olśnienia. Szkoda chyba. Podsumowując psychologa, okazało się, że moje wyniki były tak ekstraordynaryjne, że nie muszę się już nigdy więcej u niego pokazywać. Także mam spokój z testami i ciemnymi pomieszczeniami.

Ostatnie zdanie na temat lekarzy. Zawożąc koleżankę do przychodni odkryłem panią internistkę parającą się z pożegnywaniem nadwagi. Muszę się cholercia z paniom umówić! конечно!

Aha, wczoraj skorzystałem sobie z okazji, że Słodkwaśna miał seans fryzjerski w domu, i pozwoliłem sobie zaprezentować 7 mm na głowie. Nie, to nie jest jeszcze ta długość, którą osiągnęła Ula w 2009 roku. Wtedy to aż mi się czaszka prześwitywała, tak krótko było. Od wódki rozum krótki, czy krótkie włosy, to krótki rozumek? Tak czy inaczej chyba głupi jestem.

Ach, zapomniałbym. Co za historia! Siedzimy wczoraj u SłodkoKwaśnej na jego prawie 70 metrach i wtem nagle jakiś but na sznurku pojawił się na naszym balkonie! Co za historia! Niestety nie udało nam się złapać bucika. Może to jakiś Kopciuszek z góry był? Mam nadzieję, że nie skorpion! Missed opportunity by było.

Z muzyki nic nowego nie odkryłem. Rządzi spotify oraz moja Yamaha, która odczytuje mp3 z szesnastogigowego USB. Także płyt CD już nie kupuję. A co teraz leci? “Kom, zasejluj mi szipsy eraundmi i zbernuj mi swoje brydże” czyli “come, sail your ships around me and burn your bridges down”, czyli Nick Cave “The Ship Song”.

A w serialach? No cóż:

True Blood – brakuje już tam tylko smerfów. Wampiry zeszły na psy.

Dexter – życie straciło sens. Ubili mi Debrę, moją ulubienicę. No chyba, że z martwych powstanie w kolejnym odcinku

Suits – wciąż fajny, szybki ale coś nudą zaczyna pociągąć. I niech wywalą w końcu tą beznadziejną współwłaścicielkę Dżesikę. Strasznie beznadziejna i nudna

Orange is the new black – kolejne cudo Netflixa. Ktoś napisał, ze lepszy niż “house of cards”. Hm, taki serial o wesołych pensjonariuszkach. Koniec sezonu dało się przewidzieć po pierwszym odcinku. Słabizna!

Zakańczam!

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑