Uncategorized

alba

Taki to będzie jakiś nijaki wpis. Bo taki na siłę. Bo wszyscy pytają jak było w Szwecji. To w końcu, po prawie miesiącu, będę donisił i obwieszczał.

Było fantastycznie!

Wracam tam jeszcze. Z miast, co prawda tylko Edynburg zwiedziliśmy. A pierwotnie chciałem Glasgow, bo tam kolega i koleżanka. Wiadomo, zawsze można wyżebrać nocleg, bo funt odstraszający i mało przyjazny.

Tak, było drogawo. Ale bez przesady, na piwo było stać nas. I tak najwięcej pieniędzy poszło na paliwo, auto, apartament i dziecięcą rozpustę.

Wracam do Szwajcarii na pewno. Glasgow odwiedzę. A jako, że wizzair lata nie w każdy dzień, to może wystarczy jeszcze czasu na jakiś wypad na północ.

Wyjazd był bardzo relaksujący, bo towarzystwo wyborne, bo pogoda nam dopisała (a wtedy w Polsce nie było ciekawie). W mieście mieliśmy 14 stopni, a poza nim i 20, i słońce, i pogodę.

Edynburg bardzo mnie urzekł. Takie miasto nie z tej epoki. Gdyby wjechał król na koniu ze swoją świtą, wcale bym się nie zdziwił. Tylko fakt, że miałem internet w telefonie, przekonywał mnie, że mamy XXI wiek. Po mieście można by chodzić w nieskończoność. Tam zajrzeć, tam usiąść, tam się wspiąć na zamek. Muzeum pod gołym niebem, jak mówią Rosjanie o St. Petersburgu.

Trafiliśmy na długi weekend w Szkocji, więc w niedzielę było tłoczno i był problem z usiąściem na jedzenie. Wcześniej zrobiłem wywiad kulinarny. Kolega Szkot nie zachęcał do dań swojego kraju. Same jakieś mączne albo tłuste, żeby ogrzać ciało w zimne dni. A jak wiemy pogoda szkocka to nie Egipt. Włoskie, indianskie i chińskie – takie restauracje dominują. Byliśmy i w pierwszej, i w drugiej. Pyszne jedzenie. Do trzeciej nie doszliśmy. Zgłodniałym, wybrał Meksyk.

Na drodze też miało być tłoczno, bo poniedziałek wolny. Jeśli to jest wzmożony ruch, to zazdroszczę. Zapraszam Szkotów do Polski na korki drogowe.

Poza Edynburgiem!? Pięknie. Zamek na wzgórzu, zamek na klifie, ruiny zamku przy wiejskiej drodze, po środku niczego. Ludzie mili. Choć kolega z Londynu twierdzi, że mili, bośmy z Polski. Dla niego nie byliby tacy. Myślę, że kolega Anglik przesadza.

Także widziałem to co planowałem – wrzosy (z ręki mi jadły), klify, zamki, (g)murki wzdłuż drogi. Lasów nie ma za bardzo, to temu pewnie w takim „kamiennym kręgu“ są.

Ah! I objawił się nam potwór z Loch Ness! Basia kręciła akurat jak się jej Bąbelek bawił na kamieniach w jeziorze na brzegu. Na chwilę skierowała obiektyw na starego i już słychać było krzyk Bąbelka! Potwór chciał go w otchłań wciągnąć. Na szczęście starsza siostra wyciągnęła pomocną dłoń. Wszystko mamy prawie nagrane – tylko samego ujęcia jak potwór wciąga młodego nie ma. Morał jeden z tej historii – nie kręcić starego na przyszłość.

Spotkaliśmy kilku Polaków. W miejscowości Inverness jednego. W sumie mógłbym zacytować co krajan mówił (przez telefon rozmawiał), ale dzieci mogą czytać. Ale w sumie co mi tam. Nasz ziomek rozmawiał tak:

  • nie dzwoń do mnie więcej !@#$%^&* #$%^& %^&*( %^&* @!#

Drugi Polak spotkany został przy jedzeniu pysznego fisz and czips! Szkot nas zaczepił i jak się dowiedział, że jesteśmy z Polski, to od razu oświadczył, że czeka na kolegę z naszego kraju. I przyszedł taki wesoły Romek tylko z reklamówką w ręku. Spod Lublina chłopak. Postanowił na długi weekend odwiedzić Szkocję i tak sobie jeździ po okolicy. Bardzo sympatyczny, pozytywny młody człowiek.

Pozostali Polacy, to już w Edynburgu – kelner w knajpie meksykańskiej i barman w pubie. Hm. Niech im się wiedzie jak najlepiej.

Fanem Harrego Pottera nie jestem ale kupiłem wszystkie części jego przygód. Mój chrześniak pyknął je wszystkie w trymiga, z 10 razy. To obstrykałem i most, i jezioro, i jakąś wieżyczkę.

Bardzo przypadł mi do gustu Tantallon Castle. Może dlatego, że to były największe ruiny, jakie udało nam się zwiedzić. Pozostałe zamki mniejsze były. Polatałem też na koniec sam po ruinach. I dopiero przy wyjściu pan od wejściówek pokazał mi zdjęcie ducha w oknie! Gdyby zrobił to na sam przód, to bym nigdy nie odważył się na odłączenie od grupy! Strach by mnie obleciał!

Szkocję polecam. Piękny kraj. Fakt, mieliśmy ogromne szczęście z pogodą. Odwiedzę raz jeszcze i może tym razem uda się do Glasgow, do przyjaciółki pani inż. hab. ze Szczecina (a może i samą panią uczoną też namówię?), wielkiej fanki Leonarda Cohena i do Neila, szkockiego Szkota.

Ale z drugiej strony, widziałem na Instagramie zdjęcia kolegi z jego wycieczki do Irlandii. Też zachęcająco to wyglądało.

To krakowskim targiem, niech będzie Islandia! Ale o wrażeniach z tej wysepki dopiero pod koniec sierpnia. Na razie tylko bilety i ubezpiecznie kupione.

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.