Uncategorized

first of all, …

… czyli festiwal. Mój lektor mówił „first of all“ w takim stylu, że ja myślałem, że on mówi „festiwal”.

Byliśmy wczoraj na Festiwalu Wódki i Zakąski. Może w tym miejscu wypadałoby dać parafrazę nazwy tego wydarzenia? Choć nie. Bo to by już negatywnie nastawiało niektórych przed przeczytaniem tego wpisu.

Przede wszystkim i po pierwsze, muszę pochwalić pomysł. Bardzo fajna inicjatywa. Miejsce (Forteca Kręglickich) też trafione. Dużo wystawców, można było testować. Każdy opowiadał o swoich trunkach i pysznościach. Szkoda, że nie było zakąsek. Kilka stoisk miało coś „na ząbek“. Na ten przykład, na stoisku Bieługi podawany był kawior. I to dobry. Sporo wystawców zachwalało dary z Rosji i były to dobre dary. Wspomniana Bieługa, ale też napój z Syberii Mamont zaskoczył nas. Wódka syberyjska była trzecim napojem spożytym. Jako drugi, rzucił nam się napój z Austin w Teksasie w oczy – Tito‘s. I tak się składa, że mam koleżankę w Austin, i tak się składa, że miałem na sobie t-shirt z napisem „Keep Austin weird“, i tak się składa, że nam Teksas, oprócz muzyki country, kojarzy się z whisky. Także zaskoczeni byliśmy wódką stamtąd. Teksańska koleżanka, jak tylko dostała zdjęcie ode mnie, odpisała – e tam, to tylko Tito’s. Może być. No nam zasmakowało. Wróciliśmy jeszcze do nich. Tito’s i syberyjska wódka, to było jedno stoisko. A dodatkowo na części białej pani mówiła po rosyjsku, co nasz kolega rusofil wykorzystał od razu.

A co było pierwsze pite? Ha, taki „suspence“ (czytaj saspens). Pałac Kultury. Dwaj panowie opowiadali o wódce. Wiadomo (ponoć), że jak zapytasz obcokrajowców z czym się kojarzy Polska, to ludzie mówią „Pałac Kultury“. A ja myślałem, że z wódką się Polska kojarzy tym za granicą. Hashtag dobra zmiana. Na tym stoisku też zakąska była – wysuszony migdałek.

Organizacyjnie doceniam chęci i pomysł. Z wykonaniem gorzej. Szczególnie części kulinarnej.

Dobry pomysł to kielkiszki na smyczy, czyli zestaw „wolna ręka“. Poręczne i sprytne. Ciekawe.

Żenujący był pomysł z kuponami na jedzenie i picie (dwa różne kupony). Żeby coś zjeść, trzeba było zaopatrzeć się w kupony. Tanio nie było. Doliczywszy za wejście 79 zł (dzień) lub 99 zł (dwa dni), impreza raczej do najtańszych nie należy. Przykłady żywieniowe – ohydna tortilla z kaszanką (gratuluję pomysłu i nazwy) – 3 lub 4 bony, smakujący jak nic hot dog z białą kiełbasą i kapustą kiszoną 3 bony. Jeden bon kosztował 5 zł i trzeba było kupić od razu zestaw 5 bonów, bo 1, 2, 3 lub 4 nie dało się. W środku na szczęście jedzenie o niebo lepsze – śledziki (2 bony), smalce i inne zakąski i przekąski. Z napojami też nieporozumienie. 1 bon za colę ale, tak samo jak z jedzeniem, nie możesz nabyć jednego – musisz kupić od razu 5.

Doceniam pomysł, rozumiem zamysł „kuponizacji“ ale do przemyślenia na przyszłość.

Na głównym placu było i za ciepło, i za głośno. Pan ciekawie o wódkach Chopin opowiadał ale co z tego, jak słyszał go tylko jeden kolega. Ja już nie. Bo jakiś niemrawy pan ze sceny opowiadało różnych trikach i drinkach barmańskich. W bocznych korytarzach/tunelach za to było kameralnie i chłodno. Do ciekawych stoisk zaliczyć mogę wódkę o nazwie Pravda. A, może ze względu na pochodzenie i sentyment, najbardziej przyjemnym towarzystwem okazali się ludzie promujący dary Puszczy Białowieskiej z Lewkowa Starego. I ten czarny bez też niczego sobie. No i jak to? My nie wiemy, gdzie Lewkowo jest? Wiemy. Obok Narewki.

Festiwal polecam. Ciekawa wycieczka, interesujące doświadczenia smakowe.

Na dzień dzisiejszy nazwałbym to wydarzenie albo „Festiwal Wódki i …“, albo „Festiwal Wódki i gdzie są zakąski?“. Ale nie czepiajmy się. Festiwal Wódki polecam!

Po festiwalu pojechaliśmy coś zjeść na Nocny Market. Ale to opowieść na inny wpis. Dla mnie to miejsce jest przereklamowane i zdecydowanie za drogie. Ale jako marketingowiec, mogę potwierdzić starą prawdę – coś kosztuje tyle, ile ktoś za to zapłaci 🙂

 

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.