Tag: kora

gryzę się …

… i się tnę.

Ugryzłem się w środę w lewy polik (od środka). W czwartek przegryzłem bąbelka na prawym poliku (afta jakaś, czyli też we w środku). A dziś coś pod językiem sobie dziabłem. Chyba grzanka z suchara mnie załatwiła. No gryzę się jak nic.

W weekend obierałem sobie warzywka i jak to mam w zwyczaju, obskrobałem sobie paluszka. U nasady palca wskazującego lewej ręki też mam jakieś cięcie.

Weekend minął sympatycznie. W piątek u Słodkokwaśnej zjedliśmy pyszne kanapeczki japońskie z ryżem.

Mniam i mlask. Ta z burgerem i podwójnym serem obłęd. Ta z bawetką (bavette) też spoko.

Dodatkowo kolega zaśpiewał viral pt. Jebać PiS. Tekst bardzo prosty. Dodaliśmy również, parafrazując imprezę urodzinową Piaska – i Konfederację. Śpiewak obchodził 50-tkę i Nergal (gość zaproszony) wrzucił na insta story taki to ich wybryk. Piasek chyba w TVPiS robotę przez to stracił. Dobry ten kolega.

Sobota minęła leniwie. Się po mieście się przeszedłem się. Bo słonecznie było. Ale pioruńsko zimno. Miałem do Piotrusia G. dołączyć na sanki, bo kolega z dziećmi się bawił przy moście Śląsko-Dąbrowskim. Ja też przy tym moście byłem, tylko z drugiej strony. Pędziłem do domu, bo zimno, bo siku się chciało.

Wyjście z domu w sobotę było w stylu Pan-Hilary-Gdzie-Są-Moje-Okulary. Guzdram się, zbieram. A już buff do zakrywania twarzy naciągnięty na szyję. Czapka zarzucona na łeb. Słuchawki!? Gdzie są moje słuchawki!? Biegam po pokoju i szukam. Po kilku chwilach dotarło do mnie, że …

Na mieście postanowiłem podbić do pewnego muralu. Słoneczko jednak mocno dawało. Ale mam już 4 pory roku.

Dziś smutna wiadomość – odszedł Pan Ryszard Szurkowski. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu, w 2006?, w 2005?, grałem z kolegami z pracy w tenisa. Bo do jakiejś sekcji sportowej się zapisałem i mieliśmy rozgrywki międzyzakładowe. Było nas 3, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel. Za kilka lat mieć u stóp cały (tenisowy) świat. Nie udało się.

Każdy wie, jak się gra w tenisa we 3. Słabo. Także koledzy pykają, a ja się kręcę i rozglądam. Na korcie obok zobaczyłem samotnego pana. Staliśmy w sumie obok siebie. I pan zaproponował skrzyżowanie rakiet, bo jego partner nie dotarł. Od razu poznałem pana Ryszarda. Musiał mieć wtedy coś koło 60 lat. Już stałem przy linii końcowej, już zamachiwałem się rakietą, jak partner naszego mistrza wpadł spóźniony. No i nie skrzyżowałem rakiet, nie zagrałem.

O panu Ryszardzie znam jeszcze jedną dykteryjkę opowiedzianą przez brązowego medalistę olimpijskiego z Barcelony, pana Kajetana Broniewskiego (kajaki). Mówił, że kiedyś w większej grupie poprosił mistrza o przejażdżkę na rowerach. Jadą sobie i jadą. Amatorzy poprosili o zaprezentowanie poziomu olimpijskiego. Pan Ryszard powiedział, że odliczy do trzech i rura. Jak powiedział, tak i zrobił. Pan Kajetan powiedział, że nawet przez chwilę nie dotrzymali mu … kroku (można tak powiedzieć w tym przypadku?).

Ponoć Trumpowi chcą zrobić impeachment. W sumie jest za późno, ale chcą się zabezpieczyć przed ewentualnym, kolejnym startowaniem tego pana w wyborach. A taki impeachment uniemożliwi to.

I taka refleksja.

Z Korą się spotkałem. Z panem Ryszardem się spotkałem. I z Trumpem też. Hmm.

kamienie milowe, czyli

 

 

…jest nas coraz więcej.

Chyba tak nazywała się ta rubryka w białostockim Kurierze Porannym albo Gazecie Współczesnej. Komunikowali wszem i wobec, kto na świat przyszedł i czyim jest dzieciątkiem. Ciekawe co na to RODO?

Wczoraj celebrowaliśmy pojawienie się córki naszego kolegi, brata Arka-Zegarka. Kora nazwą córeczkę. Ładnie. A ze 3 dni temu obchodziliśmy smutną drugą rocznicę odejścia innej Kory.

Śpiewom i piciu nie było końca. Żony od razu ostrzegam – MY MNIC ZŁEGO NIE ROBILIŚMY.

Jakoś po północy odstawiliśmy (śpiącego prawie) tatusia, wprost w ramiona mamusi. Ciekawe co sobie pomyślała? Że ale się zrobiły barany? Czy – jacy mili koledzy, odstawili mi starego do domu?

W bloku młodych rodziców okazało się, że jest jeszcze knajpa czynna, więc postanowiliśmy jeszcze nie kończyć wieczoru. Także z Arkiem-Zegarkiem bronksa strzeliliśmy na leżakach. Ale jakoś szybko się zwinęliśmy. na szczęście. Wyjście udane, ale nadal coś za tą Wolą nie przepadam. Jakoś nie ma ona dla mnie wyrazu i klimatu.

 

Wczoraj zmartwychpowstała pani prof. ze Szczecina zaczęła wypisywać mi maile i ajMasaże. Że ile się dzieje na moim bogu, który wpis polecam, bo za dużo tego.

Renaciu,

po pierwsze – foch! I pozwól, że zacytuję Ciebie – Chcesz w łeb?

Co to za bardzo niemiła postawa? Proszę mnie natychmiast przeczytać, uzupełnić braki. Kolokwium Ci zrobię później. No nieładnie!

Po drugie – jak ja mogę wskazać, który wpis jest lepszy od którego? Sama dobrze wiesz, że rodzice zawsze mają swojego ulubieńca wśród swych potomków. Zawsze któregoś kochają bardziej. A drugiego za karę na wakacje nie puszczą, mniej kasy dadzą. I tak dalej. Jak ktoś zapyta, kogo bardziej kochają, to zawsze wskażą kogoś, c’nie? Ale to w przypadku jak masz ze 2, czy 3 dzieciątka. A ja moich postów naprodukowałem w tym roku ponad 60, także zrozum sama. JAK ja mogę wskazać, który lepszy? Wszystkie moje posty fajne są i basta.

 

I jeszcze jedno. Jak prychasz ze śmiechu nad moim postami, to załóż maseczkę! Bo zarażonych coraz więcej. Rekordowo więcej.

 

a planety szaleją, szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją się, śmieją

Ktoś napisał, że w piątek w nocy zaćmienie księżyca, planety szaleją, a wielka Artystka odchodzi.

 

 

Nic dwa razy się nie zdarza

I dlatego z tej przyczyny

Zrodziliśmy się bez wprawy

I pomrzemy bez rutyny

Choćbyśmy uczniami byli

Najtępszymi w szkole świata

Nie będziemy repetować

Żadnej zimy, ani lata

Pamiętam, że w 1995 roku, podczas matury ustnej z języka ojczystego, powołałem się na wiersz pani Wisławy Szymborskiej. Oczywiście żaden ze mnie poetolog. Znałem ten tekst tylko dlatego, że w 1994 Maanam na swojej płycie pt. „Róża” zamieścił utwór z tekstem wieszczki.

Czy byłem fanem Kory i Maanamu? Chyba tak. Lubiłem ich granie. Bardziej może zespołowe wykonania, niźli solowe Kory.

Nigdy jakoś śmierć artysty tak na mnie nie wpłynęła, jak odejście Olgi Jackowskiej. Nie miałem nigdy „fazy” na słuchanie kogoś, tylko dlatego, że właśnie odszedł.

A teraz? Od soboty słucham na okrągło Maanamu.

Lubiłem czytać i słuchać wywiadów z Korą. Zgadzałem się z większością jej poglądów. Podobała mi się jej maniera mówienia, opowiadania. Jeśli chodzi o jej twórczość, to była wyjątkowa, jedyna. Nie ma innej takiej wokalistki.

Kiedyś widziałem koncert poświęcony Maanamowi. Kora śpiewałą z różnymi wokalistakmi. I pamiętam Kasię Nosowską w „Ściemnia się” w duecie z Korą:

 

Oj, widać/słychać było różnicę.

Beata Kozidrak też fajnie napisała o Korze:

Opole 79 rok. Miałam 19 lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Korę. Przygotowywałam się do występu. Weszła do garderoby i z wielką pewnością siebie stanęła obok, przed lustrem, wzięła moją czerwoną szminkę i pomalowała nią usta. Już wtedy wiedziała, czego chce, ja jeszcze nie… Do zobaczenia.

 

Dobra nie ma co się rozwodzić, bo wiadomo, że o zmarłych tylko dobrze, albo wcale. Ale w przypadku Kory, tylko dobrze i bez końca.

Ja tylko dodam jedno, co mnie urzekło w Korze – miała świetną dykcję! Rozumiałem każdy wyraz wyśpiewany.

Bez mała 2 lata temu, kiedy jechałem Lyft’em (konkurencja Ubera) z Fair Lawn na lotnisko JFK, młoda pani kierowczyni puszczała przeboje światowe (no bo przecie nie polskie) i śpiewała równie dobrze co Beyonce i inne. Zaczęła śpiewać Rihanna’ę i jej hit ówczesny „Work”. Pani wyje, śpiewa, nuci, zawodzi cudownie. Pytam się jej, czy ona rozumie co śpiewa barbadoska. Odrzekła, że nie, że musiała sprawdzić tekst. Czyli nie tylko ja nie wiedziałem, co bełkocze ta pani.

I po raz pierwszy zrobiłem sobie playlistę Maanamu. Z pierwszych wydawnictw (do 1992 roku) usunąłem może po 1, góra 2 piosenki. Po 1992 wybrałem może 1, góra 2 piosenki z każdego albumu. Staro(ś)ć jednak radość.

Wydaje mi się, że był to 2003 albo 2004 rok. Na pewno styczeń.

KORA

 

 

Słowa, słowa, słowa, słowa
Wyrazy cisną się do głowy
Słowa, słowa, słowa, słowa
Ze wszystkich stron zachęcający szept

Ha, ha, ha….

Myślę, myślę, myślę, myślę
Idę ulicą i dziwię się że idę
Myślę, myślę, myślę, myślę
Ze wszystkich stron zachęcający szept

Ha, ha, ha….

retroja

jesteś serem, białym. Żołnierzem. Nosisz spodnie, więc walcz

Pogoda jaka jest, każdy widzi. Biało. Fajnie. Ale ja nie o tem.

Za tydzień będzie od 22 do 29 stopni Celcjusza. Pojadę zobaczyć gdzie Jezusek z Nazaretu się urodził. Dopiero po nabyciu biletów zauważyłem, że pogoda może być tam mało przyjazna dla mnie. Cóż. Raz się żyje. Poza tym ja nie palę już ponad 450 dni, więc może nie będę się tak pocił.

Zażartowałem sobie, że ja – czarna owca w rodzinie. Ateista, niechodzący do kościołów, widział papieża (germańskiego co prawda ale widziałem), był w Watykanie. A teraz polecę zobaczyć jak to się wszystko zaczęło. Trzeba kupić złoto, mirrę i kadzidło, tak jak zrobili ci trzej święci – Pankracy, Serwacy, Bonifacy i zimna Zośka.

Szczegóły będą o wycieczce do Świętej Ziemi w swoim czasie.

Wstałem dziś o 05:55. Można się pewenie zapytać po co tak rano. Ano po to, bo:

– mogę

– się obudziłem

– stary dziad jestem i już nie potrzebuję 8 godzin snu (?)

– „wstawaj, szkoda dnia“

– jestem nienormalny

Włączam sobie radio i serfuję po necie. Natrafiłem na wywiad z damą polskiego rocka – Beatą Kozidrak!

Jejks! Mam sentyment do tej pani. Symbol kiczu i ostoja wierszoklectwa, ale cholera ma babka coś w sobie.

Czy lata 80-te były szare? Bo kolejna artystka (zaraz po Małgorzacie OstrowskiejLombardu) twierdzi, że było szaro i trzeba było „żyć kolorowo“. Nie pamiętam tej szarości. Miałem kilka kolorowych fatałaszków. No może nie tak kolorowych, jak ciuchy Roberta Grahama ale szara szafa nie była.

No nic. Widocznie artystki mają inną percepcję kolorów.

„ok, ok, nic nie wiem, nic nie wiem“

W sumie fajnie, że takie osoby są w polskim szołbiznesie. Dobra przeciwwaga dla posągowych, poważnych i czarnych Kor, czy Kaś (Nosowska, Kowalska), czy Edyt (Bartosiewicz, Geppert).

I w tym wywiadzie wrzucili występ zespołu z Opola 1984 – Małpa i ja! Uwielbiałem tę piosenkę.

Teraz jak tak popatrzyłem, to naprawdę mało festiwalowy to utwór. Czyli Bajm to też prekursory jakieś. Z Lublina, jak słynny sztuk(i)mistrz.

Poszperałem w iMusic i mam kilka płyt Bajmu i sobie słucham. A pyś sam się śmieje. Ciekawę, kiedy to w diabły wyłączę!

Kiedyś pisałem, że opiszę moje koncerty, bo zbierałem bilety i trzymałem je w antyramie w toalecie.

Jejks! To było prawie 7 lat temu! Ale żem słowny jest.

„Miłość, czy ty wiesz co znaczy mieć w sercu jej blask?
Nigdy nie zrozumiesz tego, nie spotkasz jej sam“

Normalnie jak p. Szymborska.

 

To teraz, po prawie tych 7 latach piszę, co było moim pierwszym koncertem widzianym i przeżytym. B-A-J-M! Początek lat 80-tych, bo jakiś ledwo od ziemi odstawałem. I pamiętam, że świadomy koncertu byłem. I pamiętam, że cieszyłem się jak … dziecko. Amfiteatr pełen ludzi. 10 lat później okazało się, że przy tym amfiteatrze prof Han nam lekcje wuefu robił był.

Muszę poczytać o czasie zaprzeszłym i wskrzeszyć go – dygresja

 

Na scenie amfiteatru zespół rockowy, gitary, szarpidruty. Czad, rock, hałas, łomot, szatan. Tak to widziałem wtedy.

I ta pani, co lata po scenie, macha herami, zagaduje do publiczności. Interaktywuje się, bo co chwilę jakiś pan z widowni krzyczał „Józek, Józek“. Skonfudowany byłem, bo przecie Beata, to nie Józek. I pani wokalistka coś do tego fana zalotnie odpowiadała. No interakcja jakich mało. Czad, rock, łomot, hałas, szatan!

Koncert mi się bardzo podobał! Nie pamiętam żadnych piosenek oprócz „Józek, nie daruję ci tej nocy“. Myślałem do wtedy, że to Budka Suflera śpiewa. Dlatego taki zbity z panatałyku byłem z tym krzyczącym „Józek“ fanem.

 

Bajmu przestałem słuchać w liceum, bo:

– zmądrzałem? Nie, to nie to

– zaczęliśmy słuchać normalnej muzyki. I taka na ten przykład Sepultura (która miała albo zaraz ma koncert w Wawie!) mogłaby zdmuchnąć cały ten Bajm ze sceny jednym szarpnięciem drutów, ryknięciem Maxa Cavalera

– bo jakoś radio obrzygało mnie tym zespołem. „Jesteś serem, białym żołnierzem…“

 

Moje nieulubienie tego zespołu wielkie było. Kiedyś, jak odwiedzaliśmy Lublin, znajomi stamtąd przywitali nas żartobliwą prośbą – przeproście za disco polo. Ja, wtedy już dorosły i świadomy muzycznie mężczyzna odrzekłem również prosząc – przeproście za Bajm!

Znajomi się uśmiechnęli i przeprosili twierdząc, że „oj tak“. Czyli istnieją osoby z Lublina, które też nie lubią rodzimego zespołu.

Cholera, teraz mnie tak naszło. Mogłem dorzucić do tego Bajmu jeszcze Budkę Suflera. Ale o tym zespole to chyba oddzialny referat powinien być. Urszula też jest z Lublina. Ale ta akurat jest spoko, bo wszystkie Ule fajne są.

Łódź przeprasza za Ich Troje – napis witający wjeżdżających do miasta Łódź (ponoć). Kolejna dygresja. Ciekawe co na to pani prof. ze Szczecina.

Z 10 lat temu albo i 11, bank organizował noworoczne spotkania z klientami. Scenariusz prosty – wystąpienie członka zarządu, koncert gwiazdy, poczęstunek, czasem wyjście gwiazdy w tłum i autografy. Z tych kilku spotkań mam tylko zdjęcie z Korą. Reszta jakoś … No, hmm, nie moje to gwiazdy były.

Kolejna dygresja. Pewnego razu, jak miałem przerwę w pracowaniu, to gwiazdą była nasza d(z)iva Edzia. Koleżanka opowiadała, że niechcący spotkała ją bez makijażu. Zamiast „dzień dobry“ pomyślała głośno „o Boże“.

Wracając do tych delegacji służbowych. Co roku jeździłem w kilka miejsc. Czyli inne miasto, ten sam występ. Wiadomo – nuda po jakimś czasie. I te 10 czy 11 lat temu musiałem 5 razy na żywo oglądać … Bajm. Chyba Bóg mnie opuścił. Mogę śmiało powiedzieć, że odkupiłem wszystkie grzechy wszystkich ludzi świata.

Coś faktycznie jakiś religijny się zrobiłem. To chyba ten wyjazd do Izraela mnie tak nastraja.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑